Latem 1931 roku przeziębiony Heinrich Himmler szukał człowieka na nowe stanowisko szefa wywiadu SS. W swoim domku pod Monachium, zwanym Płatkiem Śniegu, przyjął byłego oficera marynarki, który przypadkiem przekonał go, że wie, co można naprawić w niemieckich służbach wywiadowczych. Himmler miał odpowiedzieć: „O kogoś takiego mi chodziło”. Biograf Himmlera, Peter Padfield, napisał później, że patrząc wstecz, można uznać to za najważniejszą nominację w jego karierze.

W ten sposób Himmler zatrudnił nikogo innego, jak 27-letniego Reinharda Heydricha. Od 1 sierpnia 1931 roku Heydrich zaczął budować nową agencję wywiadu SS. Tak rozpoczęła się kariera człowieka niezwykle niebezpiecznego – można wręcz powiedzieć, że najbardziej niebezpiecznego w całym SS. W tym odcinku nie będziemy wyliczać wszystkich zbrodni Heydricha, ale na kilku jego kluczowych decyzjach pokażemy, jak groźne mogły być Niemcy, gdyby wykazały się nieco większą elastycznością.
Ale o co chodzi? Zacznijmy od początku. Żona Heydricha, Lina, wspominała: „Prawdę mówiąc, mój mąż podchodził do swojej kariery jak spekulant i na pewno nie kierował się celem politycznym”. Zwrot Heydricha w kierunku SS miał wynikać z potrzeby chwili – znalezienia stabilnej pracy, dzięki której mógłby założyć rodzinę.
Według niektórych interpretacji to właśnie Lina, zagorzała nazistka, skierowała uwagę męża na struktury nazistowskie. Miała nosa, bo Heydrich faktycznie błyskawicznie się wykazał w oczach Himmlera. Do końca 1931 roku zbudował podwaliny swojej pozycji i przekonał przełożonych, że wywiad SS trzeba zbudować od zera, bo inaczej będzie narażony na infiltrację ze strony innych środowisk, przede wszystkim komunistów. Heydrich wyrywał sobie coraz większą niezależność i w niecały rok służby doczekał się nie tylko awansu, ale też przekształcenia swojej komórki wywiadowczej w SD – Służbę Bezpieczeństwa.
Heydrich łączył pracowitość, spryt i oportunizm w niezwykłych proporcjach. SD z agencji wywiadu szybko stało się realnie jednym z podstawowych narzędzi SS w walce o władzę, także wewnątrz partii. Heydrich zbudował potężną kartotekę przeciwników nazizmu i sieć informatorów w całych Niemczech. Wielką uwagę przykładał przede wszystkim do nieopłacanych informatorów, którzy działali z chęci zarobku.
Już w marcu 1932 roku Heydrich należał do wąskiego grona 35 nazwisk, które spisano na liście najważniejszych kontaktów w nagłych przypadkach dotyczących spraw partyjnych. Jednocześnie wykazywał daleko idącą elastyczność w dążeniu do celu. W czasie, gdy Himmler przykładał ogromną wagę do rasowych i ideologicznych standardów, Heydrich faktycznie tworzył organizację opartą raczej na praktycznych założeniach. Słowami jego żony: „Nigdy nie wymagał, aby ludzie, którzy dla niego pracowali, należeli do partii nazistowskiej.
Polegał głównie na ich inteligencji”. Pamiętajmy, że Lina Heydrich nie do końca zasługuje na zaufanie, ale w tym wypadku jej opinia znajduje potwierdzenie w rzeczywistości. Analiza 200 oficerów SD wykazała, że aż połowa z nich studiowała na uczelniach wyższych, a 29 zdobyło doktorat. Heydrich potrafił zaangażować na swoje potrzeby nowy gatunek młodego mężczyzny.
