Tego wieczoru miałem już dość. Dość bazaru, dość długów, dość Kafara i jego wiecznych pogróżek. Ale to nie on złamał mnie w końcu – to dokument, który znalazłem w archiwum, dokument, który w ogóle…

Tego wieczoru miałem już dość. Dość bazaru, dość długów, dość Kafara i jego wiecznych pogróżek. Ale to nie on złamał mnie w końcu – to dokument, który znalazłem w archiwum, dokument, który w ogóle...

Rok temu wyciągałem ludzi z ognia, tam gdzie nie wszyscy wracają. Dziś stałem w tej samej skórze, ale w innym świecie – świecie bazaru, kaset i brudnych interesów, gdzie zamiast hełmu miałem klucz do felg, a zamiast rozkazu – długi do spłacenia. Zaczęło się od tego, że Kafar podjechał swoim polonezem wprost do niej, a ja wiedziałem, że to nie jest zwykła przejażdżka. Zimne powietrze wdarło się do środka, gdy otworzyłem drzwi, a pod fotelem wyczułem ciężki klucz do felg.

Thumbnail

Alek, ten chłopak na posyłki, którego Kafar bił przy każdej okazji, rozpłakał się do krótkofalówki, gdy zeskoczyłem do rowu i wsunąłem się aż do kliknięcia. – Wieziesz go do doktora Kowalskiego w Zabrzu – powiedziałem, podchodząc do tira. Puls dawno wrócił do normy, ale to dopiero początek. Ksiądz pochylił się do samego uchafara i powiedział coś, co zmroziło mi krew.

Ktoś przekazuje informacje konkurencji, żeby oczyścić sobie drogę do władzy. I ten ktoś ma dostęp do dokumentów. Dokumentów, które prowadzą do zarządu terminala celnego na stacji towarowej. – Uratowałeś mi towar, który jest wart 20 razy więcej – powiedział.

– Do jutrzejszego rana. Mały odwiezie cię do domu. Ale ja nie poszedłem do domu. Włamałem się do archiwum, bo pogoda była idealna do moich celów, a karabin trafił do brezentowej torby sportowej.

Do starej sortowni w Szambierkach było jakieś 5 km. Przeniknąłem do wnętrza ogromnej hali, a mój zegarek pokazywał 21:20. 10 minut do telefonu Alka. – Przywykłeś wykonywać rozkazy, przywykłeś wierzyć w system – usłyszałem głos z mroku.

– Wkrótce cały jego biznes przejdzie do mnie. Huk był nie do opisania. Strzelanina ciągnęła się już dobre 20 minut, a najemnicy szykowali się do szturmu. Potem zadzwonili do mnie zaufani ludzie.

To Sadowski, nowy frajer, którego przyjęliśmy do ekipy. – Jedź do siebie – powiedziałem do Alka. – Zaszyj się na dnie do jutrzejszego wieczora. Wróciłem do mieszkania i zacząłem metodyczne przygotowania.

Alek przeszedł do kuchni, postawił termos na stole. Wczorajszy chłopiec na posyłki, którego bił Kafar, dziś sam przyszedł do mieszkania człowieka szykującego się do wojny. – Spakuję rzeczy i wyjadę do Krakowa – powiedziałem. – Spróbuję załapać się do warsztatu samochodowego.

Ale zanim zdążyłem cokolwiek spakować, poranek zaczął się od ostrego pukania do drzwi. System nie puszcza wolno tych, którzy pokazali skuteczność. Ktoś przekazuje informacje konkurencji, żeby oczyścić sobie drogę do władzy, a ja właśnie włamałem się do archiwum, w którym te informacje się znajdują. I teraz wszyscy – ksiądz, Kafar, Sadowski, a nawet doktor Kowalski z Zabrza – wiedzą, że to ja trzymam klucz do całej układanki.

Tylko że ja wciąż nie wiem, kto stoi po drugiej stronie. I czy to przypadkiem nie ja sam jestem następnym celem.