W sierpniu 1942 roku Hitler miał powiedzieć swojemu zaufanemu architektowi, Albertowi Speerowi: „Napoleon chciał podbić świat przez Egipt i Rosję. Osiągnąłby cel, gdyby nie popełnił wielkich błędów. Ja ich uniknę. ” A jednak historia pokazała coś zupełnie innego.

Hitler nie tylko powielił błędy swojego idola, ale stworzył własne, które doprowadziły III Rzeszę do upadku. Kiedy w grudniu 1941 roku zaczęły się sypać niemieckie plany na froncie wschodnim, dyktator nie szukał winy w sobie. Zamiast tego, w zaciszu Berghofu, przechadzał się wzdłuż i wszerz, obwiniając generałów o „te same stare błędy”. Twierdził, że przeciwnik jest osłabiony i źle wyszkolony, ale jednocześnie musiał przyznać, że całkowicie nie docenił radzieckiej potęgi.
To była pierwsza wielka rysa na idealnym obrazie wszechwiedzącego wodza. We wrześniu 1941 roku Goebbels zanotował gniew Hitlera, który szacował liczbę radzieckich czołgów na pięć tysięcy, podczas gdy w rzeczywistości było ich ponad dwadzieścia tysięcy. Hitler był wściekły na siebie, że dał się zwieść raportom wywiadu. W rozmowie z fińskim marszałkiem Mannerheimem opowiadał o gigantycznych fabrykach w Kramatorsku, gdzie pracowały dziesiątki tysięcy robotników, produkując niekończące się zastępy czołgów.
„Gdyby generał zameldował mi, że wróg ma trzydzieści pięć tysięcy czołgów, powiedziałbym mu, że widzi duchy” – przyznał z niedowierzaniem. Jednak zamiast wyciągnąć wnioski, Hitler zaczął tworzyć własną narrację. Twierdził, że wojna z Rosją była nieunikniona, a brak dokładnego rozpoznania mógł być nawet błogosławieństwem, bo inaczej nie zdecydowałby się na atak. To pokazywało charakter człowieka, który potrafił przekształcić własną głupotę w cnotę konieczności.
Kolejnym błędem, który Hitler przyznawał jedynie w gronie najbliższych, było to, że zbyt długo chronił Niemców przed wojną totalną. W jego wizji naród miał cieszyć się wojną, która sama się wygra, nie wymagając wielkich poświęceń. Goebbels wielokrotnie narzekał, że Hitler blokuje jego inicjatywy mające ograniczyć cywilną konsumpcję, bał się bowiem powtórki z 1918 roku, kiedy to głód i zmęczenie wojną doprowadziły do buntu na tyłach. Hitler z pogardą mówił o Rosjanach, że „pożerali się nawzajem z głodu, byle się nie poddać”, jednocześnie żądając od własnych żołnierzy takiej samej fanatycznej wytrzymałości.
Widział w tym sprzeczność, ale nie potrafił jej rozwiązać. W listopadzie 1944 roku, gdy alianckie bomby niszczyły kolejne niemieckie miasta, Hitler mówił: „Te naloty nie są w stanie mnie zdenerwować. Im mniej ludność ma do stracenia, tym fanatyczniej walczy. Właśnie ten, kto wszystko stracił, musi wszystko wygrać.
”
Mimo tych słów, przez całą wojnę nie potrafił podjąć wiążących decyzji o pełnej mobilizacji społeczeństwa. Kiedy w armii zabrakło rąk do pracy, a kobiety w Anglii i Ameryce pracowały w fabrykach, w Niemczech partyjni notable blokowali podobne rozwiązania. Sam Speer dziwił się, że Hitler w połowie 1941 roku mógł mieć armię dwa razy lepiej uzbrojoną, gdyby tylko zdecydował się na radykalne kroki. Trzeci wielki błąd dotyczył polityki kadrowej.
Hitler, który sam rozdawał awanse i stanowiska, w końcu wojny z pogardą wyrażał się o swoich generałach. Keitla i Jodla nazywał „zmęczonymi i zużytymi ojczulkami”, a jedynymi dowódcami godnymi miana wielkich byli według niego Model i Schörner. Co jednak charakterystyczne, nie widział ironii w tym, że to właśnie on obsadzał te stanowiska. Jego słabość do starych towarzyszy broni bywała wręcz fanaberyjna.
Mimo rosnącej nieufności, nigdy nie potrafił wyciągnąć konsekwencji wobec Hermanna Göringa, a sentyment do Mussoliniego determinował wiele strategicznych decyzji. Po zamachu z 20 lipca 1944 roku Hitler gorzko narzekał: „To właśnie te kręgi, które wystąpiły przeciwko mnie, najbardziej zyskały na narodowym socjalizmie. Rozpieszczałem ich i obsypywałem orderami. I takie mam teraz podziękowanie.
”
Z tych rozczarowań zrodził się czwarty błąd – przekonanie, że trzeba było przeprowadzić brutalną czystkę w Wehrmachcie na wzór stalinowskich egzekucji generałów. Hitler z podziwem obserwował, jak Stalin pozbył się Tuchaczewskiego i innych oficerów, którzy mogli stanowić opozycję. „Szkoda, że nie postąpiliśmy podobnie” – mówił Goebbelsowi. „Mielibyśmy dzisiaj o wiele mniej trudności, które sami spowodowaliśmy.
