„Nocą leżę z otwartymi oczami, przeczesując mózg w poszukiwaniu wyjścia z tej niedoli” – pisał Rommel do żony, gdy jego armia rozpadała się na pustyni. Kilka tygodni wcześniej był ulubieńcem…

„Nocą leżę z otwartymi oczami, przeczesując mózg w poszukiwaniu wyjścia z tej niedoli” – pisał Rommel do żony, gdy jego armia rozpadała się na pustyni. Kilka tygodni wcześniej był ulubieńcem...

Nocą z 3 na 4 listopada 1942 roku Erwin Rommel patrzył, jak jego armia rozpada się na piaskach Egiptu. Brytyjska ofensywa pod El Alamein, którą miał zatrzymać, rozwiała się w pył. Pół miliona min, fortyfikacje budowane miesiącami, wszystko na nic. W liście do żony napisał wtedy: „Chyba zmiażdży nas ciężar nieprzyjaciela.

Thumbnail

Nocą leżę z otwartymi oczami, przeczesując mózg w poszukiwaniu wyjścia z tej niedoli”. Jedynym wyjściem wydawała się ucieczka, zanim wróg okrąży go całkowicie. Hitler jednak odpowiedział krótko: nie ma innej drogi niż zwycięstwo albo śmierć. Od tego momentu elitarny Afrika Korps rozpoczął marsz ku zagładzie.

Zanim do tego doszło, latem 1942 roku Rommel wydawał się nie do zatrzymania. Po zdobyciu Tobruku i zwycięstwie pod Gazalą Brytyjczycy cofali się w stronę Egiptu. Zatrzymano go dopiero w lipcu, w pierwszej bitwie pod El Alamein. Wtedy obie strony lizały rany.

Rommel wiedział, że teraz inicjatywa przejdzie w ręce wroga, ale wciąż liczył, że zada na tyle duże straty, by samemu ruszyć na Kair. Jego ambicje ignorowały rzeczywistość. Albert Kesselring ostrzegał, że linie zaopatrzeniowe są zbyt niepewne, by zagwarantować trwałość działań na tak dalekim froncie. Rommel, ulubieniec Hitlera, przeforsował jednak własną wizję.

Postawił na szali cały swój prestiż. Gdy lipcowe natarcie się załamało, armia niemiecko-włoska utknęła daleko od baz, w coraz gorszej sytuacji. Kesselring po latach ocenił, że właśnie wtedy kampania północnoafrykańska została przegrana. Rommel swoim ego zamknął sobie drogę rozsądnego wycofania.

Po pierwszej bitwie pod El Alamein okienko na odwrót zniknęło. Umęczony kampanią, w połowie października Rommel poleciał na urlop. 23 października Montgomery ruszył z długo wyczekiwaną ofensywą. Pierwsze dni bitwy mogły jeszcze sugerować, że obrona się utrzyma.

Ale nacisk był nie do zniesienia. Początek listopada przyniósł pewność klęski. Rommel zarządził odwrót, a Hitler drogą radiową nakazał utrzymać pozycje za wszelką cenę. Zgodę na wycofanie wydał dopiero 4 listopada, z jednodniowym poślizgiem.

Ten poślizg oznaczał śmierć dla tysięcy żołnierzy. Największym problemem była ewakuacja piechoty, zwłaszcza włoskiej, która stała na południowym odcinku frontu, daleko od głównej drogi wzdłuż wybrzeża. RAF dominował w powietrzu, atakując kolumny uciekinierów. Wiele jednostek omijało główne trasy, brnąc przez pustynię.

Nocami odbywał się szalony, chaotyczny marsz. Rommel zapisał: „Była to szalona, chaotyczna podróż przez kolejną ciemną jak smoła noc. Nasza siła bojowa była wyjątkowo niska. Większość włoskiej piechoty została utracona”.

Włoski X korpus maszerował bez wody i amunicji, bez nadziei na ucieczkę. XX korpus został praktycznie zniszczony. Czołgi i pojazdy rozpierzchły się na pustyni. Straty były druzgocące.

Armia licząca przed bitwą około stu tysięcy żołnierzy straciła około sześćdziesięciu procent stanu. To Włosi odczuli to najmocniej. Niemcy zarzucali im tchórzostwo, Włosi Niemcom porzucanie ich na pustyni. Dochodziło nawet do strzelanin między sojusznikami.

