22 czerwca 1941 roku. Miliony niemieckich żołnierzy przekracza granicę niemiecko-sowiecką. To największa inwazja lądowa w historii – operacja Barbarossa. Ale to nie jest zwykła kampania wojskowa.

To wojna na wyniszczenie, prowadzona według pisemnych rozkazów, które noszą podpisy niemieckiego dowództwa. Jednym z nich jest rozkaz o komisarzach: radzieccy komisarze polityczni mają być rozstrzeliwani na miejscu, bez procesu, bez statusu jeńców wojennych. Mają być traktowani nie jak żołnierze, ale jak wrogowie ideologiczni. To brutalne pogwałcenie prawa międzynarodowego nadaje ton kampanii, w której zaciera się granica między walką a zbrodnią.
Kiedy w 1945 roku upada III Rzesza, odpowiedzialni stają przed sądem w Norymberdze. Wśród oskarżonych jest człowiek, który pomógł wydać i egzekwować ten niesławny rozkaz, człowiek, który świadomie przyczynił się do śmierci tysięcy ludzi. Nazywa się Alfred Jodl. Alfred Józef Ferdynand Jodl urodził się 10 maja 1890 roku w Würzburgu, w bawarskim mieście garnizonowym.
Jego ojciec, również Alfred, był kapitanem artylerii, pochodzącym z długiej linii oficerów wywodzącej się z Tyrolu. Matka, Teresa Baumgärtler, pochodziła z niższych warstw społecznych. Ówczesne konwencje zabraniały takiego związku, więc para żyła w nieformalnym związku aż do emerytury ojca w 1899 roku. Dopiero wtedy dziewięcioletni Alfred mógł przyjąć nazwisko ojca – nazwisko, które później trafiło na pierwsze strony gazet na całym świecie.
Dorastał z młodszym bratem Ferdinandem, któremu również pisano karierę generała. Edukacja Alfreda przebiegała zgodnie z przenosinami ojca: najpierw Landau w Palatynacie, potem Monachium. W wieku trzynastu lat wstąpił do bawarskiego korpusu kadetów – surowego świata musztry, łaciny i lodowatych sal. Maturę zdał dopiero w 1910 roku, mając dwadzieścia lat, ale znalazł się wśród najlepszych w klasie.
Następnie wstąpił do 4. pułku artylerii polowej w Augsburgu. Szkoły wojskowe w Monachium doskonaliły jego umiejętności w zakresie matematyki artyleryjskiej. 28 października 1912 roku, w wieku zaledwie dwudziestu dwóch lat, otrzymał stopień podporucznika.
W życiu prywatnym też mu się wiodło. We wrześniu 1913 roku poślubił hrabinę Irmę Paulinę Karolinę von Bullion. To bezdzietne małżeństwo przypieczętowało jego awans do wyższych sfer. Kilka miesięcy później Europa pogrążyła się w chaosie – wybuchła I wojna światowa.
Jodl wziął udział w bitwie pod Zaberem 20 sierpnia 1914 roku, a 24 sierpnia został ranny w udo. Otrzymał Żelazny Krzyż II klasy. Do jednostki wrócił dopiero w marcu 1915 roku. W 1916 roku awansował na porucznika, a pod koniec roku przeniesiono go na front wschodni.
Tam w 1917 roku został dowódcą baterii w 72. pułku artylerii polowej. Na początku 1918 roku trafił na front zachodni jako oficer sztabu generalnego. 3 maja 1918 roku otrzymał Żelazny Krzyż I klasy.
Wojna przyniosła mu sukcesy i szybki awans. Koniec wojny i powstanie Republiki Weimarskiej nie zahamowały jego kariery. W ograniczonej do 100 tysięcy żołnierzy Reichswehrze pozostał w szeregach – najpierw jako dowódca baterii, potem, po znakomitych wynikach na elitarnych kursach, jako wschodząca gwiazda wśród planistów. W 1924 roku berlińskie ministerstwo wezwało go do pracy, a w 1928 roku wykładał taktykę i historię wojen.
1 lutego 1932 roku awansował na majora, a 1 czerwca tego samego roku został kierownikiem sekcji w departamencie operacyjnym Truppenamt – przykrywki dla niemieckiego sztabu generalnego, zakazanego traktatem wersalskim. Pod tą neutralną nazwą oficerowie opracowywali plany ponownego uzbrojenia Niemiec. Kluby szybowcowe szkoliły pilotów, szkoły jeździeckie – kawalerię, która wkrótce miała stać się czołgami. Kiedy w styczniu 1933 roku Adolf Hitler został kanclerzem, plany te wyszły poza sferę teorii.
