Siedziałam w mojej ulubionej kawiarni, gdy nagle drzwi się otworzyły i wszedł on – Szymon, moja pierwsza miłość sprzed dziesięciu lat. Nie widzieliśmy się od matury. Podszedł do mnie z uśmiechem,…

Siedziałam w mojej ulubionej kawiarni, gdy nagle drzwi się otworzyły i wszedł on – Szymon, moja pierwsza miłość sprzed dziesięciu lat. Nie widzieliśmy się od matury. Podszedł do mnie z uśmiechem,...

Wiktoria Kaczmarek westchnęła cicho, wpatrując się w parującą filiżankę kawy. Za oknem kawiarni padał drobny jesienny deszcz, a krople wody spływały po szybie, tworząc zawiłe wzory. Minęły już trzy lata, odkąd wróciła do Polski po studiach we Francji. Miała stabilną pozycję jako redaktorka w warszawskim wydawnictwie Luminar, ale ostatnio czuła się przytłoczona obowiązkami i plotkami o nowym właścicielu, który miał przejąć firmę.

Thumbnail

Spojrzała na zegarek. Miała jeszcze pół godziny, zanim wróci do biura. Spotkanie z autorką zostało przełożone, więc postanowiła skorzystać z rzadkiej chwili wytchnienia w swoim ulubionym miejscu. Ta niepozorna kawiarnia była jej azylem od czasów liceum.

Tutaj, przy tym samym stoliku pod oknem, często siadywała z Szymonem Krupą, swoją pierwszą poważną miłością. Ona chciała zostać dziennikarką, on marzył o własnym biznesie technologicznym. Przez dwa lata byli nierozłączni, aż do matury, kiedy ich drogi się rozeszły. Ona wyjechała do Paryża, on dostał stypendium w Londynie.

Potem kontakt się urwał. Dźwięk dzwonka nad drzwiami wyrwał ją z zamyślenia. Nagle poczuła na sobie czyjś wzrok. Uniosła głowę i zamarła.

Przy ladzie stał wysoki mężczyzna w eleganckim granatowym płaszczu. Mimo upływu lat natychmiast go rozpoznała. Te same ciemne, lekko kręcone włosy, teraz starannie przystrzyżone, ten sam charakterystyczny profil, choć bardziej męski, dojrzalszy. Szymon Krupa wyglądał imponująco, pewny siebie, jakby wyjęty z okładki magazynu biznesowego.

Ich spojrzenia spotkały się. Na jego twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia, a potem uśmiech. Odebrał swoją kawę i po chwili wahania ruszył w stronę jej stolika. – Wiktoria Kaczmarek!

Nie wierzę! – powiedział, zatrzymując się przy niej. – Szymon, co za niespodzianka – odpowiedziała, starając się ukryć zdenerwowanie. – Dawno cię nie widziałem.

Dziesięć lat – odparł z uśmiechem, wskazując na wolne krzesło. – Mogę? Skinęła głową, czując, jak policzki jej płoną. Usiadł, stawiając kawę na stole.

– Wyglądasz wspaniale. Jak życie? Co porabiasz? – Pracuję w wydawnictwie Luminar jako redaktorka.

A ty? Udało ci się zrealizować marzenie o własnej firmie? – Można tak powiedzieć – zaśmiał się. – Założyłem KrupaTech zaraz po studiach.

Zaczynaliśmy od małego biura na przedmieściach Londynu. A teraz… radzimy sobie całkiem nieźle. Coś w jego tonie sugerowało ogromne niedopowiedzenie, ale nie dopytywała. Zamiast tego opowiedziała mu o studiach w Paryżu, o pracy i książkach, które pomogła wydać.

Rozmowa płynęła zaskakująco łatwo, jakby ostatnia dekada była tylko krótką przerwą. – Nadal piszesz te swoje opowiadania? – zapytał nagle. Poczuła ciepło na sercu.

Pamiętał. – Czasami, głównie do szuflady. Brakuje mi czasu i odwagi, żeby pokazać je światu. – Zawsze wierzyłem, że kiedyś będziesz publikować własne książki, a nie tylko redagować cudze – powiedział z przekonaniem.

Spojrzała na zegarek i westchnęła. Przesiedzieli tu ponad czterdzieści minut. – Muszę lecieć – powiedziała z żalem, sięgając po torebkę. – Mamy dzisiaj ważne zebranie.

