Kiedy Aleksander wszedł do podziemnego przejścia, poczuł wilgoć i stęchliznę. Rozejrzał się, a potem skierował się do metra. Wsiadł do wagonu, ale nagle poczuł, jak krew uderza mu do twarzy. To była Natalia.

Stała kilka metrów dalej, trzymając za rękę małą dziewczynkę. Odeszła pięć lat temu, zabrała syna i wyjechała do Stanów. A teraz stała przed nim, jakby nigdy nie zniknęła. – Natalia?
– wyszeptał. Odwróciła się do niego. W jej oczach zobaczył coś, czego nie widział od lat. A potem zapytała cicho, tak jak kiedyś:
– Gdybyś mógł wrócić do studiów, zrobiłbyś to?
Aleksander nie wiedział, co odpowiedzieć. Odprowadził ją do tramwaju. Patrzył, jak odjeżdża, a potem wrócił do swojego apartamentu na dwudziestym piętrze w centrum Warszawy. Miał wszystko – firmę, pieniądze, wpływy.
Ale nie miał jej. Następnego ranka pojechał do swojego prywatnego detektywa. Chciał wiedzieć, kim jest człowiek, który teraz jest przy Natalii. – To Marcin Zawadzki – powiedział detektyw.
– Już rozesłał dokumenty do twoich największych klientów. Oskarża cię o nieetyczne zachowanie, o wykorzystanie wpływów do ukrywania przestępczyni. Aleksander wstał i podszedł do okna. Sprawa trafi do mediów, straci wszystko.
Ale wiedział, że nie może zostawić Natalii samej. Pojechał prosto do niej. Zapukał do drzwi. Otworzyła.
Wpuściła go do środka. – To nie jest bezpieczne – powiedziała. – Nie wiesz, z kim masz do czynienia. Ale on wiedział.
Marcin próbował ją zaszantażować, zmusić do powrotu. Aleksander wiedział, co musi zrobić. Następnego dnia jego asystentka weszła do gabinetu z bladą twarzą. Trzymała list.
Był krótki, napisany pośpiesznie: „Aleksander, przepraszam. To wystarczy, żeby go wsadzić na 20 lat. ”
Aleksander wyjął telefon i zadzwonił do detektywa. O dwunastej wsiadł do samochodu i pojechał prosto do redakcji największej gazety w Warszawie.
Mówił do kamer. Pokazał wszystko. Do południa Marcin Zawadzki został zatrzymany na lotnisku. Próbował uciec do Dubaju.
Do wieczora siedział w areszcie, czekając na przesłuchanie. Tego wieczoru Aleksander wrócił do domu. Był wolny. Ale nie czuł triumfu.
Czuł tylko coś, czego nie umiał nazwać. Następnego dnia pojechał do Krakowa. Znalazł małą, przytulną księgarnię, wypełnioną książkami od podłogi do sufitu. Wszedł do środka i zobaczył Natalię.
– Masz swoje życie, firmę, wszystko, co miałeś – powiedziała. – Nie chcę wracać do tego życia. – Wróć do mnie – powiedział. Odwróciła się do niego.
Wiedział, że to nie będzie łatwe. Ale wiedział też, że nie ma wyboru. Następnego ranka o piątej wsiedli do metra. Ulice wypełniały się ludźmi spieszącymi do pracy.
Natalia i Zosia wróciły do Warszawy tydzień później. Nie chciała przeprowadzać się od razu do jego apartamentu. Ale każdego ranka o piątej wsiadali do tego samego wagonu. Córka chodziła do przedszkola.
Aleksander wracał do domu o rozsądnych porach. Pewnego dnia zapytała go cicho:
– Gdybyś mógł wrócić do studiów, zrobiłbyś to? – To wsiądę do złego metra o piątej rano i znajdę cię – odpowiedział. – Do zobaczenia wkrótce – powiedziała.
I wsiadła do tramwaju. Patrzył za nią, dopóki nie zniknęła. Wiedział, że to dopiero początek.
Ale po raz pierwszy od pięciu lat czuł, że jest dokładnie tam, gdzie powinien być.


