Anna podeszła do okna i spojrzała na ulicę. Do ósmej zostały ponad dwie godziny, ale ona już wiedziała, że ten dzień będzie inny. Aleksander wrócił dopiero po dziewiątej, spał obok niej twarzą w stronę okna. Kilka minut później wyszedł do pracy.

Anna wpadła do sklepu i zobaczyła jego auto. Wrócił około dziewiątej, zostawił teczkę przy ścianie, wszedł do łazienki, potem zajrzał do kuchni. Anna odstawiła kubek do szafki i pomyślała: „Jadę do domu”. Następnego dnia Irena nie dzwoniła aż do południa.
Weszła do kuchni i powiedziała: – Od wczoraj jesteś nie do poznania. To pierwsze, co mi przyszło do głowy. – Przed mężczyzną, który chodzi do kochanki – dodała cicho. Jego milczenie wydało jej się przyznaniem do winy.
Potem razem weszliście do środka. – Co to ma do rzeczy? – zapytała. Znaczenie ostatniego słowa docierało do niej powoli.
Chodziliśmy razem do podstawówki. Wracał późno w nocy do domu. Jest pełnoletnia, ale jeszcze wczoraj chodziła do liceum. Przyjechała po pogrzebie i wróciła do siebie.
Jeździłeś do nich, kupowałeś jedzenie, widziałeś dzieci, a mi mówiłeś, że zostajesz w pracy do późna. Naprawdę mam ci coś do powiedzenia. Ale skąd wiedziała, że jeżdżę do Kowalskich? Teraz brzmiało to niemal jak przyznanie się do winy.
– Od razu do rzeczy – powiedziała. – Dzwoniłaś do mnie, żeby mi to powiedzieć? – Od dawna widzę, jak podchodzisz do życia. Twoje wycieczki do młodej sąsiadki.
Aleksander zaparkował przy drodze i razem podeszli do furtki. – Idę do apteki – powiedziała dziewczyna. Doszła do ganku i zatrzymała się, jakby bała się wejść do własnego domu. – Zapytał zanim dobiegł do drzwi.
– To jadę do mamy. – Czy zawiozą nas teraz do domu dziecka? – zapytała cicho. System zmianowy.
Przygotowywałaś się do egzaminów wstępnych. Wieczorem Anna i Aleksander pojechali do Kowalskich. Chłopiec wszedł do kuchni. – Idź do Leona – powiedziała matka.
Chcą nas zabrać do siebie. Hubert rano odprowadzał Mikołaja do szkoły. – Przyszedłem do niego – wyjaśnił. Bo rano musiałaś iść do pracy.
Chłopiec podszedł do okna, a potem do siostry. – To jutro wszyscy razem idziemy do pani Zofii – powiedział. – Dlaczego państwo przyszli do nas za pierwszym razem? – zapytał Leon.
– Idź do Mikołaja – odpowiedziała. – Proszę więcej do mnie nie pisać – dodała, a następnie zwróciła się do Huberta. – Nikt cię do niczego nie zmusza. Pewnego dnia powiedziała szczerze do Anny.
Chłopiec natychmiast odwrócił się do Aleksandra. To był moment, który należał do Karoliny i Mikołaja. Hubert siedział na podwórku i przez dwadzieścia minut próbował sam założyć go z powrotem, brudząc sobie dłonie i zaciskając zęby z frustracji. Dzwoniła do Huberta po lekcjach.
Aleksander odruchowo sięgnął do kieszeni i zaśmiał się.


