Weteran wojny secesyjnej powiedział mi kiedyś: „Nigdy nie pobili nas, dopóki nie mieli przewagi czterech na jednego.” Te słowa nie dawały mi spokoju. Bo jeśli Południe miało tak walecznych…

Weteran wojny secesyjnej powiedział mi kiedyś: „Nigdy nie pobili nas, dopóki nie mieli przewagi czterech na jednego.” Te słowa nie dawały mi spokoju. Bo jeśli Południe miało tak walecznych...

Pewien południowy weteran wojny secesyjnej wspominał z goryczą: „Nigdy nie pobili nas, dopóki nie mieli przewagi czterech na jednego. Gdybyśmy mieli choćby porównywalne szanse, nasza sprawa byłaby zwycięska, a my mielibyśmy niepodległość. ” To rozsądny warunek wygrania wojny – mieć podobne szanse co przeciwnik. Bojowość konfederackich wojsk nie ulega wątpliwości, a bilans strat tej wojny domowej do dziś szokuje.

Thumbnail

Po stronie Unii zginęło 360 000 żołnierzy, po stronie Konfederacji co najmniej 260 000, nie licząc tysięcy, którzy zmarli później od ran i chorób. Skoro dysproporcja strat nie wystarczyła, można by uznać, że Skonfederowane Stany Ameryki musiały wcześniej czy później przegrać z powodu przewagi populacyjnej Północy. To jednak wystawiałoby politykom Południa najgorszą ocenę – ryzykowali krwawą wojnę bez perspektyw na zwycięstwo. A jednak historyczny determinizm jest niebezpieczny.

Konfederacja miała zarówno pomysł, jak i realne szanse na wygraną. Jak mogła wygrać wojnę secesyjną? W których momentach była najbliżej zwycięstwa? Przez jakie błędy upadła?

Zacznijmy od początku. 12 kwietnia 1861 roku siły Konfederacji, reprezentowane przez milicję Południowej Karoliny, ostrzelały Fort Sumter. Przeciwko sobie stanęły dwa państwa o całkowicie różnych celach i możliwościach. Skonfederowane Stany Ameryki miały entuzjastyczny start.

8 lutego należało do nich ledwie siedem stanów, wiosną dołączyły kolejne cztery. Secesyjna fala mogła objąć jeszcze kilka spornych terenów, między innymi Kentucky i Missouri, które sympatyzowały z Południem, ale zachowywały ostrożną neutralność. Zanim wojna naprawdę się rozpoczęła, kluczowe było rozstawianie pionków na planszy. Inicjatywa należała do Konfederacji, a pierwszym celem Północy było zatrzymanie secesji kolejnych stanów.

Groźba przymusowego poboru na rzecz rządu waszyngtońskiego była jednym z powodów secesji Wirginii, kluczowego terenu na przecięciu wpływów. To w tym momencie po raz pierwszy ważyły się losy wojny – każdy stan oznaczał nie tylko wzrost potencjału gospodarczego, ale w dłuższej perspektywie dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy potencjalnych żołnierzy. Prezydent Północy Abraham Lincoln podkreślał: „Myślę, że przegranie Kentucky znaczy prawie to samo, co przegrać całą grę. Bez Kentucky nie utrzymamy Missouri ani Maryland.

Z tym wszystkim przeciwko nam zadanie byłoby za duże. Równie dobrze moglibyśmy zgodzić się na secesję od razu. ” Kentucky znalazło się między młotem a kowadłem – gubernator Beriah Magoffin sympatyzował z Konfederacją, ale stanowy Kongres od czerwca 1861 roku był zdominowany przez zwolenników Unii. Od września na teren stanu wkroczyły zarówno siły Unii, jak i Konfederacji.

Ostatecznie około 30 000 Kentukijczyków dołączyło do Południa, a 100 000 do Północy. Gdy kwestia lojalności stanów stała się jasna w ciągu 1861 roku, Unia przetrwała pierwszy poważny kryzys. Ale nadchodził kolejny – militarny i dyplomatyczny. Północ była najbardziej wrażliwa w pierwszych miesiącach wojny.