– Oczywiście. – Szymon wstał razem z nią. – Ale może moglibyśmy spotkać się jeszcze raz na spokojnie przy kolacji? Zawahała się tylko na chwilę.

– Chętnie. Wymienili się numerami. Kiedy wyszli, deszcz ustał, a zza chmur nieśmiało wyjrzało słońce. Szymon zaproponował, że podwiezie ją do biura, ale odmówiła, tłumacząc, że to tylko kilka przecznic.

– W takim razie do zobaczenia w piątek – powiedział, zatrzymując się przy czarnym luksusowym aucie zaparkowanym przy krawężniku. Ruszyła w stronę wydawnictwa, czując jego wzrok na plecach. Coś jej nie dawało spokoju. „Radzimy sobie całkiem nieźle” – powiedział o firmie, a przyjechał autem wartym fortunę.

Ten garnitur, zegarek, wszystko krzyczało sukces, chociaż on sam zdawał się to bagatelizować. Gdy dotarła do budynku, w całym wydawnictwie panowało niezwykłe poruszenie. Koleżanka z marketingu, Magda, złapała ją przy wejściu. – Gdzieś ty była?

Wszyscy cię szukają. Za dwadzieścia minut jest wielkie zebranie z nowym szefem. – Z nowym szefem? – spytała zdezorientowana.

– No tak, nie słyszałaś? Grupa KrupaTech oficjalnie przejęła wydawnictwo. Podobno sam właściciel, jakiś miliarder, Krupa czy jakoś tak, ma dzisiaj przedstawić nową strategię. Wiktoria poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy.

KrupaTech, Szymon Krupa. To nie mógł być przypadek. – Czekaj, jak on wygląda? – zapytała drżącym głosem.

– Nie wiem, nikt go jeszcze nie widział. Podobno bardzo dba o prywatność. Wiem tylko, że ma trzydzieści dwa lata i jest jednym z najbogatszych ludzi w Polsce. Wiktoria poczuła, jak kolana jej miękną.

Szymon, jej Szymon z liceum, nie wspomniał ani słowem, że to on jest nowym właścicielem wydawnictwa, w którym pracuje. Dlaczego? Czy to był przypadek? Musiała szybko przygotować się na zebranie.

Jednego była pewna. Za kilkanaście minut znów stanie twarzą w twarz z Szymonem Krupą, ale tym razem nie jako dawna miłość, lecz jako pracownica jego firmy. Sala konferencyjna na ostatnim piętrze wypełniona była po brzegi. Pracownicy ze wszystkich działów stłoczyli się przy długim stole i pod ścianami.

Wiktoria zajęła miejsce w trzecim rzędzie, starając się uspokoić oddech. Obok niej usiadła Magda. – Słyszałam, że nowy szef przywiózł ze sobą całą ekipę konsultantów z Londynu. Podobno planują kompletną restrukturyzację – szepnęła.

Wiktoria nie odpowiedziała, wpatrując się w drzwi. Kiedy się otworzyły, do sali wszedł najpierw wysoki mężczyzna w okularach, a za nim Szymon Krupa. W ciemnym, idealnie skrojonym garniturze wyglądał jeszcze bardziej imponująco niż w kawiarni. Ich spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy.

W jego oczach dostrzegła ledwo zauważalny błysk rozbawienia. – Z ogromną przyjemnością przedstawiam nowego właściciela wydawnictwa Luminar, pana Szymona Krupę – oznajmił dyrektor generalny. Rozległy się grzecznościowe oklaski. Wiktoria klaskała mechanicznie, czując, jak policzki jej płoną.

Szymon podszedł do mikrofonu z naturalną swobodą. – Dziękuję za ciepłe przyjęcie – powiedział głębokim, pewnym głosem. – Dla tych, którzy mnie nie znają, jestem Szymon Krupa. Założyłem KrupaTech dwanaście lat temu w małym londyńskim mieszkaniu.

Dzisiaj nasza firma działa na trzech kontynentach. Przez kolejne czterdzieści minut prezentował swoją wizję przyszłości wydawnictwa. Mówił o inwestycjach w nowe technologie, o ekspansji na rynki międzynarodowe, o większym nacisku na publikacje cyfrowe, ale też o zachowaniu tradycyjnych wartości Luminara. Wiktoria słuchała ze zmieszanymi uczuciami.