”
Hitler wierzył, że gdyby w odpowiednim momencie rozprawił się z generałami i zastąpił ich fanatycznymi narodowymi socjalistami, wojna mogłaby potoczyć się inaczej. W jego wyobraźni partia miała być motorem wszystkiego, ale rzeczywistość pokazywała co innego. Kiedy w 1944 roku armia potrzebowała osiemdziesięciu tysięcy kobiet do służb pomocniczych, to właśnie partyjni gauleiterzy robili wszystko, by zmniejszyć tę liczbę. Hitler fantazjował o całkowitym upolitycznieniu Wehrmachtu, o nowym korpusie oficerskim rekrutującym się z robotników i chłopów, szkolonym od początku w duchu narodowego socjalizmu.
Ale te plany nigdy nie wyszły poza sferę marzeń. Kiedy Speer zaproponował, by szefem sztabu myśliwców został gauleiter Hanke, Hitler stracił zainteresowanie i sprzeciwił się. „Zrobiłem duży błąd, powierzając Sauckelowi kierownictwo nad rekrutacją siły roboczej” – przyznał w rozmowie telefonicznej. „Gauleiter może wydawać jedynie nieodwołalne decyzje, a tutaj musi stale pertraktować i iść na kompromisy.
”
Ostatecznie cała analiza błędów Hitlera sprowadza się do jednego – jego narcyzm nie pozwalał mu na szczerą autorefleksję. Zamiast przyznać się do porażki, zawsze znajdował winnego: generałów, biurokrację, zdradę otoczenia. W sierpniu 1941 roku potrafił jeszcze być zły na siebie za błędne szacunki dotyczące radzieckich czołgów, ale z czasem ta umiejętność całkowicie zanikła. Pod koniec wojny Heinz Guderian opisał scenę, która doskonale ukazuje ten mechanizm.
Po nieudanym kontrataku pod Kostrzynem Hitler obwiniał generała Bussego o to, że „zużył za mało amunicji”. Guderian udowodnił, że Busse wystrzelał wszystko, co otrzymał. „To powinien pan zadbać o to, aby dostał więcej” – odpowiedział Hitler. Kiedy Guderian wyjaśnił, że oddali Bussemu cały zapas, Hitler podsumował: „W takim razie zawiodły wojska.
”
Każdy z tych błędów miał drugie dno. Hitler, krytykując innych, nieświadomie przyznawał się do własnych porażek. Narzekał, że Niemcy nie są psychicznie przygotowani na trudy wojny, ale to on blokował wprowadzenie ograniczeń konsumpcji. Krytykował generałów, ale to on ich mianował.
Plany reform zawsze rozbijały się o jego własną niekonsekwencję. W grudniu 1944 roku, gdy wojna była już praktycznie przegrana, Hitler przemawiał do swoich najbliższych współpracowników. Mówił o fanatyzmie narodu, o tym, że wobec zagrożenia Niemcy będą walczyć do ostatniego naboju. Ale jego słowa brzmiały pusto, bo naród, który przez lata był chroniony przed konsekwencjami wojny, zaczynał właśnie odczuwać całą jej brutalność.
Alianckie bomby niszczyły miasta, miliony ludzi traciły domy, a Hitler, zamiast szukać rozwiązań, tworzył kolejne narracje o wielkości i przeznaczeniu. Jego logika była porażająca – skoro bombardowania miast powodują, że ludzie tracą wszystko, to tym samym będą walczyć zacieklej. Kiedy wszystko zostanie zniszczone, nie będzie już czego chronić, a jedyną nadzieją będzie zwycięstwo. Guderian, który obserwował ten proces z bliska, widział człowieka coraz bardziej oderwanego od rzeczywistości.
Hitler podczas raportów potrafił tracić panowanie nad sobą z powodu drobnych niepowodzeń, jednocześnie ignorując kolosalne problemy strategiczne. Jego sposób myślenia przypominał grę w szachy, gdzie każdy ruch przeciwnika był interpretowany jako spisek, a własne błędy przypisywano sabotażowi. Speer, który spędził z Hitlerem setki godzin, zauważył, że dyktator nigdy nie potrafił powiedzieć zwykłego „przepraszam” lub „pomyliłem się”. Nawet wtedy, gdy dowody były niezbite, Hitler potrafił przekręcić fakty tak, by wyjść na osobę, która miała rację od samego początku.
Ta cecha, z pozoru zwykła ludzka słabość, w skali państwa prowadziła do fatalnych w skutkach decyzji. Jednym z najbardziej wymownych przykładów była sprawa Stalingradu. Hitler obwiniał generała Paulusa o kapitulację, nie widząc, że to on sam zakazał mu jakiegokolwiek odwrotu. W jego oczach generał, który zdecydował się ratować życie sześćdziesięciu tysięcy żołnierzy, był zdrajcą.
Prawda o otoczeniu w kotle i braku szans na pomoc nigdy nie dotarła do jego świadomości. Tymczasem na zachodzie alianci doskonalili swoje strategie. Podczas gdy Hitler marzył o cudownych broniach, które odwrócą losy wojny, Roosevelt i Churchill zbierali owoce gigantycznego wysiłku całych narodów. Amerykańskie fabryki produkowały więcej samolotów w miesiąc, niż Niemcy w ciągu roku, a radzieckie fabryki, przeniesione za Ural, wykuwały tysiące czołgów każdego miesiąca.
Hitler nie mógł tego pojąć, bo jego umysł pracował w kategoriach ideologii, a nie ekonomii. Wierzył, że wola i determinacja zwyciężą wszystko, ale to nie zastąpiło braku stali, paliwa i ludzi. Jego strategowie tłumaczyli mu, że produkcja nie nadąża za potrzebami frontu, ale on słuchał tylko tych, którzy potwierdzali jego nadzieje. Z czasem ten narcyzm przerodził się w coś na kształt oblężonej twierdzy.
Hitler otoczył się ludźmi, którzy nie mieli odwagi mu przeczyć, a prawda o sytuacji na frontach dochodziła do niego tylko w okrojonej wersji.