Przywódcy Południa zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa przedłużającej się wojny. Potencjał obu państw był trudny do porównania – Północ miała poważne zaplecze gospodarcze i ogromne rezerwy ludzkie, ponad cztery razy więcej białych mężczyzn w wieku poborowym. Cele obu państw były jednak niesymetryczne. Północ musiała zdusić secesję, a wizja interwencji federalnych sił przekonywała południowców do chwycenia za broń.

Prezydent Południa Jefferson Davis mówił: „Nie szukamy żadnego podboju, żadnego wywyższenia, żadnych ustępstw ze strony stanów, z którymi do tej pory byliśmy skonfederowani. Wszystko, o co prosimy, to by nas zostawiono w spokoju. ” Bogaci mieszkańcy Północy często nie rozumieli, dlaczego nie pozwolić biednemu, zacofanemu Południu ugotować się we własnym sosie. To właśnie ta nierówność motywacji otwierała Południu najszerszą furtkę do zwycięstwa.

Generał Joseph E. Johnston należał do dowódców wierzących, że Konfederacja ma pełny potencjał, by wygrać wojnę. Jak to osiągnąć? Zniechęcając Północ do wyrzeczeń – dosłownie chodziło o pobicie wroga na polu motywacji.

U podstaw Konfederacja miała w sobie paradoks: poczucie przynależności do regionu bardziej niż do jakiejkolwiek stolicy. W dłuższej perspektywie oznaczało to kłopot dla Unii, która musiała walczyć ze zdeterminowanymi żołnierzami broniącymi własnej ziemi. Z drugiej strony utrudniało to Południu kumulację sił na potrzeby intensywnych kampanii, które w kluczowym momencie rzuciłyby Północ na kolana. W lipcu 1861 roku armie obu stron zmierzały do pierwszego poważnego starcia pod Bull Run.

Zwycięstwo Konfederacji 21 lipca oznaczało kuriozalne otwarcie wojny. W czasach napoleońskich starcie armii o podobnych rozmiarach – po 20–30 tysięcy żołnierzy – pełniłoby rolę walnej bitwy decydującej o przebiegu wojny. Pod Bull Run obie strony poniosły relatywnie niewielkie straty, ale wystarczające, by Północ wytrzeźwiała z myślenia o wojnie trwającej 90 dni, a Południe uwierzyło w szansę na militarne zwycięstwo. Przy tak długim i wyczerpującym konflikcie kluczowe było przekonanie, czy wojnę da się w ogóle wygrać.

Po Bull Run na Północy zapanowała konsternacja, a wedle niektórych paranoiczna ostrożność. Generał George B. McClellan dowodzący Armią Potomaku widział nadciągających ponad 100 000 konfederatów, o krok od zdobycia Waszyngtonu. Prowadziło to do niezwykłej ostrożności, która zamroziła ogromne siły Północy w mentalnym klinczu.

Do jesieni 1861 roku wytrzymanie pierwszych wypadów Armii Północy było niewątpliwym sukcesem Konfederacji. Na froncie zachodnim, w bitwie pod Wilson’s Creek, Południe zaznaczyło swoją obecność w Missouri. Przebieg działań na froncie szedł w parze z walką dyplomatyczną w Europie, przede wszystkim w Londynie i Paryżu. Wielka Brytania i Francja korzystały na perturbacjach za oceanem.

Konfederatom zależało na uznaniu niepodległości na arenie międzynarodowej, Jankesi robili wszystko, by to utrudnić. Wojna secesyjna przełożyła się na trzęsienie ziemi na londyńskiej giełdzie. Konfederacja miała jeden wielki atut – monopol na dostawy bawełny, która napędzała brytyjski przemysł tekstylny. Północ wprowadziła blokadę morską, by odciąć Południe od handlu.

