Po objęciu władzy Hitler wciągnął cały kraj w machinę terroru, a jednym z ludzi, którzy wcielali jego zbrodnicze wizje w życie, był Herbert Böttcher. Zanim włożył mundur SS, był prawnikiem, człowiekiem, który ukończył prestiżowe uniwersytety i mógł wybrać zupełnie inną drogę. Zamiast tego wybrał nienawiść i karierę zbudowaną na krwi. Gdy w 1942 roku objął stanowisko dowódcy SS i policji w okręgu radomskim, w Generalnym Gubernatorstwie, los tysięcy ludzi znalazł się w jego rękach.

Miasto Radom było już wtedy pod niemiecką okupacją i trwały tam prześladowania ludności żydowskiej. Rabunki i pobicia stały się codziennością, ale to dopiero początek. Hans Frank, generalny gubernator, podczas wizyty w Radomiu wyraził to wprost: „Bądźcie surowi wobec Żydów. Im więcej ich zginie, tym lepiej.
Będziemy ich prześladować wszędzie, gdzie tylko się da. ”
Te słowa były rozkazem, a Böttcher go wykonał. Gdy w Radomiu utworzono dwa getta, szybko wypełniły się one po brzegi tysiącami ludzi. Nędza, głód i choroby były ich codziennością.
Getta zamknięto, a wszelka ucieczka miała spotkać się z bezwzględną odpowiedzią. Böttcher wydał rozkaz, by za ukrywanie Żydów mordować wszystkich mieszkańców domu, włącznie z dziećmi, a budynek palić. Ten terror miał zniszczyć ludzką solidarność i sprawić, że nikt nie odważy się pomóc. Wkrótce naziści wprowadzili w życie plan zagłady Żydów z całego Generalnego Gubernatorstwa.
W Radomiu to właśnie Böttcher osobiście nadzorował likwidację gett. Pierwszy etap nastąpił w sierpniu 1942 roku. Podczas wywozu z mniejszego getta w dzielnicy Glinice, gdy zabrakło ludzi do zapełnienia pociągów, Böttcher nakazał zagonić dodatkowe dwa tysiące Żydów z dużego getta. Tego dnia pociąg odszedł z Radomia do Treblinki, wioząc około dziesięciu tysięcy osób.
Nie przeżył nikt. Kilka dni później, nocą, rozpoczął się drugi etap. Żołnierze otoczyli getto, a wokół niego rozbłysły reflektory. Eskadry SS zaczęły szturmować domy, wywlekać mieszkańców z łóżek bez chwili na spakowanie.
Panował chaos, słychać było krzyki i strzały. Na rynku starego miasta przeprowadzano selekcje. Rozdzielano rodziny, a ludzi zagano do podstawionych na bocznicy wagonów. Tych, którzy tego nie przeżyli, grzebano w zbiorowych mogiłach.
W pobliskim ogrodzie rozstrzelano mieszkańców domu opieki, a w szpitalu zabito chorych. Nikt nie miał prawa liczyć na litość. W jednym z budynków ukryto dzieci, mając nadzieję, że uda im się ocalić. Gdy esesmani odnaleźli kryjówkę, otworzyli ogień, a następnie wrzucili do środka granaty.
Niektóre dzieci spłonęły żywcem. Podczas likwidacji getta zginął też rabin Radomia. Został zastrzelony, gdy próbował interweniować, widząc, jak niemiecki żołnierz znęca się nad dzieckiem. Jego obrona była bezskuteczna.
Świadkiem tamtych nocy był Alfred Lipson, który został zatrudniony do pracy przy produkcji mebli poza gettem. Jego relacja oddaje koszmar, jaki rozegrał się za murami. Słyszał strzały, krzyki i płacz dzieci. „Podczas słuchania tego przez wiele godzin straciliśmy wszelką nadzieję i po prostu patrzyliśmy na siebie w milczeniu.
”
O świcie getto było puste. Pozostał tylko blok budynków przy jednej z ulic, gdzie zgromadzono około czterech tysięcy Żydów, których oszczędzono tylko dlatego, że wciąż byli potrzebni do pracy. Jako pierwsze zadanie kazano im grzebać ciała rozstrzelanych, a później uprzątnąć teren getta i zebrać wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Herbert Böttcher nie skończył na Radomiu.
W latach 1942–1944 nadzorował deportację ponad trzystu tysięcy Żydów do obozu zagłady w Treblince. Dowodził również brutalnymi akcjami przeciwko partyzantom, a jego ludzie wymordowali mieszkańców wsi Michniów w odwecie za pomoc polskiemu ruchowi oporu. W 1944 roku został awansowany na generała policji, ale wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej i wyzwoleniem Radomia w styczniu 1945 roku jego władza skończyła się na zawsze. Po wojnie został schwytany przez Brytyjczyków, a w 1947 roku przekazany Polsce.
Stanął przed sądem w Radomiu i został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano przez powieszenie 12 czerwca 1950 roku. Herbert Böttcher miał wtedy 43 lata.
Człowiek, który z zimną krwią posyłał tysiące ludzi na śmierć, sam poniósł w końcu najwyższą karę, którą wymierzali jego własne ofiary.


