Justyna Zawadzka spojrzała na zegarek po raz dziesiąty w ciągu ostatnich pięciu minut. Była prawie szesnasta, a ona wciąż czekała na bagaż na lotnisku Chopina w Warszawie. Lot z Gdańska trwał ledwie czterdzieści pięć minut, ale każda chwila spędzona w zatłoczonym terminalu ciągnęła się w nieskończoność, zwłaszcza w połowie lipca, gdy za oknami temperatura przekraczała trzydzieści stopni. Odgarnęła z czoła kosmyk jasnobrązowych włosów, który wymknął się z niedbałego koka.

W wieku dwudziestu ośmiu lat była już uznaną projektantką wnętrz z własną firmą i stale rosnącą listą klientów. Jej naturalna uroda, szczupła sylwetka i inteligentne, piwne oczy przyciągały spojrzenia, ale ona zawsze przedkładała pracę nad życie towarzyskie. Nareszcie. Mruknęła, gdy na taśmie pojawiła się jej czerwona walizka.
Sprawnym ruchem zdjęła bagaż i ruszyła do wyjścia, gdzie czekała zamówiona taksówka. Kierowca, mężczyzna w średnim wieku, pomógł jej umieścić walizkę w bagażniku. Hotel Warszawski Pałac, proszę – powiedziała, wsiadając do klimatyzowanego wnętrza. Pierwszy raz w Warszawie?
– zapytał kierowca, włączając się do ruchu. Nie, bywam tu często. Przyjeżdżam w sprawach zawodowych. Ach, interesy.
Czym się pani zajmuje, jeśli można spytać? Projektuję wnętrza. Właściwie jadę teraz na spotkanie z potencjalnym klientem. Podobno chce odnowić całą rezydencję.
Kierowca zagwizdał z podziwem. Musi być bogaty. Tak słyszałam – odparła wymijająco. Prawda była taka, że niewiele wiedziała o swoim nowym kliencie.
Norbert Wilczyński, prezes Wilczyński Investments, należał do najbogatszych Polaków, ale stronił od mediów i rzadko udzielał wywiadów. Cała jej wiedza pochodziła z krótkiej rozmowy z jego asystentką i kilku artykułów w internecie. Taksówka zatrzymała się przed imponującym budynkiem hotelu. Marmurowe posadzki, kryształowe żyrandole i eleganckie meble robiły wrażenie już od progu.
Dzień dobry. Rezerwacja na nazwisko Zawadzka – powiedziała, podchodząc do recepcji. Młody recepcjonista sprawdził dane w systemie i uśmiechnął się profesjonalnie. Tak, mamy apartament typu biznes na dwudziestym trzecim piętrze, z widokiem na Pałac Kultury.
Rezerwacja została zmieniona i opłacona przez Wilczyński Investments. Pozostawiono też wiadomość. Podał jej elegancką kopertę. Justyna uniosła brwi, ale nie skomentowała.
Dopiero w windzie otworzyła kopertę. W środku znalazła kartkę z odręczną notatką. Szanowna Pani Zawadzko, pozwoliłem sobie zmienić rezerwację na bardziej komfortową. Spotkanie odbędzie się jutro o godzinie dziesiątej w hotelowej restauracji.
Proszę o przygotowanie wstępnych pomysłów. Z poważaniem, Norbert Wilczyński. Apartament był przestronny i elegancki. Duże okna oferowały spektakularny widok na śródmieście.
Justyna odłożyła walizkę i podeszła do szyby, czując mieszaninę ekscytacji i niepokoju. Zależało jej na tym kontrakcie. Współpraca z kimś tak wpływowym jak Wilczyński mogła znacząco rozwinąć jej firmę. Po szybkim prysznicu rozpakowała rzeczy i przygotowała materiały na jutrzejsze spotkanie.
Portfolio na tablecie, próbki materiałów, szkicownik z wstępnymi pomysłami. Wszystko musiało być perfekcyjne. Wieczorem postanowiła skorzystać z hotelowego basenu. Według folderu znajdował się na dwudziestym piątym piętrze i był otwarty do północy.
