Wiedziałem, że coś się szykuje, gdy zobaczyłem go wchodzącego bez pukania. – Grzegorz? Co ty tu robisz? – zapytałem, a on tylko się uśmiechnął, jakby właśnie wygrał życie. – Przyszedłem…

Wiedziałem, że coś się szykuje, gdy zobaczyłem go wchodzącego bez pukania. – Grzegorz? Co ty tu robisz? – zapytałem, a on tylko się uśmiechnął, jakby właśnie wygrał życie. – Przyszedłem...

Dwudziestodziewięcioletni Tomasz, wysoki, z chłopięcą twarzą, która nie pasowała do jego wieku ani do jego pozycji, siedział na tylnym siedzeniu czarnej limuzyny. Naprzeciwko niego, w cieniu, siedział starzec, którego nazywano Ślepym. System, który Tomasz zbudował do szpiku kości, właśnie runął. Ślepy był jego najlepszym człowiekiem, a teraz milczał w ciszy, która ciążyła bardziej niż jakiekolwiek słowa.

Thumbnail

Tomasz, czując, że musi coś powiedzieć, zaczął cicho: – Nie dość, że system stracił nasze pieniądze, to jeszcze pokazał, że nasi ludzie są słabi. Ślepy nie odpowiedział. Potem, jakby to on uczył Tomasza, powiedział cicho: – System to ty. Ty musisz wyciągać wnioski.

Tomasz opuścił wzrok. Wiedział, że ma rację. W końcu to on wybrał ludzi, których zatrudnił. To on im ufał.

– Czas coś zmienić – wyszeptał Tomasz. – Zaczniemy od zera. Ale Ślepy tylko pokiwał głową. W jego głosie było coś złowrogiego, gdy odpowiedział: – Nie ma już czego odbudowywać.

System się skończył. Po chwili dodał: – Zrozumiałeś? Skończył się. To nie była tylko porażka.

To była zdrada. Tomasz poczuł, jak serce mu przyspiesza. – Kto? – zapytał, zaciskając pięści.

Ślepy uśmiechnął się w ciemności. – Ciekawe, że pytasz. Dotąd była to twoja sfora. – Moja sfora?

– Tomasz spojrzał na starca. – Chodzi Ci o Grzegorza? Tego od transportu? – Grzegorz to tylko wykonawca – odpowiedział Ślepy.

– Prawdziwy problem jest głębiej. Tomasz zamilkł. To była jedna z tych rozmów, kiedy Ślepy mówił zagadkami, a on musiał sam dojść do sedna. – Muszę to rozwiązać sam – powiedział w końcu Tomasz, chwytając klamkę.

– Daj mi czas. Ślepy uniósł dłoń, jakby chciał go zatrzymać. – Nie łudź się, że spędzisz noc w swoim domu. Zostaniesz tu do jutra o świcie.

Tomasz spojrzał na niego z niedowierzaniem. – Co to ma znaczyć? – To znaczy – odpowiedział Ślepy, pochylając się do przodu – że dziś wieczorem ktoś z twoich ruszy samochody. Na to musimy być gotowi.

Więc więc czekali, w tej ciemnej, dusznej limuzynie, nasłuchując najdrobniejszych dźwięków. Jest ciemno. Miasto spało, ale ulice miały być puste. Tomasz wiedział, że jeśli kogoś wtedy zobaczą, to musi to być ktoś z wewnątrz.

W pewnym momencie w oddali rozległ się dźwięk silnika. Ślepy skinął do Tomasza, który wtedy wysiadł. Zanim zamknął drzwi, Ślepy powiedział tylko: – Jeśli zobaczysz jego twarz, nie wahaj się. On już nie należy do nas.

Tomasz ruszył w ciemność. Zauważył sylwetki dwóch mężczyzn obok furgonetki. Jednym z nich był drobny blondyn – Grzegorz, drugi zaś wydawał się starszy, bardziej pewny siebie. Gdy tylko podszedł bliżej, Grzegorz uśmiechnął się krzywo i powiedział: – Szef dziś przechadza się jakby nigdy nic?

Myślałem, że pan będzie się pakował. – Zmiana planów – odpowiedział Tomasz spokojnie. – Kto to? – wskazał na drugiego mężczyznę.

– To tylko znajomy – odparł zbita z tropu Grzegorz. – Nie ma się czym martwić. Tomasz wyciągnął telefon, udając, że ma jakąś sprawę. Nie spuszczał jednak wzroku z obu mężczyzn.

Napięcie rosło. – Grzegorz – powiedział cicho, – zawsze cię ceniłem. Dlaczego? – Bo przestało się opłacać – powiedział Grzegorz, wzruszając ramionami.

– System umierał, a ja wybrałem życie. Tomasz poczuł, że ziemia mu się pali pod stopami. Usłyszał za sobą kroki. Ślepy musiał również wyjść z samochodu.

Ale było już za późno, bo Grzegorz, nim ktokolwiek mógł zareagować, wyciągnął broń i wycelował w Tomasza. – Koniec gry – powiedział, uśmiechając się zimno. – Ty się skończyłeś, stary system. Tomasz, czując lufę na czole, wiedział, że to koniec.

Ale zamiast się bać, poczuł dziwny spokój. – Myślisz, że jesteś bezpieczny? – wyszeptał. – Ślepy nie wybacza.

Zabije cię, nawet jeśli mnie teraz zastrzelisz. Grzegorz zachwiał się, słysząc imię Ślepego. W tym momencie rozległ się huk. Kula trafiła Grzegorza, który opadł na ziemię.

To Ślepy strzelił zza jego pleców. – Prawdziwa władza nigdy nie umiera – powiedział Ślepy, opuszczając broń. – Pamiętaj o tym, Tomaszu. Tomasz patrzył na nieruchome ciało Grzegorza.

Potem przeniósł wzrok na Ślepego. – Powinienem się cieszyć, że żyję. Ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że zawsze mnie obserwujesz. – Bo obserwuję – odpowiedział Ślepy, chowając broń.

– I nie zapomnij, że ta sfora jest moja. Dopóki ja tu rządzę, ty istniejesz. I tak, w ciszy jednej z równoległych ulic, Tomasz zrozumiał swoją drugą lekcję: nie ma systemów zaufania, są tylko ludzie, a ludzie zawsze mają ceny.