1 sierpnia 1944 roku Warszawa stanęła do walki. Na ulicach wyrosły barykady, nad zrujnowanymi kamienicami powiewały biało-czerwone flagi, a młodzi ludzie z Armii Krajowej chwycili za broń. Przez krótką chwilę wydawało się, że nadzieja wraca do polskiej stolicy. Niemiecka odpowiedź była jednak błyskawiczna i bezlitosna.

Hitler wydał rozkaz zniszczenia miasta i wymordowania jego mieszkańców, aby dać przykład całej Europie. Do robotniczej dzielnicy Wola wkroczyli ludzie, którzy nie pochodzili z żadnej zdyscyplinowanej armii. Wyciągnięto ich z więzień i obozów koncentracyjnych. Byli to przestępcy, którym w zamian za posłuszeństwo dano broń i wolność.
To, co nastąpiło, nie było bitwą. To była masakra mężczyzn, kobiet i dzieci, przeprowadzona z takim okrucieństwem, że nawet zatwardziali niemieccy oficerowie patrzyli na to z niedowierzaniem. Wielu z tych, którzy dopuścili się tych zbrodni, miało jednak zapłacić za nie więzieniem, egzekucją lub własną gwałtowną śmiercią. Nazwa tego oddziału to brygada Dirlewangera.
II wojna światowa zaczęła się 1 września 1939 roku. Pół roku później, w marcu 1940 roku, gdy naziści planowali kolejny etap wojny, narodził się pomysł utworzenia specjalnej jednostki. Heinrich Himmler, przywódca SS, zaproponował, a Adolf Hitler wyraził zgodę. Pierwszymi rekrutami mieli być skazani kłusownicy.
Himmler wierzył, że ludzie, którzy całe życie tropili i strzelali w lasach, będą skuteczni w polowaniu na partyzantów. Zgromadzono więźniów z całych Niemiec i obiecano im zawieszenie wyroków oraz ewentualną amnestię, jeśli dobrze będą służyć w walce z partyzantami w okupowanej Europie. 14 czerwca 1940 roku powstała pierwsza grupa w ramach jednostki kłusowników w Oranienburgu. Jej dowódcą został Oskar Dirlewanger – odznaczony weteran I wojny światowej, ale jednocześnie skazany pedofil, gwałciciel i przestępca.
W 1934 roku trafił do więzienia za zgwałcenie trzynastoletniej dziewczynki i wykorzystywanie seksualne innych nieletnich. Stracił stopień wojskowy i tytuł naukowy. Dopiero dzięki wstawiennictwu przyjaciela, wysokiego rangą oficera SS Gottloba Bergera, wyszedł na wolność i został przyjęty do Waffen-SS. We wrześniu 1940 roku oddział wysłano do Generalnego Gubernatorstwa, czyli niemieckiej strefy okupacyjnej w Polsce.
Zamiast walczyć z ruchem oporu, żołnierze pełnili straż w obozach pracy i nadzorowali żydowskich robotników w Starym Dzikowie i na Lubelszczyźnie. Tam szybko ujawniła się ich brutalność. Żydowskich więźniów bito za najmniejsze opóźnienie. Dirlewanger aresztował Żydów pod zarzutem rytualnego mordu, a potem żądał okupu, grożąc rozstrzelaniem.
Kobiety wybierał dla siebie, gwałcił w swojej kwaterze, a następnie kazał je rozstrzeliwać, żeby nie mogły zeznawać. Krążyły nawet pogłoski, że z żydowskich kobiet i końskiego mięsa gotowano mydło. Kradzieże i korupcja były na porządku dziennym. Żywność i kosztowności zabrane więźniom sprzedawano na czarnym rynku.
Nawet w SS pojawiły się skargi. Sędzia SS Georg Konrad Morgen prowadził dochodzenie w sprawie korupcji i morderstw w obozach. Ustalił, że Dirlewanger dopuścił się przypadkowych zabójstw i brutalnego znęcania się nad więźniami. Rozważano rozwiązanie oddziału i postawienie dowódcy przed sądem za „zbezczeszczenie rasy” – utrzymywanie stosunków seksualnych z Żydówkami.
Postępowanie jednak zablokowano. Gottlob Berger i inni wpływowi zwolennicy stanęli w obronie Dirlewangera. Zamiast kary oddział przeniesiono dalej na wschód. W lutym 1942 roku jednostka trafiła na okupowaną Białoruś.
Tam działała według stałego schematu. Najpierw otaczano wioski. Mieszkańców zaganiano do stodół i drewnianych budynków, zamykano drzwi i podpalano. Gdy płomienie sięgały dachu, a dym wypełniał wnętrze, ludzie krzyczeli i próbowali wydostać się przez ściany.
Każdy, komu się udało, ginął od kul z karabinów maszynowych ustawionych na zewnątrz. Dirlewanger miał też własną metodę wybierania celów. Przelatywał lekkim samolotem nad wioskami podejrzewanymi o pomoc partyzantom. Jeśli samolot został ostrzelany, zaznaczał wioskę na mapie.
Potem wracał na ziemię, prowadził atak, podpalał wioskę i zabijał wszystkich mieszkańców. Całe osady znikały z mapy. Domy najpierw plądrowano, zabierając żywność, zwierzęta i odzież, a potem podpalano. Oddział stosował też metody, które trudno nazwać inaczej niż sadystycznymi.
Anonimowy świadek opowiadał, że schwytanych partyzantów pieczono żywcem, a potem rzucano ich ciała stadu głodnych świń. Kobiety gwałcono i trzymano jako niewolnice seksualne. Sprzedawano je między żołnierzami za dwie butelki wódki. Przemoc seksualna wobec ludności cywilnej, w tym wobec dzieci, była powszechna.
