Deszcz padał cicho, jakby samo niebo chciało uszanować ciszę tego miejsca. Cmentarz rozciągał się przed Olą jak labirynt wspomnień, a ona szła powoli, ostrożnie, niosąc białe chryzantemy – zawsze te same, bo Paweł takie lubił. Stanęła przed nagrobkiem, który znała lepiej niż własne odbicie w lustrze. Dwa lata od pogrzebu, a pustka wciąż była świeża, tylko nauczyła się ją udawać.

– Cześć – szepnęła, a słowa rozpłynęły się w wilgotnym powietrzu. Uklękła, poprawiła znicz, patrzyła w kamień jakby mogła z niego wyczytać odpowiedzi. Wtedy usłyszała kroki. Ciężkie, obce, niepasujące do tej ciszy.
Odwróciła się i zobaczyła mężczyznę, którego nie znała. Był zbyt elegancki, zbyt uporządkowany, jakby wyciągnięty z innego świata – świata, w którym wszystko miało sens. Przez ułamek sekundy nie mówił nic. Przyglądał się jej, a potem rzucił jedno zdanie, które sprawiło, że ziemia zadrżała jej pod stopami.
– Nie jesteś tu jedyną osobą, która znała Pawła. Ola wstała, czując, jak wszystko, co do tej pory wydawało się oczywiste, zaczyna się sypać. – Kim pan jest? – zapytała.
– Michał. Byłem jego znajomym. – Przeniósł wzrok na nagrobek. – Tylko to nie do końca taka znajomość, jaką pani myśli.
W jego kieszeni coś zaszumiało – koperta. Wyciągnął ją, ale nie podał. Ola nie wiedziała jeszcze, że to był początek końca jej spokoju. Kilka dni później, w jej mieszkaniu przy oknie wychodzącym na Warszawę, Michał przeszukiwał szuflady i półki, jakby miał prawo do każdego skrawka jej życia.
Patrzyła na niego z napięciem, czując, że traci grunt, że wszystko, co znała, wymyka jej się z rąk. – Po co pan to robi? – zapytała, ale on tylko odkładał kolejne rzeczy. Nagle znieruchomiał.
Wyciągnął z jednej szuflady mały, czarny notes. Niepozorny, ale w jego spojrzeniu coś się zmieniło – zobaczyła w nim coś, czego nie umiała nazwać. Położył go na stole i otworzył. Strony były zapisane drobnym, starannym pismem.
Jej pismem. Albo raczej – pismem, które znała tylko z jednego miejsca. – Katarzyna – powiedział cicho. Ola poczuła, że nie może oddychać.
– Skąd pan to ma? – Znalazłem go ukrytego. U siebie. Za obrazem w biurze.
Zamknęła oczy, ale przed oczami stanęło jedno zdjęcie – to, które widziała tydzień po śmierci Pawła. Ona i on na spacerze. Ona się śmiała, a on wyglądał tak, jakby widział coś, czego ona nie widziała. I ta myśl, która od tamtej pory nie dawała jej spać: kim była ta kobieta, z którą Paweł rozmawiał na tamtym nagrobku?
– Katarzyna to nie jest imię, które zna pani z jego rodziny – powiedział Michał, jakby czytał jej myśli. – Nie. – Paweł miał plan. I nie był to plan na przyszłość, który miał nadzieję spełnić z panią.
Ola wskazała na notes. – Co tam jest? Michał przewrócił kilka stron. – Daty.
Kwoty. Nazwiska. I jedno nazwisko powtarzające się częściej niż pozostałe: jej. Siedzieli w ciszy, a deszcz na szybie uderzał miarowo, jakby odliczał czas.
Ola wzięła notes do ręki i zobaczyła list. Zwięzły, ale przejmujący: „Jeśli to czytasz, to znaczy, że coś się stało. Nie wierz we wszystko, co mówią. To nie był wypadek.
Musisz wiedzieć, co naprawdę się wtedy wydarzyło. ”
Pod spodem było tylko jedno zdanie. Ktoś wymienił nazwisko człowieka, który nazywał się przyjacielem Pawła. Człowieka, który stał teraz w jej salonie.
– Pan go znał? – zapytała, a głos jej zadrżał. – Znałem go lepiej niż ktokolwiek – powiedział Michał. – Ale nie tak, jak pani myśli.
Ola odwróciła się do okna, a za nią w szybie odbijała się sylwetka mężczyzny, któremu zaczęła nie ufać, ale nie miała już wyjścia. W końcu powiedziała cicho, niemal do siebie: – Musimy zobaczyć, gdzie był tej nocy. Michał pokręcił głową. – Już to zrobiłem.
Byłem tam. I znalazłem to, czego szukałem. Sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyjął coś, co sprawiło, że Ola poczuła dreszcz, chociaż w pokoju było ciepło. Stare, pomięte zdjęcie.
Na nim Paweł stał obok kobiety o jasnych włosach, trzymali się za ręce, a na odwrocie było tylko jedno imię: Katarzyna. – To nie jest to, co myślisz – rzekł Michał. – A co myślę? – Myślisz, że to była jego kochanka.
– Schował zdjęcie. – Ale Katarzyna to nie byle kto. To moja siostra. Zaginęła cztery lata temu.
Paweł był ostatnią osobą, która ją widziała. Ola poczuła, że musi usiąść, zanim nogi się pod nią ugną. – Cztery lata temu… To był rok przed tym, zanim poznał mnie. – Tak.
– I pan myśli, że on…? Michał milczał przez długą chwilę. W końcu powiedział: – Ja nie wiem, co myślę. Ale w tym notesie jest zapisany adres.
Miejsce, o którym mówiła przed zniknięciem. Nigdy tam nie pojechałem. Bałem się tego, co mogę znaleźć. Ola spojrzała na notes, potem na zdjęcie, potem na mężczyznę, który właśnie wywrócił jej świat do góry nogami.
– A dlaczego teraz mi pan to mówi? – Bo ktoś musi to zrobić. I nie chcę, żebyś skończyła tak jak ona. Te słowa zawisły w powietrzu, ciężkie i ciemne.
Deszcz przestał padać, a Ola wstała powoli, czując, że coś w niej pękło i jednocześnie odrosło. – To co teraz? – Teraz pojedziemy tam. Razem.
Patrzyła na niego przez długą chwilę, a potem skinęła głową. – Jutro rano. Ale zanim zdążył odpowiedzieć, zadzwonił telefon. Stary numer, który znała od zawsze.
Numer Pawła. Na ekranie wyświetlił się napis, od którego zastygła: „GŁOS”. Michał spojrzał na nią pytająco, a ona podniosła telefon. Po drugiej stronie usłyszała coś, czego nie słyszał od dwóch lat.
Głos, który znała lepiej niż własny. – Ola – powiedział mężczyzna po drugiej stronie. – To ja. Nie jestem martwy.
I jestem w tarapatach. Nie ufaj mu. Ola zrobiła krok do tyłu, a w jej oczach pojawiło się coś, czego nie czuła od dawna – strach i nadzieja naraz.
Spojrzała na Michała, który patrzył na nią ze zmarszczonym czołem, i zadawała sobie tylko jedno pytanie: komu z nich może jeszcze wierzyć?


