Miał zaledwie dwadzieścia trzy lata, gdy powierzono mu dowodzenie nad Dachau. 29 kwietnia 1945 roku Amerykanie wkraczali do obozu, a Heinrich Wicker stał przed nimi spokojny, jakby niczego nie…

Miał zaledwie dwadzieścia trzy lata, gdy powierzono mu dowodzenie nad Dachau. 29 kwietnia 1945 roku Amerykanie wkraczali do obozu, a Heinrich Wicker stał przed nimi spokojny, jakby niczego nie...

Niedziela, 29 kwietnia 1945 roku. Tydzień dzieli Europę od końca drugiej wojny światowej. Żołnierze 45. Dywizji Piechoty Siódmej Armii Stanów Zjednoczonych wkraczają do Dachau – pierwszego obozu koncentracyjnego zbudowanego przez nazistów.

Thumbnail

Zanim cokolwiek zobaczą, czują zapach. Nie tylko ludzkich odchodów, ale rozkładających się ciał. Wielu z nich płacze, inni wymiotują, gdy natrafiają na stosy zwłok ludzi niewyobrażalnie wychudzonych. Ponad trzydzieści wagonów kolejowych wypełnionych tysiącami ciał.

Trzydzieści tysięcy ocalałych, którzy wyglądają jak chodzące szkielety. Tysiące z nich jest chorych i umrze w ciągu najbliższych miesięcy na tyfus i głód, nawet po wyzwoleniu. Żołnierze są wstrząśnięci i wściekli. Więźniowie, którzy przeżyli lata upokorzeń i znęcania się, pragną zemsty.

Brutalna odpowiedź nadchodzi szybko. Jedną z jej ofiar stanie się ostatni komendant Dachau. Nazywa się Heinrich Wicker. Urodził się 30 czerwca 1921 roku w miejscowości Gausbach, w Republice Weimarskiej – państwie, które powstało po upadku Cesarstwa Niemieckiego i przetrwało do przejęcia władzy przez nazistów w 1933 roku.

Był synem sprzedawcy, dzieciństwo spędził w dzielnicy Mühlburg w Karlsruhe. Uczył się w szkole podstawowej, a potem przez cztery lata w szkole handlowej, bo chciał zostać kupcem. W styczniu 1933 roku, gdy Adolf Hitler został kanclerzem Niemiec, Heinrich miał zaledwie dwanaście lat. W tym samym roku wstąpił do Hitlerjugend.

Ta organizacja, kierowana przez Baldur von Schiracha, była głównym narzędziem nazistów do indoktrynacji młodzieży. Kształtowała przekonania, sposób myślenia i działania niemieckich chłopców. Na początku 1933 roku liczyła około stu tysięcy członków. Pod koniec roku było ich już ponad dwa miliony.

Żydzi nie mieli wstępu. To była organizacja paramilitarna, której celem było szkolenie chłopców na przyszłych żołnierzy. W 1936 roku Wicker został przywódcą Jungvolk – sekcji Hitlerjugend dla chłopców w wieku od dziesięciu do trzynastu lat. Rok później, mając szesnaście lat, wstąpił do SS.

Przydzielono go do Dywizji SS Totenkopf, szkolonej w Dachau, która była również wykorzystywana do ochrony obozu koncentracyjnego. Tam przeszedł szkolenie wojskowe. Obóz w Dachau, położony w pobliżu Monachium, powstał w marcu 1933 roku. Pierwsze transporty więźniów przybyły 22 marca.

W październiku tego samego roku komendant Theodor Eicke wprowadził regulamin nakładający brutalne kary na więźniów za najmniejsze przewinienia. Eicke sprawił, że Dachau stało się wzorem dla wszystkich późniejszych obozów koncentracyjnych. Obóz stał się też szkołą przemocy dla strażników SS, których później rozsyłano po całym systemie obozów. Na początku obóz mógł pomieścić pięć tysięcy więźniów.

Internowano głównie niemieckich komunistów, socjaldemokratów, związkowców i innych przeciwników politycznych nazistów. Z czasem trafiali tam także Świadkowie Jehowy, Romowie i Sinti, homoseksualiści, recydywiści oraz tak zwani aspołeczni. Wojna zaczęła się 1 września 1939 roku, gdy Niemcy napadły na Polskę. Wicker wziął udział w inwazji.

Brał też udział w ataku na Francję, Belgię, Luksemburg i Holandię w maju 1940 roku. W 1942 roku, podczas walk na froncie wschodnim, został ciężko ranny w bitwie pod Demiańskiem. Wyzdrowiał, ale nie uznano go za zdolnego do służby frontowej. Na początku 1943 roku trafił do oddziałów szkoleniowych SS dla ochotników z okupowanych krajów w Grazu.

Od sierpnia do listopada uczęszczał do szkoły SS Junker w Bad Tölz. To były placówki kształcące kandydatów na oficerów SS. Heinrich Himmler chciał, aby szkoły te formowały kadetów na elastycznych oficerów, którzy wykonają każde zadanie – czy to w obozach koncentracyjnych, w oddziałach bojowych, czy w strukturach SS. Kładziono nacisk nie na akademicką wiedzę, ale na kształtowanie osobowości.

Wpojenie poczucia wyższości rasowej, bezwzględności i twardości. W listopadzie 1943 roku Wicker, już jako Oberscharführer, został przeniesiony do Głównego Urzędu Gospodarczego i Administracyjnego SS. 30 stycznia 1944 roku, w wieku dwudziestu dwóch lat, awansował na Untersturmführera, co odpowiadało podporucznikowi. W połowie 1944 roku przeniesiono go do obozu Natzweiler-Struthof.

