Recepcjonistka pochyliła się nad ekranem, a Aleksy wstał, podszedł do niej, zdjął marynarkę, swoją jedyną porządną marynarkę, i odłożył ją na oparcie krzesła. Pochylił się i szepnął jej do ucha. On krzyczy, bo się boi, a pani wykonuje uczciwą pracę i nie ma pani powodu do wstydu. A fakt jest taki, że kandydat na poważne stanowisko przychodzi do mnie ubrudzony.

Kobieta siedząca obok zajrzała do papierów. Wstał, dając do zrozumienia, że rozmowa jest skończona. Słyszał to już dwadzieścia razy, ale zanim wyszedł, zatrzymał się w drzwiach i powiedział coś, czego sam się po sobie nie spodziewał. Alex schował rysunek do kieszeni marynarki, nie patrząc, bo gdyby spojrzał, chyba by się rozpłakał, a nie chciał tego robić przy dziecku.
Powiedziała Roksana przez dwadzieścia lat od jednego pokoju z jednym telefonem i przez cały ten czas nosiłam sobie jedno pytanie. Zabrałam ją z sali, zanim trafiła do systemu. Przyprowadził dziecko do siedziby firmy. A na początek proszę zejść do pani Wandy z obsługi i osobiście ją przeprosić za to, co się dziś stało w tym holu.
Roksana odwróciła się z powrotem do Aleksego. A co do dyspozycyjności – dodała Roksana. Zerknęła na małą Nelę i uśmiechnęła się do niej. Znał imiona wszystkich, od dyrektorów po panie z obsługi, w tym pani Wandy, tej samej, której pomógł tamtego dnia i która odtąd, ilekroć go mijała, mówiła do niego: „Panie Alex kochany”.
I zmieniło się coś jeszcze, coś większego niż jeden dział, bo Roksana, która przez dwadzieścia lat budowała firmę, patrząc wyłącznie w wyniki, zaczęła patrzeć na ludzi. Co do jednej osoby, pani Wanda płakała najgłośniej ze wszystkich. Bo tamtego wieczoru, gdy wrócili do domu z parkowej ławki i z najmniejszym tortem w mieście, Alex wyjął wreszcie z kieszeni kartkę, którą dała mu córka.
Nie wiesz, czyje serce nosi ranę, którą właśnie leczysz jednym zwykłym gestem i po ilu latach ten gest do ciebie wróci.