Włożyła skromny czarny strój kąpielowy, narzuciła szlafrok i ruszyła do wind. Basen był zachwycający. Kryty, ale z przeszkloną ścianą oferującą panoramiczny widok na rozświetloną nocą Warszawę. O tej porze nikogo tu nie było.
Justyna położyła szlafrok na leżaku, wsunęła stopy do wody i westchnęła z przyjemnością. Była ciepła i zapraszająca. Po kilku długościach poczuła, jak napięcie opuszcza jej ciało. Zdecydowała się na chwilę relaksu w jacuzzi, które znajdowało się w oddzielnym pomieszczeniu obok głównego basenu.
Niewielki pokój był przytulny, z przyciemnionym światłem i nastrojową muzyką. Justyna zanurzyła się w ciepłej, bąbelkującej wodzie i zamknęła oczy. Nie usłyszała, jak drzwi się otwierają. Dopiero męski głos wyrwał ją z zamyślenia.
Przepraszam. Myślałem, że o tej porze będzie tu pusto. Otworzyła oczy i zamarła. W drzwiach stał wysoki mężczyzna około czterdziestki, o ciemnych włosach przyprószonych siwizną na skroniach i intensywnie niebieskich oczach.
Ubrany był w szlafrok, a w ręku trzymał ręcznik. To ja przepraszam – odpowiedziała automatycznie, zanurzając się głębiej w wodzie. Już wychodziłam. Mężczyzna uśmiechnął się lekko.
Nie ma pośpiechu. To miejsce publiczne, a jacuzzi jest wystarczająco duże dla dwóch osób. Zawahała się. Nie planowała dzielić jacuzzi z obcym mężczyzną, ale nie chciała też wyjść na nieuprzejmą.
Jeśli to nie problem – dodał, jakby wyczuwając jej niepewność. Nie, oczywiście, że nie – odpowiedziała, przesuwając się nieco na bok. Mężczyzna odwiesił szlafrok, odsłaniając atletyczną sylwetkę w granatowych szortach, i wszedł do wody. Usiadł po przeciwnej stronie, zachowując dystans.
Przez moment siedzieli w niezręcznej ciszy. Przyjechała pani w interesach czy dla przyjemności? – zapytał w końcu. W interesach – odparła.
A pan? Mężczyzna uśmiechnął się enigmatycznie. Powiedzmy, że zarządzam pieniędzmi. Inwestycje, fundusze, nieruchomości.
Dość nudne rzeczy dla kogoś o artystycznej duszy. Justyna zaśmiała się cicho. Nie jestem aż tak artystyczna. Dobry projekt to połączenie estetyki z funkcjonalnością i ekonomią.
Klienci zawsze mają budżet. Nawet ci najbogatsi. Zwłaszcza ci najbogatsi, to oni najbardziej pilnują każdej złotówki. Mężczyzna roześmiał się szczerze.
Trafne spostrzeżenie. Może dlatego są bogaci. Rozmawiali jeszcze kilkanaście minut o Warszawie, ulubionych restauracjach i miejscach wartych odwiedzenia. Justyna poczuła, że się odpręża.
Nieznajomy był inteligentny i zabawny, a jego intensywne spojrzenie sprawiało, że czuła przyjemne ciepło, które nie miało nic wspólnego z temperaturą wody. Chyba już pójdę – powiedziała w końcu, zauważając, że jej palce zaczynają się marszczyć. Jutro mam ważne spotkanie. Oczywiście.
Miło mi było panią poznać. Justyna. – odpowiedziała, zdając sobie sprawę, że nigdy się nie przedstawili. Miło mi, Justyno.
Jestem Norbert. Zamarła. To mógł być przypadek. Popularne imię.
Ale coś w sposobie, w jaki na nią patrzył, kazało jej zapytać. Norbert Wilczyński? Jego uśmiech się poszerzył. Winny.
A ty musisz być Justyna Zawadzka, moja projektantka wnętrz. Poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy, by zaraz powrócić ze zdwojoną siłą. Siedziała półnago w jacuzzi ze swoim potencjalnym klientem, miliarderem, z którym miała się oficjalnie spotkać dopiero jutro. Ja… przepraszam, nie wiedziałam – zaczęła, próbując zachować profesjonalizm mimo absurdalnej sytuacji.