Włoski żołnierz zanotował: „Niemcy zagarnęli wszystkie samochody, żeby jak najprędzej uciec, i zostawili nasze dywizje w głębokiej pustyni, gdzie masa ludzi ginie z głodu i pragnienia”. 10 listopada Rommel pisał do żony: „Sprawy mają się źle z armią, która została pokonana. Musi walczyć o drogę ucieczki i traci w tym procesie resztki swojej siły bojowej”. Na pierwszej linii miał zaledwie kilka tysięcy ludzi, kilkanaście armat przeciwpancernych i garstkę czołgów.

To nie była siła nawet jednej dywizji. 13 listopada jego pokonani żołnierze mijali Tobruk, port, który zdobyli zaledwie kilka miesięcy wcześniej, a za który Rommel dostał buławę marszałkowską. Teraz zostawiali go za sobą. Mimo wszystko marsz na zachód miał też swoich obrońców.

Niewielkie siły były bardziej lotne, a na tyłach czekały tony zaopatrzenia. Luftwaffe zrzucała paliwo. Jednak widok opuszczanych twierdz i portów działał demoralizująco. Pod koniec listopada, gdy bezpośrednie niebezpieczeństwo minęło, Rommel odwiedził włoską kwaterę główną.

Mussolini oczekiwał kontrataku. Rommel w desperacji poleciał do Niemiec, by uzyskać wsparcie Hitlera. Tym razem spotkał się z zimną ścianą. Gdy wspomniał, że tylko pięciu tysięcy z piętnastu tysięcy żołnierzy Afrika Korps ma broń, oskarżono go o porzucanie sprzętu.

Hitler mówił o swoich sukcesach na froncie wschodnim i o tym, że tam też egzekwował rozkazy bez litości. Rommel zaczął rozumieć, że Hitler po prostu nie chce widzieć prawdy. Goebbels notował: „Rommel zaproponował przewiezienie oddziałów do południowych Włoch. To propozycja rozpaczy, która z pewnością nie zostanie zaaprobowana przez führera”.

Taka ewakuacja uratowałaby kilkanaście tysięcy Niemców, ale oznaczałaby porzucenie Włochów i koniec kampanii. Hitler nie chciał oddać Trypolisu ze względów psychologicznych. Kesselring wykorzystał osłabioną pozycję Rommla. Krytykował przed Hitlerem jego pospieszny odwrót, twierdząc, że od El Alamein nie walczy się już tak twardo jak kiedyś.

Rommel odpisał w liście do żony 25 stycznia 1943 roku: „Nie potrafię wyrazić, jak ciężko przeżywam odwrót. Jestem tak przygnębiony, że ledwo mogę wykonywać swoją pracę. Kesselring jest pełen optymizmu. Nie ma pojęcia o prawdziwej wartości moich żołnierzy, zwłaszcza Włochów”.

Styczeń przyniósł zmiany w dowodzeniu. Kesselring został faktycznym głównodowodzącym w Afryce. Rommel dowiedział się, że gdy dotrze do linii Maret, zostanie zwolniony. Jego żołnierze kontynuowali odwrót.

15 lutego 1943 roku tylną strażą 15 Dywizji Pancernej przekroczyli linię Maret. To był koniec pewnej epoki. Afrika Korps, niegdyś postrach Brytyjczyków, stał się cieniem samego siebie. Jak ujął to historyk: „Po styczniu czar prysnął.

Nigdy więcej kompletny Afrika Korps nie stoczy bitwy jako całość pod dowództwem człowieka, który stworzył i zainspirował tę machinę wojenną”. Coś się zepsuło, zarówno w dywizjach, jak i w samym Rommlu. Zepchnięty w szczeblach dowodzenia, pozbawiony wsparcia Hitlera, był człowiekiem niemal złamanym. Ten marsz oznaczał trzy śmierci: śmierć dawnej skuteczności Afrika Korps, śmierć prestiżu Rommla i śmierć sojuszu z Włochami.

Mussolini zastąpił Cavallera nowym szefem sztabu, nastawionym znacznie ostrzej do Niemców. Kesselring narzekał, że stosunki stały się nieznośne, a pełne zaufanie zamieniło się we własne przeciwieństwo. Rommel przeprowadził jeszcze kilka operacji w Tunezji, ale w marcu 1943 roku opuścił Afrykę na zawsze, unikając losu swoich żołnierzy, którzy ginęli lub trafiali do niewoli. Alianci, niczym rekin w wodach Morza Śródziemnego, wyczuli krew płynącą z włoskich ran i z pękniętego sojuszu.

Ale to już temat na zupełnie inną opowieść.