Od dawnych lat byłam idealną żoną prokuratora, kobietą, która kurczyła się, by pasować do świata pełnego przemocy. Ale tej deszczowej nocy, gdy mój własny mąż wpuścił płatnych morderców do naszego…

Od dawnych lat byłam idealną żoną prokuratora, kobietą, która kurczyła się, by pasować do świata pełnego przemocy. Ale tej deszczowej nocy, gdy mój własny mąż wpuścił płatnych morderców do naszego...

Drzwi izby przyjęć rozsunęły się z piskiem i wpuściły do środka zimny podmuch deszczu oraz kobietę, która wyglądała, jakby walczyła ze śmiercią. Była bosa. Jej drogi trencz był przemoczony, ale to nie deszcz zabarwił materiał na ciemno. To była krew.

Thumbnail

Jedną ręką obejmowała swój wydatny ciążowy brzuch. Drugą sięgnęła w stronę recepcji. — Pomocy — wyszeptała. Pielęgniarka Sara Jenkins zamarła.

Słowo ledwo miało dość tchu, by je usłyszeć, ale desperacja w głosie kobiety była wystarczająco głośna. Sara wyskoczyła zza biurka, gdy kolana nieznajomej się ugięły. — Sala urazowa numer jeden, już! — krzyknęła, łapiąc ją, zanim ta uderzyła głową o linoleum.

Doktor Harrison Boyd, dyżurny chirurg urazowy, wybiegł zza zasłony. Gdy wieźli ją pod ostre światła, ukazał się prawdziwy rozmiar obrażeń. To nie był wypadek samochodowy. Siniaki na twarzy, opuchnięta szczęka, rana nad brwią.

To było dzieło zaciśniętych pięści. — Tętno nitkowate, ciśnienie 80 na 50 i spada. Ma krwotok — wyliczała Sara. Pielęgniarka administracyjna, Brenda, przeglądała porzuconą torebkę w poszukiwaniu kontaktu alarmowego.

Wyciągnęła prawo jazdy i zamarła. Nora Beatrice Sullivan. Żona Arthura Sullivana, słynnego prokuratora okręgowego Chicago. Sięgnęła po telefon Nory, ale ekran był martwy po zalaniu.

W ukrytej kieszonce palce Brendy natrafiły jednak na gruby kartonik. Matowa czarna wizytówka. Żadnego logo, żadnego tytułu. Tylko jedno imię wytłoczone srebrną folią i numer telefonu pod spodem.

Dante. Na odwrocie widniał odręczny dopisek męskim pismem: „Jeśli kiedykolwiek będziesz mnie potrzebować, bez względu na wszystko”. Brenda wybrała numer. — Słucham.

To jedno słowo było tak ciche, że włosy na karku pielęgniarki stanęły dęba. Wytłumaczyła, że dzwoni ze szpitala, że Nora jest w stanie krytycznym. — Będę za osiem minut. Dziewięć minut później atmosfera szpitala całkowicie się zmieniła.

Pisk opon trzech czarnych Cadillaców zagłuszył syreny. Sześciu mężczyzn w garniturach wtargnęło do środka, odsyłając pacjentów i blokując wyjścia. Wtedy wszedł on. Dante Corvino.

Człowiek, który kontrolował porty, kasyna i połowę polityków. Dla prasy — duch. Dla chicagowskiego półświatka — bardzo realna, śmiertelna rzeczywistość. — Gdzie ona jest?

— głos był cichym pomrukiem wymagającym natychmiastowego posłuszeństwa. Richard Blain, administrator szpitala, podbiegł drżący. — Panie Corvino, nie jest pan z rodziny. Dante chwycił go za klapy płaszcza i uniósł nad ziemię.

— Jestem jedyną rodziną, jaką ona ma tej nocy. A teraz zaprowadź mnie do niej, albo moi ludzie rozbiorą ten szpital cegła po cegle. Poczekalnia została całkowicie odizolowana. Dante siedział sztywno na plastikowym krześle, wpatrując się w zaschniętą smugę krwi Nory na swoim mankiecie.

Miasto myślało, że Nora Sullivan prowadzi bajkowe życie. On znał prawdę. Znał ją od nocy sprzed sześciu miesięcy, gdy znalazł ją drżącą w zaułku za salą balową. Arthur zostawił ją tam po tym, jak uderzył ją za zawstydzenie go przed burmistrzem.

Dante, którego ugrupowanie było celem Arthura, wyszedł z cienia i podał jej chusteczkę. Powinien był wykorzystać ją jako kartę przetargową. Zamiast tego spojrzał w jej pełne łez, wyzywające oczy i poczuł, jak coś w nim zatrzaskuje się na miejsce. Przeczucie, że będzie ją chronił.