Londyn mógł szukać porozumienia z Konfederacją, ale brytyjski kapitał zainwestował ogromne kwoty na bogatej Północy, a rozjuszenie Waszyngtonu mogło doprowadzić do wkroczenia Jankesów do Kanady. Premier Lord Palmerston zdecydował się na deklarację neutralności, czekając na dalszy bieg wydarzeń. Dla Brytyjczyków najlepszy scenariusz to szybkie zwycięstwo Konfederacji i podział Stanów na dwa kraje, co oznaczałoby mniejsze zagrożenie dla brytyjskiej dominacji. Po bitwie pod Bull Run Palmerston skomentował ucieczkę sił Unii, mówiąc, że bitwa powinna być znana jako „Yankee Run”.

Notowań Waszyngtonu nie poprawiał incydent Trent, kiedy jankescy marynarze wtargnęli na brytyjski okręt, by pojmać dwóch wysłanników Konfederacji. W Londynie odebrano to jako akt agresji. Interwencja Wielkiej Brytanii wisiała na włosku – żądano wypuszczenia pojmanych i oficjalnych przeprosin. Prokurator generalny Północy Edward Bates podsumował: „Wojna z Anglią oznacza porzucenie wszelkiej nadziei na stłumienie rebelii.

Nasz handel zostałby zrujnowany, a skarb świeciłby pustkami. Nie możemy sobie pozwolić na wojnę z Anglią. ” Lincoln wykazał się taktem i spełnił żądania Palmerstona, ale jasne było, że brytyjska interwencja jest namacalnym niebezpieczeństwem, groźniejszym nie tyle w kontekście obecności brytyjskich żołnierzy, co krytycznego wpływu na finanse Północy. Dlaczego Południe nie potrafiło wykorzystać militarnych i dyplomatycznych atutów pierwszego roku wojny?

Siłą i słabością obu stron była początkowo regionalność połączona z niechęcią wobec władzy centralnej. Zarówno południowcy, jak i Jankesi nie byli zachwyceni kampaniami oddalającymi ich od rodzinnych stron. Od umiejętności przywódców w przekuciu poczucia walki o wolność w prawdziwą motywację żołnierzy zależały militarne losy wojny. Na Południu jeden problem wynikał z charakteru nowego państwa – wielcy zwolennicy oderwania się od Północy, jak gubernator Joseph E.

Brown, byli przeciwnikami jakichkolwiek zobowiązań wobec centralnych planów prezydenta. Wojskowe dowództwo było rozdarte co do strategii. Prezydent Davis miał inne podejście niż jego najsłynniejszy generał Robert E. Lee.

Według słów Stevena Woodwortha: „Według Davisa wojna mogła zostać wygrana po prostu przez nieprzegrywanie. Według Lee wojna mogła zostać przegrana po prostu przez niewygrywanie. ” Davis prezentował podejście defensywne, Lee chciał jak najszybszego łamania jankeskich armii, nawet kosztem większych strat. Skąd chęć przedłużenia wojny przez Davisa?

Wróćmy do tematu bawełny. W 1858 roku senator James Henry Hammond mówił: „Południe jest w pełni zadowolone z tego, że przez rok, dwa lub trzy nie zasadzi ani jednego nasiona bawełny. Co by się stało, gdyby przez trzy lata nie dostarczono bawełny do Europy? Anglia upadłaby na łeb, na szyję i pociągnęła za sobą cały cywilizowany świat, z wyjątkiem południa.

Bawełna jest królem. ” Atut bawełny podciągnięto do poziomu szantażu – Konfederacja wprowadziła embargo, obiecując wznowienie dostaw dopiero po uznaniu niepodległości. Tyle że w angielskich magazynach były spore rezerwy bawełny. Dopiero z opóźnieniem embargo doprowadziło do bawełnianej klęski głodu w północno-zachodniej Anglii.