Norbert machnął ręką. To ja powinienem przeprosić. Powinienem się od razu przedstawić, ale rzadko mam okazję do normalnej rozmowy. Ludzie zachowują się sztucznie, gdy wiedzą, kim jestem.
Nie wiedziała, co powiedzieć. Czuła się zażenowana i jednocześnie dziwnie podekscytowana. Norbert Wilczyński był zupełnie inny, niż sobie wyobrażała. Młodszy, bardziej przystępny, z poczuciem humoru.
Myślę, że jutrzejsze spotkanie będzie mniej stresujące, skoro już się poznaliśmy – powiedział z rozbawieniem. Tak, chyba tak. Naprawdę powinnam już iść. Norbert wstał pierwszy i podał jej rękę, pomagając wyjść z jacuzzi.
Przez moment stali naprzeciw siebie, mokrzy i rozgrzani, dziwnie świadomi swojej bliskości. Do zobaczenia jutro, Justyno – powiedział cicho. Do zobaczenia, panie Wilczyński – odpowiedziała, owijając się szlafrokiem. Norbert.
Proszę – poprawił ją z uśmiechem. Gdy wracała do apartamentu, jej myśli wirowały. Co to było za spotkanie? Przypadek czy plan?
I dlaczego czuła to dziwne napięcie, tę elektryczność między nimi? Jedno wiedziała na pewno. Jutrzejsze spotkanie biznesowe będzie zupełnie inne, niż się spodziewała. Obudziła się o siódmej, czując skutki krótkiego snu.
Wzięła długi prysznic, starannie wysuszyła i wyprostowała włosy, a potem długo zastanawiała się nad strojem. Ostatecznie wybrała elegancką granatową sukienkę do kolan, profesjonalną i kobiecą. Delikatna biżuteria i beżowe szpilki dopełniły całości. Punktualnie o dziewiątej pięćdziesiąt zjechała windą na parter.
Serce biło jej szybciej niż zwykle. Jak powinna się zachować? Udawać, że nic się nie stało? A może nawiązać do wczorajszej sytuacji?
Restauracja była przestronna, z dużymi oknami wychodzącymi na hotelowy ogród. Justyna rozejrzała się w poszukiwaniu znajomej sylwetki. Pani Zawadzka? – usłyszała za sobą kobiecy głos.
Odwróciła się i zobaczyła elegancką kobietę w średnim wieku. Jestem Krystyna Malinowska, asystentka pana Wilczyńskiego. Pan prezes czeka przy tamtym stoliku. Norbert siedział tyłem do sali, ale odwrócił się, gdy usłyszał kroki.
Wstał i uśmiechnął się na jej widok. Był ubrany w doskonale skrojony granatowy garnitur. Wyglądał jeszcze bardziej atrakcyjnie niż wczoraj. Dzień dobry, pani Zawadzka – powiedział oficjalnym tonem, wyciągając rękę.
Miło mi panią poznać. Zawahała się przez ułamek sekundy, ale szybko zorientowała się, że udawanie, iż widzą się po raz pierwszy, jest najlepszą opcją, przynajmniej przy asystentce. Dzień dobry, panie Wilczyński – odpowiedziała równie formalnie, ściskając jego dłoń. Pani Malinowska, proszę przekazać w recepcji, że nie życzymy sobie przeszkadzania – powiedział Norbert, a asystentka skinęła głową i oddaliła się.
Gdy zostali sami, atmosfera natychmiast się zmieniła. Mam nadzieję, że dobrze spała pani po naszym niekonwencjonalnym spotkaniu – zapytał z lekkim uśmiechem. Całkiem nieźle. Dziękuję – skłamała, czując, jak na policzki wypływa jej rumieniec.
Chciałam jeszcze raz przeprosić za tamtą sytuację. Nie ma za co. To był przypadek, który dobrze się skończył. Przynajmniej mieliśmy okazję poznać się w mniej formalnych okolicznościach.
Kelner przyniósł kawę dla Norberta i zieloną herbatę dla Justyny. Otworzyła teczkę i wyjęła tablet. Przygotowałam kilka wstępnych koncepcji, choć bez wizyty w rezydencji trudno mi zaproponować coś konkretnego. Norbert skinął głową.
