Siedziałem w gabinecie, poprawiając notatki dla Norberta, gdy usłyszałem, jak system alarmowy w kuchni cicho pika. Sięgnąłem po telefon i podszedłem do okna. W aplikacji zobaczyłem logowanie z urządzenia, które znałem aż za dobrze – z laptopa, który leżał zamknięty w moim gabinecie, a do tego dodatkową kamerę wpiętą do systemu. Standardowy asortyment, tylko że ten 25a miał na tylnej obudowie wygrawerowany laserowo napis „Chmielewski technologia”.

Nikt z moich ludzi nie używał takiego sprzętu. Wstałem, założyłem marynarkę i podszedłem do wejścia do kuchni. Weronika siedziała na krawędzi łóżka, częściowo odwrócona tyłem do kamery, z telefonem przyciśniętym do ucha. Usłyszałem dźwięk włączanego ekspresu do kawy.
Dotarłem do domu za 23 nad ranem. Pchnąłem drzwi o centymetr i zajrzałem do środka. Następnie przymknąłem drzwi i poszedłem do kuchni. Wziąłem kubek do ręki.
Powoli wylałem resztkę kawy do zlewu. System powinien był to wyłapać. Dotarłem do domu przed 8:00. Patrzyłem, jak odchodzi, po czym cofnąłem się do gabinetu i podszedłem do okna.
Następnie znowu odłożyłem telefon ekranem do dołu, wziąłem długopis i wróciłem do notatek dla Norberta. Kiedy przeniósł pan infrastrukturę firmy ze Śródmieścia do Konstancina, zmigrował pan architekturę przechowywania danych na zupełnie nowy system. Od 20 lat zajmuję się sprawami z zakresu oszustw korporacyjnych. Sięgnąłem po telefon i podszedłem do okna.
Powinna być gorąca do 7:00. Potem odwróciłem się z powrotem do Norberta. 20 minut później usłyszałem jej kroki na schodach. I odpowiednio do tego przygotowałem nasze dokumenty.
Na terytorium, które należało do mnie. Poszedł do niej ponownie. Nie przyszedłem z tym bezpośrednio do ciebie. Sięgnął do kieszeni kurtki i wyciągnął telefon.
Zakończyłem połączenie z Halskim i zadzwoniłem do Norberta. Od 20 lat zajmuję się ogromnymi oszustwami korporacyjnymi i zbudowałem ten kontrakt specjalnie po to, żeby wytrzymał absolutnie każdą weryfikację. Przejście do nowej linii. Zostawili po sobie potężny pożar, który w mgnieniu oka doszczętnie strawił trzy regały ze sprzętem i większą część całej tylnej ściany, zanim system przeciwpożarowy zdołał w ogóle zareagować i opanować płomienie.
Zaniosłem filiżankę do fotela w salonie i usiadłem. Spadły one z ust Norberta, perfekcyjnie trafiając tam, gdzie powinny. Zwróciłem się do gości. Ta kwota należy właśnie do ciebie.
Co do jednego miał 100% rację. Nie do końca. Była ubrana w te same eleganckie ubrania, które założyła z samego rana. Te same, które dla siebie starannie wybrała, bo przecież to ja powiedziałem jej, żeby na tę okazję założyła coś wyjątkowo ładnego.
Zamiast tego odwróciłem się i poszedłem z powrotem do swojego gabinetu, do swojego biurka. Zadzwoniłem do Artura w niedzielę o 7:00 rano. Droga z Konstancina do Otrębusów zajmuje około 20 minut w spokojny niedzielny poranek. Co do jednego grosza.
Nie musiałeś do mnie dzwonić. Agent Halski zadzwonił, kiedy wracałem i przejeżdżałem akurat przez most na rzece.