Człowiek, z którym kiedyś dzieliła pierwsze pocałunki i młodzieńcze marzenia, stał teraz przed nią jako miliarder i jej przełożony. Po prezentacji wywiązała się sesja pytań. Wiktoria milczała, podczas gdy inni wypytywali o szczegóły planowanych zmian. – Czy planuje pan zwolnienia?

– padło w końcu pytanie, które wszyscy mieli na myśli. Szymon spojrzał poważnie na zgromadzonych. – Nie przejąłem Luminara, żeby go demontować. Przeciwnie, planuję rozwój, który będzie wymagał zwiększenia zatrudnienia.

Pewne zmiany organizacyjne są jednak konieczne. Po zebraniu większość pracowników szybko opuściła salę. Wiktoria celowo zwlekała ze zbieraniem notatek, gdy nagle usłyszała:

– Pani Kaczmarek, czy mogłaby pani zostać na moment? Magda rzuciła jej zdziwione spojrzenie, ale Wiktoria tylko wzruszyła ramionami.

Kiedy drzwi zamknęły się za ostatnim wychodzącym, w sali zostali tylko ona, Szymon i Aleksander. Po chwili mężczyzna w okularach wyszedł, a zapadła napięta cisza. – Mogłeś wspomnieć w kawiarni, że jesteś moim nowym szefem – powiedziała w końcu Wiktoria, starając się, by jej głos brzmiał neutralnie. Szymon podszedł bliżej, opierając się o stół konferencyjny.

– Przepraszam za to małe niedopowiedzenie. Szczerze mówiąc, sam byłem zaskoczony, widząc cię tam. Nie skojarzyłem nazwiska Kaczmarek z listy pracowników, dopóki cię nie zobaczyłem. – Czyli to przypadek?

Nie wiedziałeś, że tu pracuję, kupując wydawnictwo? – Przysięgam. – Podniósł rękę w geście kapitulacji. – Choć muszę przyznać, że to bardzo miła niespodzianka.

Wiktoria westchnęła, nie wiedząc, czy wierzyć. – Co teraz? Moja pozycja stała się niezręczna. Szymon spoważniał.

– Nic się nie zmieniło. Jesteś cenioną redaktorką, a ja jestem biznesmenem, który zainwestował w perspektywiczne wydawnictwo. To, że znaliśmy się kiedyś, nie ma znaczenia dla naszych zawodowych relacji. – A nasza umówiona kolacja?

– spytała, unosząc brew. – To zależy od ciebie. Jeśli czujesz się niekomfortowo, zrozumiem. Ale zaprosiłem cię jako Szymon, nie jako prezes KrupaTech.

I nadal bardzo chciałbym cię poznać na nowo. – Muszę to przemyśleć – powiedziała w końcu. Skinął głową z szacunkiem. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął wizytówkę.

– Tu jest mój prywatny numer. Daj znać, jak podejmiesz decyzję. Wiktoria wzięła kartonik. Ich palce musnęły się na moment.

Kiedy ruszała już do drzwi, dodał:

– Jeszcze jedno. Jutro chciałbym spotkać się z kierownikami działów. Mogłabyś przekazać pani Leszczyńskiej? – Pani Leszczyńska jest na urlopie zdrowotnym.

Zastępuję ją do końca miesiąca. Szymon uniósł brwi, a potem uśmiechnął się znacząco. – W takim razie widzimy się jutro służbowo, niezależnie od twojej decyzji odnośnie kolacji. Kiedy Wiktoria wróciła do swojego biurka, telefon zawibrował.

Magda pytała, czego chciał od niej nowy szef. Wiktoria westchnęła. Będzie musiała wymyślić jakąś przekonującą historię. Nie mogła przecież powiedzieć prawdy, że nowy właściciel był jej licealną miłością.

Wieczorem, siedząc w swoim mieszkaniu z kieliszkiem wina, wpatrywała się w wizytówkę Szymona. Po długim wahaniu sięgnęła po telefon i napisała: „Piątek aktualny. Wybierz miejsce. W.

” Odpowiedź przyszła niemal natychmiast: „Cieszę się. Znam idealne miejsce. Podjadę po ciebie o 19:00. S.