Doceniam profesjonalizm, ale zanim przejdziemy do interesów, chciałbym poznać panią nieco lepiej. Wczoraj nie dokończyliśmy rozmowy. Justyna uniosła brwi. Ale to pan jest klientem.
To ja powinnam poznać pana preferencje i styl życia. I tak się stanie – uśmiechnął się. Ale zawsze staram się dobrze poznać osoby, z którymi współpracuję, zwłaszcza gdy współpraca ma być intensywna i długotrwała. Zaczął od pytań o jej firmę, zespół, powody, dla których zajęła się projektowaniem.
Justyna odpowiedziała szczerze. Mówiła o transformacji przestrzeni, o tym, jak dobry projekt może poprawić jakość życia, wpłynąć na nastrój, zwiększyć efektywność pracy. Czyli wierzy pani, że przestrzeń kształtuje ludzi? – zapytał z zainteresowaniem.
Tak, ale działa to w obie strony. Dlatego tak ważne jest dla mnie, aby dobrze poznać klienta. Dom czy biuro powinno być szyte na miarę jak dobry garnitur. Norbert uśmiechnął się wyraźnie zadowolony.
I właśnie dlatego potrzebuję kogoś takiego jak pani do projektu rezydencji. To nie wszystko, prawda? – zapytała Justyna, wyczuwając, że za tym kryje się coś więcej. Nie tylko.
– Norbert pochylił się nieco. Potrzebuję kogoś, kto zaprojektuje i nadzoruje wykonanie wnętrz dla nowej sieci hoteli butikowych, którą planuję otworzyć. Pięć obiektów w ciągu najbliższych dwóch lat. Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław i Poznań.
Każdy będzie wyjątkowy, dostosowany do charakteru miasta, ale wszystkie będą miały spójną filozofię i standard. Justyna poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła. To była propozycja, o jakiej nie śmiała marzyć. Skąd wiesz, że jestem właściwą osobą?
– zapytała, zapominając o formalnym tonie. Nie widziałeś jeszcze moich projektów. Widziałem. Sprawdziłem twoje portfolio, zanim zadzwoniłem.
Byłem pod wrażeniem projektu apartamentowca w Sopocie i restauracji w Gdańsku. Ale najbardziej przekonała mnie twoja pasja, gdy mówisz o swojej pracy. To widać i czuć. Policzki znów jej zapłonęły.
To bardzo duża odpowiedzialność. Nie wiem, czy moja firma podoła takiemu wyzwaniu. Dlatego proponuję ci coś więcej. Chcę, żebyś została dyrektorem kreatywnym projektu hotelowego.
To oznacza przeprowadzkę do Warszawy na co najmniej rok. W zamian oferuję ci nie tylko hojne wynagrodzenie, ale też możliwość zbudowania własnego zespołu i współpracy z najlepszymi architektami w kraju. Nie wiedziała, co powiedzieć. To była propozycja, o jakiej nie śmiała nawet marzyć, ale oznaczałaby ogromną zmianę w jej życiu.
Nie musisz odpowiadać od razu – dodał wyrozumiale. Tymczasem chciałbym zaprosić cię do swojej rezydencji, żebyś zobaczyła, nad czym będziesz pracować w pierwszej kolejności. To pozwoli ci lepiej poznać mój gust i styl życia. Kiedy?
– zapytała. Dziś po południu. Wyślę po ciebie samochód o piętnastej. Godzinę później spotkanie dobiegło końca.
Norbert odprowadził ją do windy i ścisnął dłoń na pożegnanie. Do zobaczenia o piętnastej. I Justyno, cieszę się, że wczoraj wszedłem do niewłaściwego pomieszczenia. Zanim zdążyła odpowiedzieć, drzwi windy się zamknęły.
Oparła się o ścianę, czując, jak serce wciąż bije jej zbyt szybko. Co się właściwie działo? Czy to tylko biznes, czy może coś więcej? W apartamencie zadzwoniła do Marty, swojej wspólniczki i przyjaciółki.
Zwariowałaś? Oczywiście, że powinnaś się zgodzić! – wykrzyknęła Marta. To szansa życia.
A co z naszą firmą? Co z wami? Damy sobie radę. A ty wrócisz z większym doświadczeniem i prestiżowym zleceniem w portfolio.
