Patrycja poprawiła nerwowo sukienkę, zerkając po raz dwudziesty na zegarek. Piątkowa kolacja z Dominikiem, mężczyzną, którego znała zaledwie od tygodnia, miała być zwykłym spotkaniem. Nie miała pojęcia, że to właśnie tego wieczoru jej życie wywróci się do góry nogami. Była specjalistką do spraw marketingu w średniej wielkości firmie kosmetycznej.

Ceniła sobie spokój i przewidywalność, a ostatnie związki nauczyły ją ostrożności. Dominik był jednak inny. Dzwonił do niej każdego dnia, nawet w środku intensywnej pracy, i zawsze wiedział, co powiedzieć, żeby ją rozśmieszyć. Restauracja, którą wybrał, była modna i pełna ludzi.
Patrycja czuła się trochę nie na miejscu, dopóki nie zauważyła przy barze mężczyzny, który wyróżniał się z tłumu. Nie chodziło o drogi garnitur, ale o pewność siebie, z jaką się poruszał, jakby cała restauracja należała do niego. Dominik podszedł do niej i pocałował ją w policzek. – Wyglądasz niesamowicie – powiedział, prowadząc ją do stolika w rogu.
Podczas kolacji rozmawiali o wszystkim i o niczym. Dominik opowiadał o swojej pracy, o podróżach, o planach na przyszłość. Patrycja czuła, że to może być początek czegoś dobrego. Po posiłku Dominik zaproponował, żeby pokazał jej swoją fundację.
– Mam coś, co bardzo chciałbym ci pokazać – powiedział, uśmiechając się tajemniczo. Pojechali do siedziby fundacji „Nowy Start”. To było nowoczesne miejsce z jasnymi korytarzami i biurami pełnymi zdjęć uśmiechniętych dzieci. – To tutaj pomagamy dzieciom z domów dziecka znaleźć nowe domy – wyjaśnił Dominik, prowadząc ją po schodach.
Patrycja była pod wrażeniem. Przeszli przez kilka pokojów, aż w końcu stanęli w drzwiach dużego gabinetu z widokiem na miasto. Dominik podszedł do biurka i otworzył szufladę, wyjmując plik dokumentów. – Jedna z naszych przyszłych matek zastępczych właśnie się wycofała.
Dziewczynka, Zosia, miała już być u niej w przyszłym tygodniu. Została bez niczego. Patrycja poczuła ścisk w gardle. Znała to uczucie samotności, choć nigdy nie była w domu dziecka.
– Co się stanie z Zosią? – zapytała cicho. Dominik westchnął. – Wrócą do tej samej rutyny w domu dziecka.
A jeśli nie znajdziemy jej szybko nowej rodziny, przejdzie przez system, który nie daje drugiej szansy. W jego głosie była autentyczna troska. Patrycja spojrzała na niego i coś w niej pękło. – Mogę w tym pomóc – powiedziała, zanim zdążyła się zastanowić.
– Znam się na marketingu. Roześlę informacje, znajdziesz odpowiednich rodziców. Dominik spojrzał na nią zaskoczony, ale też pełen wdzięczności. – Naprawdę chcesz pomóc?
– Tak. Odwiózł ją do domu, a ona natychmiast zadzwoniła do przyjaciółki Magdy. – Dominik jest niesamowity – powiedziała. – Fundacja, dzieci.
Czuję, że to moja szansa. Magda zaśmiała się. – Tylko nie zakochaj się za mocno w tym facecie. Najpierw sprawdź, kim naprawdę jest.
Patrycja zignorowała jej ostrzeżenie. Przez kolejne dni regularnie widywała się z Dominikiem. Pomagała mu w fundacji, uczyła się o działalności charytatywnej, a nawet poznała Zosię – cichą i poważną dziewczynkę o smutnych oczach. Dominik zabrał Patrycję do restauracji, żeby omówić kampanię, a potem pojechali do jego mieszkania.
Stojąc w kuchni, Patrycja gotowała makaron, a Dominik opowiadał o swojej przeszłości. – Trafiłem do domu dziecka, gdy miałem siedem lat – powiedział cicho. – Mama zmarła, a ojciec, cóż, był alkoholikiem. Pamiętam, jak moi rodzice zastępczy kupili mi pierwsze buty sportowe.
To był początek mojej drogi w tę stronę. Patrycja nie wiedziała, że jest po takim życiu. Poczuła do niego jeszcze większą sympatię. – To znaczy, że ty też jesteś produktem takiego systemu?
– zapytała. Dominik skinął głową. – Dlatego tak bardzo chcę pomóc Zosi. Tylko że czuję, że nie dam rady sam.