Część południowców wierzyła, że widmo gospodarczego trzęsienia ziemi wymusi na Londynie interwencję lub mediację. Ale zatrzymanie handlu oznaczało dla Południa poważne wyzwanie finansowe, a skuteczność strategii dyplomatycznych zależała od skuteczności armii na polu walki. Wiosna 1862 roku oznaczała dla Południa serię poważnych ciosów. 6–7 kwietnia Unia odniosła kosztowne zwycięstwo pod Shiloh w Tennessee.

Prezydent Davis zakładał, że kampania na zachodzie jest przegrana. Generał Ulysses S. Grant porzucił myśl, że jedna bitwa rozłoży Południe na łopatki. Obie strony zgadzały się, że przyszłość zapowiada się apokaliptycznie.

25 kwietnia Jankesi zajęli Nowy Orlean, 11 maja południowcy zatopili własny okręt pancerny CSS Virginia, by nie trafił w ręce przeciwnika. Skala kryzysu wstrząsnęła Konfederacją. Kongres wprowadził pobór powszechny, co przeczyło decentralistycznemu idealizmowi. James M.

McPherson napisał: „Pobór ukazał fundamentalny paradoks konfederackiego wysiłku wojennego. ” Obie strony musiały rezygnować z ideałów, ale to na Południu perspektywy ekonomiczne wyglądały przygnębiająco. Południowcy byli niechętni centralnej kontroli, a wojna wymagała podatków i zarządzania gospodarką. Nie po to wielcy właściciele ziemscy opowiadali się za niepodległością, by dać sobie narzucić zobowiązania większe niż te proponowane przez Waszyngton.

Tymczasem Kongres w Waszyngtonie wprowadzał progresywną skalę opodatkowania, zapewniając środki na wojnę na wyniszczenie. A jednak Konfederacja uzyskała strategiczne zwycięstwo w kampanii siedmiu bitew z końca czerwca 1862 roku. Kampania nad rzeką Mississippi została zatrzymana przez fanatyczny opór lokalnych oddziałów kawalerii prowadzących wojnę podjazdową. Każdy wybój na drodze do zwycięstwa prowadził do zaburzeń na Północy, która nie mogła pogodzić się z ludzkim kosztem wojny.

Południowi generałowie stanęli przed dylematem – coraz bardziej zauważalna była przewaga defensywy nad ofensywą, głównie dzięki karabinom z gwintowanymi lufami, takim jak Enfield P1853, i amunicji typu minie. Kampanie ofensywne miały prowadzić do wielkich strat atakującego. W czasie siedmiu bitew południowcy stracili niemal dwa razy więcej zabitych niż przeciwnik. Wykorzystanie zwycięstw było trudne z powodu logistycznych wyzwań.

Po zwycięstwach pod Bull Run i 30 czerwca 1862 roku generał Lee nie zdołał zamknąć drogi ucieczki rozbitym siłom Jankesów. Edward Porter Alexander pisał: „Byliśmy na wyciągnięcie ręki od tak wielkich sukcesów militarnych, że moglibyśmy mieć nadzieję na zakończenie wojny uzyskaniem niepodległości. Ta szansa z 30 czerwca wydaje mi się najlepsza ze wszystkich. ”

Kampania defensywna mogła odwrócić proporcje strat, ale niosła ryzyko, że liczniejsze siły Unii będą wybierać miejsca ataku i stopniowo dzielić Konfederację.

Brak widowiskowego zwycięstwa uniemożliwiłby przekonanie Europy co do szans Południa. Rok 1862 był militarnie nierozstrzygnięty. Wiosną dominowała Unia, od czerwca przez lato świetna passa Południa zakończona przegraną bitwą pod Antietam 17 września. Po wylizaniu ran Konfederacja przez kolejne 9 miesięcy znowu wskoczyła na wysoki bieg, zakończony porażką pod Gettysburgiem.