A co, jeśli… – Justyna zawahała się. …jeśli on ma ukryte motywy? Bogaty biznesmen, młoda projektantka. Marta zaśmiała się głośno.
Jeśli pytasz, czy chce cię uwieść, nie mam pojęcia. Ale nawet jeśli, to co z tego? Jesteś dorosła i wolna. Tylko nie daj się wykorzystać zawodowo.
Justyna wiedziała, że Marta ma rację. Część jej ekscytacji związanej z projektem miała związek z samym Norbertem, z jego charyzmą i tym dziwnym napięciem, które między nimi iskrzyło. Punktualnie o piętnastej przed hotelem zatrzymał się czarny mercedes. Kierowca, przedstawiając się jako Andrzej, zawiózł ją do Konstancina.
Podróż trwała około czterdziestu pięciu minut. Miejska zabudowa ustępowała miejsca zadbanym ogrodom i eleganckim rezydencjom. Rezydencja Norberta była nowoczesną interpretacją klasycznego dworu. Biała elewacja, duże okna, portyk.
Wokół starannie zaprojektowany ogród z fontanną. Gdy samochód zatrzymał się przed wejściem, na progu pojawił się Norbert, tym razem w granatowych spodniach i jasnoniebieskiej koszuli z podwiniętymi rękawami. Bez marynarki i krawata wyglądał młodziej i bardziej przystępnie. Oprowadził ją po wszystkich pomieszczeniach.
Ponad sześćset metrów kwadratowych, salon, jadalnia, kuchnia, gabinet, biblioteka, pokój muzyczny z fortepianem. Na piętrze główna sypialnia, trzy pokoje gościnne i domowe spa z sauną i siłownią. Justyna robiła notatki i szkice, oglądając wszystko z profesjonalną uwagą. Wnętrze było piękne, ale bezosobowe.
Jak z katalogu. Brakowało mu charakteru, ciepła, śladów osobowości właściciela. Wszystkie pokoje są piękne – powiedziała w końcu na tarasie widokowym – ale czuć, że urządzał je profesjonalny dekorator, który chciał stworzyć eleganckie wnętrze, a nie dom dla konkretnej osoby. Brakuje tu rzeczy, które opowiadają historie.
Zdjęć, pamiątek, przedmiotów o wartości sentymentalnej. Norbert uśmiechnął się. Dokładnie to samo powiedziała moja siostra. Masz rację.
To nie jest dom. To bardziej luksusowy hotel, w którym mieszkam. I właśnie dlatego cię zatrudniam. Musisz mi więc powiedzieć więcej o sobie – Justyna spojrzała mu prosto w oczy.
O tym, co lubisz, czego nie znosisz. Jak spędzasz czas, kiedy nie pracujesz? Fortepian w pokoju muzycznym jest używany. Widziałam nuty.
W bibliotece są ślady po wyjmowanych książkach. W gabinecie leży niedokończony model żaglowca. To nie są rzeczy kogoś, kto tylko pracuje. Norbert patrzył na nią z podziwem.
Jesteś bardzo spostrzegawcza. Kocham muzykę, szczególnie Chopina. Czytam powieści historyczne i biografie. A modele statków to hobby z dzieciństwa.
– Zawahał się. Mój ojciec był marynarzem. Nigdy nie mieliśmy dobrych relacji, ale to jedyna rzecz, która nas łączyła. Justyna przyjrzała mu się uważnie, zaskoczona tym nagłym wyznaniem.
To właśnie takie szczegóły sprawiają, że dom staje się domem. Historie, wspomnienia, pasje. Cóż, może czas na lampkę wina w ogrodzie – powiedział, jakby chcąc zmienić temat. Usiedli pod parasolem, a Norbert przyniósł butelkę białego wina i dwa kieliszki.
Rozmawiali o projekcie. Justyna przedstawiła swoje pierwsze pomysły. Kolor, który wprowadziłaby subtelnie. Głęboki granat nawiązujący do morskiego hobby.
Burgund dla ciepła. Galeria fotografii w pokoju muzycznym. Gablota na modele statków w gabinecie. Norbert słuchał z uwagą, od czasu do czasu kiwając głową.
