W połowie sierpnia 1942 roku Hitler miał powiedzieć Albertowi Speerowi, że uniknie wielkich błędów Napoleona, który przez Egipt i Rosję chciał podbić świat, ale sam się do tego przyczynił do własnej zguby. Historia pokazała jednak co innego. Hitler popełnił wystarczająco wiele błędów, by znacznie przyspieszyć upadek III Rzeszy. Dziś nie chodzi o obiektywizm, lecz o wejście w głowę dyktatora.

Na podstawie zachowanych materiałów, wspomnień i zapisków rozmów można spróbować odpowiedzieć na pytanie, do jakich pięciu największych błędów przyznał się sam Hitler, czego żałował i co zrobiłby inaczej. Pierwszy prawdziwy kryzys III Rzeszy nie wziął się z porażki na froncie, lecz z przyznania, że wywiad całkowicie zawiódł. Niemcy nie mieli w zwyczaju roztrząsać błędów z pierwszego okresu wojny. Zwycięstwo nad Francją zdawało się rozwiewać wszelkie wątpliwości co do jakości armii, nastrojów cywilów i stanu przywództwa wojennego.
Wątpliwości mogła budzić jedynie tak zwana wojna równoległa prowadzona przez Włochy, która aktywowała kolejne fronty w czasie, gdy Hitler szykował się już do ataku na Związek Radziecki. Operacja Barbarossa była niezwykle ambitna, ale miała wpisany limit czasowy. Po zwycięstwie nad Francją Niemcy zatrzymali bowiem wszelkie dalekosiężne projekty technologiczne, które nie miały dać efektu w przeciągu roku. Wojna miała skończyć się na tyle szybko, że innowacje nie byłyby potrzebne.
Cały plan opierał się na założeniach niemieckiego wywiadu, między innymi jednostki Fremde Heere Ost. Raporty zakładały, że Armia Czerwona to kolos na glinianych nogach, osłabiony stalinowskimi czystkami, słabo wyposażony i ledwo radzący sobie nawet z takimi kampaniami jak te w Polsce czy Finlandii. Już w sierpniu 1941 roku Hitler musiał jednak przyznać, że oryginalne założenia okazały się błędem. Błąd pierwszy to niedoszacowanie potencjału Związku Radzieckiego.
Albert Speer wspominał scenę z Berghofu, która ukazywała początkową pogardę Hitlera dla radzieckich żołnierzy. Hitler chodził tam i z powrotem po wielkim holu, powtarzając, że generałowie robią znów te same stare błędy i stale przeceniają siłę Rosjan. Wszystkie doniesienia z frontu zgodnie głosiły, że przeciwnik ma za mało materiału ludzkiego, że jest osłabiony i stracił zbyt dużo krwi. Hitler przekonywał, że radzieccy oficerowie są źle wyszkoleni i z takimi ludźmi nie sposób zorganizować żadnej ofensywy.
W zaciszu Berghofu nie pojmował jednak, co naprawdę nadciągało. Już 19 sierpnia 1941 roku Goebbels relacjonował spotkanie z Hitlerem. Fuehrer przedstawił mu szczegółowo sytuację militarną i najwyraźniej przyznał, że Niemcy zupełnie nie docenili radzieckiej siły uderzenia, a przede wszystkim uzbrojenia. Stąd wywodziły się błędne oceny.
Hitler szacował liczbę radzieckich czołgów na pięć tysięcy, gdy w rzeczywistości było ich ponad dwadzieścia tysięcy. Był bardzo zagniewany sam na siebie, że dał się tak wprowadzić w błąd raportom ze Związku Radzieckiego na temat potencjału bolszewików. Niedoszacowanie wrogich sił pancernych i powietrznych sprawiło Niemcom nadzwyczaj wiele trudności w trakcie operacji militarnych. To jedna z nielicznych okazji, by zajrzeć w myśli Hitlera jeszcze przed wielkim kryzysem z grudnia 1941 roku.
Choć zrzucał winę na raporty, wyjątkowo przyznawał, że jest zły na siebie i że sam kompletnie inaczej oceniał potencjał Związku Radzieckiego. Latem Hitler zapoznał się już prawdopodobnie z nowym raportem Fremde Heere Ost, w którym czytano, że dyktator Stalin podporządkował sobie wszystkie siły w zaskakującym stopniu, a liczby czołgów i dział przewyższają wszystko, co widziano dotąd na świecie. Tego lata zachwiało się u Niemców przekonanie, że Barbarossa potrwa kilka tygodni. Hitler gorączkowo starał się tłumaczyć rozmówcom, że być może ten błąd wywiadu wyszedł jednak na dobre.