Do tej pory ruch nazistowski opierał się w dużej mierze na Niemcach z peryferiów, raczej ze wschodu Prus czy Bawarii. Heydrich kształtował strukturę wokół siebie, nie oglądając się zanadto, przynajmniej na początku, na partyjne oczekiwania. Otaczał się między innymi niedocenionymi intelektualistami, jak i nudziarzami o talencie administracyjnym. W marcu 1933 roku Heydrich wykazał się podczas przejmowania struktur policyjnych w Bawarii.
To właśnie tam docenił doświadczenie funkcjonariuszy i zdecydował się na politykę przekabacania urzędników i policjantów na swoją stronę – i to niekoniecznie na stronę nazizmu. Co zrobił z Heinrichem Müllerem, dotychczasowym szefem bawarskiej policji politycznej? Müller był typem starego profesjonalisty nastawionego wrogo zarówno do komunizmu, jak i do narodowego socjalizmu. Według późniejszej wewnętrznej opinii partyjnej zakładano, że w odpowiednich okolicznościach Müller byłby chętny do zwalczania nazistów.
Lojalność Müllera przez długie lata budziła wątpliwości, ale Heydrich wypracował niezwykły kompromis. W zamian za podwyżkę i niezależność Müllera od władz cywilnych Heydrich zaskarbił sobie wdzięczność człowieka, którego kariera wisiała na włosku. Müller świetnie orientował się w bawarskich kręgach komunistów i socjalistów, szybko stał się prawą ręką Heydricha. Tacy ludzie mieli tworzyć nowe oblicze nazizmu – oblicze inteligentne, nieraz bardzo młode i profesjonalne, oraz wedle własnej oceny lepiej przygotowane do walki o przestrzeń życiową niż starzy towarzysze Hitlera.
Co ważne, na tym etapie Heydrich nie przejawiał większego zainteresowania przeszłością polityczną swoich podkomendnych, ponieważ sam takiej politycznej przeszłości nie miał. To dopiero kolejne lata miały determinować, kto zajmie jakie miejsce w hierarchii SD, Gestapo, a później Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Z czasem jednak, gdy sam Heydrich coraz mocniej się radykalizował, udało mu się przekształcić typowego policjanta w funkcjonariusza politycznego, a także w praktycznego wojownika na brutalnym ideologicznym froncie. Heydrich, nawet tworząc zręby jawnie zbrodniczych oddziałów, na przykład Einsatzgruppen, opierał się przede wszystkim na ludziach dobrze wykształconych.
Zadania wyznaczone przed tymi oddziałami miały nadać Heydrichowi nowy sznyt biurokratycznego, a nie oddolnego terroru. Jednocześnie Heydricha zawsze zaprzątały kwestie wizerunku SS. We wrześniu 1934 roku pouczał swoich ludzi: „Nie godne esesmana jest, by ten znieważał lub odnosił się do internowanych z niepotrzebną szorstkością. Aresztowanego należy traktować z niezbędną surowością, lecz nigdy nie szykanować czy prześladować.
Wykroczenia przeciwko temu rozkazowi będę ścigać z najwyższą surowością”. Nic dziwnego, że Heydricha w konsternację wpędziły wypadki z listopada 1938 roku, z czasu tak zwanej nocy kryształowej. Nie dość, że pijani Niemcy wywołali chaos w kluczowym momencie europejskiej dyplomatycznej zawieruchy, to jeszcze wyszło na jaw, że pogrom nie spotkał się z szerokim poparciem nawet u zwolenników NSDAP. Heydrich po każdej takiej lekcji wyciągał wnioski.
Może dlatego jego kariera nie miała sobie równych. Starzy towarzysze Hitlera wiele lat pracowali na wysoką pozycję w strukturach Rzeszy, a Heydrich 9 czerwca 1934 roku wywalczył sobie niezwykłą samodzielność. To wtedy SD zostało uznane za jedyną służbę wywiadowczą partii. W ciągu trzech lat Heydrich z dość przypadkowego gościa w domu Himmlera stawał się dosłownie prawą ręką Reichsführera SS, a z czasem szefem Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA).