W jego spojrzeniu było coś, co sprawiało, że czuła się jednocześnie onieśmielona i pożądana. Cieszę się, że jednak zadzwoniłem do ciebie, a nie do tego słynnego projektanta z Warszawy – powiedział cicho. Dlaczego? – zapytała.
Mam wrażenie, że naprawdę mnie rozumiesz. I to po zaledwie kilku godzinach znajomości. Zanim zdążyła odpowiedzieć, zadzwonił jego telefon. Norbert z wyraźną niechęcią odebrał i oddalił się o kilka kroków.
Po chwili wrócił z przepraszającą miną. Muszę pilnie wracać do biura. Problem z inwestycją w Londynie. Rozumiem.
Mam jednak propozycję. Zostajesz w Warszawie do niedzieli, prawda? Co powiesz, żebyś została tutaj, w rezydencji? Jest pięć pokoi gościnnych, a ja i tak będę teraz głównie w biurze.
Mogłabyś spokojnie obejrzeć dom, poczuć jego atmosferę o różnych porach dnia, zrobić pomiary. Zawahała się. Propozycja miała sens zawodowo, ale jednocześnie wydawała się bardzo intymna. Nie wiem, czy to dobry pomysł – zaczęła ostrożnie.
Rozumiem twoje wątpliwości. Przez najbliższe dwa dni praktycznie nie będzie mnie w domu. Spotkania od rana do wieczora, a w czwartek lecę do Londynu. Naprawdę miałabyś spokój.
W porządku – zgodziła się w końcu. Ale będę potrzebować rzeczy z hotelu. Oczywiście. Andrzej cię zawiezie i pomoże spakować.
Godzinę później była z powrotem w rezydencji, tym razem jako gość. Gospodyni, pani Zofia, pokazała jej pokój na piętrze z własną łazienką i balkonem wychodzącym na ogród. Pan Norbert prosił, żeby czuła się pani jak u siebie w domu. Kolacja będzie o dziewiętnastej.
Następne dwa dni minęły Justynie na intensywnej pracy. Widziała gospodarza tylko przelotnie. Rano, gdy wychodził do biura, i wieczorem, gdy wracał późno i zmęczony. Wymieniali wtedy kilka uprzejmych zdań, a Norbert pytał o postępy, ale nigdy nie naciskał.
Zostawiał jej pełną swobodę. Spędzała długie godziny na pomiarach i szkicach, poznając każdy zakamarek domu, każdą zmianę światła w ciągu dnia. Wieczorami siedziała w ogrodzie, przenosząc pomysły na papier i tablet. Trzeciego dnia, w czwartek, Norbert wyjechał do Londynu.
Przed wyjazdem zostawił wiadomość: Czuj się jak u siebie. Wrócę jutro wieczorem i chętnie zobaczę, co wymyśliłaś. Pracowała przez cały dzień, zatracając się w projektowaniu. Późnym popołudniem miała gotową kompletną koncepcję nie tylko dla rezydencji, ale też wstępne założenia dla sieci hoteli.
Po kolacji wróciła do biblioteki, by dokończyć ostatni szkic. Była tak skupiona, że nie zauważyła upływu czasu. Dopiero dźwięk otwieranych drzwi wejściowych wyrwał ją z koncentracji. Norbert?
– zapytała zaskoczona, wychodząc na korytarz. Myślałam, że wracasz jutro. Zakończyliśmy wcześniej niż planowaliśmy – odpowiedział, odkładając walizkę. Wyglądał na zmęczonego, ale na jej widok uśmiechnął się.
Jak praca? Właściwie mam już gotową koncepcję. Chcesz zobaczyć? Oczywiście.
Daj mi pięć minut, żebym się przebrał. Kwadrans później siedzieli w bibliotece, a Justyna prezentowała swoje projekty. Zaczęła od rezydencji. Subtelna transformacja, która miała zachować elegancję, ale dodać wnętrzom osobisty charakter.
W gabinecie centralnym punktem miała być gablota z modelami statków. W bibliotece przytulny kącik z wygodnym fotelem i lampą do czytania. W pokoju muzycznym fortepian w centralnym miejscu, a na ścianach fotografie kompozytorów. Norbert słuchał z rosnącym entuzjazmem.
