Trzy proste słowa przeczytała na stojąco, opierając się ciężko o metalową szafkę, podczas gdy przepocony szpitalny fartuch lepił się nieprzyjemnie do jej zdrętwiałych pleców. Wtedy jej wzrok ponownie powędrował do tego pierwszego powiadomienia, do słowa: “Wytrzymaj”. Jednak to poczucie straty pchało ją do przodu przez lodowaty wiatr warszawskiego terminalu dla lotów specjalnych. Należała do świata, w którym Karolina nigdy wcześniej nie bywała.

Myśl o pomyłce dotarła do jej świadomości z wielkim opóźnieniem, przebijając się z trudem przez gęstą mgłę rozpaczy i skrajnego otępienia. Nie było w nim rezygnacji, lecz głęboko skrywane wieloletnie napięcie człowieka przyzwyczajonego do nieokazywania jakichkolwiek słabości.


