Deszcz padał od świtu, spływając cienkimi smugami po brudnych szybach. Anna siedziała w kuchni z kubkiem rozwodnionej kawy, trzymając go obiema dłońmi, jakby od tego zależało jej ciepło. Na ścianie wisiało tylko jedno zdjęcie – ona, jej zmarły mąż Tomek i ich kilkuletni syn Alex. Minęły dwa lata od tamtego dnia, a jednak cisza w mieszkaniu wciąż miała ciężar, którego nie potrafiła unieść.

Alex siedział na dywanie, układając z klocków chaotyczną konstrukcję, mrucząc coś pod nosem. Telewizor mrugał niemym światłem, ale w mieszkaniu i tak panował półmrok. Anna żyła od rachunku do rachunku, z pracy na pół etatu, oddychając tylko tym, co musiała. Jej świat skurczył się do trzech rzeczy: obowiązków, ciszy i syna.
Tego ranka sortowała stertę listów – zwykle rachunki, rzadziej reklamy. Jedna koperta wyróżniała się spośród reszty. Kremowa, gruba, z jej imieniem zapisanym eleganckim pismem. W środku znalazła oficjalne pismo od kancelarii adwokackiej z Mazur.
Słowa tańczyły jej przed oczami: „W związku z ostatnią wolą śp. Tomasza…”. Serce przyspieszyło. Tomek nie zostawił testamentu – była tego pewna.
Gdy umarł, nie mieli prawie nic poza tym małym mieszkaniem i długami. Nazajutrz zadzwoniła do kancelarii. Głos po drugiej stronie był rzeczowy, profesjonalny, bez śladu ciepła. Mecenas zaprosił ją na spotkanie.
Mówił o jakiejś wyspie na jeziorze, o domu, o rzeczach, o których nigdy nie słyszała. Anna myślała, że to pomyłka, że może chodzi o kogoś innego. Ale nazwisko – nazwisko Tomka – było wypisane czarno na białym. Wyjazd na Mazury wymagał planowania.
Wzięła wolne, poprosiła sąsiadkę o opiekę nad Alexem. Chłopiec pytał, dokąd jedzie, a ona mówiła, że to sprawa – sprawa, której nie umiała wytłumaczyć nawet sobie. Wsiadła do pociągu z torbą, w której oprócz ubrania była książka, notatnik i zdjęcie Tomka, które nosiła w portfelu. Kancelaria mieściła się w starym, drewnianym domu nad jeziorem.
Mecenas przyjął ją w gabinecie pełnym książek, pachnącym starym papierem i wilgocią. Rozmowa była krótka i konkretna. Tomek – według aktu notarialnego – był właścicielem wyspy z domkiem, położonej kilka kilometrów od brzegu. Anna nie wiedziała o tym nic.
Tomek nigdy nie wspominał o żadnej wyspie. Mecenas podał jej klucz i mapę, mówiąc, że wyspa czeka – według słów Tomka, „aż Anna zdecyduje się na nią spojrzeć”. Anna czuła, że świat jej się rozjeżdża. Z jednej strony – zwykłe życie, z drugiej – sekret, który mąż zabrał ze sobą do grobu.
Postanowiła pojechać. Wynajęła łódkę od miejscowego rybaka. Powiedział jej, że wyspa nazywa się Kamienna, bo cała jest z kamieni i głazów. Dodał, że nikt tam nie bywa od lat.
Łódka kołysała się na wodzie, a Anna wiosłowała w milczeniu, słuchając tylko plusku wioseł i krzyku mew. Gdy dopłynęła, wyspa wyłoniła się z mgły – surowa, kamienista, porośnięta niskimi krzakami. Na środku stał stary drewniany dom, pochylony, z zapadniętym dachem. Anna podeszła do drzwi.
Nie były zamknięte. Weszła do środka, a tam – w półmroku, pod warstwą kurzu i pajęczyn – leżał stary, drewniany stół, a na nim skrzynia. W skrzyni, pod grubą warstwą płótna, znalazła notes zawinięty w niebieską wstążkę. Notes był stary, w skórzanej oprawie, z pożółkłymi kartkami.
