Maksymilian powiedział: „Minęło. ” I faktycznie minęło. Przez dwa lata po tym, jak to powiedział, myślał o tym, co zrobił i dlaczego. Weronika nie oskarżała go wprost, tylko zadała pytanie, które okazało się ważniejsze niż wszystko inne.

Maksymilian patrzył przez okno. „Bo się bałem. ” Weronika zapytała, czego się bał. „Wystarczam” – odpowiedział.
Maksymilian wiedział, że Weronika pisze i czyta, i zawsze wiedziała, czego chce. On prowadził firmę i wracał zmęczony, nie mając jej nic do powiedzenia o tym, co czytała. Weronika popatrzyła na niego. „I dlatego znalazłeś kogoś innego.
” Potwierdził. Myślał wtedy, że z kimś innym będzie łatwiej. Przez osiem miesięcy było inaczej. Ale nie lepiej.
„Mówisz mi to po trzech latach” – powiedziała Weronika. Maksymilian potwierdził. Siedziała z kawą w dłoni. Powiedziała mu, że przez te trzy lata zaczęła wykładać, napisała książkę, a w tym roku zaczyna drugą.
„Wiem” – odpowiedział. Dowiedział się od Ryszarda, który słyszał od Marii z HR. Maria z HR zna wszystkich. Weronika uśmiechnęła się ledwo zauważalnie.
„Zna” – potwierdziła. Weronika wyznała, że jest teraz w miejscu, w którym dobrze jej i nie szuka nikogo. Maksymilian wiedział, że nie szuka. I zapewnił, że nie przyszedł mówić, że szuka.
Przyszedł, bo przeczytał rozdział szósty. Bo przeproszenie w alejce w piątek było właściwe, ale za krótkie. Chciał powiedzieć, że wie, co stracił, że to był jego błąd, i że Weronika jest dobrze bez tego błędu. „To jest bardzo konkretne zdanie” – zauważyła.
„Uczysz konkretności” – odpowiedział. „Uczę literatury. I konkretności przez literaturę. ”
Weronika spojrzała na zegarek.
Zostały cztery minuty. Maksymilian zapytał, czy w czwartek kawiarnia przy Akademickiej jest otwarta. Jest otwarta cały tydzień. Czy ma konsultacje przed dwunastą?
W czwartek ma wykład do jedenastej. A po wykładzie ma obiad. Sama. Popatrzyła przez okno.
„Trzy lata i pięć słów i osiem miesięcy z kimś innym. Wiem, co to jest” – powiedział Maksymilian. Weronika nie wiedziała, czy chce wrócić do czegoś, co skończyło się w tak konkretny sposób. Maksymilian nie proponował powrotu.
Proponował obiad w czwartek. Nie powrót. Obiad. Cisza na chwilę.
„Czwartek o 12:00″ – powiedziała. Potwierdził. „To jest obiad. Nie więcej na razie.
Rozumiem. To wystarczy. ”
Czwartek stał się obiadem. A obiad rozmową nie o tym, co było, ale o tym, co jest.
O książce, którą Weronika zaczyna pisać. O firmie, którą Maksymilian uczył się prowadzić inaczej. O mieście, które przez trzy lata zmieniło się w kilku miejscach, a w wielu nie zmieniło wcale. Po obiedzie Weronika wróciła na wykład, a Maksymilian do biura.
Przy wyjściu zapytała go, co myślał, czytając rozdział ósmy. Zastanowił się przez chwilę. Powiedział, że milczenie jest też formą obecności. Że ktoś, kto milczy razem z tobą, jest przy tobie bardziej niż ktoś, kto mówi za dużo.
„Dobrze przeczytałeś” – powiedziała i poszła. W piątek Maksymilian napisał do Weroniki, czy jest kawiarnia przy Złotej, którą lubi. Odpisała: „Jest przy fontannie. Dobra szarlotka.
