Miała dwadzieścia jeden lat, gdy zgłosiła się na ochotnika do SS. W obozie w Sztutthowie wybierała, którzy więźniowie pójdą do komory gazowej – kobiety, dzieci, nikogo nie oszczędzała. Jedna z…

Miała dwadzieścia jeden lat, gdy zgłosiła się na ochotnika do SS. W obozie w Sztutthowie wybierała, którzy więźniowie pójdą do komory gazowej – kobiety, dzieci, nikogo nie oszczędzała. Jedna z...

Wrzesień 1939 roku. Niemcy przekraczają polską granicę bez wypowiedzenia wojny. Od samego początku to nie jest zwykła inwazja – to wojna rasowa. Miasta płoną, cywile giną na ulicach, a cel jest jasny: zniszczyć Polskę jako naród.

Thumbnail

Polacy są traktowani jak ludzie gorsi, skazani na terror i masowe aresztowania. W tym chaosie dorastała Barkman. Miała dziesięć lat, gdy Hitler przejął władzę. Chodziła do szkoły, bawiła się lalkami i marzyła godzinami.

Ale szkoła szybko przestała uczyć ją czytać i pisać. Zamiast tego uczono ją podziwiać siłę, dyscyplinę i bezwzględność. Empatię i samodzielne myślenie nazywano słabością. Wychowywano ją na kogoś, kto ma nienawidzić i zabijać.

Gdy miała dwadzieścia jeden lat, wstąpiła ochotniczo do SS. Trafiła do obozu w Sztutthowie. Tam więźniów pozbawiano imion, zamieniano ich w numery. Budowano komory gazowe, w których mordowano do stu pięćdziesięciu osób naraz.

Barkman nie była tylko świadkiem – brała udział w selekcjach. Wskazywała palcem kobiety i dzieci, które miały iść na śmierć. Jedna z ocalałych, Sawicka, opowiadała później, co widziała. Barkman biła jej przyjaciółkę Jutę do nieprzytomności za to, że chciała wziąć kilka ziemniaków z piwnicy.

Nie było w tym żadnego wahania. Żadnej litości. Tylko posłuszeństwo i przemoc. Gdy wojska radzieckie zbliżały się do Polski, SS rozpoczęło ewakuację obozu.

Prawie pięćdziesiąt tysięcy więźniów pognano w marsze śmierci w mrozie. Wielu zginęło po drodze z wycieńczenia i zimna. Barkman jednak przetrwała, by stanąć przed sądem. Proces załogi Sztutthofu rozpoczął się w kwietniu 1946 roku w Gdańsku.

Obserwowało go dwieście tysięcy osób. Barkman została skazana na śmierć. Wyrok wykonano przez powieszenie. Śmierć nie przyszła szybko – każdy skazany dusił się od dziesięciu do dwudziestu minut.

Po egzekucji krążyły pogłoski, że jej prochy wywieziono do Hamburga i wysypano do toalety w mieszkaniu, w którym się urodziła. Prawda okazała się inna. Ciało Barkman trafiło do Akademii Medycznej w Gdańsku, gdzie służyło studentom medycyny jako materiał do nauki anatomii.

Kobieta, która decydowała o życiu i śmierci innych, po śmierci stała się przedmiotem na zajęciach.