Przez kolejne miesiące spotykali się w tajemnicy. Szeptane rozmowy, jednorazowe telefony. Ona była jego cichą przystanią. On — jej jedyną tarczą przed rosnącą furią męża.

Błagał ją, by pozwoliła mu pozbyć się Arthura, ale odmawiała, bojąc się konsekwencji. Wtedy zaszła w ciążę. Arthur był od lat bezpłodny, co było pilnie strzeżoną tajemnicą. Dziecko nie było prokuratora.

Było szefa mafii. Leo Costello, prawa ręka Dantego, przerwał ciszę z tabletem w ręku. — Sprawdziłem kamery przy rezydencji prokuratora. To nie był przypadkowy napad.

Na nagraniu widać było nieoznakowany furgon podjeżdżający do tylnej bramy. Wysiadło dwóch mężczyzn, egzekutorów irlandzkiej mafii. Ale to, co nastąpiło później, zmroziło krew Dantego. Tylne drzwi rezydencji otworzyły się.

Stanął w nich Arthur Sullivan w jedwabnym szlafroku. Rozmawiał z egzekutorami, po czym wpuścił ich do środka. Pięć minut później wywlekli walczącą, krwawiącą Norę. — Arthur ukrywał długi hazardowe — wyjaśnił Leo.

— Miliony wobec Irlandczyków. Prokuratura miała zająć ich kontenery. Arthur dokonał wymiany. Dał im Norę w zamian za umorzenie długu i uratowanie własnej skóry.

W poczekalni zapadła dławiąca cisza. Dante nie krzyknął. Nie zniszczył niczego. Z jego twarzy zniknęło człowieczeństwo.

— Leo. Znajdź Arthura Sullivana. Nie zabijaj go. Przywieź go do zakładów mięsnych w południowej dzielnicy.

A O’Connorowie? Dziś wieczorem wymazujemy ich z mapy. Chcę, żeby przed świtem ulice spłynęły krwią. Zanim Leo zdążył odpowiedzieć, drzwi sali chirurgicznej otworzyły się.

Doktor Boyd wyglądał na wyczerpanego. — Czy ona żyje? — zażądał Dante. — Żyje.

Ustabilizowaliśmy krwawienie wewnętrzne. Miała częściowe odklejenie łożyska. Gdyby przybyła pięć minut później, wykrwawiłaby się na śmierć. — A dziecko?

— Tętno płodu spadło, ale się ustabilizowało. Jest pod silnymi środkami uspokajającymi, nie obudzi się przez kilka godzin. — Przenieś ją na prywatne piętro. Żadna pielęgniarka ani lekarz nie wejdzie tam bez kontroli moich ludzi.

A jej nazwisko ma zniknąć z rejestru szpitala. Dla świata Nora Sullivan dziś tu nie była. Gdy lekarz pospiesznie odszedł, Dante spojrzał na zalaną deszczem panoramę miasta. Arthur Sullivan myślał, że może wymienić żonę, by ocalić własną skórę.

O’Connorowie myśleli, że mogą tknąć to, co należało do Dantego i dożyć jutra. Obaj mieli się właśnie przekonać, że istnieją losy gorsze niż śmierć. Zakłady mięsne w południowej dzielnicy były przepastnym grobowcem ze stali nierdzewnej i szronu. Arthur Sullivan, złoty chłopiec prokuratury, drżał na ciężkim stalowym krześle, wciąż w jedwabnym szlafroku.

Spodziewał się Irlandczyków. Zamiast nich wszedł Dante Corvino. — Corvino — wydyszał Arthur, próbując przywołać resztki brawury. — Porwałeś urzędującego prokuratora okręgowego.

FBI przewróci to miasto do góry nogami. Cokolwiek obiecali ci Irlandczycy, mogę to podwoić. Mam immunitety. — Cisza — powiedział Dante szeptem, który uderzył jak fizyczny cios.

— Nie obchodzą mnie twoje układy ani O’Connorowie. Zanim wzejdzie słońce, syndykat O’Connorów będzie tylko wspomnieniem. Nie zostanie żadna irlandzka mafia, która mogłaby odebrać twoje długi. — To dlaczego tu jestem?

— wyjąkał Arthur. — Dałem im dziś wieczorem odwrócenie uwagi! Dante pochylił się, twarz o centymetry od twarzy prokuratora. — Tym odwróceniem uwagi — wyszeptał, a lód w jego głosie pękł, odsłaniając piekło — była Nora.

Arthur zamarł, a wtedy prawda uderzyła go z siłą. — Ty! Więc to ty byłeś kochankiem. Wiedziałem, że dziecko nie jest moje.