Piątek nadszedł szybciej, niż Wiktoria się spodziewała. Przez ostatnie dwa dni unikała prywatnych interakcji z Szymonem, spotykając się z nim wyłącznie na zebraniach w obecności innych. On również zachowywał profesjonalny dystans, choć czasem przyłapywała go na tym, jak obserwuje ją z drugiego końca pomieszczenia. Punktualnie o siódmej przed jej kamienicą zatrzymał się czarny Mercedes.

Szymon otworzył jej drzwi od wewnątrz. Miał na sobie granatowy garnitur bez krawata, z rozpiętym górnym guzikiem koszuli. Zapach jego perfum wypełnił wnętrze samochodu. – Wyglądasz pięknie – powiedział z uśmiechem.

– Dziękuję. Ty również wyglądasz bardzo dobrze. Podczas jazdy rozmawiali o neutralnych tematach. Wiktoria zauważyła, że prowadzi sam.

– Lubię prowadzić – wyjaśnił. – To jeden z niewielu momentów, kiedy mogę być naprawdę sam. Poza tym nie chciałem, żeby ktoś trzeci był świadkiem naszego spotkania. Po dwudziestu minutach dotarli do restauracji ukrytej w bocznej uliczce Starego Miasta.

„Sekretny Ogród” – przeczytała nad wejściem. Wnętrze potwierdzało nazwę: prawdziwe rośliny tworzyły naturalne ściany między stolikami, a subtelne światła przypominały gwiazdy na suficie. Kelner powitał Szymona po imieniu i poprowadził ich do prywatnej altany z widokiem na miniaturowy staw. – Przychodzisz tu często?

– zapytała. – Kiedy jestem w Warszawie – odpowiedział. – Co, jak się okazuje, będzie teraz znacznie częściej dzięki nowej inwestycji. Somelierka zaproponowała im wino.

Białe dla Wiktorii, czerwone dla Szymona. Najwyraźniej pamiętał jej preferencje z dawnych czasów. – Dlaczego Luminar? – zapytała wprost.

– Ze wszystkich firm, które mogłeś kupić. Dlaczego akurat wydawnictwo? Szymon przez chwilę bawił się kieliszkiem. – Książki zawsze były ważną częścią mojego życia, nawet kiedy zajmowałem się technologią.

Luminar ma świetną reputację, utalentowany zespół i ogromny potencjał. To była po prostu dobra decyzja biznesowa, która przypadkiem doprowadziła cię do mnie. – Jak już mówiłem, to był czysty przypadek. Ale bardzo szczęśliwy – dodał, patrząc jej prosto w oczy.

Przez następną godzinę rozmawiali, jedząc kolejne dania. Szymon opowiadał o początkach w Londynie, o małym mieszkaniu dzielonym z dwoma współlokatorami, o pierwszym prototypie aplikacji, o stopniowym budowaniu imperium. Mówił też o porażkach, o momentach, gdy prawie wszystko stracił, o nieprzespanych nocach. Wiktoria słuchała z fascynacją.

To nie był wizerunek beztroskiego miliardera z mediów. – A co z tobą? – zapytał. – Zawsze marzyłaś o pisaniu, nie o redagowaniu cudzych tekstów.

Co się stało z tą dziewczyną, która chciała pisać słowa, które zmienią świat? Poczuła ukłucie w sercu. – Życie. Studia, pierwsza praca, rachunki do zapłacenia.

Pisanie zeszło na dalszy plan. – Nie wierzę, że straciłaś talent – powiedział stanowczo. – Po prostu może go uśpiłaś na jakiś czas. Deser podano przy świecach.

Szymon zamówił sorbet z rokitnika. – Wciąż nie lubisz słodyczy? – zapytała z uśmiechem. – Niektóre rzeczy się nie zmieniają.

– Spoważniał. – A niektóre zmieniają się nie do poznania. Jak ja, jak ty, jak my. – Żałujesz czasem?

– zapytał nagle. – Po liceum? Zawahała się. – Czasami – przyznała szczerze.

– Ale byliśmy młodzi. Mieliśmy różne drogi przed sobą. Ty Londyn, ja Paryż. – Mogłem walczyć o nas bardziej – powiedział cicho.

– Zamiast tego rzuciłem się w wir pracy. A teraz mam wszystko… – nie dokończył. Ale Wiktoria doskonale zrozumiała niewypowiedziane słowa. Ale nie mam nikogo, z kim mógłbym to dzielić.

