15 marca 1939 roku, a kolejne pięć tysięcy rzeczy właśnie się zmieniło. Ówczesna stolica Czechosłowacji rozbrzmiewała odgłosem niemieckich czołgów i ciężarówek, a nagłe rozkazanie o utworzeniu protektoratu Czech i Moraw spłynęło na miasto niczym grom z jasnego nieba. Na ulicach, wśród tego zgiełku, pojawiał się postać mężczyzny, którego lojalność miała się wkrótce zawiesić. Nazywał się Augustin Przeucil.

Urodził się 3 lipca 1914 roku w małej wsi Trzepsin, w skromnym domu rzeźnika. Jego matka, Marie, zajmowała się domem, a ojciec o tym samym imieniu, pracował w swoim warsztacie. Wraz z upadkiem Austro-Węgier i powstaniem Czechosłowacji w 1918 roku, młody Przeucil zaczął marzyć o lataniu. Lotnictwo było dla niego symbolem nowoczesności i narodowej dumy.
Ukończył trzymiesięczny kurs pilotażu cywilnego, a potem wstąpił do czechosłowackich sił powietrznych, gdzie szybko zdobył doświadczenie na samolotach wojskowych. Był zdolny, choć nie wybitny, a jego ambicje sięgały długiej kariery w służbie dla kraju. Jednak wrzesień 1938 roku przyniósł porozumienie monachijskie, które zmusiło republikę do oddania Sudetów Niemcom. W marcu następnego roku niemieckie wojska wkroczyły do Pragi, a Czechosłowacja przestała istnieć.
Armia została rozwiązana, a oficerowie, tacy jak Przeucil, stanęli przed niepewną przyszłością. Podczas gdy tysiące jego kolegów po kryjomu przekraczało granice Polski i Węgier, licząc na dotarcie do Francji i Wielkiej Brytanii, Przeucil najpierw złożył podanie o przyjęcie do Luftwaffe. Został odrzucony. Później, ku zaskoczeniu towarzyszy, opuścił okupowaną Bohemię i udał się na wygnanie, sprawiając wrażenie, że chce kontynuować walkę z nazistami.
W rzeczywistości coś się w nim załamało. Po nieudanej próbie ucieczki skontaktowało się z nim Gestapo, a latem 1939 roku zgodził się zostać ich agentem. Wrócił na wygnanie, tym razem do Polski, gdzie wtopił się w tworzące się oddziały czechosłowackie i wysyłał raporty o nich do protektoratu. Później przedostał się do Francji, a po jej upadku do Wielkiej Brytanii, gdzie przydzielono go do jednostek RAF.
Otrzymywał negatywne oceny i ostatecznie trafił do jednostki szkoleniowej jako instruktor nowych pilotów. Tam poznał 19-letnią Muriel Graham, którą poślubił. Jej rodzice musieli wyrazić zgodę ze względu na jej młody wiek. Na pozór był to zwykły niesforny pilot zagraniczny, ale w rzeczywistości pozostał agentem Gestapo.
18 września 1941 roku, podczas lotu szkoleniowego, gdy uczył pilota-ucznia w drugim samolocie, zgłosił problemy z maszyną. Zamiast wracać, zanurkował z dużej wysokości nad poziom morza i przeleciał nisko nad Belgią, poniżej niemieckiego radaru. Chciał uniknąć przypadkowego zestrzelenia przez Niemców, którzy mogli pomylić go z wrogiem. Gdy niemiecka bateria przeciwlotnicza na belgijskim wybrzeżu wykryła jego samolot, wykonał awaryjne lądowanie w okupowanej Belgii.
Miejscowi, którzy dostrzegli, że jest alianckim pilotem, próbowali pomóc mu w ucieczce. Ale Przeucil nie przyjął pomocy. Nie próbował uciekać ani zniszczyć maszyny. Wręcz przeciwnie – gdy przybyli Niemcy, wskazał im Belgów, którzy chcieli go uratować.
Dwóch z nich zostało później straconych przez Gestapo. Tymczasem w Wielkiej Brytanii RAF uznał, że Przeucil rozbił się i zginął na morzu. Jego młoda żona opłakiwała go, otrzymując rentę wdowią, a czechosłowackie władze wojskowe rozważały nawet przyznanie mu pośmiertnego Krzyża Wojennego. Dopiero gdy belgijski ruch oporu przesłał do Londynu raport o jego dziwnym zachowaniu po rzekomym lądowaniu awaryjnym, prawda zaczęła wychodzić na jaw.