Jestem bezpłodny od pięciu lat. Myślałem, że sypia z jakimś żałosnym młodszym prawnikiem. Nie zamierzałem pozwolić jej paradować z bękartem, kiedy kandyduję do Senatu. To zrujnowałoby mi kampanię.

Ręce Dantego wystrzeliły jak sprężyny. Palce zacisnęły się na gardle Arthura, ściskając z wyrachowaną siłą. Patrzył, jak tlen opuszcza twarz polityka. — Wymieniłeś jej życie — stwierdził.

— Oddałeś ciężarną kobietę rzeźnikom, żeby wyczyścić swoje księgi. Puścił go. Arthur osunął się, kaszląc. — Mógłbym cię zabić teraz.

Zajęłoby to mniej niż minutę. Ale śmierć to uwolnienie, a ja nie zamierzam cię uwalniać. Leo podszedł z plikiem dokumentów. — Przelewy z twoich tajnych kont na Kajmanach.

Dowody, że kierowałeś handlem narkotyków irlandzkiej mafii, wykorzystując biuro do pogrążania ich rywali. — Nie podpiszę tego. Federalni będą wiedzieć, że to fałszerstwo. — Nie potrzebujemy twojego podpisu.

Potrzebujemy tylko twoich odcisków palców. Dwóch egzekutorów chwyciło rękę Arthura i przycisnęło jego kciuk do poduszki z tuszem, a potem do papierów. Owinęli jego palce wokół pistoletu, przenosząc odciski na metal. — Trafisz do więzienia federalnego, Arturze.

Nie do ośrodka dla białych kołnierzyków, ale do zakładu o zaostrzonym rygorze. A kto według ciebie rządzi blokami cel w tych więzieniach? Moi ludzie będą na ciebie czekać. Zapewnię ci bardzo długie życie — każdego dnia będziesz pamiętał noc, w której próbowałeś rzucić moją rodzinę wilkom na pożarcie.

Poranne słońce przebiło się przez szare chmury, rzucając złoty blask na prywatne skrzydło szpitala. Nora wynurzyła się z głębin znieczulenia. Panika przebiła się przez jej zamroczony umysł. Ręce gorączkowo powędrowały na brzuch.

— Jest bezpieczny — powiedział niski głos. Odwróciła głowę. Dante siedział obok łóżka, nienagannie ubrany, bez śladu wczorajszej nocy. Ale widziała cienie zmęczenia pod jego oczami.

Wiedziała, skąd wraca. — Artur — wydusiła. — On ich wpuścił. Stał i patrzył, jak mnie zabierają.

— Wiem. Artur nie jest już problemem. — Co zrobiłeś? Jeśli zabiłeś prokuratora okręgowego, FBI nigdy nie przestanie cię ścigać.

Dante włączył telewizor. Pasek na dole ekranu głosił: „Masakra w półświatku. Prokurator Arthur Sullivan aresztowany”. Prezenter mówił o najkrwawszej nocy w historii Chicago, o rozbiciu syndykatu O’Connorów i o aresztowaniu prokuratora, u którego znaleziono broń powiązaną z morderstwami oraz dokumenty finansowe.

Na ekranie Arthur, wciąż w jedwabnym szlafroku, krzyczał coś o Corvino, ale reporterzy zignorowali to jako majaczenia skorumpowanego polityka. Dante wyciszył telewizor. — Pójdzie do więzienia na resztę życia. Umrze w więzieniu federalnym, całkowicie zhańbiony.

Nigdy więcej nie zbliży się do ciebie ani do naszego dziecka. Nora nie cofnęła ręki. Splątała palce z jego palcami. Spędziła lata kurcząc się, by pasować do świata Arthura.

Światło prawie ją zabiło. To cień ją uratował. — Rozpocząłeś dla mnie wojnę — szepnęła. — Zakończyłem dla ciebie wojnę — poprawił łagodnie.

— Nie ma już ukrywania się. Nie ma jednorazowych telefonów. Jesteś duchem dla swojego starego życia. — Co teraz?

— Teraz zdrowiejesz. A kiedy będziesz gotowa opuścić ten pokój, nie wyjdziesz jako ofiara złamanego polityka. Wyjdziesz jako Nora Corvino, a to miasto będzie należeć do ciebie. — Dobrze — szepnęła, a w jej piersi zapłonęła nowa siła.

— Zabierz mnie do domu. Minęło czternaście miesięcy. W oczach chicagowskiej elity żona prokuratora cicho złożyła pozew o rozwód podczas skandalu, który wysłał Arthura do więzienia. Wycofała się z życia publicznego.