W trakcie wspinaczki po kolejnych szczeblach kariery Heydrich ujawniał dwa oblicza. Jednym z nich było oblicze pełnego przekonania wykonawcy rozkazów Hitlera i Himmlera. Drugie należało do kogoś, kto starał się działać zgodnie z pewnym, chwiejnym kodeksem moralnym esesmana. Z naszej perspektywy ważna jest chociażby jego reakcja na wytyczne Hitlera co do zadań policji na terenie Rzeszy, aby zwalczać defetyzm wśród samych Niemców poprzez aresztowania i szykany.
Heydrich zgadzał się, że należy zachować bezwzględność w utrzymaniu porządku, ale też apelował o pobłażliwość w przypadkach, kiedy krytyka rządów i partii wynikała z jakiejś osobistej straty, na przykład członka rodziny na wojnie. Niezwykle brzmią też słowa wypowiedziane w trakcie rozmowy z Wilhelmem Canarisem 8 września 1939 roku, kiedy ludzie Heydricha mordowali dziesiątki tysięcy Polaków: „Możemy okazywać miłosierdzie zwykłym ludziom, ale trzeba zabić szlachtę, duchowieństwo katolickie i Żydów”. Heydrich mówiący o miłosierdziu brzmi to kuriozalnie, ale według jego biurokratycznego podejścia każda akcja represji powinna być dobrze przemyślana. Wiemy jednak dobrze, że Niemcy na terenie Polski właściwie od pierwszych dni okupacji wykazali się tym nieporządkiem, który tak irytował Heydricha.
Heydrich zawsze chciał uderzać precyzyjnie, a nie stosować zasady odpowiedzialności zbiorowej. Co więcej, zawsze zakładał skrytość morderczych planów. Musi szokować chociażby to, jak po doświadczeniach w Polsce Heydrich wielką wagę przyłożył do precyzji działania Einsatzgruppen na terenie Związku Radzieckiego. Jednym z bardziej kuriozalnych przypadków pozostaje wysłanie instrukcji dowódcom tych oddziałów, aby przypadkiem nie pomylili Żydów z obrzezanymi Rosjanami, na przykład pochodzenia tureckiego.
Nawet na tym etapie, a może właśnie szczególnie na tym etapie, w Heydrichu czuć nutę esesmana-idealisty. Zauważał absurdy III Rzeszy, przede wszystkim nieustanną wewnętrzną walkę o wpływy, która pożerała niemało zasobów. Widział też korupcję partyjnych działaczy i nadużycia na terenach okupowanych. Według historyka Roberta Gerwartha to właśnie struktura RSHA miałaby oddawać dobrze charakter Heydricha.
W zasadzie miała ona u podstaw unikać zazębiających się kompetencji różnych wydziałów, miała tworzyć faktycznie jednolitą organizację o klarownie podzielonych obowiązkach. Wojenne i polityczne realia nie pozwalały Heydrichowi spełnić tego celu. Nazizm sam w sobie miał liczne sprzeczności zapisane w nim przez samego Hitlera, które uniemożliwiały wygładzenie nazistowskiej biurokracji. Rzecz jasna, wypuszczenie na tereny okupowane fanatycznych nazistów z bardzo mglistymi nieraz instrukcjami powodowało, że sytuacja była w dużej mierze zależna od osobistej interpretacji rozkazów.
Nawet Goebbels miał wielokrotnie wątpliwości, czy bardzo agresywna polityka na wschodzie nie prowadzi do tworzenia nowych problemów, a nie rozwiązywania starych. Heydrich miał w sobie te dwie pozornie sprzeczne cechy. Z jednej strony chęć do jak najszybszej realizacji najbardziej radykalnych celów nazizmu, z drugiej świadomość, że przy długofalowej polityce kij zawsze musi uzupełniać marchewka. Pod koniec września 1941 roku Hitlera o ból głowy przyprawiała sytuacja nie tylko na froncie wschodnim, ale także na terenach okupowanych i zależnych.