Jodl, z natury apolityczny, ale przekonany, że traktat wersalski osłabił i znieważył Niemcy, okazał się niezastąpiony. 20 czerwca 1935 roku został szefem Departamentu Obrony Narodowej w sztabie Wehrmachtu, a 1 sierpnia 1935 roku awansował na pułkownika. Przebywał w Berghofie, gdy Hitler tam bywał. W lutym i marcu 1938 roku, po kryzysie Blomberga-Fritscha, Hitler pozbył się niewygodnych dowódców i przeprowadził reorganizację kierownictwa Wehrmachtu.
Utworzono Naczelne Dowództwo Sił Zbrojnych, obsadzone lojalnymi narodowymi socjalistami. Biuro Dowodzenia Wehrmachtu, kierowane przez Jodla, stało się jego częścią, a Jodl podlegał bezpośrednio szefowi, generałowi Wilhelmowi Keitelowi. 1 października 1938 roku, w ramach rotacji, Jodl został przeniesiony do dowództwa oddziałów jako dowódca artylerii 44. dywizji piechoty.
Sześć miesięcy później, po awansie na generała majora, wezwano go z powrotem do Berlina. 23 sierpnia 1939 roku, osiem dni przed wkroczeniem niemieckich czołgów do Polski, Hitler mianował go szefem sztabu operacyjnego w Naczelnym Dowództwie Sił Zbrojnych. To on miał częściowo decydować o przebiegu nadchodzących kampanii. II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku.
Polska została pokonana w pięć tygodni. Potem nastała zima pełna niepewności, podczas której Hitler szukał możliwości działania w Skandynawii i na Zachodzie. Naczelne Dowództwo wahało się co do wyprawy do Norwegii, ale ostatecznie opracowano plan operacji Weserübung. 9 kwietnia 1940 roku wojska niemieckie zaatakowały Danię i Norwegię.
Dania skapitulowała w kilka godzin, Norwegia broniła się przez dwa miesiące. Największym sukcesem był upadek Francji. Ten zaciekły wróg Rzeszy został pokonany w kilka tygodni, a nazistowskie Niemcy osiągnęły szczyt militarnych sukcesów. Hitler nagrodził Jodla stopniem generała artylerii.
Zwycięstwo nad Francją jeszcze nie ucichło, a Jodl wraz ze współpracownikami już patrzył na wschód. Dyrektywa nr 21 z 18 grudnia 1940 roku nosiła jego ideologiczny ślad. Zakładała wykorzystanie grup armii, szybkie okrążenie i – miejmy nadzieję – upadek Związku Radzieckiego w ciągu kilku miesięcy. Aby usprawnić machinę terroru, pomógł stworzyć niesławny rozkaz o komisarzach z 6 czerwca 1941 roku, który nakazywał rozstrzeliwanie schwytanych radzieckich oficerów politycznych na miejscu.
Rozkaz głosił: „Komisarzy tych nie uznaje się za żołnierzy. Nie przysługuje im ochrona wynikająca z prawa międzynarodowego dotyczącego jeńców wojennych. Po odseparowaniu należy z nimi postąpić odpowiednio. ” To było pogwałcenie konwencji haskich, a Jodl to poparł.
Później podpisał kolejny niesławny dokument – rozkaz o komandosach z października 1942 roku. Nakazywał on doraźną egzekucję wszystkich komandosów alianckich schwytanych w Europie i Afryce, bez procesu, nawet jeśli nosili mundury lub próbowali się poddać. Mieli być natychmiast przekazani SD w celu egzekucji. Kiedy niemiecka ofensywa na Kaukaz w 1942 roku utknęła w martwym punkcie, Jodl odważył się skrytykować zwyczaj Hitlera polegający na rozdzielaniu armii i zmianie celów.
Führer wpadł w furię i rozważał zastąpienie go generałem Paulusem po zdobyciu Stalingradu – zwycięstwie, które nigdy nie nastąpiło. Na zewnątrz Jodl ukrywał konflikt z Hitlerem i otwarcie chwalił go za strategiczną dalekowzroczność. W wywiadzie 7 listopada 1943 roku w Monachium mówił o „naturalnym nastroju narodu”, że w tej wojnie istnieje tylko walka do samego końca. „Kapitulacja oznacza koniec narodu, koniec Niemiec” – stwierdził.