Twierdził, że gdyby mieli dokładne rozpoznanie co do potencjału bolszewików, mogłoby ich to powstrzymać od przystąpienia do rozwiązania problemów Wschodu i bolszewizmu. To wyraźnie pokazuje, że nosił w głowie alternatywne scenariusze. Niedoszacowanie zrobiło na nim tak ogromne wrażenie, że jeszcze 4 lipca 1942 roku podczas rozmowy z Mannerheimem opowiadał o potwornym uzbrojeniu Rosjan. Mówił, że gdyby którykolwiek z generałów zameldował mu wcześniej, że jakiś naród ma trzydzieści pięć tysięcy czołgów, uznałby go za szaleńca widzącego duchy.
Przypominał fabryki w Kramatorsku, gdzie dwa lata wcześniej było zaledwie kilkaset czołgów, a teraz stał zakład, w którym na pierwszej zmianie harowało ponad trzydzieści tysięcy ludzi, a przez całą dobę sześćdziesiąt tysięcy w jednej fabryce czołgów. Nazywał to gigantycznym kompleksem i masowymi rzeszami robotników, którzy żyli tam jak zwierzęta. Mimo to Hitler ciągle przekonywał samego siebie, że wojna na Wschodzie była nieunikniona i że bez prewencyjnego ataku doszłoby do wojny Niemiec na obu frontach, i to nie na własnych zasadach. Według Goebbelsa tłumaczył wysokim przedstawicielom partii, że nie mógł zrobić niczego innego, jak tylko to, co faktycznie zrobił.
Twierdził, że przeciwnika nie niedoceniono, a stało się tak jedynie w odniesieniu do jego potencjału oraz gospodarczych i militarnych możliwości. W tej wypowiedzi tkwi niezwykły absurd: musiałem, choć nie wiedziałem, na co się piszę. A przecież w ciągu roku od czerwca 1941 do lipca 1942 sytuacja Niemiec zmieniła się dramatycznie. Ze szczytu potęgi Rzesza zeszła do poziomu wojny z dwiema potęgami jednocześnie: ze Związkiem Radzieckim i Stanami Zjednoczonymi.
Wraz z kolejnymi kryzysami Hitler coraz mocniej wpadał w pętlę szukania sposobów na wytłumaczenie sobie skali szybkiego zjazdu szans na wygranie całej wojny. Wytrzymałość Rosjan na znoszenie kolosalnych strat powodowała u niego konsternację i skłaniała do pytania, co Rosjanie robili lepiej. Drugim błędem, do którego Hitler pośrednio się przyznawał, była ochrona Niemców przed wojną totalną. W dziennikach ze szpandau Speer z pamięci zapisał zachęcające do oporu gadki Hitlera.
Fuehrer powtarzał, że trzeba pokazać przeciwnikowi przez osiągnięcie wielkiego sukcesu, że nie może wygrać wojny. Twierdził, że bez fanatycznej woli Stalina Rosja załamałaby się jesienią 1941 roku, i przywoływał Fryderyka Wielkiego, który zasłużył sobie na miano wielkiego nie dlatego, że na końcu zwyciężył, lecz dlatego, że w nieszczęściu pozostał dzielny. Wola zawsze zwycięża. Problemem tego podejścia była odpowiedź na pytanie, na ile Niemiec może dać się zbrutalizować i czy zejdzie do poziomu symbolicznego zwierzęcego Rosjanina.
Speer parafrazował wypowiedzi Hitlera, który mówił, że Rosjanie z głodu pożerali się nawzajem, byle tylko nie musieć się poddać, bo są podludźmi. Speera uderzała sprzeczność: Hitler zarzucał Rosjanom, że są podludźmi z powodu postępowania, którego sam, gdy chodziło o bezkompromisowość woli oporu, wciąż na nowo domagał się od własnych żołnierzy. Ta rozbieżność prowadziła do refleksji, jakoby perypetie wojenne mogły Niemcom wyjść na dobre i ich przebudzić. 18 grudnia 1941 roku Goebbels opisywał wnioski Hitlera w czasie kryzysu pod Moskwą.