Odznaczenie nigdy nie zostało przyznane, a żona przez lata wierzyła, że jest wdową. Powód tej zdrady był prosty: Przeucil sądził, że pilotuje najnowocześniejszy myśliwiec Hawker Hurricane i że Niemcy nie mają o nim żadnych informacji. Liczył, że przekazanie im nowego samolotu da im strategiczną przewagę. Pomylił się – dostarczył im starszy typ, o którym już wiedzieli.
Mimo to jego znajomość procedur RAF, organizacji emigracyjnych i szlaków ucieczki czyniła go cennym informatorem. Za szczegółowe raporty o zagranicznych siłach powietrznych i ich personelu Gestapo wypłaciło mu 100 000 marek niemieckich, co dziś odpowiada ponad 95 000 dolarów amerykańskich. Przeucil nadal pracował dla Gestapo, prowokując ruch oporu w kraju. Wysłano go do więzienia w małej twierdzy w Terezinie jako fałszywego więźnia, gdzie miał wyciągać informacje od prawdziwych więźniów.
Brał także udział w przesłuchaniach schwytanych czechosłowackich lotników, których przewożono do Pragi. Współpracował z Karelem Czurdą i Williamem Gerikiem – dwoma agentami, którzy zdradzili własny kraj. To właśnie Przeucil zgłosił Gerika za jego słabą współpracę, co pomogło ujawnić, że były agent próbował nawiązać kontakt z ruchem oporu. Gerik został aresztowany i deportowany do obozu koncentracyjnego w Dachau.
Przeucil został za to ponownie nagrodzony. Motyw jego zdrady mógł być jeszcze mroczniejszy. Przed wojną, w rodzinnej wsi Trzepsin, zakochał się w miejscowej dziewczynie o imieniu Maruszka Jaruszkowa. Ona nie odwzajemniała jego uczuć.
Pewnego dnia została znaleziona martwa, a okoliczności jej śmierci nigdy nie zostały wyjaśnione. Jedna z teorii głosi, że to Przeucil ją zabił. Jego domniemany wspólnik, który miał pomóc mu zatrzeć ślady, wrzucając ciało do rzeki, by wyglądało na samobójstwo, przyznał się do tego na łożu śmierci. Możliwe, że Gestapo dowiedziało się o morderstwie i wykorzystało to, by wymusić na nim współpracę.
W 1944 roku wojna zaczęła obracać się na niekorzyść Niemiec. Alianci wylądowali w Normandii, Armia Czerwona posuwała się ze wschodu, a ruchy oporu w całej Europie odzyskały siłę. Znaczenie Przeucila zmalało, ale nadal służył Gestapo do ostatnich dni. W maju 1945 roku nazistowskie Niemcy poddały się, a dla kolaborantów z całej Europy rozpoczęła się era rozliczeń.
Przeucil próbował ukryć swoją przeszłość, ale jego działania były zbyt dobrze znane. 19 maja 1945 roku, zaledwie 11 dni po upadku nazistowskich Niemiec, został aresztowany w Pradze jako znany agent Gestapo. Najpierw stanął przed sądem wojskowym, ale jego sprawa została przekazana do cywilnego sądu ludowego w Pradze, który zajmował się byłymi agentami Gestapo i kolaborantami. W trakcie postępowania zeznawał nawet w sprawach Williama Gerika i Karela Czurdy.
Do dziś nie wiadomo, czy próbował wymienić swoje zeznania na łagodniejszy wyrok. Proces Augustina Przeucila odbył się w Pradze 14 kwietnia 1947 roku. Zarzuty były poważne: zdrada stanu, szpiegostwo, dezercja i współudział w śmierci członków ruchu oporu oraz cywilów. Obrońca twierdził, że jego klient jest chory psychicznie, ale ta strategia nie pomogła.
Proces trwał zaledwie kilka godzin i zakończył się tego samego dnia wyrokiem śmierci. Tego samego wieczoru 32-letni Augustin Przeucil został powieszony w więzieniu Pankrac w Pradze.