Hitler osobiście zdecydował się zainterweniować w temacie Protektoratu Czech i Moraw. Goebbels wspominał: „Sprawy w Pradze znalazły się cokolwiek w kryzysie i Führer podjął decyzję o energicznej interwencji. Ponieważ nie może tego przeprowadzić von Neurath, jest zdecydowany oddelegować Heydricha do uzdrowienia tamtejszych stosunków. W takich krytycznych chwilach muszą stać przy sterze silni ludzie”.
Do tej pory na stanowisku protektora Czech i Moraw zasiadał Konstantin von Neurath, którego Hitler uznał za zbyt pobłażliwego. Protektorat miał specyficzną pozycję w ramach tak zwanej Wielkiej Rzeszy Niemieckiej. Powstały pod presją Niemiec w marcu 1939 roku był niewątpliwie zdobyczą, a jednak osiągnięty w wyniku skutecznego rozmontowania układu europejskiego. Protektorat zachowywał pewne znamiona legalności – na przykład głową państwa nadal pozostawał dotychczasowy prezydent Czechosłowacji Emil Hácha.
Czesi nawet dysponowali własnym wojskiem, ale liczącym zaledwie 6000 żołnierzy. Pamiętajmy, że protektorat powstał mimo wszystko w nieco innych czasach – do wybuchu faktycznej wojny światowej pozostało jeszcze ponad 5 miesięcy i w tym czasie międzynarodowa dyplomacja uznała tak zwaną legalność protektoratu. Oczywiście faktyczną władzę sprawował tam właśnie protektor. Nie mamy tu miejsca, by przybliżać kolaboracyjne losy tego państewka.
Faktem jest jednak, że po ataku na Związek Radziecki czeskie podziemie zaczęło uprzykrzać życie kolaborantom i Niemcom. SD w sierpniu 1941 roku raportował: „Ci Czesi, którzy myślą i postępują naprawdę szczerze, są w znikomej mniejszości”. Doszło do całej serii akcji sabotażowych, szczególnie na kolei i w różnego rodzaju zakładach i składach przemysłowych. Robotnicy strajkowali, zatrzymując pracę między innymi nad silnikami dla Luftwaffe.
Dochodziło do niewyjaśnionych zatruć kolaboracyjnych działaczy. Takie przypadki jak atak bombowy na sanatorium Hitlerjugend w nocy z 20 na 21 września przelewały czarę goryczy. Wyglądało na to, że względnie łagodny kurs von Neuratha nie przynosił efektu. Na polecenie Hitlera w roli protektora miał go zastąpić właśnie Reinhard Heydrich.
Do Pragi przybył już 27 września 1941 roku. W pierwszej kolejności zrealizował szeroko zakrojone aresztowania czeskich polityków. W typowy dla siebie sposób działał niezwykle energicznie i metodycznie. Tego jednego dnia odbył serię spotkań, w tym z Hácha i ministrami czeskiego rządu.
Bez ogródek podkreślił im swoje podejście: „Żyjecie tu po prostu pośrodku przestrzeni europejskiej, o której decydują i którą kierują Niemcy. Zrozumcie w końcu, że mieszkańcy tej przestrzeni nie mogą prowadzić żadnej polityki w interesie Londynu ani Moskwy, lecz macie, panowie, ze wszystkich sił wspierać wspólną obronę żywotnych interesów Europy”. Heydrich, niegdyś siłą wtargnął do siedziby bawarskiej policji, w Protektoracie zachowywał się podobnie. Najpierw grubą kreską odciął się od umiarkowanej w oczach Hitlera polityki poprzednika, nastraszył Czechów.
W ciągu czterech kolejnych miesięcy około 500 osób zostało rozstrzelanych, prawie 1700 trafiło do obozu koncentracyjnego w Mauthausen. Skala tych represji mogła szokować, ale Heydrich swoje zadanie potraktował znowu niezwykle precyzyjnie. Być może dzięki doświadczeniu wcześniejszemu w zwalczaniu przeciwników politycznych w Niemczech, snajpersko wybierał ofiary. Swoim współpracownikom przedstawił motywacje: „Potrzebuję w tej przestrzeni spokoju, aby czeski robotnik w pełnowartościowy sposób wytężał swoje siły na rzecz niemieckiego wysiłku wojennego.