Omawiał z fuehrerem całokształt sytuacji i obaj doszli do wniosku, że trudny czas jest korzystny dla morale narodu. Gdyby Niemcy zwyciężali wszędzie jak w Polsce i Francji, opanowałaby ich mania wielkości. Fuehrer całkowicie podzielał zdanie Goebbelsa, że teraz trzeba energiczniej wykuwać los ojczyzny. Co może szczególnie dziwić Polaków, to przekonanie Hitlera, że Niemcy zbyt długo nie traktowali wojny całkowicie poważnie i nie okazywali bezkompromisowości w temacie użytych środków.
W protokołach prowadzonych na zlecenie Martina Bormanna z 6 września 1942 roku czytamy podejście Hitlera do nalotów. Twierdził, że to Brytyjczycy rozpoczęli ataki z powietrza, a Niemcy przez cztery miesiące cierpliwie i być może błędnie powstrzymywali się od działania. Narzekał, że Niemiec zawsze hamowany jest przez moralne skrupuły, które dla Brytyjczyków nie znaczą zupełnie nic, a dla tych ostatnich taka postawa to zaledwie oznaka słabości i głupoty. W przeszłości Niemcy przywracali równowagę jedynie poprzez odwet w najbardziej bezwzględny, wręcz barbarzyński sposób.
W tej interpretacji to brutalność przeciwnika miała nakręcać opór Niemców. Ledwie kilka tygodni później Hitler był rozczarowany postawą Monachijczyków podczas bombardowania zorganizowanego przez RAF. Goebbels referował rozmowę, w której fuehrer stwierdził, że znaczna część ludności miasta nie zachowała się szczególnie heroicznie. Stało się więc dobrze, że Monachium i jego mieszkańcy zauważyli teraz obecność wojny, bo pewne kręgi sądziły, że mają święty przywilej nietykalności.
Hitler podejrzewał, że to kręgi kościelne, działając w bezpośredniej opozycji wobec narodowosocjalistycznego państwa, podburzały ludność. Był zdeterminowany, by sięgnąć po bardzo ostre środki i nie tolerować żadnych sprzeciwów. Tak naprawdę Hitler bardzo długo chronił Niemców przed konsekwencjami prowadzonej wojny. Speer, odsiadując wyrok w szpandau, ciągle miał w głowie jeden scenariusz.
Uważał, że w połowie 1941 roku Hitler mógłby bez trudu mieć dwukrotnie lepiej uzbrojoną armię, co nie przeszkodziłoby w osiągnięciu późniejszego poziomu produkcji już wiosną 1942 roku. Nawet pobór około trzech milionów z młodszych roczników byłby możliwy przed 1942 rokiem bez strat w wielkości produkcji. Można było uniknąć wykorzystania robotników przymusowych, gdyby zastosowano takie same kryteria, jakie obowiązywały w Anglii i Stanach Zjednoczonych w odniesieniu do pracy kobiet. Feldmarszałek Milch zgadzał się z generałem pułkownikiem Frommem i ze Speerem, że militarna katastrofa na początku wojny dodałaby Niemcom energii i umożliwiłaby zmobilizowanie niewykorzystanych rezerw.
Szkopuł w tym, że Hitler miotał się między dwiema wizjami przegrywania. Goebbels przez kilka lat przelewał na karty dziennika frustrację, że Hitler hamował jego inicjatywy, na przykład w temacie ograniczania dostępności słodyczy, alkoholu czy zablokowania Niemkom usług ondulacji włosów. Hitler bał się powtórki z 1918 roku, tej mitycznej porażki nie na frontach, lecz wewnątrz państwa. Potężne zbrojenia miały nie powodować ogromnych wyrzeczeń ludności cywilnej.
W ten sposób Hitler, sam narzekając na niedostateczny fanatyzm narodu, zmieniał swoją wersję wydarzeń. Speer potwierdzał, że temat opóźnionej mobilizacji wewnętrznej wracał w rozmowach. Goebbels wyraził pogląd, że w pierwszej fazie wojny Niemcy uzyskali zbyt duże sukcesy wojskowe przy stosunkowo niewielkim wewnętrznym zaangażowaniu kraju i dlatego sądzili, że nadal będą zwyciężać bez większego wysiłku. Więcej szczęścia mieli Anglicy, gdyż Dunkierka przypadła zaraz na początek wojny i stanowiła argument pozwalający uzasadniać rygorystyczne ograniczenia w życiu cywilnym.
