Było zwykłe popołudnie w 1996 roku, kiedy usłyszałem, jak ktoś za mną mówi: “Idź do domu, dziewczyno”. Odwróciłem się i zobaczyłem młodych, krzepkich facetów, którzy myśleli, że mają nade mną…

Było zwykłe popołudnie w 1996 roku, kiedy usłyszałem, jak ktoś za mną mówi: "Idź do domu, dziewczyno". Odwróciłem się i zobaczyłem młodych, krzepkich facetów, którzy myśleli, że mają nade mną...

Młodzi krzepcy, po dwudziestce, po dwudziestce piątce. Powoli opuścił rękę do wewnętrznej kieszeni płaszcza. System runął. Schował telefon z powrotem do kieszeni.

Thumbnail

Syknął wtedy Janusz, wychylając się do przodu. Po prostu otworzył śluzę informacyjną, a system sam pożarł tego, kto zakłócił równowagę. Chodziło o system. Niezdolności do odróżnienia biznesu od szakalej sfory.

Niezdolności do szanowania starości i spokoju. Podpełzł do drzwi zaplecza i przylgnął do szpary. Tylne drzwi prowadziły do szczelnie zamkniętego magazynu. Nie umiesz strzelać do ludzi.

“Idź do domu, dziewczyno” – powtórzył Tomasz, wracając do rzeczywistości 1996 roku. Dzwonisz do swoich oswojonych szakali i szczujesz ich. Przyciskając się plecami do regału z olejami silnikowymi. Godny wróg walczy do końca.

Przyłożył aparat do ucha. Współmierna kara odmierzona co do ostatniego słowa. Do kogo trafiają dane, zanim ta drobnica wsiądzie do samochodu? Nie miał już nic do stracenia.

Tomasz kiwnął sam do siebie. System bronił sam siebie, wykorzystując mundur jako tarczę. Teraz jego droga wiodła do miasta. Buty wypolerowane do lustrzanego połysku.

Uśmiechnął się do własnych myśli. Do reszty ci odbiło? A jeśli system Tomasza ruszył, ochroniarz sprzedał wszystkich. Do domu.

Do domu, panie kapitanie. Kruczyk kliknął, wracając do pozycji wyjściowej. Starzec pochylił się nieco do przodu. System zgnił do fundamentów.

Wyciągnięto ich z furgonu, wrzucono do rowu. Pańskie dobrowolne przyznanie się do winy. Wszystko co do ostatniej linijki. Przyjadą do pańskiego domu, zabiorą do lasu.

Przez następne 20 minut w kabinie rozlegał się tylko skrzyp ołówka po papierze. Drgnie pan, trafi pan do ludzi z Wołomina. Ślepy przestał szanować system i zaczął rąbać las, nie patrząc na kogo padają drzewa. Do kabiny wdarł się zimny wiatr.

Teraz droga wiodła do tego, kto pociągał za sznurki, do ślepego w Poznaniu. O tej porze miasto należało do zamiataczy i do tych, którzy uważali się za panów nowej rzeczywistości. Wsadźcie go do dziupli na miesiąc. Po co dzwonisz do mnie z takimi bzdurami?

Głos ślepego opadł do złowieszczego szeptu. Grzegorz napisał dobrowolne przyznanie się do winy. Do sali wszedł on. Pieniądze system chronił zacieklej niż swoich liderów.

Tomasz nieśpiesznie podszedł do stołu. Ciekawe określenie na coś, co zamieniło się w system. Przez twoją chciwość na drobiazgi system stał się interesujący dla polityków. Do dzisiejszego ranka nic z nich nie zostało.

Wpłacaliśmy do wspólnej kasy. Same uruchomiły mechanizm swojego upadku w tej sekundzie, gdy uznały, że bezbronność samotnego starca na trasie to ich szansa na łatwe pieniądze. System jest oczyszczony.

Andrzej pochylił się nieco do przodu.