„Chciałabym, żeby ktoś wreszcie wybrał mnie” – powiedziała pokojówka, opierając się o kuchenny blat, pewna, że jest w rezydencji sama. Nie wiedziała, że milioner stoi kilka metrów dalej, za lekko uchylonymi drzwiami i słyszy każde słowo. Jej przyjaciółka odpowiedziała cicho: „Ktoś kiedyś cię wybierze”. Młoda kobieta pokręciła głową.

„Nie dlatego, że czegoś ode mnie potrzebuje. Nie dlatego, że umiem posprzątać albo ugotować. Chciałabym, żeby ktoś spojrzał na mnie i pomyślał: właśnie jej chcę w swoim życiu”. Emilia pracowała u Adriana, właściciela domu i sieci hoteli, od pół roku.
On prawie jej nie zauważał – traktował ją jak część wyposażenia. Nie miała mu tego za złe. Nie miała do niego pretensji, dopóki nie dostał oferty pracy w Norwegii. Wtedy usłyszała, jak mówi do telefonu: „Nie.
Mama dzwoni tylko wtedy, kiedy trzeba ją zawieźć do lekarza”. Zrozumiała, że Adrian lubił ją tylko wtedy, gdy pasowała do jego planu. Następnego ranka weszła do jadalni o 7:15, jak zwykle. On jednak spojrzał na nią inaczej niż kiedykolwiek wcześniej.
Zaczynał dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie widział. Zauważył, że zawsze zostawia ostatnie ciastko innym. Kiedy ogrodnik pan Stanisław źle się poczuł, osobiście odwiozła go do przychodni. Znała imiona dzieci niemal wszystkich pracowników.
Czasem podczas przerwy siedziała sama, ale nie wyglądała na samotną – wyglądała na pogodzoną. Zapytał ją wtedy wprost: „Dlaczego nigdy nie aplikowała pani do jednego z moich hoteli? ”. Emilia spojrzała na niego zdziwiona.
Nie odpowiedziała od razu. Tydzień później Adrian zaprosił do domu menedżerów nowego hotelu. Dyskutowali o tym, jak gość może przejść od wejścia do pokoju bez kontaktu z pracownikiem. Emilia, podając kawę, usłyszała ich rozmowę.
Kiedy wracał do kuchni, zatrzymała się i powiedziała cicho, że powinna istnieć możliwość wejścia do miejsca, gdzie ktoś na gościa czeka. Nie zaproponowała tego głośno przy wszystkich. Zrobiła to później, w cztery oczy, kiedy przeczytała wiadomość od Adriana i poszła prosto do jego gabinetu. Powiedział jej wtedy: „Nie dostała pani tej pracy ode mnie.
Ale otworzyłem pani drzwi, do których sama pani nie zapukała, bo pracuje pani dla mnie jako pokojówka. Poza tym kończy pani kurs”. Emilia zaproponowała dwa rozwiązania organizacyjne, które natychmiast wpisano do projektu hotelu. Adrian zaczął się zastanawiać, czy świat, w którym żyje, nie jest dla niej za trudny.
Powiedział jej kiedyś: „Nie zabieraj jej od razu do swojego świata”. Pierwszy raz powiedział do niej na ty. Zaproponował jej pracę w swoim hotelu. Ale nie u niego – w hotelu.
Powiedział: „Dostaniesz ją i nie chcę, żebyś do mnie dzwoniła”. Kiedy przyjeżdżał do hotelu, rozmawiał z nią wyłącznie służbowo. Trzy dni później wrócił wieczorem do domu. Wszedł do kuchni i zatrzymał się.
Zaprosił ją do małego włoskiego lokalu na Żoliborzu. Przy kolacji podeszła do nich dziennikarka, ale Adrian nie pozwolił, żeby cokolwiek zakłóciło ten wieczór. Kiedy wracali, Emilia zapytała, czy może chociaż pomóc mu wybrać ekspres do kawy. Adrian odpowiedział: „Nie potrzebuję cię do prowadzenia firmy”.
A potem dodał cicho: „Nie chcę też, żebyś potrzebowała mnie do czegokolwiek”. I wtedy, zawsze wieczorem, gdy ostatni goście szli do swoich pokoi, siadali razem na schodach przed wejściem. Nie rozmawiali o pracy. Rozmawiali o wszystkim innym.
Pewnego wieczoru podszedł do niej i powiedział coś, co zmieniło wszystko między nimi.


