W kwietniu 1944 roku Benito Mussolini odwiedził Hitlera w zamku Klesheim pod Salzburgiem. Podczas rozmowy padło pytanie, czy Niemcy nie powinny pójść na ustępstwa wobec Związku Radzieckiego, aby skupić się na walce z aliantami zachodnimi. Brzmiało to absurdalnie, ale wciąż istniały Grupa Armii Środek i linie obronne pod Monte Cassino, które odrzuciły trzecią ofensywę aliantów. Mussolini miał jeszcze nadzieję, a przecież w niecały rok później czekała go śmierć pełna hańby.

Cofnijmy się do 12 września 1943 roku. Tego dnia oddział niemieckich spadochroniarzy pod dowództwem Ottona Skorzenego odbił Mussoliniego z hotelu Campo Imperatore, gdzie przetrzymywały go włoskie władze po głosowaniu Wielkiej Rady Faszystowskiej przeciwko dyktatorowi. Kapitulacja Włoch została przeprowadzona tak nieudolnie, że Niemcy podporządkowali sobie całe północne Włochy i powołali do życia Włoską Republikę Socjalną, zwaną Republiką Salò. Mussolini był człowiekiem złamanym.
Jego milionowa armia rozpłynęła się we wrześniu 43 roku, a on sam stał się więźniem we własnym kraju. Gdy samolotem przerzucono go do Monachium, spotkał się z żoną Rachele. Była wstrząśnięta jego wyglądem — blady, chudy, ubrany w narciarskie buty i stary płaszcz. Niemieccy lekarze wykryli wrzód dwunastnicy, powiększoną wątrobę i częściową blokadę jelit.
Kuracja przyniosła efekty — Mussolini szybko przybrał na wadze i wrócił do gry w tenisa. 18 września 1943 roku ogłosił na falach Radia Monachium powstanie nowej republiki ze stolicą w małym miasteczku Salò nad jeziorem Garda, które w 1936 roku liczyło zaledwie siedem tysięcy mieszkańców. To tak, jakby polskie państewko satelickie nazwać republiką szczawnicką. Mussolini musiał też pogodzić się z utratą ziem nad Adriatykiem, które niegdyś miały stać się wewnętrznym basenem włoskiego imperium.
Zamieszkał w willi Feltrinelli, otoczony pozorną włoską strażą, ale realną kontrolę sprawował Rudolf Rahn, wybrany przez Hitlera. Nad wszystkim czuwał Karl Wolff, niemiecki generał SS, który właściwie pełnił funkcję ministra spraw wewnętrznych Republiki Salò. Między Rahnem a Wolffem doszło do cichego porozumienia: mieli sterować republiką, zachowując pozory władzy Mussoliniego. Duce żył w ogromnym stresie, także rodzinnym.
Jego córka Edda była żoną Galeazzo Ciana, który zagłosował przeciwko Mussoliniemu w lipcu 43 roku i należał do faszystów oskarżonych o zdradę. Rachele nienawidziła zięcia, a Mussolini miał do niego słabość. Po jednej z rodzinnych kolacji Edda twierdziła, że jej ojciec ręczył głową za bezpieczeństwo Ciana. Goebbels notował z pogardą, że prawdziwy mężczyzna kazałby rozstrzelać zięcia i wychłostać córkę.
Mussolini starał się ratować, ale Niemcy wywierali na niego presję, żeby dokonał czystki. 8 stycznia 1944 roku rozpoczął się proces w Weronie. Na ławie oskarżonych zasiadł między innymi Ciano. Mussolini był zdruzgotany.
Jego sekretarz Giovanni Dolfin widział, jak blady i wyczerpany szef wkłada ogromny wysiłek w zachowanie spokoju. Duce odważył się zadzwonić do Wolffa, by zapytać, czego naprawdę oczekują od niego Niemcy. Usłyszał, że jeśli się wycofa, Hitler odbierze to bardzo krytycznie. Wyrok był jednoznaczny: pięciu z sześciu oskarżonych skazano na śmierć, w tym jego zięcia.