Historycy wskazują wiosnę i lato 1863 roku jako przełom. Czy gdyby Konfederacja wygrała pod Antietam lub Gettysburgiem, zapewniłaby sobie zwycięstwo? Dwa pierwsze lata wojny udowodniły, że żadne zwycięstwo w polu nie było całkowicie jednoznaczne. Brytyjscy politycy przed i po bitwie pod Antietam rozważali mediację połączoną z uznaniem niepodległości Konfederacji, co realnie prowadziłoby do zwycięstwa Południa.

Wieści o losach bitwy odwróciły londyńskie kalkulacje o 90 stopni, doprowadzając do postawy wyczekiwania. Amerykańscy historycy porównywali znaczenie Antietam do bitwy pod Saratogą z 1777 roku, która doprowadziła do francuskiej interwencji. Ale czy Północ zmiękłaby tak szybko? McClellan nie potrafił wykorzystać zwycięstwa, co doprowadziło do jego zwolnienia.

Czy Lee potrafiłby postawić kropkę nad i? Każda seria ofensywnych zwycięstw Konfederatów kończyła się bitwą, która miała odwracać losy wojny. Dopóki zwycięzca nie potrafił wykorzystać sytuacji do eliminacji całych armii przeciwnika, wojna musiała wchodzić w fazę wojny totalnej, matematycznie ustawionej przeciwko Południu. Czy to Davis, a nie Lee, miał rację?

Robert Lee raz po raz decydował się na rozwiązania ofensywne. W połowie 1863 roku wybierał między obroną Richmond, oznaczającą oblężenie, a atakiem na Pensylwanię. Lee traktował obronę jako prostą drogę ku klęsce. Wybrał bycie stroną atakującą pod Gettysburgiem.

W liście do żony z 19 kwietnia pisał: „Nie sądzę, aby nasi wrogowie byli tak pewni sukcesu jak wcześniej. Jeśli w tym roku uda nam się ich zaskoczyć różnymi zamysłami, a nasi ludzie będą wierni naszej sprawie, myślę, że sukces będzie pewny. Będziemy musieli cierpieć, ale wszystko się ułoży. Jeśli w tym roku odniesiemy sukces, to jesienią nastąpi wielka zmiana w opinii publicznej na północy.

Republikanie zostaną zniszczeni, a zwolennicy pokoju staną się tak silni, że następna administracja oprze na nim swoją politykę. ”

Im dłużej trwała wojna, tym chętniej na Południu przyglądano się perspektywom zmiany politycznej na Północy. Demokraci podzielili się na wojennych i miedziogłowych, którzy prezentowali stanowisko antywojenne. Latem 1863 roku Lincoln powiedział, że obawia się ognia na tyłach bardziej niż porażek militarnych.

W czerwcu 1863 roku doszło do poważnych zamieszek w Nowym Jorku w wyniku przymusowego poboru – zginęło około 120 osób. Północ jesienią 1864 roku czekały wybory prezydenckie. Celem Południa mogło być podsycanie ognia na tyłach przeciwnika. Lee pisał o stawianiu oporu, ale decydował się na działania ofensywne, które kosztowały go do tej pory bagatela 100 000 ludzi.

Szarża Picketta miała desperację ofensywną rodem z wojen napoleońskich, ale przeprowadzoną w realiach wojny nowoczesnej. 14 000 żołnierzy Konfederacji miało do przebycia ponad kilometr lekko falistego terenu, na końcu którego znajdowało się około 10 000 żołnierzy Unii. Straty w ataku przekroczyły 50%, a wieści o Gettysburgu podziałały porażająco na szanse dyplomatyczne w Europie i wpływy miedziogłowców. Ofensywne próby wygrania wojny przez Konfederację od początku miały bardzo niskie szanse powodzenia.

Nakręcona gospodarka Północy była w stanie utrzymać ogromne armie, a ruchy emancypacyjne pozwalały na tworzenie formacji z czarnych żołnierzy. Ale wytrzymałość defensywy dotyczyła też Konfederacji. W trudnym 1864 roku, już po Gettysburgu, siły Północy stanęły przed ofensywnymi dylematami. James M.