– Nie możemy zmienić przeszłości – powiedziała łagodnie. – Ale jesteśmy tu teraz. To chyba coś znaczy. Po kolacji zaproponował spacer po Starym Mieście.

Szli powoli, czasem ocierając się ramionami. Przy kolumnie Zygmunta zatrzymali się, by popatrzeć na panoramę miasta. – Pamiętasz naszą pierwszą randkę? – zapytał.

– Oczywiście. Kino Muranów, film Kieślowskiego, a potem lody w Parku Saskim. Byłeś zdenerwowany. – Byłem przerażony – przyznał.

– Najpiękniejsza dziewczyna z klasy zgodziła się ze mną wyjść. Myślałem, że to jakiś żart. – Najpiękniejsza? Chyba nie chodziliśmy do tej samej klasy.

– Dla mnie byłaś – powiedział poważnie. – I nadal jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką znam. Ich twarze były teraz bardzo blisko. Przez moment wydawało się, że czas stanął w miejscu.

Nagle zadzwonił jego telefon. – Przepraszam, muszę odebrać – powiedział z żalem. – To Tokio. Ważna sprawa.

Odszedł kilka kroków, rozmawiając po angielsku. Wiktoria słyszała tylko pojedyncze słowa: inwestycja, wycena, zarząd. Przypomniało jej to o przepaści, jaka ich dzieliła. On międzynarodowy biznesmen, ona redaktorka w wydawnictwie, które było tylko małym trybikiem w jego korporacji.

Kiedy wrócił, coś się zmieniło. Magia momentu prysła. – Przepraszam za to – powiedział, chowając telefon. – Niestety taka praca.

– Rozumiem – odpowiedziała krótko. Nagle poczuła chłód wieczoru i lekko zadrżała. Szymon natychmiast zdjął marynarkę i zarzucił ją na jej ramiona. – Odprowadzę cię do domu.

Droga powrotna upłynęła w nieco innej atmosferze. Rozmowa nie płynęła już tak swobodnie. Gdy dotarli pod jej kamienicę, Szymon wyłączył silnik i odwrócił się w jej stronę. – Dziękuję za ten wieczór – powiedział cicho.

– Było jak dawniej. – Tak – zgodziła się. – Ale jednocześnie zupełnie inaczej. – Czy mogę cię znów zobaczyć?

Poza pracą, oczywiście. Wiktoria zawahała się. Część niej chciała powiedzieć tak bez zastanowienia. Druga część przypominała o wszystkich komplikacjach.

– Nie wiem, czy to dobry pomysł, Szymonie – powiedziała. – W końcu jesteś moim szefem. – Technicznie rzecz biorąc, jestem właścicielem firmy, w której pracujesz. Nie twoim bezpośrednim przełożonym – zauważył.

– To nie zmienia faktu, że masz władzę nad moją karierą. Co pomyślą inni pracownicy? Co będzie, jeśli… jeśli to nie wypali? Szymon przez chwilę patrzył w milczeniu przez przednią szybę.

– Rozumiem twoje obawy – powiedział w końcu. – Ale nie mogę udawać, że nie czuję tego, co czuję. Od momentu, gdy zobaczyłem cię w kawiarni, nie mogę przestać o tobie myśleć. To jest jak zamknięcie koła, które otworzyliśmy dziesięć lat temu.

Wiktoria poczuła, jak serce jej przyspiesza. Mimo wszystkich racjonalnych argumentów czuła to samo. – Potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć – powiedziała cicho. Skinął głową ze zrozumieniem.

Potem bardzo delikatnie pochylił się i złożył lekki pocałunek na jej policzku. – Dobranoc, Wiktorio. – Dobranoc, Szymonie. Kiedy weszła do mieszkania, nadal czuła ciepło jego ust na policzku.

Podeszła do okna i zobaczyła, że jego samochód wciąż stoi na ulicy. Dopiero gdy zapaliła światło, silnik zawarczał i auto odjechało. Tej nocy długo nie mogła zasnąć. Randka z Szymonem obudziła w niej coś, co uważała za dawno uśpione.

Pragnienie bliskości, tęsknotę za kimś, kto naprawdę ją rozumie. Ale czy mogła sobie pozwolić na związek z człowiekiem, który właśnie kupił firmę, w której pracowała? Z drugiej strony, co jeśli to była jej druga szansa? Poniedziałkowy poranek przywitał Warszawę ulewnym deszczem.

