Rozłączyłem się spokojnie, a potem poszedłem do gabinetu, otworzyłem sejf i zrozumiałem, że przeprowadzka do Hiszpanii była dopiero początkiem. Nie poprawiałem jej wtedy, że może już mówić do mnie tato. Dach przeciekał, ogrzewanie było stare, okna do wymiany. Dałem im 600 000 zł.

Wstałem powoli i poszedłem do gabinetu. Nie od razu to do mnie dotarło. Wstałem, bo nagle zaczęły wracać do mnie drobiazgi. Eliza zaczęła od kuchni, potem przeszła do salonu, później do mojego kalendarza.
Pytała, zaglądając przez ramię do notesu. Filip powiedział powoli, wyraźnie, jakby mówił do dziecka uczącego się czytać. Raz zadzwonił do mnie dawny znajomy z branży. System otworzył się normalnie, zbyt normalnie.
No tak, Filipem cicho do pustego pokoju. Domowy system kamer miał zwykły panel dla użytkownika, taki właśnie dla syna, sąsiada albo ochroniarza. Zszedłem do piwnicy. Do środka wszedł Filip, za nim Ediza.
Schował teczkę do torby. A najgroźniejsze nie były pieniądze, nawet nie 600 000, które popłynęły do Hiszpanii. Zadzwoniłem do Borysa krótko przed północą. Znałem go od ponad 20 lat.
Przyjedź do mnie teraz. Zaprowadziłem go prosto do gabinetu. Do spraw firmowych, gdybym wyjechał albo trafił do szpitala, nigdy nie miało służyć do samodzielnych decyzji bez mojej zgody. Ja chodziłem po gabinecie od ściany do ściany.
600 000 zł, które przelałeś Filipowi na remont domu pod Warszawą, nie poszło na żaden dach, okna ani pokój dziecięcy. Nawet jej imienia użyli jak klucza do mojej kieszeni. 600 000 to była duża suma, oczywiście, ale ja w życiu straciłem więcej na złych decyzjach, opóźnionych inwestycjach, nieuczciwych kontrahentach. Dane kontaktowe prowadzą do niego.
Filip nie poszedł do zwykłego banku. Dlatego zadzwoniłem do Oskara. Nie włamywał się do banków, nie robił cudów z filmów. Do dokumentów dołączono skan pełnomocnictwa, wycenę magazynów i wstępny plan wykorzystania środków.
Hiszpania była wygodnym miejscem do ustawienia się z boku. Na podłodze leżały poukładane teczki, jakbyśmy przygotowywali się do zwykłego audytu, a nie do rozliczenia człowieka, którego kiedyś nosiłem na rękach. Eliza pochyliła się do kamery. Z salonu do biur od Elizy z telefonem do kontrahentów funduszu Lucjana.
Do Hiszpanii poleciałem następnego dnia bez żadnej teatralności, żadnych wielkich zapowiedzi, żadnych telefonów do Filipa, żadnego ojcowskiego. Mojego domu, choć nigdy nie miałem do niego kluczy. Mówił coś do kilku mężczyzn przy stole. 2 miliony złotych miały otworzyć Filipowi drzwi do firmy mojego konkurenta.
Odwołanie pełnomocnictwa weszło do obiegu. Podszedłem do stołu. Odwołane pełnomocnictwo, kopie zgłoszenia do funduszu, potwierdzenie przelewu 600 000 zł, które miały być na remont domu pod Warszawą.
Odwróciłem się do wyjścia.