Wiara w ostateczne zwycięstwo pozostaje niezachwiana, bo na czele stoi geniusz. Tym geniuszem był dla niego Adolf Hitler. Co ciekawe, Jodl nie należał do starej gwardii nazistowskiej. Jego numer partyjny był wysoki – 9 640 812.
Mimo to był gotów uczestniczyć we wszystkich nazistowskich zbrodniach. Był zaangażowany w deportację europejskich Żydów do obozów zagłady. Jesienią 1943 roku sporządził notatkę na liście od niemieckiego dowódcy Wehrmachtu w Danii, Hermanna von Hannekena, który nie chciał, aby stan wyjątkowy był nadużywany jako pretekst do deportacji Żydów. Jodl napisał: „Bzdura.
Chodzi tu o sprawy konieczności państwowej. ”
Wojna dobiegała końca. 30 stycznia 1944 roku Jodl osiągnął najwyższy stopień wojskowy – generała pułkownika. Ale nie wszystko układało się pomyślnie.
Niecałe trzy miesiące później w Królewcu zmarła jego żona Irma. Wciąż dochodził do siebie po tej stracie, gdy 20 lipca 1944 roku bomba pułkownika Clausa von Stauffenberga podniosła stół konferencyjny w Wilczym Szańcu. Jodl, siedzący obok Hitlera, doznał lekkiego zranienia nogi, ale to nie powstrzymało go od popierania nazistowskich zbrodni. Jego rozkazy wiązały się z deportacjami ludności cywilnej, niszczeniem mienia i taktyką spalonej ziemi.
Na miesiąc przed końcem wojny, 7 kwietnia 1945 roku, Alfred Jodl poślubił Luizę von Benda, przyjaciółkę swojej zmarłej żony. Kilka tygodni później Hitler popełnił samobójstwo, a wielki admirał Karl Dönitz wysłał do Jodla telegram z poleceniem wynegocjowania kapitulacji z aliantami. We wczesnych godzinach 7 maja 1945 roku generał pułkownik Alfred Jodl podpisał w Reims bezwarunkową kapitulację wszystkich sił niemieckich. Sowieci, obawiając się powstania nowego mitu o „ciosie w plecy”, nalegali na drugą ceremonię w Berlinie, podczas której feldmarszałek Keitel ponownie podpisał dokument.
W Berlinie-Karlshorst 8 maja 1945 roku. Alfred Jodl został pojmany przez aliantów 23 maja 1945 roku. W oczekiwaniu na proces spędził kilka miesięcy w celi. Przed sądem w Norymberdze postawiono mu cztery zarzuty: spisek, zbrodnie przeciwko pokojowi, zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości.
Obrona argumentowała, że Jodl był tylko żołnierzem wykonującym rozkazy, nieświadomym istnienia obozów śmierci. Przesłuchanie krzyżowe obaliło tę tezę. Jego inicjały widniały na rozkazach, które utorowały drogę do masakr. Jego adnotacje bagatelizowały prośby o oszczędzenie ludności cywilnej, a notatki strategiczne podsycały agresję.
Najbardziej wymownym świadectwem zbrodni Jodla było jego własne pismo. Dokumenty, które stworzył podczas wojny, przemawiały głośniej niż jakiekolwiek powojenne alibi. Jodl nie przyznał się do winy. „Przed Bogiem, przed historią i moim narodem” – powiedział.
Został uznany winnym wszystkich czterech zarzutów i skazany na śmierć. Wniosek obrony o rozstrzelanie zamiast powieszenia odrzucono, podobnie jak wnioski Keitla i Göringa. Powód? Kryminalna, a nie wojskowa natura jego czynów.
Jodl został stracony przez sierżanta armii amerykańskiej Johna C. Woodsa, który nie miał udokumentowanego doświadczenia jako kat. Uważa się, że celowo wykonywał swoją pracę nieudolnie, aby skazani cierpieli. Naziści spadali z szubienicy z wysokości niewystarczającej do złamania karku, umierając w wyniku uduszenia, które trwało kilka minut.
56-letni Jodl wypowiedział ostatnie słowa: „Cześć wam, moje wieczne Niemcy”. Potem spadł z szubienicy, a jego konwulsje trwały 18 długich minut, zanim umarł. Jego szczątki, podobnie jak szczątki pozostałych dziewięciu straconych mężczyzn oraz Göringa, który popełnił samobójstwo przed egzekucją, zostały poddane kremacji na cmentarzu Ostfriedhof w Monachium.
Prochy rozrzucono w rzece Wenzbach, małym dopływie Izary, aby zapobiec powstaniu miejsca kultu dla nazistów.