Goebbels wprost mówił, że niemiecką Dunkierką jest Stalingrad. Hitler, tak skory do brutalności na innych frontach, w tym temacie nie potrafił jednak podjąć żadnej wiążącej decyzji. To właściwie alianci zdecydowali za niego, że pewna faza wojny odległej od niemieckich miast się skończy. Dopiero wtedy Hitler zaczął zauważać korzyści płynące z niechronienia Niemców przed konsekwencjami wojny.
W listopadzie 1944 roku miał przemawiać do Speera, że naloty nie są w stanie go zdenerwować i że się z nich śmieje. Im mniej ludność ma do stracenia, tym fanatyczniej walczy. Widzieli to u Anglików, a jeszcze bardziej u Rosjan. Ten, kto wszystko stracił, musi wszystko wygrać.
Dopiero kiedy wojna podejdzie ludziom pod drzwi, zaczynają fanatycznie walczyć. Hitler twierdził, że teraz nawet najgłupszy pojmuje, że jeśli nie zwyciężą, jego dom nigdy nie zostanie odbudowany, i dlatego nie będzie rewolucji, bo motłoch nie będzie mógł ukryć swego tchórzostwa pod tak zwaną rewolucją. Jednocześnie Hitler był coraz mocniej przekonany, że angielskie sukcesy i siła do przetrwania wynikają z wychowania politycznego niezmiennego od stuleci. Goebbels zapisał wnioski z rozmowy, w której Hitler mówił, że Niemcy muszą spróbować wypracować podobny system, choć będzie to trwało dziesiątki lat.
To dopiero da państwu właściwe fundamenty duchowe i polityczne. Hitler musiał przyznać, że naród nie dorósł jeszcze do wyzwań wojny politycznej, wojny totalnej. Najwyraźniej Anglicy i Rosjanie nie popełnili tego błędu. Te zarzuty wobec słabego przygotowania politycznego narodu znajdowały przedłużenie w krytyce sił zbrojnych.
Trzecim błędem były złe decyzje kadrowe. W marcu 1945 roku w prywatnych rozmowach Hitler swoich najbliższych współpracowników z Wehrmachtu, Keitla i Jodla, nazywał zmęczonymi i zużytymi ojczulkami. Twierdził, że jedynymi dowódcami oddziałów odpowiadającymi wymogom nowoczesnej wojny narodowej są Model i Schörner, a na tym wyczerpuje się seria wielkich dowódców wojsk lądowych. Nawet SS nie wydało na świat szczególnie wybitnych strategów.
31 marca 1945 roku Hitler był zdania, że z SS nie wyszedł żaden dowódca dużego formatu. Chętnie mianowałby lepszych współpracowników, gdyby tylko mógł ich znaleźć, ale tych po prostu nie ma. Przyznawał, że wewnątrz Wehrmachtu dałoby się znaleźć ludzi ze zdolnościami operacyjnymi, ale bardzo trudno ich wyszukać. To echa swoistego efektu Rommla, czyli pewności Hitlera, że jest w stanie samodzielnie wesprzeć w karierze wybranych dowódców.
Sprawa zataczała jednak koło, a Hitler nie widział chyba, że krytykując generałów, sam przyznaje się do błędów kadrowych. Zarówno Keitel, jak i Jodl, ci zużyci staruszkowie, byli ludźmi, którzy otrzymali awanse z ręki Hitlera. Keitel został awansowany w lutym 1938 roku i korzystał z kluczowej zmiany w Wehrmachcie oraz z samego faktu utworzenia naczelnego dowództwa sił zbrojnych po tak zwanej aferze Blomberga-Fritscha. Wehrmacht został podporządkowany koncepcjom Hitlera już wtedy, później jeszcze mocniej w grudniu 1941 roku, a najmocniej po zamachu w lipcu 1944 roku.