Do tego musimy, naturalnie, jeśli mogę powiedzieć to tak otwarcie, dać czeskiemu robotnikowi coś do żarcia, aby mógł wykonywać swoją pracę”. W czasie gdy administracja Hansa Franka w Generalnym Gubernatorstwie właściwie tworzyła patologiczną sytuację, która zamiast na produktywność stawiała nacisk na wyzysk i fizyczne wymęczenie ludności, Heydrich był po prostu znacznie bardziej sprytny i tym bardziej niebezpieczny. Heydrich nigdy nie stracił z oczu właściwego celu, czyli przygotowania Europy pod nowy ład. Ale żeby móc to zrobić, należało najpierw wygrać wojnę.
U podstaw prezentował skrajne poglądy na temat Słowian, bardzo zbliżone do tych, które mieli urzędnicy w Generalnym Gubernatorstwie. Inaczej jednak widział drogę do celu. Heydrich podkreślał, że Czesi z czasem, podobnie jak Polacy, mieliby podlegać selekcji rasowej. Część z nich, około połowa, miała zostać zniemczona.
Zanim jednak by do tego doszło, Heydrich podkreślał, że Czechom należy zostawić pewne złudzenia. Na przykład zezwalał na kult świętego Wacława i zwracał uwagę na kluczową rolę kolaborantów. „Nie może dojść do tego, aby czeski prezydent lub rząd na skutek naszych ostrych działań chcieli ustąpić ze słowami: nie chcemy tkwić w tym dłużej”. Fikcja Czechów rządzących Protektoratem miała trwać jak najdłużej.
Plan Heydricha na rządy w Protektoracie Czech i Moraw miał trzymać się hasła „mniej prowokacji wraz z mniejszą tolerancją”. W wielkim skrócie oznaczało to brutalną reakcję na antyniemieckie wystąpienia, ale z drugiej strony administracja niemiecka miała dawać jak najmniej powodów do takich wystąpień. Niecały miesiąc po objęciu roli protektora Heydrich przyjął na Zamku Praskim przedstawicieli środowisk robotniczych. Powiedział im: „Nie przybyłem, aby zaprowadzić tylko porządek żelaza, ale także sprawiedliwość społeczną”.
Co to oznaczało? Przede wszystkim rozwiązania socjalne – otwarcie chociażby specjalnych zakładowych stołówek, dodatkowe przydziały miesięczne tłuszczu. W grudniu w podobnym celu spotkał się z przedstawicielami czeskich rolników. Nie chodziło tutaj tylko o budowanie pozytywnego wizerunku Niemców, ale też o kolejną fazę polityki „dziel i rządź” poprzez odcięcie czeskich grup społecznych od szerszej koncepcji czeskiego patriotyzmu.
Ta koncepcja w kręgach SS była znana jako „odpolitycznienie”. Elementem tej polityki było stopniowe osłabianie czeskiego rządu kolaboracyjnego, na przykład poprzez wymuszenie nominacji Niemca na stanowisko ministra gospodarki i pracy. Ale w tym samym czasie Heydrich zmniejszył liczbę niemieckich urzędników narzuconych Czechom z 14 000 do 2000. To czeska administracja miała, pod dyktando Niemców, odpowiadać za sprawne działanie Protektoratu.
Heydrichowi powiodła się unikatowa sztuka. Z jednej strony podniósł produktywność czeskich fabryk, z drugiej przejął właściwie całkowitą kontrolę nad czeską gospodarką – i to właściwie bez oporu robotników, rolników czy urzędników. 18 listopada 1941 roku Goebbels oceniał: „Heydrich postępuje bardzo konsekwentnie. Tak w ogóle, o czym wcześniej zupełnie nie wiedziałem, Heydrich to mądra polityczna głowa.