W windzie spotkała Magdę, która natychmiast zaczęła wypytywać o weekend. – Nic specjalnego – skłamała Wiktoria. – Głównie czytałam maszynopisy. – A ja słyszałam coś innego – uśmiechnęła się Magda.

– Podobno ktoś widział cię w piątek w Sekretnym Ogrodzie z niejakim Szymonem Krupą. Wiktoria poczuła, jak twarz jej płonie. Warszawa była jednak mniejszym miastem, niż się wydawało. – To było służbowe spotkanie – wymamrotała.

– Omawialiśmy przyszłość działu redakcyjnego. – Jasne. – Magda puściła oko. – A ten służbowy pocałunek na pożegnanie też był częścią strategii wydawniczej?

– Kto ci to powiedział? – Moja kuzynka mieszka w kamienicy naprzeciwko. Nie martw się, nikomu nie powiedziałam. – To nie jest to, co myślisz – westchnęła Wiktoria.

– To skomplikowane. – Zawsze jest – Magda spoważniała. – Tylko uważaj na siebie. On jest teraz naszym szefem, a ty jesteś zbyt dobra w swojej pracy, żeby ryzykować reputację.

Wiktoria dotarła do biura pogrążona w myślach. Na biurku leżała pojedyncza czerwona róża i mała koperta. Otworzyła ją drżącymi palcami: „Przepraszam za zamieszanie. Możemy porozmawiać?

Lunch w moim biurze o 12:00. S. ” Szybko schowała różę do szuflady. Tylko tego brakowało.

Przed południem z trudem koncentrowała się na pracy. O 11:50 telefon zabrzęczał. „Aleksander właśnie wyszedł na lunch. Możesz przyjść tylnym korytarzem, żeby uniknąć ciekawskich spojrzeń.

S. ” Wiktoria wzięła głęboki oddech i ruszyła w stronę gabinetu prezesa. Gabinet zajmował całe narożne pomieszczenie na najwyższym piętrze, z imponującym widokiem na centrum Warszawy. Szymon stał przy oknie, ale odwrócił się na jej widok z nieśmiałym uśmiechem.

– Dziękuję, że przyszłaś – powiedział, wskazując na stolik w rogu, gdzie czekały talerze przykryte srebrnymi pokrywami. – Róża to była przesada – powiedziała, przechodząc od razu do rzeczy. – Powinienem był przewidzieć, że w wydawnictwie nic nie pozostaje tajemnicą – westchnął. – Przepraszam.

– Już krążą plotki – potwierdziła, siadając sztywno na brzegu fotela. – Tego się obawiałem. Właśnie dlatego chciałem z tobą porozmawiać. Musimy ustalić, jak dalej postępować.

– Myślałam, że to ja jestem tą niezdecydowaną stroną. – I jesteś – zapewnił szybko. – Ale niezależnie od twojej decyzji, musimy chronić twoją zawodową reputację. Dlatego chciałem ci coś zaproponować.

Planuję utworzenie nowego działu cyfrowych projektów wydawniczych. Zespół pracujący nad e-bookami, audiobookami, interaktywnymi publikacjami. Chciałbym, żebyś to ty nim kierowała. Wiktoria zamrugała ze zdziwienia.

– Ja? Ale nie mam doświadczenia w zarządzaniu całym działem ani w cyfrowych projektach. – Masz świetne wyczucie literatury, rozumiesz czytelnika, a technologii można się nauczyć – przerwał jej. – Przez ostatni miesiąc świetnie zarządzasz działem redakcyjnym pod nieobecność pani Leszczyńskiej.

Wszyscy to widzą. – To brzmi jak próba kupienia mnie – powiedziała cicho. Szymon odłożył sztućce i spojrzał jej prosto w oczy. – To propozycja zawodowa, która byłaby aktualna niezależnie od naszej prywatnej relacji.

Jeśli zdecydujesz, że nie chcesz się ze mną spotykać, oferta nadal obowiązuje. Jeśli zdecydujesz, że chcesz spróbować, będziesz miała własny dział podlegający bezpośrednio Aleksandrowi, nie mnie. To ochroni cię przed plotkami o faworyzowanie. Wiktoria analizowała jego słowa, szukając ukrytych motywów, ale propozycja wydawała się szczera.

– Potrzebuję czasu do namysłu – powiedziała w końcu. – Oczywiście – skinął głową. – Ale jest jeszcze coś, co chciałbym ci pokazać. Wstał i podszedł do biurka.