” Sobota o 11:00. Odpowiedź: „11:00 WN. ” I przez kolejne tygodnie były soboty przy kawiarni, wtorki, kiedy Weronika miała wolne popołudnie, i czwartki po wykładach. Rozmowy o literaturze, o firmie, o tym, że miasto ma za mało dobrych księgarni jak na takie miasto.
I o pięciu słowach – raz, konkretnie przy kawie w sobotę. Weronika powiedziała: „Muszę ci powiedzieć coś. Przez te trzy lata bolało i potem przestało boleć, i potem było dobrze. A teraz jest inaczej.
Lepiej. ” Maksymilian patrzył na kawę. Przyznał, że nie powie, że nie zrobi błędu. Może zrobić inny.
„Ale pięciu słów nie powtórzę, bo wiem, co kosztują. ” Weronika patrzyła przez okno. „Wiem, że wiesz. ”
Weronika zaprosiła go na otwarcie wystawy w muzeum o współczesnej literaturze polskiej.
Jest na liście gości i są dwa miejsca. Jeśli chce. Maksymilian chciał. Będzie dużo ludzi, którzy znają ją z wydziału.
Będą pytać, kim on jest. Co powie? Popatrzyła przez okno. „Powiem, że jesteś kimś, kto dobrze przeczytał rozdział szósty.
” I potem? „Zobaczymy” – odpowiedziała. W kawiarni przy fontannie było to, co jest, kiedy coś zaczyna się drugi raz. Nie tak samo jak za pierwszym.
Ostrożniej. Z wiedzą, którą ma się, kiedy coś się straciło i kiedy minęły trzy lata, i kiedy alejka w księgarni jest miejscem spotkania, którego się nie planuje. Pół roku później Weronika pisała drugą książkę przy biurku w mieszkaniu przy ulicy Kasztanowej. Maksymilian siedział na kanapie z kawą i raportem, którego nie czytał.
Patrzył na nią. Odwróciła się. „Co? ” „Nic.
Patrzę. ” „Na mnie czy na raport? ” „Na ciebie. ” Zapytał o tytuł drugiej książki.
Jeszcze nie ma tytułu. O czym jest? „O powrotach. O tym, że narracje wracają do tych samych miejsc i że powrót nie jest powtórzeniem.
Jest innym sposobem przejścia przez to samo. ” Maksymilian patrzył na nią. „Niektóre powroty są lepsze niż pierwsze przejście, bo wie się więcej. To jest teza.
” „To jest rozdział pierwszy. ” Zapytał, co jest na końcu. Weronika patrzyła przez okno. „Nie wiem jeszcze.
Piszę. Jak skończyć jak każdą dobrą narrację? Tak żeby czytelnik wiedział, że jest dobrze, bez mówienia, że jest dobrze. ” Maksymilian powiedział: „Tak jest dobrze.
” Weronika popatrzyła na niego. „Wiem, że jest dobrze. ” I wróciła do pisania. Maksymilian patrzył na biurko, na okno, przez które widać było miasto, i myślał, że trzy lata temu powiedział pięć słów przy stole w restauracji, i że te słowa kosztowały, i że koszt był właściwy.
Nie dlatego, że strata była właściwa, ale dlatego, że cena sprawiła, że wiedział. I że warto było przeczytać rozdział szósty. Tak potoczyła się historia Maksymiliana i Weroniki i pięciu słów, które kosztowały trzy lata. Maksymilian nauczył się, że prostota zdania nie znaczy, że jest mniejsze, że milczenie jest wyborem i że warto przeczytać rozdział szósty.
Weronika nauczyła się albo napisała, żeby wiedzieć, że powrót nie jest powtórzeniem i że niektóre powroty są lepsze niż pierwsze przejście, bo wie się więcej. Ryszard wiedział od początku, że Maksymilian popełnił błąd. Maria z HR wie wszystko o wszystkich. To jest stan rzeczy w każdej firmie.
Druga część kryminału bez pierwszej jest problemem logistycznym, ale prowadzi do właściwego stoiska. Czasem trzy lata to dokładnie tyle, ile trzeba, żeby stać w alejce przy literaturze pięknej i wiedzieć, co powiedzieć.