Patrycja położyła dłoń na jego ramieniu. – Zrobimy to razem. Tydzień później Dominik i Patrycja mieli spotkać się w kawiarni, żeby omówić postępy. Patrycja poszła wcześniej, żeby kupić mu drobny upominek.
Kiedy przechodziła przez park, zauważyła mężczyznę siedzącego na ławce. Miał na sobie sportową bluzę i dżinsy, ale coś w nim było znajome. Zatrzymała się. To był Dominik.
Otwierał właśnie laptopa, a obok niego leżały dokumenty, które Patrycja widziała w fundacji. Podkradła się bliżej i usłyszała fragment rozmowy. – …trzeba to załatwić jak najszybciej… Tak, wiem, co robię. Zaufaj mi.
Dominik rozłączył się i schował telefon do kieszeni. Kiedy się odwrócił, zobaczył Patrycję. Przez chwilę wyglądał na zaskoczonego, ale szybko wstał i uśmiechnął się szeroko. – Patrycja!
Co ty tu robisz? – Idę do kawiarni. A ty? – Też do kawiarni.
Spotykam się z księgowym fundacji. Patrycja skinęła głową, ale nie była pewna, czy mu wierzy. To był piątek, a jego rozmowa brzmiała podejrzanie. Wieczorem spotkali się w restauracji.
Dominik zamówił wino i kazał Patrycji spróbować nowego dania. Był w dobrym humorze, opowiadał żarty, trzymał ją za rękę. Patrycja starała się cieszyć momentem, ale myśl o parku nie chciała jej odejść. Nagle przez okno zobaczyła kobietę z małą dziewczynką.
Dziewczynka wyglądała jak Zosia. Patrycja uniosła się, żeby zobaczyć lepiej, ale to nie była Zosia. Po kolacji Dominik odprowadził ją pod dom. Przy drzwiach pocałował ją, ale Patrycja była rozkojarzona.
– Wszystko w porządku? – zapytał. – Tak, tylko boli mnie głowa – skłamała. Wieczorem napisała do przyjaciółki.
„Znalazłam coś dziwnego w telefonie Dominika. Nazwisko jakiegoś prawnika. Planują coś z fundacją. ”
Magda odpisała szybko.
„Sprawdź to, zanim będzie za późno. ”
Patrycja zaczęła drążyć. Następnego dnia poszła do siedziby fundacji i poprosiła o dokumentację Zosi. Pracownica, miła starsza pani, wyjaśniła, że adopcja jest w trakcie załatwiania.
– Ale proces z nowymi rodzicami trwa już kilka tygodni. Dominik osobiście nadzoruje sprawę. Patrycja podziękowała i wyszła. Ponownie zadzwoniła do prawnika, którego nazwisko widziała w telefonie.
Przyjaciółka przekazała jej wiadomość: ten prawnik specjalizuje się w sprawach rodzinnych i współpracuje z pewnym przedsiębiorcą, który prowadzi domy dziecka. Patrycja poczuła zimny dreszcz. Coś tu nie grało. Zjawiła się umówiona na wieczór u Dominika.
Otworzył drzwi z uśmiechem i zaprosił ją do środka. Mieszkanie było eleganckie, ale Patrycja była skupiona na innych rzeczach. – Dominiku, muszę cię o coś zapytać – zaczęła. – Kto jest prawnikiem prowadzącym sprawę Zosi?
Dominik zamarł na chwilę, zanim odpowiedział. – Dlaczego pytasz? – Bo widziałam wiadomość w twoim telefonie. Od prawnika.
O jakimś „plan B”. Co to znaczy? Dominik westchnął i usiadł na kanapie. – Patrycjo, to nie tak, jak myślisz.
Ta prawniczka próbuje pomóc mi legalnie przeprowadzić adopcję Zosi przeze mnie – powiedział cicho. – Nie chciałem cię angażować, bo to skomplikowane. Patrycja nie wiedziała, czy mu wierzyć. – Adopcja przez ciebie?
Dlaczego miałbyś to ukrywać? – Bo boję się, że prawna biurokracja to zepsuje. Chcę jej dać dom, ale urzędnicy będą tworzyć problemy. Mój prawnik szuka sposobów, żeby to przyspieszyć.
Obiecałem jej bezpieczeństwo. Patrycja poczuła, jak zgadza się z nim. – Ale dlaczego kłamałeś? – Nie chciałem cię obciążać.
Myślałem, że powiem ci po wszystkim. Spojrzała na niego i postanowiła mu zaufać. – W porządku. Rozumiem – powiedziała, choć coś dalej ją niepokoiło.