McPherson napisał: „Północne sukcesy paradoksalnie doprowadziły do militarnej słabości. Armie Unii musiały wydzielić wiele dywizji jako siły okupacyjne zarządzające 100 000 mil kwadratowych podbitego terytorium. Atakujące armie musiały także wydzielać spore części sił, aby strzegły taborów i linii zaopatrzeniowych przeciwko rajdom kawalerii i gerylasów. To zmniejszenie liczebności armii Unii zredukowało przewagę stojącą naprzeciw Konfederatów.

Ciekawym wskaźnikiem tego, jak w Europie obstawiano szanse Konfederacji, były notowania obligacji wypuszczonych przez francuskich bankierów z Emile Erlanger & Company. Porażki lata 1863 roku oznaczały tąpnięcie, ale wzrost trwał aż do jesieni 1864 roku. To wtedy doszło do spiętrzenia potencjalnych korzyści, które dowódcy Konfederacji do tej pory odrzucali. Wojna defensywna w wykonaniu Południa wywróciła statystykę strat.

Lincoln narzekał: „Ludzie są zbyt pełni optymizmu. Oczekują zbyt wiele na raz. ” Od 20 lutego do końca kwietnia konfederackie armie odniosły serię zwycięstw, na przykład w bitwie pod Olustee, biorąc do niewoli cały garnizon Plymouth. Od 5 do 12 maja armia generała Granta w kampanii Wilderness poniosła straty na poziomie 32 000, co było przerażającym rekordem wojny.

Kosztowna bitwa pod Cold Harbor skończyła się wielkim kacem na Północy, ale Północ mogła sobie pozwolić na więcej takich dni. Na Południu politycy w końcu zdecydowali się na zmianę polityki w sprawie bawełny. Od lutego Konfederacja przeszła na „nowy plan”, zakładający ponowny otwarty handel. Z wielkim trzyletnim poślizgiem zrezygnowano z polityki bawełnianego króla, by zamiast szantażu sprzedawać towar na odległych rynkach.

Efekty były obiecujące, ale ograniczone, a postępy sił Unii zagrażały kluczowym portom. Problemy dla Południa groźnie się zazębiały – wpuszczenie Jankesów niosło ryzyko utraty miast, a koszmarne straty Granta nie były dla niego łamiące. Ostatnią nadzieją Konfederacji były zbliżające się wybory prezydenckie na Północy. Demokratycznym konkurentem Lincolna był George McClellan, zwolniony po Antietam.

Szukanie w nim człowieka, który wycofałby Stany Zjednoczone z wojny, to przesada – McClellan nie zmienił poglądów w kwestii kontynuowania wojny. Trudno sobie wyobrazić, by zwycięzcy demokraci porzucili przewagę na froncie. Wszelkie wątpliwości rozwiało zdobycie Atlanty 2 września 1864 roku, co zamknęło usta krytykom Lincolna. Od tej pory zwycięstwo Unii było tylko kwestią czasu.

Czy zwycięstwo Lincolna było nieuniknione, a co za tym idzie – zwycięstwo Unii? To spłycenie konfliktu. Siły Północy musiały dokonać kolosalnego wysiłku, przełknąć liczne klęski i uczyć się na błędach. Jak Konfederacja mogła naprawdę wygrać wojnę?

Jej przywódcy musieliby popełnić znacznie mniej błędów w pierwszych latach wojny. Skonfederowane Stany nie były gotowe na ustępstwa wewnętrzne, na zbudowanie scentralizowanego mechanizmu gospodarczego, społecznego i militarnego kontrolowanego przez polityków z Richmond. Polityka bawełnianego króla była błędem, a krytycy generała Lee twierdzili, że wykrwawił swoje siły w ofensywach, które mógł wykorzystać do skutecznej obrony. Po przeczytaniu kilkunastu książek na potrzeby tego materiału mogę pokusić się o główny wniosek.

