Kiedy wróciłem z emerytury, wszyscy myśleli, że po prostu będę siedział w domu i patrzył w telewizor. A ja wyjąłem z kieszeni stary notes, taki, do którego nigdy nic nie zapisałem, i zrobiłem coś,…

Kiedy wróciłem z emerytury, wszyscy myśleli, że po prostu będę siedział w domu i patrzył w telewizor. A ja wyjąłem z kieszeni stary notes, taki, do którego nigdy nic nie zapisałem, i zrobiłem coś,...

No więc wreszcie to przyszło. Witold, teraz to już tylko odpoczywać. W kieszeni kurtki miałem mały, stary notes, a w głowie plan: pojechać nad morze poza sezonem, przespać się do dziewiątej bez wyrzutów sumienia, zobaczyć Bieszczady. Tego dnia pomyślałem: „No dobrze, Witold, to kiedyś właśnie przyszło”.

Thumbnail

Do domu wracałem spokojnie, nie spieszyłem się. Ale im bliżej byłem, tym bardziej coś nie dawało mi spokoju. No tak. Co on ma teraz do roboty?

Witold nie ma nic lepszego do roboty. Wsadziłem rękę do kieszeni i dotknąłem notesu. Po raz pierwszy pomyślałem, że jeśli teraz wejdę do środka i znowu powiem „dobrze”, to ten notes zostanie ze mną do końca życia. Wróciłem do samochodu, usiadłem za kierownicą i przez chwilę patrzyłem przed siebie.

Potem wyjąłem telefon i zadzwoniłem do Romana. „No, emerycie, już ci się nudzi? ” – usłyszałem w słuchawce. Westchnąłem.

„No dobra, mów”. „Co? ” – zapytałem, ale on nie dał mi dojść do słowa. „No właśnie”.

Wyjąłem z kieszeni notes. Podałem mu notes. „Nie, najpierw zapłacisz, potem pojedziesz na lotnisko, potem siądziesz do samolotu”. Balkon, śniadanie i kilka minut spacerem do morza.

Popatrzyła na mnie tak, jakbym właśnie oznajmił, że wstępuje do cyrku. „No proszę. To niech do mnie zadzwoni”. Wysłałem to do rodzinnej grupy bez żadnego podtekstu.

„No i widzisz, emerytura ci służy”. Telefon odłożyłem ekranem do dołu. Wszedł do domu, zobaczył moją walizkę i od razu pokręcił głową. Sięgnąłem do kieszeni.

„I nie dzwoń do mnie z Cypru, żeby powiedzieć, że tęsknisz za kosiarką”. Potem poszedłem do bramki. Kiedy samolot ruszył po pasie, serce waliło mi jak wtedy, gdy miałem dwadzieścia lat. Dwoje pozostałych należało do siostry Beaty.

Podeszli do moich drzwi. I podobno właśnie wtedy Beata pierwszy raz przestała wyglądać jak kobieta jadąca do spa. „Przecież pisałeś do niego. To jedziemy do dziadka czy nie?

Przecież Łukasz do ciebie pisał”. Kelner podszedł do stolika i zapytał, czy chcę jeszcze jedną kawę. Telefon leżał obok ekranem do dołu, ale i tak czułem jego obecność. „No dobrze, ale w tle usłyszałem Beatę.

No przecież jesteś dziadkiem”. Łukasz wrócił do telefonu. „To zadzwońcie do Grażyny, mojej siostry”. „No właśnie, dzwonimy”.

Beata zadzwoniła do niej z samochodu. Potem Grażyna powiedziała: „Dobrze, przywieźcie dzieci do mnie”. Łukasz i Beata wrócili do samochodu. Teoretycznie mogli jeszcze jechać do Karpacza.

„Pewnie limit. Jaki limit? No dzienny. I chciałeś jechać do hotelu Spa?

” Starszy mężczyzna podlewał kwiaty przed wejściem do pensjonatu. Na ekranie miałem kilka nieodebranych połączeń od Romana i wiadomość: „Nie dzwoń do Beaty, najpierw zadzwoń do mnie”. „No celebryto”. Nie sprawdziłem, nie czułem triumfu, nie siedziałem tam z myślą: „No teraz macie za swoje”.

60 000 zł. Po trochu, miesiąc po miesiącu, aż z 60 000 zrobiło się zero. 60 000 długi, kłamstwa. Czy Ola nie bierze całego tego zamieszania zbyt mocno do siebie?

„No spokojnie”. Roman przypomniał mi też o tym, co wyszło poprzedniego wieczoru, o ratach, o kartach, o 60 000 zł. Po rozmowie wróciłem do hotelu, usiadłem na balkonie i wyjąłem notes. Wystarczyło, że po powrocie nie wrócę do dokładnie tego samego życia.

Zamknąłem notes. Beata nie znalazła nagle 60 000 zł w starej kurtce. Beata przestała zamawiać rzeczy tylko dlatego, że ktoś znajomy wrzucił je do internetu. Pani Irena oddała mi klucz i powiedziała: „No i opaliłeś się chociaż trochę”.

W pewien czwartek zadzwoniłem do Łukasza. „W sobotę mogę wziąć dzieci od 10:00 do 6:00″. Poszliśmy na lody, potem do parku, a wieczorem zrobiłem naleśniki. Na stole leżał mój stary notes.

Spojrzałem na notes. Do następnej.