Mimo to Hitler odczuwał, że coś kadrowo poszło nie tak. Goebbels referował, że fuehrer całkowicie podziela jego zdanie, iż generalicja jest za stara i za bardzo zużyta, a poza tym demonstruje całkowitą obojętność wobec narodowosocjalistycznej ideologii i postawy. Radzieccy generałowie są nie tylko fanatycznie przekonani do bolszewizmu, lecz także z fanatyzmem o jego zwycięstwo walczą. Hitler był zdecydowany zreformować Wehrmacht jeszcze podczas wojny tak dalece, aby wyszedł z niej z zasadniczą narodowosocjalistyczną postawą.
Mówił, że Niemcy uczą się wszystkiego wprawdzie bardzo późno, ale za to bardzo gruntownie. Ta uwaga o późnym uczeniu się jest kuriozalna, zwłaszcza że kluczowe dla dzienników Goebbelsa jest to, jak zapłodniony wydawał się autor po każdym spotkaniu z Hitlerem. Trudno ocenić te narzekania Hitlera na własne decyzje kadrowe, bo momentami popadał w fanaberyjne fazy uwielbienia dla niektórych współpracowników, starych bojowników. Sentyment do starych przyjaźni sprawiał, że Hitler nie potrafił nigdy wyciągnąć konsekwencji wobec Hermanna Göringa.
Dopiero kiedy ten starał się przejąć władzę w upadającej III Rzeszy, trafił na celownik SS. Podobna nostalgia kierowała Hitlerem w temacie Mussoliniego, choć to uczucie nie było odwzajemniane. Do końca wojny Hitler miał ulubieńców, wobec których wykazywał teatralną słabość. Jeden z ochroniarzy wspominał rozmowę o przepustce na Górny Śląsk.
Bormann zapytał Hitlera, czy młody człowiek może jechać w rodzinne strony. Hitler kiwnął głową i dodał łobuzersko, że jeśli chłopak wpadnie w ręce Schörnera, nawet jego własny podpis na nic się nie zda, bo generał siłą wcieli go w swoje szeregi. Najwyraźniej Hitlerowi potrafił zaimponować generał, który potrafi zignorować podpis swojego naczelnego dowódcy. Szukał w innych tej umiejętności postawienia się, woli walki, łamania zasad i nieprzejmowania się statystykami.
Im bliżej końca, tym częściej Hitler wzdychał za towarzyszami, którzy nigdy go nie zawiedli, bo nie zostali przetestowani przez chwiejny system jego ocen. Według Speera Hitler żałował między innymi odsunięcia na boczny tor Juliusa Streichera. Drugą stroną monety było przekonanie, że ci, których szczególnie wspierał i zagłaskiwał, okazali się zdrajcami. Nikolaus von Below wspominał słowa Hitlera po zamachu z 20 lipca 1944 roku: to właśnie te kręgi, które wystąpiły przeciwko niemu, najbardziej zyskały na narodowym socjalizmie.
Rozpieszczał ich i obsypywał orderami, a takie miał teraz podziękowanie. Czwartym błędem był brak brutalnej czystki w Wehrmachcie. Kryzys pod Moskwą w grudniu 1941 roku udowodnił pewne umiejętności Hitlera w zażegnywaniu wielkiego kryzysu w strukturach Wehrmachtu, ale jednocześnie przejął rolę głównodowodzącego, co wystawiło go na kolejne napięcia z generałami, którzy wpadali i wypadali z łaski dyktatora w zadziwiającym tempie. Stopniowe rozczarowania kolejnymi wysokimi oficerami prowadziły u niego do uruchomienia drapieżnych instynktów.
Goebbels referował spotkania z marca i października 1942 roku i wychodził z nich z przekonaniem, że fuehrer żywi wobec radzieckiego przywództwa wojennego niejaki szacunek. Brutalna interwencja Stalina uratowała radziecki front i Niemcy muszą stosować podobne metody, by obronić się przed działaniami wroga. Czasami brakowało im tej twardości. Hitler mówił, że byłoby wielkim nieporozumieniem przyjąć, iż przeprowadzone przez Stalina egzekucje rosyjskich generałów były oznaką słabości.
Stalin uwolnił się w ten sposób od wewnętrznej opozycji. To nie były oznaki słabości bolszewizmu, lecz rozpoczynającej się jego konsolidacji. Na czele oddziałów bolszewickich stoją dziś prymitywni, brutalni ludzie zamiast wydelikaconych intelektualistów. W momencie, w którym Hitler zaczął myśleć tymi kategoriami, tym bardziej podejrzliwie prowadził mikrozarządzanie swoimi najwyższymi oficerami, ale w innych kwestiach zderzał się z biurokracją, która do reszty go irytowała.