Z szuflady wyciągnął pożółkły zeszyt, który Wiktoria natychmiast rozpoznała. – Mój dziennik z liceum! Skąd ty…

– Zostawiłaś go u mnie ostatniego dnia przed wyjazdem do Paryża – wyjaśnił, podając jej zeszyt. – Miałem ci go oddać, ale potem wszystko potoczyło się tak szybko.

Wzięła zeszyt do rąk z niedowierzaniem. Zapomniała o jego istnieniu. – Przeczytałeś go? – zapytała, choć znała odpowiedź.

– Wtedy nie. Ale kilka lat temu, w trudnym dla mnie momencie, tak. I to dzięki niemu przetrwałem. Otworzyła dziennik i na pierwszej stronie zobaczyła swój młodzieńczy charakter pisma.

– Twoje opowiadanie „Most nad przepaścią” – kontynuował cicho. – Przeczytałem je po stracie pierwszej firmy, kiedy byłem na skraju bankructwa. Historia o dziewczynie, która buduje most między rzeczywistością a marzeniami. To dało mi siłę, by spróbować jeszcze raz.

Wiktoria poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. Zapomniała o tym opowiadaniu, jednym z wielu, które kiedyś napisała. A jednak dla Szymona miało tak wielkie znaczenie. – Nowy dział, który chcę ci powierzyć, dałby ci też przestrzeń na rozwój własnych projektów – dodał, siadając z powrotem.

– Mogłabyś wrócić do pisania, Wiktorio. Przez długą chwilę siedzieli w milczeniu. – A co z nami? – zapytała w końcu.

– Co jeśli spróbujemy i nie wyjdzie? Co jeśli to tylko nostalgia, a nie prawdziwe uczucie? Szymon sięgnął przez stół i delikatnie ujął jej dłoń. – Życie jest pełne ryzyka, Wiktorio – powiedział miękko.

– Mogę ci tylko obiecać, że niezależnie od tego, co się między nami wydarzy, twoja pozycja w firmie będzie bezpieczna. Kiedy zobaczyłem cię w tej kawiarni po dziesięciu latach, poczułem coś, czego nie czułem przy żadnej innej kobiecie. Może to nostalgia, a może to coś więcej. Chciałbym mieć szansę, żeby się przekonać.

Wiktoria patrzyła na ich splecione dłonie, czując, jak serce walczy z rozumem. Przypomniała sobie wszystkie przeszkody. Ale potem przypomniała sobie też ich piątkową kolację, łatwość, z jaką wracali do dawnej bliskości, i ten stary dziennik, który przechował przez tyle lat. – Daj mi tydzień – powiedziała, wstając.

– Tydzień na przemyślenie propozycji zawodowej i nas. Szymon również wstał, nie puszczając jej dłoni. – Tydzień to rozsądny termin – zgodził się. – Ale czy mogę prosić o jedno?

Przeczytaj swoje stare opowiadania. Przypomnij sobie, kim byłaś i kim chciałaś być. To może ci pomóc w podjęciu decyzji. Skinęła głową, odbierając swój dziennik.

Przy wyjściu odwróciła się jeszcze. – Dziękuję za lunch i za szczerość. Następne dni upłynęły Wiktorii jak we mgle. Za dnia zajmowała się obowiązkami redaktorskimi, ale wieczorami siadała z lampką wina i starym dziennikiem, czytając swoje młodzieńcze utwory.

Niektóre były naiwne, inne zaskakująco dojrzałe. W każdym z nich odnajdywała cząstkę siebie, tej dawnej, pełnej marzeń i nadziei. W czwartek wieczorem zrobiła coś, czego nie robiła od lat. Usiadła przed pustą kartką i zaczęła pisać nowe opowiadanie.

Słowa płynęły zaskakująco łatwo, jakby przez cały ten czas czekały tylko na uwolnienie. Pisała o kobiecie, która stoi na rozdrożu, wahając się między bezpieczną drogą a tą pełną niebezpieczeństw, ale i obietnic. O trzeciej nad ranem, gdy skończyła, wiedziała już, jaką podejmie decyzję. W poniedziałek, dokładnie tydzień po lunchu w gabinecie Szymona, zapukała do jego drzwi punktualnie o dwunastej.