Podczas operacji „Kottbus” w 1943 roku, jednej z największych akcji antypartyzanckich na Białorusi, jednostka Dirlewangera zameldowała o około 14 000 zabitych wrogów. Niemcy stracili w całej operacji tylko około 60 żołnierzy. To jasno pokazuje, że zdecydowana większość ofiar to nieuzbrojeni cywile, zabici w ramach nazistowskiej wojny rasowej na Wschodzie. Oddział wykorzystywał też cywilów do rozminowywania dróg.
Mężczyzn, kobiety, a nawet dzieci zmuszano do marszu przed niemieckimi żołnierzami po trasach, gdzie mogły być miny. Wybuchy rozrywały ciała na strzępy. Ci, którzy przeżyli, musieli iść dalej. W lipcu 1944 roku oddział powiększono i przemianowano na SS-Sturmbrigade Dirlewanger, powszechnie znaną jako brygada Dirlewangera.
Miesiąc później wysłano ich do okupowanej Warszawy. 1 sierpnia 1944 roku Armia Krajowa rozpoczęła powstanie warszawskie, próbując wyzwolić stolicę. Hitler i Himmler wydali rozkaz zniszczenia miasta i wymordowania ludności, żeby służyło to za ostrzeżenie. Brygada wkroczyła do Warszawy 4 sierpnia.
Wzięła udział w masakrze na Woli, gdzie zamordowano ponad 40 000 Polaków. Hitler osobiście nakazał zabić wszystko, co się rusza. Żołnierze Dirlewangera używali kobiet i dzieci jako żywych tarcz. Spalili trzy szpitale wraz z pacjentami.
Pielęgniarki biczowano, gwałcono zbiorowo i wieszano nago razem z lekarzami. Nie oszczędzano dzieci. Gwałcono je, palono żywcem lub rzucano głodnym psom. Gdy oddział natrafił na przedszkole, w którym było 500 dzieci, Dirlewanger kazał zabić wszystkie.
Żeby oszczędzić amunicję, dzieci pobito na śmierć kolbami karabinów i przebito bagnetami. Potem żołnierze przeszli przez warszawską Starówkę, pijąc, gwałcąc i mordując. Zabijali cywilów i powstańców bez względu na wiek i płeć. Na Starówce zginęło około 30 000 cywilów.
Kilka tysięcy rannych w szpitalach polowych, które zajęli Niemcy, rozstrzelano i spalono miotaczami ognia. W październiku 1944 roku powstanie zostało stłumione, a centrum miasta zrównano z ziemią. Brygada wzięła też udział w tłumieniu słowackiego powstania narodowego, które trwało od 29 sierpnia do 28 października 1944 roku. 30 października prezydent Słowacji Josef Tiso, katolicki ksiądz, osobiście odznaczył niemieckich żołnierzy walczących przeciw powstańcom.
Ceremonia odbyła się w Bańskiej Bystrzycy. Jednym z odznaczonych był Oskar Dirlewanger. Jesienią 1944 roku, gdy sytuacja III Rzeszy gwałtownie się pogarszała, oddział wysłano na Węgry, by walczył z nacierającą Armią Czerwoną. Rekrutacja stała się desperacka.
Więźniom politycznym z obozów koncentracyjnych oferowano „szansę” służby w jednostce. W rzeczywistości wybór był iluzoryczny. Odmowa często oznaczała natychmiastową egzekucję albo powrót do obozu, skąd nie było nadziei na przeżycie. Wielu wstąpiło do oddziału nie z wyboru, ale jako strategię przetrwania.
Ich lojalność od początku była krucha. Czekali na pierwszą okazję do ucieczki. Gdy pod koniec 1944 roku front się załamał, dezercje stały się częste. Tylko w grudniu setki żołnierzy przeszło na stronę radziecką, wybierając niewolę zamiast dalszej służby w formacji znanej z brutalności.
Inni, którzy próbowali uciec, zostali schwytani i straceni. W ostatnich miesiącach wojny jednostka uległa rozpadowi. Dyscyplina osłabła, a struktura zaczęła się załamywać wraz z upadkiem niemieckich wysiłków wojennych. Po upadku nazistowskich Niemiec w maju 1945 roku kilku czołowych członków formacji spotkał brutalny lub sprawiedliwy koniec.
Sam Oskar Dirlewanger został aresztowany 1 czerwca 1945 roku w południowych Niemczech. Rozpoznano go mimo fałszywego nazwiska i osadzono w więzieniu. 7 czerwca 1945 roku zmarł w areszcie po tym, jak strażnicy pobili go na śmierć. Jego bezpośredni przełożony na Białorusi, SS-Gruppenführer Kurt von Gottberg, który wydał rozkaz przekształcenia całych regionów w „strefy śmierci”, został schwytany przez Brytyjczyków i popełnił samobójstwo 31 maja 1945 roku.
SS-Obergruppenführer Erich von dem Bach-Zelewski, wyższy dowódca SS i policji odpowiedzialny za walkę z partyzantką i stłumienie powstania warszawskiego, został schwytany przez Amerykanów. Uniknął egzekucji za zbrodnie wojenne dzięki zeznaniom podczas procesów norymberskich. Później skazano go w Niemczech Zachodnich na dożywocie za morderstwa popełnione w latach trzydziestych. Zmarł w więzieniu w 1972 roku.
Nazistowski reżim, który stworzył tę niesławną jednostkę, obiecywał tysiącletnie imperium. Trwało dwanaście lat. Zbrodnie popełnione w jego imieniu pozostawiły jednak blizny, które przetrwały znacznie dłużej niż ludzie, którzy je popełnili.
A komando Dirlewangera było w tych zbrodniach czymś więcej niż tylko posłusznym narzędziem.