Od tamtej pory Patrycja zaczęła spędzać z Dominikiem więcej czasu w fundacji. Pomagała w dokumentach i w przygotowaniach do adopcji. Pewnego wieczoru Zosia podeszła do niej i zapytała, czy będzie jej nową mamą. Patrycja zaniemówiła.
– Ja? Nie, nie jestem pewna…
– Chciałabym, żebyś była – powiedziała Zosia ze smutkiem. Patrycja przytuliła ją, ale w jej głowie pojawił się niepokój. Następnego dnia Patrycja otrzymała telefon od koleżanki z pracy.
– Słuchaj, byłam w fundacji „Nowy Start” i widziałam dokumenty. Dominik nie jest wpisany jako potencjalny rodzic zastępczy. Widziałam nazwisko innej osoby: Marka Wolskiego. Patrycja niemal upuściła telefon.
– Co? To niemożliwe. – Sprawdź sama. Patrycja pojechała do rejestru sądowego.
Dokumenty potwierdziły: fundacja „Nowy Start” jest własnością Marka Wolskiego, biznesmena, który był oskarżany o nielegalne adopcje. Dominik był tylko pracownikiem. Serce waliło jej jak szalone. Dotarła do mieszkania Dominika.
Otworzył drzwi, ale gdy zobaczył jej twarz, jego uśmiech zniknął. – Co się stało? – Kim jest Marek Wolski? – zapytała twardo.
Dominik najpierw udawał, że nie wie, o co chodzi, ale w końcu opadł na kanapę. – Wiedziałem, że to nie potrwa wiecznie. – Co nie miałoby potrwać wiecznie? Dominik, co ty ukrywasz?
Zacisnął dłonie. – Fundacja to przykrywka. Organizujemy adopcje, ale nie zawsze legalne. Czasami rodzice płacą, żeby ominąć kolejkę.
Wiem, że to źle, ale Mark ma układy. A ja… byłem zbyt zależny. Patrycja poczuła, jak ziemia się pod nią osuwa. – Czyli to wszystko – ty, fundacja, Zosia – to był tylko sposób na zarabianie pieniędzy?
– Nie! Zosia jest prawdziwa. Chcę jej pomóc. Widziałem siebie w jej oczach.
Ale nie mam wyjścia. Mark mnie szantażuje, mam długi, pożyczyłem od niego pieniądze. Nie mogę odejść. Patrycja cofnęła się o krok.
– Jesteś częścią przestępczości. I chciałeś, żebym ci pomogła? – Myślałem, że jeśli zostaniesz, to wszystko się ułoży. – Przez cały czas mnie okłamywałeś – powiedziała, a jej głos drżał.
– Powiedz mi, co jest prawdą. – Kocham cię. To prawda. Patrycja wybiegła z mieszkania, zanosząc się płaczem.
Nie była w stanie znieść tej zdrady. Następnego ranka zadzwoniła do policji. Po kilku godzinach funkcjonariusze weszli do siedziby fundacji. Znaleźli dokumenty potwierdzające nielegalne adopcje.
Dominika i Marka aresztowano. Tego wieczoru zakomunikowano Patrycji, że Zosia wraca do domu dziecka. Patrycja poszła tam, żeby się z nią zobaczyć. Dziewczynka stała przy drzwiach, z torbą w ręku.
– Wiedziałam, że tak będzie – powiedziała cicho. Patrycja przytuliła ją i obiecała, że będzie co robić, co będzie w jej mocy, aby pomóc znaleźć jej nowy dom. Zosi. Dominik pisał z aresztu do Patrycji, przepraszając i tłumacząc, że chciał tylko dać jej dom.
Ale Patrycja wiedziała, że między nimi już nic nie będzie. Jednak gdy zapytała Zosię, czy zostanie u niej na weekend, dziewczynka przytaknęła. Patrycja wzięła głęboki oddech i spojrzała w przyszłość. Może nie udało jej się uratować tego, co zniszczył Dominik, ale miała szansę dać Zosi mały kawałek normalnego życia.
W ostatnim liście od Dominika przeczytała: „Przepraszam za wszystko. Zasługujesz na coś lepszego niż ja. Pilnuj Zosi. ”
Patrycja złożyła list i włożyła go do szuflady.
Potem zadzwoniła do prawnika, żeby rozpocząć proces adopcyjny Zosi. To było najtrudniejsze, co kiedykolwiek zrobiła, ale postanowiła zrobić to dobrze – tym razem bez kłamstw.