Gdy przeszła do koncepcji hoteli, pokazała szkice każdego obiektu. Każdy hotel będzie unikalny, inspirowany miastem, w którym się znajduje – tłumaczyła. Ale wszystkie będą miały wspólne elementy. Naturalne materiały, ergonomiczne rozwiązania, przestrzenie sprzyjające relaksowi i pracy.
Luksusowe, ale nie ostentacyjne. Eleganckie, ale przytulne. To dokładnie to, o czym myślałem – wykrzyknął, nie kryjąc podziwu. Jakbyś czytała w moich myślach.
Uśmiechnęła się, czując dumę. To moja praca. Zrozumieć, czego naprawdę potrzebuje klient, nawet jeśli sam do końca tego nie wie. I robisz to perfekcyjnie – powiedział, patrząc jej prosto w oczy.
Jestem pod wrażeniem, Justyno. Przez moment patrzyli na siebie w ciszy. W powietrzu znów pojawiło się to elektryzujące napięcie. Przemyślałaś moją propozycję?
– zapytał w końcu. Tak. – Wzięła głęboki oddech. Przyjmuję ją.
To ogromne wyzwanie, ale jestem gotowa. Norbert wyraźnie się ucieszył. To świetna wiadomość. Nie pożałujesz tej decyzji.
Mam kilka warunków. Pełna kontrola kreatywna nad projektami. Swoboda w doborze zespołu. I jasno określone relacje zawodowe, bez niedomówień.
Wszystkie warunki akceptuję bez zastrzeżeń. Szczególnie ten trzeci. – Zawahał się. Choć muszę przyznać, że trochę szkoda.
Szkoda? – zapytała, choć doskonale wiedziała, o co mu chodzi. Bo bardzo mi się podobasz, Justyno. I nie mówię tylko o twoim talencie.
Poczuła, jak serce przyspiesza. Ja też czuję coś do ciebie, Norbert. Ale jesteśmy dorosłymi ludźmi i musimy być rozsądni. Będziemy współpracować.
To nie jest dobry moment na komplikowanie spraw. Rozumiem. I szanuję twoje podejście. Profesjonalizm przede wszystkim.
Dokładnie – potwierdziła, choć część niej żałowała, że musi odrzucić szansę na bliższą relację z tym fascynującym mężczyzną. Pracę w rezydencji moglibyśmy zacząć w przyszłym tygodniu – powiedział, akceptując zmianę tematu. Co do hoteli, pierwsze lokalizacje w Warszawie i Krakowie już mamy zabezpieczone. Chciałbym, żebyś zobaczyła te miejsca jak najszybciej.
A gdzie będę mieszkać? – zapytała. Mam dla ciebie apartament służbowy niedaleko biura. W pełni umeblowany, dostępny od zaraz.
– Zawahał się. Jeśli wolisz, możesz zostać tutaj. Dziękuję, ale apartament będzie lepszym rozwiązaniem. Przyda mi się własna przestrzeń.
Łatwiej zachować profesjonalne relacje, jeśli nie będziemy mieszkać pod jednym dachem. Skinął głową, choć w jego oczach dostrzegła cień zawodu. Jak wolisz. Jutro asystentka przekaże ci klucze i wszystkie szczegóły.
Trzy miesiące później rezydencja w Konstancinie przeszła niesamowitą transformację. Eleganckie, ale bezosobowe wnętrza stały się ciepłym, przytulnym domem, który odzwierciedlał osobowość właściciela. Gablota z modelami statków w gabinecie. Przytulna czytelnia w bibliotece.
Pokój muzyczny zaaranżowany wokół fortepianu, z czarno-białymi fotografiami koncertów na ścianach. Justyna stała na tarasie, podziwiając zachód słońca nad ogrodem. Projekt rezydencji był zakończony. Tego wieczoru Norbert zaprosił kilku bliskich przyjaciół i współpracowników na kolację, by pochwalić się odnowionym domem.
Tu jesteś – usłyszała za sobą jego głos. Goście zaraz przyjadą, a ty się ukrywasz. Nie ukrywam się. Chciałam ostatni raz nacieszyć się tym widokiem.
Ostatni? – podszedł bliżej. Mam nadzieję, że nie. Zawsze jesteś tu mile widziana, Justyno.
