Kiedy w 1348 roku czarna śmierć uderzyła we Florencję, miasto, które jeszcze dekadę wcześniej tętniło życiem, zaczęło się wyludniać. Ludzie umierali tak szybko, że zabrakło rąk do grzebania zmarłych, a ci, którzy mogli uciec, uciekali, porzucając domy, warsztaty i rodziny. W 1338 roku Florencja liczyła około 110 tysięcy mieszkańców. Do 1351 roku zostało z nich ledwie 50 tysięcy.

Nikt nie miał wątpliwości: to była apokalipsa. Ale nawet tak straszliwa zaraza nie zdołała zgasić przemocy, która od lat trawiła Europę. Wręcz przeciwnie – wojna, grabieże i mordy znalazły nowe paliwo.