Rankiem 11 stycznia Mussolini dyżurował przy biurku, nie mogąc ukryć zdenerwowania. Gdy dowiedział się o egzekucji, powiedział sekretarzowi: „Niemcy potrzebowali tej tragedii, tej krwi, aby przekonać się o naszej dobrej woli”. Edda uciekła do Szwajcarii, a dla Mussoliniego utrata kontaktu z córką była kolejnym potężnym ciosem. Rachele nie miała litości — twierdziła, że jej mąż wierzy każdemu, a ona nie wierzy nikomu.
Mussolini znalazł się w ogniu krzyżowym. Politycznie zależał od Niemców i radykalnych faszystów. W domu czekało go piekło: Rachele ciągle wypominała mu kochankę, Clarettę Petacci, a rodzina kochanki bombardowała go narzekaniami na żonę. Ucieczką od rzeczywistości stała się fantazja o powrocie faszyzmu do socjalnych korzeni.
Chciał zastąpić korporacjonizm nowym porozumieniem między rolnikami, robotnikami i drobnymi przedsiębiorcami pod skrzydłami silnego państwa. Hitler patrzył na to przez palce, uznając sprawy socjalne za wewnętrzną sprawę Włoch. Ale motywem przewodnim Republiki Salò była wojna domowa. Każda porażka faszystów i nazistów na froncie nakręcała partyzantów, przede wszystkim komunistów i socjalistów.
Wiosną 44 roku ich liczbę szacowano na siedemdziesiąt do osiemdziesięciu tysięcy. Upadek Monte Cassino i Rzymu w czerwcu oznaczał narodziny prawdziwej wojny domowej. Republika traciła terytorium i wewnętrzny spokój. Mussolini desperacko próbował nawiązać kontakt z Eddą, pisząc: „Naprawdę byłbym wdzięczny, gdybyś napisała do mnie.
Twój tata”. W czerwcu odwiedził go Otto Skorzeny, który wspominał, że Duce wyglądał jak stary, pozbawiony grzywy lew. Rozprawiał o wysiłkach republikańskich Włoch, ale entuzjazm i przekonanie zniknęły. Wydawało się, że przekonuje samego siebie.
Dyktator martwił się też kierunkiem, jaki obrała republika. Zamiast narodowego odrodzenia radykalni faszyści chcieli zemsty. Republikańska Gwardia Narodowa, utworzona przez sekretarza partii Alessandro Pavoliniego, szczególnie wsławiła się gotowością do odwetu na cywilach. Mussolini zwierzał się Dolfinowi: „Jestem tylko głównym aktorem Wielkiej Komedii, którą wszyscy razem recytujemy.
Nie kochamy się, a mówimy, że się kochamy. Nazywamy się sojusznikami, a wiemy, że kłamiemy. Nie posiadam żadnej faktycznej władzy”. W połowie lipca 1944 roku Mussolini odwiedził włoskie dywizje szkolone na terenie Rzeszy.
Niemiecki tłumacz Egon Döllmann wspominał, że Duce przyjął postawę rzymskiego stoika. Bez podnoszenia głosu wygłosił krótkie, ale mistrzowskie przemówienie. Słowo „zdrada” powracało wielokrotnie. Tylko zgromadzeni żołnierze go nie zdradzili.
Wiwatowali, ściskali się ze łzami w oczach i rzucali czapki w powietrze. Niemieccy instruktorzy mruczeli: „Ci Włosi, ci Włosi”. 20 lipca 1944 roku Mussolini spotkał się z Hitlerem po raz ostatni. Świadkowie opisywali scenę: Hitler siedział na obróconym pudle, a Mussolini na rozklekotanym krzesełku.
Duce mógł na świeżo oglądać zniszczenia po zamachu na Hitlera i czerpać z tego pociechę — nie tylko Włosi mieli zdrajców. Hitler podkreślił, że Florencja musi zostać utrzymana, na co Mussolini zgodził się odesłać włoskie oddziały na front. Sytuacja zmieniała się diametralnie. Alianci otworzyli front we Francji, posuwali się na północ półwyspu, a front wschodni docierał do Wisły.