Południe przykładało wielką wagę do tego, jak działały tyły na Północy, a przez lata zaniedbywano to, jak działały tyły na Południu. Latem 1864 roku Południe trzeszczało w szwach. Konfederacja musiała zrzucić większość decentralistycznych koncepcji, a koszt wojny, nawet gdyby zakończyła się remisem, przekreślałby możliwość długofalowego utrzymania niepodległości. Pod koniec wojny na Południu rozważano nawet emancypację niewolników, by zasilić jednostki frontowe.

Embargo na sprzedaż bawełny utrudniło ogarnięcie finansów młodego państwa i przekierowało uwagę Wielkiej Brytanii w stronę Indii i Egiptu. Wygranie wojny przez Południe wymagałoby znacznie mocniejszej mobilizacji od pierwszych dni, jak najszybszego porzucenia partykularyzmów, by być o krok przed rozwiązaniami wprowadzanymi na Północy. Tylko w ten sposób można było zniechęcić północną opinię publiczną i przekonać Francję i Wielką Brytanię do interwencji dyplomatycznej. Allan Nevins zwracał uwagę na militarne paradoksy podejścia Roberta E.

Lee – przy pełnej świadomości przewagi liczebnej wroga decydował się na kosztowne działania ofensywne, pozbawiające go ludzi potrzebnych do defensywy. Patrząc z lotu ptaka, trzeba porzucić wizje o jednej bitwie, jednym kryzysie, który zmieniłby przebieg wojny. Dzięki poważnym reformom przeprowadzonym na Północy w 1862 roku, także bezceremonialnemu pozbywaniu się nieudolnych oficerów, takich jak McClellan, Północ stanęła mocno na dwóch nogach i stała się szokująco wytrzymała na porażki. Dowódcy jak Grant czy Sherman prowadzili rekordowe krwawe kampanie, które spełniały założenia Północy – wgryzienie się głęboko w terytorium wroga.

Pomysły Południa na wygranie wojny miały w sobie wiele myślenia życzeniowego. Kluczowe zmiany w polityce gospodarczej i wewnętrznej wprowadzano o lata za późno. Sytuacja za linią frontu od połowy 1863 roku stała się krytyczna – ceny rosły wielokrotnie, inflacja pożerała oszczędności, a utrzymanie setek tysięcy mężczyzn pod bronią odbywało się kosztem zaopatrzenia cywilów. Konfederacja mogła zwiększyć szanse na przetrwanie, wybierając jeden konkretny plan.

Dwa skrajne scenariusze: wojna krótka, ale intensywna, wymagająca szybkiej mobilizacji wszystkich środków do wyprowadzenia ciosów, albo strategia defensywna i survivalowa, mająca na celu karanie wroga posuwającego się w głąb nieznanego terenu. Wtedy konieczne byłyby daleko idące zmiany w gospodarce, by Konfederacja wytrzymała długoletni nacisk. Trzeba by przekonać wielkich właścicieli ziemskich do kompromisu między uprawą bawełny a zbóż. Te inwestycje musiałyby być wprowadzone znacznie wcześniej, w 1858 roku.

A tak ceny żywności na Południu wzrosły nawet 90-krotnie względem cen przedwojennych. Czy mocniejsze działanie rządu centralnego nie przekreślałoby koncepcji Konfederacji? Oba scenariusze wymagały czegoś więcej niż luźnej konfederacji. Konfederacja musiałaby wykazać się szybszymi reakcjami na zmieniającą się sytuację, na przykład w kwestii powszechnego poboru.

Jest jednak wielce prawdopodobne, że nawet gdyby południowcy wiedzieli, co czeka ich na końcu drogi, nie porzuciliby tego, co rozumieli jako wolność od interwencji prezydenta – czy to z Waszyngtonu, czy z Richmond.