Przejął dowództwo nad Bruttig-Treis, podobozem niedaleko Kochem. We wrześniu 1944 roku obóz ewakuowano. W grudniu Wicker został komendantem obozu Mannheim-Sandhofen. Ten podobóz działał od września 1944 do marca 1945 roku.

Przebywało w nim około tysiąca więźniów, głównie politycznych, z różnych krajów Europy. Mieścił się w budynku lokalnej szkoły. Więźniowie pracowali w miejscowych fabrykach, między innymi w Daimler-Benz, gdzie naprawiali i produkowali samoloty. Warunki były ciężkie, brakowało jedzenia, panowały złe warunki sanitarne, a brutalność prowadziła do wielu zgonów.

Jednym z pierwszych oficjalnych działań Wickera w Mannheim było stracenie w styczniu 1945 roku więźnia z Warszawy, Mariana Kraińskiego. Zarzucono mu działalność dywersyjną w fabryce. Na egzekucję Wicker zaprosił pięciu przedstawicieli Daimler-Benz. Pod koniec wojny Wicker prowadził marsze śmierci.

To były przymusowe ewakuacje więźniów w miarę zbliżania się aliantów. Wycieńczeni głodem i chorobami ludzie musieli pokonywać długie dystanse w zimie, bez jedzenia, wody i schronienia. Ci, którzy nie nadążali, byli rozstrzeliwani na miejscu. Zginęły dziesiątki tysięcy.

Podczas jednego z marszów, prowadzonego przez Wickera w marcu 1945 roku, zginęło stu siedemdziesięciu więźniów. 28 kwietnia 1945 roku Wicker przejął dowództwo nad obozem w Dachau. Poprzedni komendant Martin Gottfried Weiss wycofał się tego samego dnia przed nadciągającymi Amerykanami. Wicker planował poddać obóz.

Przekonał go do tego Wiktor Maurer, delegat Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża. Maurer namówił go, aby nie uciekał i nie ewakuował więźniów, bo to oznaczałoby ich śmierć. Zamiast tego Wicker miał przekazać cały obóz armii amerykańskiej. Wicker, widząc beznadziejność swojej sytuacji, 29 kwietnia 1945 roku poddał obóz generałowi Henningowi Lindenowi z 42.

Dywizji Piechoty. Amerykańscy żołnierze widzieli już wiele walk. Ponosili tysiące ofiar. Ale żadne wcześniejsze doświadczenie nie przygotowało ich na to, co zobaczyli.

Pierwszą wskazówką był zapach. Gdy zbliżali się do obozu, znaleźli pociąg składający się z około czterdziestu wagonów, pełnych ciał w różnym stanie rozkładu. Wtedy zrozumieli, skąd pochodzi ten smród. To był obezwładniający odór śmierci.

Kiedy generał Linden zapytał Wickera o pociąg pełen zwłok, ten – komendant obozu od niespełna dwóch dni – wyparł się jakiejkolwiek wiedzy o tym i o innych okrucieństwach popełnionych w obozie. W środku żołnierze znaleźli jeszcze więcej ciał. Często nagich, leżących tam, gdzie zginęli kilka godzin lub dni wcześniej. Czasem ułożonych jedne na drugich, jak drewno na opał.

Dla wielu żołnierzy widok tych bestialskich czynów nadał wojnie nowe znaczenie. Zrozumieli, że nie walczą tylko z wrogiem. Walczą z czystym złem. Schwytani członkowie SS zostali zaprowadzeni na plac składu węgla.

Amerykanie kazali im ustawić się wzdłuż muru przy wieży strażniczej. Porucznik Walsh krzyknął:

– Dajcie im popalić. Żołnierze otworzyli ogień z karabinów, pistoletów i karabinu maszynowego kalibru trzydzieści. Po trzydziestu sekundach intensywnej strzelaniny nazistowscy strażnicy leżeli martwi.

Ale to nie był koniec. Walenty Lenarczyk, były więzień Dachau, opowiadał, że po wyzwoleniu więźniowie rzucili się na druty, łapali Amerykanów i podnosili ich na ramiona. Inni więźniowie złapali jednak esesmanów. Zemsta zaczęła się, gdy chwycili strażników SS.

Jeden z nich odepchnął łokciem jednego czy dwóch współwięźniów, żeby zrobić sobie drogę. Lenarczyk wspominał: więźniowie powalili esesmanów na ziemię. Nikt nie widział, czy zostali stratowani, czy nie – ale zginęli. W innych częściach obozu esesmani, kapo i donosiciele byli bici pięściami, kijami i łopatami.

Był co najmniej jeden przypadek, gdy amerykańscy żołnierze odwrócili wzrok, a dwóch więźniów zatłukło niemieckiego strażnika łopatą. Porucznik Walsh był świadkiem jednego z takich pobić. Inny żołnierz widział, jak więzień kopał twarz esesmana, dopóki – jak powiedział później – „nie zostało z niej wiele”. Gdy żołnierz powiedział mu: „Ma pan w sercu dużo nienawiści”, więzień po prostu skinął głową.

Do dziś nie wiadomo dokładnie, ilu strażników SS zginęło. Szacuje się, że od trzydziestu do pięćdziesięciu. Heinrich Wicker nie miał więcej szczęścia. Istnieją dwie sprzeczne wersje jego śmierci.

Według jednej został stracony przez amerykańskich żołnierzy. Według drugiej – dwudziestotrzyletni Wicker został pobity na śmierć przez więźniów obozu. Podobno jego zwłoki wrzucono później do krematorium wraz z ciałami innych więźniów.

Ironiczny koniec ostatniego komendanta pierwszego obozu koncentracyjnego utworzonego przez nazistowski rząd.