Twierdził, że biurokracja w Wehrmachcie przewyższa biurokrację w administracji, a w Wehrmachcie wyróżnia się pod tym względem Luftwaffe. Już na długo przed zamachem z 20 lipca 1944 roku Hitler przekonywał Goebbelsa, że najbardziej tragiczny błąd tkwił w wierze, iż Stalin okazał oznakę słabości, nakazując rozstrzelanie Tuchaczewskiego i jego towarzyszy. W rzeczywistości Stalin pozbył się w ten sposób generalskiej opozycji. Hitler żałował, że nie postąpili podobnie, bo mieliby dzisiaj o wiele mniej trudności, które faktycznie sami spowodowali.
U Goebbelsa znajdziemy echa myśli, że fuehrer ma zamiar po wojnie stworzyć całkowicie nowy korpus oficerski, rekrutujący się w większości z szerokich mas ludowych, spośród robotników i chłopów. Ten korpus będzie od samego początku szkolony na sposób narodowosocjalistyczny, a Wehrmacht będzie pod każdym względem podobny do partii i będzie realizował jej funkcje w służbie państwa i narodu. Hitler był niemal pewien, że brutalna czystka w odpowiednim czasie i zasadnicza reforma coś by zmieniła. W rozmowie z Goebbelsem mówił, że całego zła należy upatrywać w tym, iż bolszewicy wytężyli swoje narodowe siły znacznie bardziej aniżeli Niemcy.
Goebbels potwierdzał swoją teorię, że Niemcy boksowali lewą ręką i w żadnym razie nie wyczerpali całego potencjału, i właśnie z tego powodu wyniknęły trudności na froncie wschodnim. Hitler reprezentował stanowisko, że jedynie partia może pokonać obecny kryzys, który ma bardziej psychologiczny niż materialny charakter i dlatego musi zostać usunięty za pomocą psychologicznych środków. Mówił wprost, że musi to być druzgocąca myśl, że najwyższa rasa Europy pada ofiarą techniki półmałpiego narodu. Piątym błędem było osłabienie partii w strukturach III Rzeszy.
Jak dalece Hitler wierzył, że partia musi stanowić podstawę państwa, pokazuje rozmowa z lutego 1941 roku, w której szukał przyczyn włoskich porażek w Grecji. Porównywał kryzys Włoch do zagrożeń dla Niemiec i mówił, że tak jak w partii, tak samo i w państwie należy możliwie jak najsilniej umacniać władzę centralną. To jednak nie ma być administrowanie, lecz przewodzenie. Partia musi dominować również w państwie, bo bez partii państwo nie może przewodzić.
Wskazywał na Włochy, gdzie państwo komenderuje partią, i pytał, z jakim skutkiem. Porażka pod Stalingradem miała obudzić Niemców i partię NSDAP, ale skuteczność tych działań pozostawała długo teoretyczna. Hitler fantazjował coraz częściej o całkowitym upolitycznieniu Wehrmachtu. 30 marca 1943 roku Goebbels zapisał, że fuehrer powiadomił o zamiarze zlecenia generalnego przeglądu i przeczesania Wehrmachtu w ojczyźnie, ale nie przez generała, lecz przez polityka.
21 sierpnia dodawał, że Hitler bardzo negatywnie wypowiada się o nieudolności generałów, a im bardziej traci w jego ocenie Wehrmacht, tym więcej zyskuje partia. Fuehrer w ogóle nie ma zrozumienia dla całego ceremoniału Wehrmachtu, dla buław marszałkowskich i podobnego zamieszania. Hitler przekonywał rozmówców, że partia jest jądrem całego życia wewnątrzpolitycznego, dźwiga na swoich barkach tę wojnę i okaże się na koniec także jej zwycięzcą. Goebbels powoływał się na polecenia Hitlera wydane szefowi kancelarii partii Martinowi Bormannowi, by energicznie wesprzeć zarządzone środki.
