Łukasz zawsze traktował miłość jak transakcję. Przez pięć lat Marta harowała na dwóch etatach, oddawała mu każdą złotówkę, żeby tylko skończył studia i wszedł do korporacyjnego świata. Gdy w końcu stanął na nogi, uznał, że jest mu niepotrzebna. Pewnego wieczoru położył na stole złoty pierścionek i powiedział: „Mierzę wyżej, a ty nie pasujesz do mojego nowego życia”.

Marta nie zapłakała. Spakowała dwie walizki i wyszła bez słowa, zostawiając go samego. Łukasz nie czekał długo. Kilka tygodni później zaręczył się z Konstancją, córką wpływowej rodziny, która miała mu otworzyć drzwi do świata wielkich pieniędzy.
Wesele miało być huczne, na miarę jego ambicji. W dniu ślubu wsiadł do limuzyny i pojechał do monumentalnej świątyni, pewny siebie, gotowy na nowy rozdział. Wszedł do środka i stanął jak wryty. Kościół był pusty.
Zamiast morza gości, na środku nawy stała tylko Marta. Spojrzała na niego chłodno i powiedziała cicho, ale jej słowa rozniosły się echem: „Myślałeś, że ci wybaczę? ”.


