Pewnego popołudnia, gdy szykowałam ciasto na kolejny dzień, Grażyna wtargnęła do mojej cukierni, ignorantując kolejkę klientów. Stała przy ladzie, udając, że to jej miejsce, i zaczęła komentować pracę moich pracowników. Marek, jej mąż, stał obok, wyraźnie zakłopotany. Grażyna, która była moją byłą przyjaciółką, twierdziła, że skoro kiedyś pomogła mi finansowo, to teraz ma prawo do połowy wszystkiego.

Ignorowała fakt, że spłaciłam jej pożyczkę z nawiązką, a biznes zbudowałam sama. Ignorowała też, że nie ma żadnych papierów na tę własność. Gdy poprosiłam ją, żeby wyszła, zaczęła krzyczeć, że pozwie mnie do sądu, że zniszczy moją reputację. Marek próbował ją uspokoić, ale ona tylko odwróciła się i wyszła, trzaskając drzwiami.
Wiedziałam, że to nie koniec.