Jego rozporządzenia w Protektoracie mają ręce i nogi, odwołują się nie tylko do siły, ale także do rozsądku, a to zawsze jest bardzo wiele warte”. 30 grudnia dodawał: „Najlepsze nastroje występują w Protektoracie Czech i Moraw. Tam się pilnie pracuje, a niewiele politykuje. Surowe porządki, które zaprowadził tam Heydrich, zaczynają stopniowo przynosić owoce.
Jeśli się uprawia politykę, która w odpowiednim czasie sięga do ostrych środków, a w odpowiednim czasie do łagodnych, to nie należy oczekiwać rozwoju zjawisk kryzysowych na zajętych obszarach”. Mieszanka programów socjalnych i zaplanowanego z chirurgiczną precyzją terroru przyniosła efekt. Ogólnie zarówno czescy politycy, jak i czescy obywatele zostali właściwie złamani i niezdatni do oporu na wielką skalę. Heydrich dosłownie triumfował.
Goebbels 21 stycznia 1942 roku pozwolił sobie na sąd: „Politykę, którą Heydrich prowadzi w Protektoracie, należy wręcz traktować jako wzorcową”. Ta łagodna twarz niemieckiej okupacji może kontrastować z tym, że w tym samym czasie Heydrich brał udział w konferencji w Wannsee. Ale nie ma tutaj żadnego paradoksu. Heydrich z pewnością wierzył w sensowność wymordowania konkretnych grup etnicznych.
Teraz jednak mógł do sprawy zabrać się w sposób bardziej zorganizowany, znowu oddając głos terrorowi biurokracji, a nie terrorowi motłochu. W Protektoracie wykonano 33 wyroki śmierci – to liczba tragiczna, ale jakby nie patrzeć, mikroskopijna na tle warunków z Generalnego Gubernatorstwa. W tym samym czasie Niemcy rozdali czeskim robotnikom 200 000 par obuwia, wprowadzili ulgi dla mieszkańców, którzy chcieli ujawnić ukrywane wcześniej na przykład hodowle zwierząt. Heydrich miałby w Protektoracie upatrywać szansę do przeprowadzenia eksperymentu administracji mieszanej – łagodnej i ostrej jednocześnie, do tego bardzo racjonalnej, opartej na zrozumieniu, że nawet podbita ludność, którą w przyszłości mogłaby czekać eksterminacja, tu i teraz przede wszystkim oczekiwała pełnego brzucha.
Jak wskazują fragmenty dzienników Goebbelsa, Heydrich udowadniał skuteczność takiego podejścia, ale także tworzył wzorzec na przyszłość. Musimy tylko pamiętać o talencie Heydricha do przedstawiania siebie w korzystnym świetle. Faktycznie, coraz trudniejsza sytuacja na frontach podkopywała możliwość poprawiania warunków bytowych w Protektoracie. Heydrich mógł starać się o iluzję spokoju w Protektoracie.
Kiedy Heydrich trafił na celownik czeskiego rządu w Londynie? Tak możemy uznać, że zlecenie jego zabójstwa wynikało z jego brutalności. W rzeczywistości Heydrich musiał zginąć w okolicznościach, które wskazywałyby na żywotność czeskiego ruchu oporu. Rząd na emigracji właśnie musiał doprowadzić do zaostrzenia stosunków w Protektoracie poprzez sprowokowanie niemieckich represji.
Heydrich musiał umrzeć, bo z perspektywy długofalowych celów czeskich prowadził on faktycznie wzorcową politykę okupacyjną. Okrucieństwo i pragmatyzm łączyły się u Heydricha w przerażającą, niezwykle skuteczną mieszankę. Był niezwykle elastyczny w doborze środków do osiągnięcia celu. Według żony, w Pradze po raz pierwszy zobaczył pozytywną stronę i bardzo się z tego cieszył.