W sierpniu Mussoliniemu udało się przejąć kontrolę nad Gwardią Narodową, by wzmocnić armię republiki. Ale Niemcy mieli własne plany: potrzebowali Włochów do pilnowania tyłów i obsadzenia stanowisk artylerii przeciwlotniczej na odległych frontach. Mussolini musiał interweniować u Göringa, byle tylko zatrzymać rozproszenie swoich dywizji. Raz zarzucił Niemcom nieadekwatne wyposażenie i odmówił wizyty, dopóki nie poprawi się zaopatrzenie.
„Zamierzam odwiedzić dywizję, a nie klub gimnastyczny” — powiedział. Życie rodzinne przypominało farsę. 24 października 1944 roku Rachele z pomocą ministra Bufarriniego pojechała fiata Topolino do domu Claretty Petacci. Buffarini przedarł się przez ogrodzenie, potargawszy spodnie.
Claretta wyszła w samej bieliźnie, a Rachele wyciągnęła rewolwer, groziła jej i beształa od góry do dołu. Mussolini nie miał żadnej sprawczości w tej relacji. Kobiety robiły, co chciały. Jedyne, co się zmieniło, to przeprowadzka Claretty do nieco dalej położonego budynku.
W listach narzekała na jego umęczoną postawę w łóżku i złe odżywianie. 13 grudnia Radio Monachium nadało krytyczną audycję o politykach RSI. W odpowiedzi Mussolini 16 grudnia wystąpił publicznie w Mediolanie z tak zwaną mową o odkupieniu. Twierdził, że wkład Włoch w wojnę jest większy niż Rumunii, Finlandii, Węgier czy Bułgarii.
„Naród włoski nie zdradził swojego niemieckiego sojusznika” — mówił. Tego samego dnia Niemcy rozpoczęli kontrofensywę w Ardenach. Ale energia obu przywódców miała się wyczerpać. Na przełomie 44 i 45 roku w Mussolini walczyły dwa wilki.
Jeden szukał sposobu na przetrwanie, drugi dawał się iluzji ostatecznego starcia. W lutym 1945 pozwolił na stworzenie drugiej partii, która miała stać się pomostem do rozmów z antyfaszystami. Ogłosił też debatę o przyszłości Włoch, zezwalając gazetom na publikację wszystkich dobrze wyważonych opinii. W jednym z wywiadów przyznał, że jest więźniem i zabawką losu, ale nie boi się śmierci — oceniał jej nadejście jak wizytę przyjaciółki.
W lutym poczuł się znacznie gorzej. Wróciły bóle brzucha, utrata wagi, stany depresyjne. Zaczęły się problemy ze wzrokiem. Powtarzał: „Jestem ukrzyżowany przez swe przeznaczenie.
Ono nadchodzi”. Niemcy porzucali pozory. 3 lutego Rahn poinformował, że sam mianuje wysokich funkcjonariuszy republiki. Mussolini stwierdził oburzony, że Niemcy traktują sojusznika niczym Francję.
Dolfinowi zwierzył się 16 lutego: „Z tego całego początkowego entuzjazmu, który nas tu przywiódł, nie pozostało nic”. Publicznie nadal podkreślał wiarę w sojusz, desperacko łapiąc się nadziei na niemiecką superbroń. Samodzielnie jednak badał grunt: szukał pośrednictwa Watykanu w tajnych negocjacjach z opozycją i aliantami. Arcybiskup Mediolanu otrzymał propozycję, w której partia faszystowska oddałaby władzę demokratycznie wybranemu rządowi, pod warunkiem że nie będzie rozliczeń wobec faszystów.