Ale w ukrytych, silnie strzeżonych murach półświatka Nora nie zniknęła. Ona awansowała. Siedziała za masywnym mahoniowym biurkiem w swojej prywatnej posiadłości w Lake Forest. Z sąsiedniego pokoju dobiegało gaworzenie dziesięciomiesięcznego Matteo Corvino.

Nora nie była tylko żoną Dantego. Stała się architektem legalnej przyszłości rodziny. Dante kontrolował ulice i cienie. Ona kontrolowała światło — pieniądze, nieruchomości, charytatywne fronty.

Srebrnym piórem stuknęła w skórzaną księgę. Liczby były idealnie zbilansowane. Zbyt idealnie. Drzwi otworzyły się.

Wszedł Leo Costello. — Prosiła mnie pani, pani Corvino. — Zamknij drzwi. Przeglądałam raporty z budów w południowej dzielnicy, kontrakty nadzorowane przez Viktora Rossiego.

Wysoki rangą capo, relikt starego reżimu, który otwarcie gardził tym, że szef dał żonie klucze do finansowego królestwa. Nora przesunęła palcem po kolumnie wydatków. — Viktor zawyża koszty stali i przekazuje nadwyżkę do prywatnej spółki w Delaware. Trzy miliony w dwa kwartały.

Ale kradzież mnie nie martwi. Spółka wynajmuje powierzchnię magazynową zajmowaną przez grecki syndykat. Viktor nie tylko kradnie. On finansuje rywala, by rzucić wyzwanie monopolowi Dantego.

— Poinformuję szefa. Viktor nie dożyje jutra. — Nie — rozkazała ostro. — Dante negocjuje ze związkami.

Nie pozwolę, by rozpraszał go szczur we własnym domu. Przyprowadź Viktora tutaj, za godzinę. — Z szacunkiem, pani Corvino. Viktor to niebezpieczny człowiek.

Szef chciałby się tym zająć. Nora wstała. — Jeśli będą testować mnie, testują jego. A jeśli będę chować się za mężem, zawsze będą postrzegać mnie jako słabość.

Przyprowadź go. Godzinę później Viktor Rossi wkroczył do gabinetu. Nie czekał na zaproszenie. Opadł na fotel, krzyżując ramiona.

— Chciałaś mnie widzieć, Noro? — zapytał, celowo bez tytułu. — Mów szybko. Nora przesunęła teczkę.

— Chciałam omówić twoją emeryturę, Viktorze. Gdy przeglądał wyciągi bankowe i zdjęcia magazynów, arogancja zniknęła z jego twarzy. — Skąd to masz? Szpiegowałaś, ty głupia mała dziewczynko.

Nie rozumiesz, jak działa ta rodzina. Dante polega na mnie. — Dante polega na lojalności. Wykrwawiałeś jego operacje, by finansować wojnę przeciwko niemu.

Myślałeś, że noszę jedwab i kołyszę dziecko do snu, więc nie zauważę brakujących trzech milionów? Viktor uderzył w biurko i zerwał się na nogi, pochylając nad nią z groźbą. — Nie będę słuchał wykładów od resztek po polityku! Powiem Dantemu, że księgi są sfałszowane.

Uwierzy swojemu capo. — Nic nie powiesz Dantemu — zagrzmiał głos z drzwi. Dante wszedł do pokoju. Nie wyglądał na złego.

Wyglądał na całkowicie pozbawionego litości. Położył delikatnie dłoń na ramieniu Nory. — Moja żona znalazła zgniliznę w naszych fundamentach, Viktorze. Wyśledziła twoją zdradę, zebrała dowody i wezwała cię tu.

Mnie zostawiła tylko wyniesienie śmieci. — Szefie, to nieporozumienie! Grecy się do mnie zwrócili, tylko udawałem… Dante nawet na niego nie spojrzał.

Patrzył na Norę, oferując jej ostatnie słowo. — Pozbaw go majątku. Opróżnij jego konta na fundusz rodzinny. Upewnij się, że nigdy więcej nie postawi stopy w Chicago — powiedziała Nora, a jej głos był zimny jak żelazo.

— Zajmij się nim. Dante skinął głową w stronę drzwi, gdzie czekali Leo i dwóch egzekutorów. — Słyszeliście matriarchinię. Zabierzcie go na dół.

Gdy Viktor był wywlekany, kopiąc i błagając, Dante zwrócił się do żony. Odgarnął kosmyk włosów za jej ucho. — Znakomicie to załatwiłaś. — Uczyłam się od najlepszych — odpowiedziała, kładąc dłoń na jego dłoni.

Z pokoju dziecinnego dobiegł radosny pisk. Odwrócili się w stronę dźwięku. Ciężka ciemność ich świata została zaćmiona przez światło, które zbudowali w jego wnętrzu. Nie byli już szefem mafii i uciekającą żoną.

Byli imperium.