Mój ojciec wrócił z pracy blady jak ściana i powiedział tylko jedno zdanie: „Wiesz, co Niemcy zrobili w Babim Jarem?”. Nigdy nie zapomniałam jego oczu, gdy opowiadał o aktorce, która udawała…

Mój ojciec wrócił z pracy blady jak ściana i powiedział tylko jedno zdanie: „Wiesz, co Niemcy zrobili w Babim Jarem?”. Nigdy nie zapomniałam jego oczu, gdy opowiadał o aktorce, która udawała...

Wrzesień 1941 roku, okupowany Kijów. Niemcy weszli do miasta 19 września, ale zamiast tryumfalnego powitania zastali pustkę. Po wycofujących się Sowietach zostały tylko zniszczone budynki i około 60 000 Żydów – głównie kobiety, dzieci, starsi i chorzy, ci, którzy nie mogli lub nie chcieli uciekać. Kilka dni później centrum miasta wstrząsnęły eksplozje – radzieckie ładunki wybuchowe zniszczyły niemiecką kwaterę główną i zabiły setki żołnierzy.

Thumbnail

Okupanci potrzebowali winnego. Nie szukali długo. W biurze komendanta w Kijowie spotkali się gubernator wojskowy generał Kurt Eberhard oraz SS-Gruppenführer Friedrich Jeckeln, któremu Heinrich Himmler powierzył dowodzenie SS i policją na południowej Rosji i Ukrainie. Obecni byli także SS-Brigadeführer Otto Rasch, szef Einsatzgruppe C, oraz SS-Standartenführer Paul Blobel, dowódca Sonderkommando 4a.

Zapadła decyzja: ludność żydowska Kijowa zostanie unicestwiona. Masakrę postanowiono ukryć pod pozorem ewakuacji. 28 września 1941 roku na murach miasta pojawiły się plakaty. Żydzi mieli stawić się następnego dnia przy dworcu kolejowym, zabierając ciepłą odzież, pieniądze, dokumenty i kosztowności.

W dekretach ostrzegano, że każdy, kto się nie zgłosi, zostanie rozstrzelany. Przyszło więcej osób, niż Niemcy się spodziewali – ponad 30 000 zamiast przewidywanych 56 000. Ludzie szli pieszo i jechali wozami, wierząc w obietnice przesiedlenia. Niemieccy żołnierze i ukraińscy pomocnicy zaganiali ich na obrzeża miasta, w stronę wąwozu zwanego Babim Jarem.

Gdy kolumny dotarły na miejsce, oszustwo stało się oczywiste. Strażnicy krzyczeli, psy szczekały, a ludzi zmuszano do rozbierania się. Ubrania, kosztowności i dokumenty układano w stosy. Ofiary zapędzano do wąwozu – około 150 metrów długości, 30 metrów szerokości i 15 metrów głębokości.

Na dnie czekali członkowie Schutzpolizei, którzy zmuszali nowo przybyłych, by kładli się na ciałach tych, którzy już nie żyli. Zwłoki leżały warstwami. Policyjni strzelcy wyborowi przechodzili po nich i strzelali każdemu w szyję z pistoletów maszynowych. Dina Proniczewa, aktorka z kijowskiego teatru lalek, przeżyła, udając martwą wśród ciał.

Później opisała, jak ofiary błagały o litość, jak niektórzy wpadali w szał, a inni w milczeniu rozbierali się i schodzili do rowu. Słyszała krzyki spanikowanych ludzi i ciche głosy dzieci wołające „Mamo, mamo! ”. Niemcy działali metodycznie.

Blobel i jego ludzie zmieniali się w oddziałach egzekucyjnych, przynosili nową amunicję i zapisywali wyniki. Raporty do Berlina brzmiały jak wojskowe podsumowania: 29 i 30 września stracono 33 771 Żydów. Saperzy Wehrmachtu wysadzili część ścian wąwozu, zasypując ciała ziemią. Wielu rannych wciąż żyło, gdy ich pogrzebano.

Ciężarówki wyładowane dobytkiem ofiar – pieniędzmi, butami, ubraniami – odjechały do magazynów, skąd trafiały między innymi do armii walczącej na Wschodzie. Jednak zabijanie w Babim Jarem nie skończyło się we wrześniu 1941 roku. W kolejnych miesiącach i latach do wąwozu przywożono Romów, radzieckich jeńców wojennych i ukraińskich partyzantów. Niektórych wrzucano żywcem do dołów.

Łącznie zamordowano tam od 100 000 do 150 000 osób. Latem 1943 roku, gdy front się załamał, SS zaczęło zacierać ślady. Paul Blobel wrócił do Kijowa, by poprowadzić Sonderaktion 1005 – tajną operację ekshumacji i spalenia ciał z masowych grobów. Około 300 więźniów z pobliskiego obozu w Syrcu zmuszono do wykopania rozkładających się zwłok, ułożenia ich w stosy i podpalenia.

Pracowali w dymie spalonych ciał. Po zakończeniu pracy ustawiono ich w szereg i rozstrzelano. Garstce udało się uciec i złożyć zeznania. Sprawiedliwość dopadła sprawców.

W styczniu 1946 roku przed radzieckim sądem w Kijowie stanęło piętnastu niemieckich policjantów. Dina Proniczewa zeznawała, opisując to, co widziała. Dwunastu oskarżonych skazano na śmierć. 29 stycznia 1946 roku 200 000 ludzi zgromadziło się na dzisiejszym Placu Niepodległości, by zobaczyć egzekucję.

Skazańców przywieziono na sześciu ciężarówkach, dwóch na każdej. Po ostatnich słowach urzędnika ciężarówki ruszyły, zostawiając nazistów wiszących w powietrzu. Tłum wiwatował, a ci, którzy ucierpieli pod okupacją, bili wiszące ciała kulami. Paul Blobel stanął przed amerykańskim trybunałem w procesie Einsatzgruppen.

Twierdził, że tylko wykonywał rozkazy, ale sędziowie odrzucili jego obronę i skazali go na śmierć za udział w zabiciu ponad 60 000 ludzi. Powieszono go 7 czerwca 1951 roku w więzieniu Landsberg. Friedrich Jeckeln został osądzony przed radzieckim trybunałem w Rydze i powieszony publicznie 3 lutego 1946 roku w obecności 4000 świadków. Kurt Eberhard, aresztowany przez Amerykanów, popełnił samobójstwo w areszcie w Stuttgarcie 8 września 1947 roku.

Masakra w Babim Jarem pozostaje ostrzeżeniem. Pokazuje, jak szybko miasto może stać się miejscem zbrodni, jak ideologia i posłuszeństwo potrafią wymazać człowieczeństwo. Dziś ofiary upamiętnia kilka pomników. Nawet rosyjskie rakiety, które w 2022 roku uderzyły w obszar pomnika, nie powstrzymały ludzi od pamięci.

Pamięć przetrwała przemoc – zarówno tę przeszłą, jak i obecną.