Z drugiej strony Mussolini pozwolił Pawoliniemu na stworzenie zalążków „republikańskiej twierdzy alpejskiej”, ostatniej linii obrony. Na początku marca rzucał hasłami, że będą bronić każdego miasta i każdego domu. W rzeczywistości niemieccy generałowie wzruszali ramionami na włoskie pomysły wspólnej obrony, szukając własnych dróg ewakuacji. Na początku kwietnia alianci mieli we Włoszech półtora miliona żołnierzy, a Niemcy tylko czterysta czterdzieści tysięcy, Włosi sto sześćdziesiąt tysięcy.
16 kwietnia Mussolini uderzał w apokaliptyczne tony: „Niezależnie od miejsca faszyzm musi paść bohaterską śmiercią”. W rzeczywistości każdy wysoko postawiony faszysta przebierał nogami, kierując wzrok na neutralne kraje. W willi Feltrinelli rozpoczęło się wielkie pakowanie i niszczenie dokumentów. Biografowie nazwali ten okres lunatykowaniem.
Duce powtarzał bohaterskie frazesy i narzekał na niemiecką zdradę, ale 24 kwietnia przyznał współpracownikom: „Nie ma żadnych rozkazów. Dłużej już rozkazów nie mogę wydawać”. Dzień później z pomocą arcybiskupa Schustera spotkał się z przedstawicielami partyzantki i zaoferował kapitulację sił faszystowskich, ale nikt nie był zainteresowany. Co gorsza, dowiedział się, że Wolff zdecydował się na kapitulację sił niemieckich we Włoszech.
Finał wojny był kwestią dni. Mussolini zostawił żonę i dzieci w Como, wręczając Rachele rzewny list: „Wiesz, że byłaś dla mnie jedyną kobietą, którą naprawdę kochałem. Przysięgam to przed Bogiem”. Konwój uciekinierów skierował się na północ.
Po drodze dogonił ich samochód Alfa Romeo, w którym znajdowała się Claretta Petacci. Kolumna powiększyła się o niemieckich uciekinierów — ostatecznie liczyła około dwustu do trzystu pięćdziesięciu osób. Mussolini, o bardzo charakterystycznej urodzie uwiecznionej na plakatach i popiersiach, musiał się przebrać: włożył niemiecki hełm i płaszcz. Przebrany za niemieckiego żołnierza starał się nie dać złapać.
W tej fazie wojny niemiecki żołnierz miał większe szanse na przetrwanie kapitulacji we Włoszech niż włoski faszysta. Rankiem 27 kwietnia konwój zbliżał się do rejonu, gdzie operowały komunistyczne brygady. Jedna z nich, 52. Brygada Garibaldiego, zablokowała drogę w miejscowości Musso.
Po krótkiej wymianie ognia Niemcy rozpoczęli pertraktacje. Uzyskali zgodę na opuszczenie kraju pod warunkiem wydania wszystkich obywateli włoskich. Partyzant Urbano Lazzaro rozpoznał ukrytego Mussoliniego. „Jego twarz była niczym z wosku, a spojrzenie szkliste, ale nic nie widzące.
Odczytałem u niego całkowite wyczerpanie, ale nie strach” — wspominał. Mussolini wraz z kochanką i przedstawicielami faszystowskiego rządu został aresztowany. Następnego dnia, 28 kwietnia, rozstrzelano go w miejscowości Giulino, wraz z Clarettą Petacci. Wedle jednej relacji jego ostatnie słowa miały brzmieć: „Celuj prosto w serce”.
Znacznie bardziej prawdopodobne jest jednak, że Duce nie powiedział nic — był potulny jak baranek. Mussolini ukazuje się nam jako człowiek totalnie zmaltretowany, który umarł już w lipcu 43 roku, a dzięki Niemcom zyskał drugie życie, które musiało skończyć się nekromanckim widowiskiem. Ani nie rozliczył się z zięciem, ani nie zginął z bronią w ręku, ani nie dostał szansy na obronę przed trybunałem. Wybrał najgorszą drogę środka: ucieczkę w przebraniu.
Od wizyt na niemieckich poligonach do roli lunatyka uciekiniera — tak wyglądał ostatni rok życia Benita Mussoliniego.