– Wejdź – usłyszała jego głos. Tym razem nie było nakrytego stolika ani róży. Szymon siedział za biurkiem, pracując nad dokumentami. Na jej widok wstał.

– Podjęłaś decyzję? – zapytał po prostu. Wiktoria przytaknęła, kładąc na biurku teczkę. – Dwie decyzje właściwie.

Przyjmuję propozycję kierowania nowym działem cyfrowych projektów wydawniczych. Szymon uśmiechnął się lekko. – Cieszę się. A druga decyzja?

Wiktoria wzięła głęboki oddech. – Myślę, że powinniśmy dać sobie szansę prywatnie. Ale na kilka warunków. – Podeszła bliżej.

– Po pierwsze, pełna dyskrecja w pracy. Zawodowo jesteśmy tylko współpracownikami. Po drugie, żadnych prezentów, kwiatów ani gestów, które mogłyby sugerować faworyzowanie. I po trzecie – uśmiechnęła się lekko – chcę, żeby nasz związek był partnerski.

Nie jesteś tylko moim szefem, a ja nie jestem tylko twoją pracownicą. Jesteśmy równi. Szymon słuchał uważnie, a potem skinął głową. – Akceptuję wszystkie warunki – powiedział poważnie, po czym jego twarz rozjaśnił uśmiech.

– A co jest w tej teczce? Wiktoria podała mu folder. – Mój pierwszy projekt dla nowego działu – wyjaśniła. – I jednocześnie coś osobistego.

Szymon otworzył teczkę i zobaczył wydrukowane strony z nagłówkiem „Most nad przepaścią – dziesięć lat później” i podtytułem „Opowiadanie Wiktorii Kaczmarek”. – Kontynuacja? – zapytał zdumiony. – Raczej nowa wersja – uśmiechnęła się.

– O kobiecie, która po latach wraca, by dokończyć budowę mostu między marzeniami a rzeczywistością. I o mężczyźnie, który przez cały ten czas przechowywał plany tego mostu. Szymon odłożył teczkę na biurko, podszedł do niej i objął ją delikatnie. – Będę pierwszym czytelnikiem – zapytał cicho.

– Już nim jesteś – odpowiedziała, wspinając się na palce, by pocałować go w usta. Ich pocałunek był jak powrót do domu po długiej podróży. Znajomy, a jednocześnie nowy, pełen wspomnień i obietnic. Gdy się od siebie oderwali, Wiktoria zobaczyła w oczach Szymona to, co sama czuła.

Pewność, że podjęła właściwą decyzję. Sześć miesięcy później magazyn literacki opublikował artykuł o dynamicznym rozwoju cyfrowego działu wydawnictwa Luminar pod kierownictwem Wiktorii Kaczmarek, której debiutancka powieść „Mosty” trafiła właśnie na listy bestsellerów. W artykule wspominano też o plotkach łączących ją romantycznie z właścicielem wydawnictwa, Szymonem Krupą. Żadne z nich nie potwierdzało ani nie zaprzeczało tym doniesieniom.

Tego samego wieczoru, w mieszkaniu z widokiem na Wisłę, które dzielili od dwóch miesięcy, Szymon ukląkł przed Wiktorią z małym pudełeczkiem w dłoni. – Kiedy zobaczyłem cię w tej kawiarni rok temu, nie wiedziałem, że to spotkanie zmieni całe moje życie – powiedział, otwierając pudełko z pierścionkiem. – Przez dziesięć lat budowałem imperium, nie wiedząc, że największym szczęściem jest dzielenie go z kimś, kogo się kocha. Wiktorio Kaczmarek, czy uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i zostaniesz moją żoną?

Łzy szczęścia spływały po policzkach Wiktorii, gdy wyciągnęła drżącą dłoń. – Tak – odpowiedziała bez wahania. – Tak, zostanę. Gdy Szymon wsuwał pierścionek na jej palec, pomyślała o tej deszczowej środzie, kiedy niespodziewanie spotkała swoją pierwszą miłość w kawiarni, nie wiedząc, że jest teraz miliarderem i jej szefem.

Szefem, który już wkrótce miał stać się jej mężem. Czasem życie pisze historie bardziej niezwykłe niż najlepsze powieści. A ona, Wiktoria, miała szczęście być główną bohaterką takiej właśnie historii.

Historii o drugiej szansie, odwadze i miłości, która przetrwała próbę czasu.