Marek wypluł gumę do papierowego kubka i odwrócił się do mnie. „Nie dadzą nam ich dowieźć do komendy. ” Wydawało mi się, że system działa, że wystarczy pociągnąć za odpowiednie sznurki, a prawo zatriumfuje. Nie wiedziałem, że system już dawno należał do tych, na których polowałem.

Zuzanna kończyła wtedy 20 lat. Te same jasne włosy i zwyczaj mrużenia oczu, kiedy się spierała. Będę ją przeklinał do końca życia. Antyterroryści z biura do zwalczania przestępczości zorganizowanej.
Transport do zakładu karnego w Rawiczu był długi. Grudniowe mrozy przejmowały do kości. Wrzucono mnie do czteroosobowej celi. Jeden z osadzonych palił skręta, wstrząsając popiół do plastikowego kubka.
Siedział tu już 20 lat za zabójstwo. Przydzielono mnie do strefy produkcyjnej. Oddychałem, liczyłem do 10 i szedłem dalej. System, który zniszczył moje życie, dosięgnął tego chłopaka.
Stary spał odwrócony do ściany. Moje dłonie same zacisnęły się w pięści. Byłem pustym miejscem, Tomaszem Frajerem, który zaraz pójdzie harować na więzienny system. Weszliśmy do hali.
Zmieniłem się w automat powtarzający te same ruchy, ale cała moja uwaga była przykuta do dalekiego kąta. Informacja dotrze do przełożonych. Marek wrzasnął do radia. Macieja zamknięto w podręcznym pomieszczeniu do końca zmiany.
Nabrałem wody do wiadra i powlokłem się z powrotem do celi. Siedzę tu 20 lat. Kruk to system. System, na którym stał kruk, był brudny, przekupny, okrutny, za to przewidywalny.
Przy śniadaniu powietrze było naelektryzowane do granic. Upadek był obliczony co do milimetra. Podszedłem do kratki wentylacyjnej w dalszym kącie. Wyjąłem z rękawa zapalniczkę Szymańskiego i wsunąłem ją na samo dno woreczka pod notes.
„No i co, studencie? ” Mężczyzna szarpnął się do tyłu. Zapas szczęścia się wyczerpał, a teraz system uderzy w odpowiedzi. Więzienna poczta pantoflowa głosiła: w celi numer osiem doszło do brutalnej bójki.
Jeśli problemu nie da się rozwiązać rękami kryminalistów, system rozwiązuje go po swojemu. Ale do bezpiecznej celi student nie dojdzie. Przeniesienie do izolatki. Podszedłem do kraty drzwi i spojrzałem w wąską szczelinę.
Zmusiłem się do równego oddechu. System działał bezbłędnie. Skoro system zamierza zabić studenta w ciszy, to znaczy, że muszę pozbawić go tej ciszy, wywołać chaos takiej skali, by Szymański nie mógł zrobić ani kroku bez setek świadków. Mój wzrok był przykuty do umywalki.
20 kilogramów wyszczerbionej po brzegach ceramiki znalazło się w moich rękach. „Tomasz, do cholery? ” Na bezpośrednie trafienie 20 kilogramów ceramiki już nie przeżyje. Główny kabel zasilający doprowadzający prąd do oświetlenia piętra i elektronicznych zamków śluz biegł dokładnie 20 centymetrów nad górną krawędzią moich drzwi.
„Trzymaj go, do cholery! ” „Wszyscy do śluzy! ”
Zapach dymu przeniknął do cel. Gęsty dym ścielił się po podłodze, a na drugim końcu korytarza w celi numer 20 działo się to, dlaczego wszystko zaplanowałem.
Podszedłem do okna. „Słuchaj mnie uważnie” – powiedziałem do niego z góry. Jego władza, która latami opierała się na strachu, rozsypała się w 20 minut. Dwaj funkcjonariusze podeszli do moich drzwi.
„Tego do izby chorych, potem do izolatki. ” Oficer podszedł do wybitego okiemka mojej celi, poświecił latarką do środka. „Zamknąć go do rana. ”
Tętno powoli wracało do normy.
System nie znosi zakłóceń. Jutro wrzucą mnie do karceru. Dali mi to jasno do zrozumienia. System nie zmieniał metod.
„Twarzą do ściany, ręce na kark. ” Prowadzono mnie nie do bloku ani do izby chorych. System się zawali. Inspektor powoli zamknął notes, schował go do wewnętrznej kieszeni i wstał.
System, który latami mielił ludzi, na tym chłopaku po raz pierwszy się zaciął. Przypominam sobie, jak system próbował zmienić mnie w pył, ale pyłu nie da się złamać. Wróciłem do domu.