Partia miała stać się motorem całego procesu przestawiania się, służyć wygospodarowaniu żołnierzy na potrzeby frontu i siły roboczej dla przemysłu zbrojeniowego, i to z typową dla siebie werwą i starym rewolucyjnym zapałem. Ileż razy można zapowiadać wojnę totalną, ale tym razem pod przewodnictwem partii miało się to udać. To sygnał, że w kręgach najbliższych Hitlerowi ciągle panowało poczucie, że Niemcy nie dają z siebie stu procent, a drogą do wojny totalnej jest wzmocnienie partii w obrębie państwa. Tylko czy partia faktycznie byłaby w stanie lepiej zarządzać całym wysiłkiem wojennym?
Speer wspominał o kwestii wykorzystania kobiet na froncie domowym, co robiły wszystkie potęgi aliantów. Tymczasem kiedy w środku wojny Wehrmacht miał otrzymać nowy rzut osiemdziesięciu tysięcy młodych kobiet do służb pomocniczych, to właśnie partyjni gauleiterzy robili wszystko, by obniżyć tę liczbę. Speer opowiadał jeszcze o sytuacji z lutego 1944 roku, gdy zadzwonił do Hitlera i oznajmił, że na szefa sztabu myśliwców przewidzieli gauleitera Hankego. Hitler stracił zainteresowanie i sprzeciwił się.
Powiedział, że Speer zrobił duży błąd, powierzając Sauckelowi kierownictwo nad werbowaniem siły roboczej. Gauleiter może wydawać jedynie nieodwołalne decyzje, a tutaj musi stale pertraktować i iść na kompromisy. Hitler oświadczył, że już nigdy nie powierzy gauleiterowi takiego zadania, bo eksperyment z Saucklem wpłynął na obniżenie autorytetu wszystkich gauleiterów, i zapowiedział, że Saur przejmie to zadanie. Momentami musi szokować, że w realiach wojny totalnej to Hitler stworzył państwo, które nie miało spójnej polityki wewnętrznej dotyczącej wykorzystania dostępnych zasobów ludzkich i materialnych.
Narcystyczne cechy charakteru nie pozwalały mu na szczere rozliczenie, stąd zawsze musiał zrzucić winę na jakiegoś pośrednika. Nic nie pokazuje tak dobrze pogarszającej się zdolności do autorefleksji jak zderzenie dwóch postaw. W sierpniu 1941 roku Hitler potrafił być jeszcze zły na siebie, że źle oszacował liczbę czołgów w Związku Radzieckim, a pod koniec wojny codziennością stał się rys nakreślony przez Guderiana, ale potwierdzony przez innych świadków. Hitler podczas popołudniowego raportu był bardzo zirytowany niepowodzeniem przeciwuderzenia pod Kostrzynem i uważał, że główną winę ponosi dowódca dziewiątej armii generał Busse, który zużył za mało amunicji.
Guderian udowodnił, że Busse zużył całą amunicję, którą otrzymał. W takim razie powinien pan był zatroszczyć się o to, aby otrzymał jej więcej. Guderian odpowiedział, że oddali Bussemu cały zapas. W takim razie zawiodły wojska.
Guderian zgodził się. I to było szalone. Każdy z tych błędów ma drugie dno. Hitler sam sobie wielokrotnie przeczył.
Jego charakter nie pozwalał, szczególnie po grudniu 1941 roku, uznać faktycznie swojej odpowiedzialności. Nie da się też tych błędów traktować oddzielnie. Jeśli Hitler narzekał, że Niemcy nie są wystarczająco przygotowani psychicznie na trudy wojny, to on sam długo nie był gotów do wprowadzenia ograniczenia konsumpcji i rozrywek cywilów. Podobnie urzędnicy partyjni stawiali blokady w lepszym wykorzystaniu populacji, w tym pracy kobiet.
Hitler finalnie odpowiadał ściśle za politykę kadrową w siłach zbrojnych i musiał ponosić odpowiedzialność za to, że jego ulubieńcy zawodzili na frontach. W efekcie kiedy analizował swoje porażki, niemal zawsze przekuwał własne błędy w konsekwencje swoich rzekomych cnót, takich jak zbytnia lojalność, wspaniałomyślność czy moralne skrupuły, albo zrzucał winę na zdradę otoczenia. Ostatecznie to właśnie ten brak autorefleksji, bardziej niż cokolwiek innego, był największym błędem Hitlera i skazywał III Rzeszę na przedwczesną przegraną w II wojnie światowej.