Przez ostatnie miesiące ich relacja ewoluowała w coś, czego trudno było jednoznacznie zdefiniować. Nie była to tylko współpraca. Była między nimi silna więź, zaufanie i wzajemny podziw. Ale zgodnie z jej życzeniem zachowywali profesjonalny dystans.
Przynajmniej oficjalnie. Dziękuję – odpowiedziała cicho. Ale wiesz, że teraz będę bardzo zajęta projektem hotelu w Krakowie. Wiem.
I jestem z ciebie dumny. Zespół, który stworzyłaś, jest fantastyczny, a pierwszy hotel w Warszawie już przyciąga uwagę branży. – Zawahał się. Chciałbym jednak, żebyśmy porozmawiali o nas.
Justyna westchnęła. Wiedziała, że ten moment w końcu nadejdzie. Norbert, posłuchaj…
Przerwał jej łagodnie. Szanuję twoją decyzję o zachowaniu profesjonalnych relacji.
Przez te miesiące udowodniłaś, że jesteś nie tylko utalentowana, ale i niezwykle profesjonalna. Nikt nie może powiedzieć, że osiągnęłaś cokolwiek dzięki czemuś innemu niż talent i ciężka praca. Doceniam to – odpowiedziała. I cieszę się, że tak dobrze układa się nasza współpraca.
Ale to nie tylko współpraca, prawda? – spojrzał jej głęboko w oczy. Między nami jest coś więcej. Coś, co było od samego początku, od tego wieczoru w jacuzzi.
I myślę, że czas przestać to ignorować. Justyna milczała przez chwilę. Przez te miesiące ciężko pracowała, by udowodnić swoją wartość jako projektantka i dyrektorka kreatywna. Zdobyła szacunek branży i zespołu.
Nikt nie mógł zarzucić jej, że osiągnęła sukces dzięki czemukolwiek innemu niż talent i determinacja. Masz rację – powiedziała w końcu. Jest między nami coś wyjątkowego. I może faktycznie czas przestać to ignorować.
Norbert uśmiechnął się, a w jego oczach pojawiła się radość. Czy to znaczy, że…
To znaczy, że chciałabym spróbować. Zobaczyć, czy to, co czujemy, ma szansę przerodzić się w coś prawdziwego i trwałego. Norbert delikatnie ujął jej dłoń.
Jestem pewien, że ma. Tak jak byłem pewien, że to ty jesteś właściwą osobą do zaprojektowania mojego domu, zanim jeszcze zobaczyłem twoje portfolio. Intuicja? – zapytała z lekkim uśmiechem.
Tak, ale nie tylko. – Przybliżył się do niej. Wierzę, że niektórzy ludzie są sobie pisani. Od chwili, gdy zobaczyłem cię w tym jacuzzi, zarumienioną i zaskoczoną, wiedziałem, że to początek czegoś wyjątkowego.
Justyna zaśmiała się cicho. A ja myślałam, że to najbardziej niefortunne pierwsze spotkanie w historii. Niefortunne? – uniósł brwi.
Ja powiedziałbym raczej, że to było przeznaczenie. Miliarder wszedł do niewłaściwego pokoju i zastał tam kobietę, która miała odmienić nie tylko jego dom, ale i jego życie. Stali przez chwilę, patrząc sobie w oczy. W końcu Norbert delikatnie przyciągnął ją do siebie i pocałował.
Justyna odpowiedziała na pocałunek, czując, jak wszystkie wątpliwości znikają. W oddali usłyszeli dźwięk samochodów podjeżdżających pod rezydencję. Goście przyjechali – powiedziała, odsuwając się lekko. Niech poczekają – uśmiechnął się, nie puszczając jej dłoni.
Teraz liczymy się tylko my. Stali jeszcze przez chwilę na tarasie, ciesząc się swoim towarzystwem i ostatnimi promieniami zachodzącego słońca. Przed nimi rozpościerała się nie tylko piękna panorama ogrodu, ale i wspólna przyszłość.
Pełna wyzwań, projektów i przede wszystkim głębokiego uczucia, które narodziło się w najmniej oczekiwanym momencie, gdy miliarder pomylił drzwi i znalazł znacznie więcej, niż się spodziewał.


