Wszystko zaczęło się tego dnia, kiedy wpadłam do mieszkania jak burza, prawie skacząc ze szczęścia. Po drodze wstąpiłam do Żabki po jego ulubione rzemieślnicze piwo i dobre chipsy na zagrychę. Myślałam tylko o tym, jak mu powiem: „Ej, słyszysz?

Dzisiaj prezes Kowalski wezwał mnie do gabinetu!


