W zamkniętym kabriolecie unoszący się kurz łączył się z ciężkim, słodkim zapachem perfum i czegoś jeszcze — czegoś, co Marek rozpoznawał już bezbędnie. Klaudia odchyliła głowę na zagłówku, jedną ręką muskając swój brzuch, a drugą trzymając komórkę. „Słoneczko, weźmiesz jutro wolne? Tak… wiem, że mówiłeś, że masz ważny klient.

Ale ja chcę, żebyś pojechał ze mną do salonu, dobra? ” Marek ścisnął kierownicę, czując na języku smak wymówki, którą już wielokrotnie używał. Minął ich samochód z wózkiem rowerowym, a on automatycznie zwolnił, odprowadzając go wzrokiem — to był ich rytuał z dziewczynkami, kiedy były małe. „Zosia i Hania dzwoniły” — rzucił, starając się, by zabrzmiało to obojętnie.
Nacisnął przycisk na ekranie i puścił wiadomość z automatu. „Tato, jesteś tam? Chciałyśmy ci coś pokazać. ” Głos Zosi, starszej, brzmiał inaczej niż kiedyś.
Marek włączył kierunkowskaz i zjechał na pobocze, zanim Klaudia zdążyła cokolwiek powiedzieć. Poczuł, że nieuchronnie zbliża się do momentu, przed którym uciekał przez całe miesiące. Klaudia wyprostowała się, a jej głos stał się ostry. „Słuchaj, nie wiem, o co ci chodzi, ale ta rozmowa i tak nic nie zmieni.
Wracamy do domu. ” „Do czyjego domu? ” — zapytał Marek, patrząc jej prosto w oczy. Zauważył, jak unika jego wzroku, i wtedy zrozumiał, że ta chwila już wielokrotnie się powtarzała, tylko on zawsze wolał udawać, że nic nie widzi.
Spojrzał na swój telefon i zobaczył, że Zosia właśnie wysłała mu wiadomość: „Przyjdź sam. Mama powiedziała, że możemy ci pokazać domek na drzewie, który tata zbudował,” — a wiadomość urwała się w połowie zdania. Poczuł, jak serce przyspiesza, a przeszłość wraca do niego z całą mocą. Wysiadł z samochodu, a zimne, wieczorne powietrze uderzyło go w twarz.
Zatrzasnął drzwi, słysząc za sobą krzyk Klaudii, ale jego stopy już prowadziły go w stronę starej dzielnicy. Musiał zobaczyć dziewczynki. Musiał wyjaśnić im coś, czego sam nie potrafił jeszcze zrozumieć. W restauracji było duszno.
Marek siedział naprzeciwko Klaudii, słuchając jej opowieści o nowym wystroju ich mieszkania, a jego myśli krążyły wokół jednego zdania, które usłyszał od Zosi przez telefon: „Mama powiedziała, że nie jesteś już naszym tatą. ” Próbował zignorować te słowa, skupić się na czymkolwiek, ale kieliszek szampana w jego dłoni był tylko pretekstem, by mieć coś do trzymania. Nagle drzwi restauracji otworzyły się, wpuszczając podmuch zimnego powietrza. Weszła wysoka kobieta w eleganckim płaszczu, która rozejrzała się po sali, a jej wzrok zatrzymał się na Marku.
Poczuł znajomy chłód, który nie miał nic wspólnego z pogodą — to był chłód, który znał z domu, z czasów, gdy Monika patrzyła na niego bez słowa. Kobieta podeszła do stolika obok, ale zanim zdążyła usiąść, usłyszał jej głos skierowany do Klaudii: „A więc to ty jesteś tą kobietą, która ukradła ojca moim wnuczkom. ”
Klaudia zamarła, a Marek poczuł, jakby ziemia usunęła mu się spod nóg. Przez ułamek sekundy światło w restauracji wydawało się przygasać, a cały szum rozmów ucichł.
„Przepraszam, nie przedstawiłam się” — kontynuowała kobieta, patrząc na Marka z wymownym spojrzeniem. „Jestem matką Moniki. Dziadkową Zosi i Hani. ” „Proszę pani, to chyba jakaś pomyłka…” — zaczął Marek, ale kobieta uśmiechnęła się lodowato, a on urwał w pół zdania, bo zdał sobie sprawę, że to nie był przypadek.
Kobieta postawiła na stole zdjęcie. Przedstawiało Zosię i Hanię w domku na drzewie, uśmiechnięte, z bukietami polnych kwiatów. „To one mi to dały. Powiedziały, żebym przekazała to tacie, gdy go znajdę.
” Marek poczuł, jak szklanka wyślizguje mu się z dłoni, ale zdążył ją złapać. „Dziewczynki czekają na ciebie przy starym domku. Chcą ci coś powiedzieć. Chyba że wolisz zostać tutaj z nią.
” Wskazała na Klaudię, która wyglądała, jakby zaraz miała wybuchnąć. Kiedy Marek wreszcie dotarł do parku, domek na drzewie stał tam, gdzie zawsze. Wspinając się po drabinie, czuł, jak drewno trzeszczy mu pod stopami. Na górze znalazł tylko jeden liść klonu z narysowanym sercem — sygnał, który Zosia zawsze zostawiała, gdy chciała z nim porozmawiać.
„Mama mówi, że masz nowe dziecko. To prawda? ” — zapytała Hania, wyłaniając się z cienia. Marek nie odpowiedział, bo nie wiedział, jak powiedzieć jej prawdę, nie raniąc jej jeszcze bardziej.
„Zosia mi powiedziała, że nie powinna cię już kochać” — dodała cicho, patrząc na niego z powagą, która łamała mu serce.