„Teraz miał moc urzeczywistniania swoich myśli i pomysłów. Powiedział mi: jak można oczekiwać, że ludzie będą dla nas pracować i stać przy nas, jeśli nie chcemy dać im takich samych korzyści, jakie my mamy”. Brzmi to nieco niewiarygodnie, ale wygląda faktycznie na to, że Heydrichowi tuż przed śmiercią udało się wykreować siebie na specjalistę od pacyfikowania okupowanych terenów. W pierwszych tygodniach maja 1942 roku otrzymał prośbę od niemieckich urzędników okupacyjnych we Francji z prośbą o opinię, jak należy podchodzić do zadań pacyfikacyjnych w zachodniej Europie.
Heydrich miał przekazać im radę co do nieskuteczności rozstrzeliwania zakładników – niezwykła łagodność jak na esesmana. Jeśli popatrzymy na całą zbrodniczą historię Heydricha, co musi się rzucać w oczy, to efekt tego doświadczenia w budowaniu potężnych kartotek przeciwników politycznych. Heydrich zdecydowanie wierzył w siłę terroru i potrzebę wprowadzania arcybrutalnych rozwiązań, ale miały to być rozwiązania precyzyjne. Każda ofiara reżimu – czy to przedstawiciel mniejszości, inteligencji, czy przeciwnik polityczny – miała być uzasadniona, a nie przypadkowa, nawet jeśli z naszej perspektywy to uzasadnienie brzmi niedorzecznie.
5 czerwca 1942 roku, już po zgonie protektora, Goebbels ubolewał: „Śmierć Heydricha jest niepowetowaną stratą. To był najbardziej radykalny i najskuteczniejszy pogromca wrogów państwa”. Znamienne, że podwładni Heydricha na bazie wypracowanych przez niego rozwiązań starali się odeprzeć naciski Hitlera, by rozstrzelać wszystkich przetrzymywanych więźniów politycznych w Protektoracie i aresztować kolejne 10 000 osób. Mimo wszystko ostatecznie w ramach tak zwanej heydrichiady zamordowano niemal 2000 Czechów, w tym setki całkowicie przypadkowych osób.
A jednak po porażce pod Stalingradem pewne koncepcje Heydricha niosły się coraz szerszym echem po nazistowskich gabinetach. Pewne objawy złagodzenia kursu okupacyjnego dotarły nawet do Generalnego Gubernatorstwa. Ale do tej pory Polskie Państwo Podziemne otrzymało już niebagatelne wsparcie. Do tego spiętrzone zbrodnie Niemców, nazywane całkowicie chaotycznymi i niesprawiedliwymi nawet w oczach niemieckiej administracji i wojska, przekreślały właściwie przekierowanie warunków okupacyjnych w kierunku modelu testowanego w Protektoracie Czech i Moraw.
To właśnie od początku 1943 roku Armia Krajowa rozpoczęła wzmocnione działania dywersyjne. Generalne Gubernatorstwo dosłownie wrzało. 23 września 1943 roku Goebbels wzdychał: „Bardzo brakuje Führera Heydricha. W kontekście obecnej polityki personalnej byłby odpowiedniejszym człowiekiem do zaprowadzenia spokoju i porządku w Generalnym Gubernatorstwie”.
Na koniec przypomnijmy, jak Hans Frank prezentował się czytelnikom niemieckich gazet: „Gdybym o każdych siedmiu rozstrzelanych Polakach chciał rozwieszać plakaty, to w Polsce nie starczyłoby lasów na wyprodukowanie papieru na takie plakaty”. Heydrich w tym czasie wolał trzymać język za zębami i organizował system mający wymordować miliony ludzi. Jeśli przyjąć pogląd na II wojnę światową, że okrucieństwo Niemców utrudniało im wygranie wojny, to nie będzie przesadą stwierdzenie, że Heydrich prezentował bodaj najbardziej niebezpieczną twarz nazizmu – chłodnego biurokraty, który nie tylko wykonuje swoje rozkazy, ale ma sporo inicjatywy i zawsze jest otwarty na elastyczne rozwiązania w drodze do celu.