Pierwsze strony były zapisane drobnym, męskim pismem. Anna rozpoznała charakter – to było pismo Tomka. Latałem, przeskakiwała fragmenty, odczytywała daty sprzed pięciu, sześciu, siedmiu lat. Pisał o pracy, o zmęczeniu, o marzeniach.
Pisał o niej, zanim się poznali. Pisał o wyspie, o domu, o tym, że miejsce to jest jego ucieczką, jego miejscem, gdzie może być sobą. Im dalej w notes, tym pismo stawało się bardziej nerwowe. Pojawiły się wzmianki o strachu, o kimś, kto go obserwuje, o sprawach, których nie można zostawić w spokoju.
Ostatnia strona była zapisana wyraźniej niż reszta – jakby Tomek pisał z pełną świadomością, że ktoś kiedyś musi to przeczytać. Był to list, zaczynający się od słów: „Anno, jeśli to czytasz, znaczy, że nie zdążyłem powiedzieć Ci wszystkiego…”. Pisał, że wyspa to nie tylko dom – że to miejsce, w którym przechowuje coś ważnego, coś, co może być niebezpieczne, jeśli wpadnie w niepowołane ręce. Prosił ją, żeby nikomu nie ufała, żeby zabrała notes i zniknęła.
Zakończył: „Nie wiem, ile mam czasu. Ale wiem, że to ty jesteś jedyną osobą, która może to naprawić”. Anna siedziała na podłodze, z notesem w dłoniach, czując, jak łzy spływają jej po policzkach. Tomek, mężczyzna, z którym dzieliła życie, miał sekret, o którym nie powiedział jej ani słowa.
Spojrzała na list, na drżące pismo, i usłyszała za sobą cichy skrzyp. To drzwi. Otwierały się. W progu stał mężczyzna w garniturze i płaszczu, który wyglądał, jakby bardziej pasował do warszawskiej kancelarii niż do leśnej wyspy.
Uśmiechnął się zimno i powiedział: „Proszę mi wybaczyć, że przerywam, ale pani mąż zostawił coś, co należy do mnie”. Anna zacisnęła notes w dłoni. A gdy mężczyzna zrobił krok do przodu, zobaczyła w jego oczach coś, co sprawiło, że serce waliło jej jak oszalałe. To nie była prośba.
To była groźba. Mężczyzna wyciągnął rękę. „Notes. Natychmiast”.
Anna cofnęła się, a on ruszył za nią. W ułamku sekundy zrozumiała, że nie ma dokąd uciec – drzwi były za nim, okna zabite deskami. Ale wtedy, za jego plecami, rozległ się trzask i ktoś krzyknął. Mężczyzna odwrócił się, a Anna skoczyła do wyjścia, uciekając w stronę łódki, zaciskając notes na piersi.
Odpłynęła, gdy mężczyzna wciąż krzyczał coś z brzegu. Wiosłowała do utraty tchu, nie oglądając się za siebie. Gdy dotarła do przystani, słońce już zachodziło. Rybak czekał, patrząc na nią pytająco, ale nic nie powiedział.
Anna wsiadła do autobusu, potem pociągu, z notesem w torbie, czując, że nic już nie będzie takie samo. Tomek zostawił jej coś, co przekraczało jej wyobrażenie. I wiedziała, że teraz, gdy już zaczęła to odkrywać, nie będzie mogła się zatrzymać. Dopiero gdy drzwi mieszkania zamknęły się za nią, a Alex przytulił się do niej, pozwoliła sobie na płacz.
Ale szybko otarła łzy. Na stole w kuchni położyła notes, otwarty na ostatniej stronie. I przeczytała jeszcze raz: „Zabierz notes, ale nie otwieraj go w domu. Znajdź człowieka, który nazywa się…”.
Reszta zdania była zamazana. Nieczytelna. Anna spojrzała na syna, potem na notes. Wiedziała, że musi wrócić na wyspę.
Musi znaleźć to, co Tomek chciał jej przekazać. I musi zrobić to, zanim tamten mężczyzna ją znajdzie.


