Tego wrześniowego poranka Sebastian szedł do pracy jak co dzień – mechanicznie, bez celu, bez radości. Nagle jego wzrok padł na coś, co sprawiło, że stanął jak wryty pośrodku chodnika. Na ziemi, skulona przy murze, siedziała mała dziewczynka. Była chora, miała gorączkę i bardzo kaszlała.

Na jej szyi wisiał naszyjnik – ten sam, który Sebastian kupił swojej córeczce na jej siódme urodziny. Tę samą zawieszkę widział tysiące razy, trzymał w dłoniach, całował na dobranoc. A teraz nosiła ją obca, bezdomna dziewczynka.


