Zamarłam, gdy notariuszka odczytała testament. „Nieruchomość w Sopocie i wszystkie oszczędności zapisuję mojej byłej synowej, Paulinie”. Teściowa zerwała się z krzesła z wrzaskiem, że to…

Zamarłam, gdy notariuszka odczytała testament. „Nieruchomość w Sopocie i wszystkie oszczędności zapisuję mojej byłej synowej, Paulinie”. Teściowa zerwała się z krzesła z wrzaskiem, że to...

Zgasiłam silnik mojego wysłużonego Opla pod ponurym szarym blokiem z wielkiej płyty i oparłam głowę o kierownicę, wypuszczając z płuc całe powietrze. Dłonie trzęsły mi się jak galareta, a serce waliło tak głośno, że aż dudniło mi w uszach. Zerknęłam na zegarek. Miałam jeszcze kwadrans do spotkania.

Thumbnail

Przez ułamek sekundy pomyślałam tchórzliwie, żeby wrzucić wsteczny i po prostu stąd zwiać, ale szybko sama się otrząsnęłam. Nie mogłam tak po prostu stchórzyć. Musiałam to zrobić choćby ze względu na pamięć o panu Piotrze. Zamknęłam na chwilę oczy i przed oczami od razu stanął mi tamten koszmarny moment, kiedy zadzwonili do mnie ze szpitala.

Rozległy zawał. Medycy robili, co mogli, ale minęły już trzy tygodnie, a do mnie wciąż nie docierało, że nigdy więcej nie usłyszę jego ciepłego głosu, nie zobaczę tego serdecznego uśmiechu i nie poczuję, jak mocno po ojcowsku mnie przytula. Paulina, przecież wiesz, że murem stoję za tobą. Powtarzał mi zawsze teść.

Cokolwiek by się działo, możesz na mnie liczyć. I to nie były puste słowa. Od samego początku, kiedy tylko się poznaliśmy, złapaliśmy niesamowity kontakt. Może dlatego, że ja w ogóle nie znałam swojego ojca.

Ulotnił się, zanim jeszcze przyszłam na świat. A może pan Piotr po prostu od razu poczuł, że nadajemy na tych samych falach. Daniel, chłopie, nie zepsuj tego. Upominał wtedy swojego syna.

Drugiej takiej dziewczyny nie znajdziesz, choćbyś szukał do końca życia. Mądra, śliczna, a co najważniejsze ma po prostu dobre serce. Niestety sielanki nie było. Pani Janina, żona Piotra, od pierwszych minut traktowała mnie jak najgorsze zło.

Nawet nie próbowała udawać i na każdym kroku dawała mi odczuć, że jako dziewczyna z najzwyklejszej robotniczej rodziny jestem od nich gorsza. Ciebie już całkiem porąbało? Wrzeszczała na Daniela, zupełnie nie przejmując się tym, że stoję obok. Córka ciotki Weroniki jest taką świetną partią.

Ta ich Kasia i urodę ma, i porządne studia skończyła, a jej rodzice mają kupę pieniędzy. A to to przecież córka sprzątaczki. Masz dyplom magistra inżyniera. I gdzie ty masz oczy?

Przecież ona nam wstyd przed ludźmi narobi. Będziesz ją tylko utrzymywał, ty bezmózgowcu. Podczas każdych imienin czy świąt Janina szukała tylko pretekstu, żeby wbić mi szpilę. A to firanki były za długie, a to serwetki krzywo leżały na stole.

Ale pan Piotr nigdy nie pozwalał mnie krzywdzić. Janiu, mówił wtedy spokojnym, ale stanowczym tonem. Jeśli coś ci się nie podoba, pogadajmy o tym w cztery oczy. Nie psujmy wszystkim atmosfery.

Pamiętam, jak na urodzinach Daniela teściowa demonstracyjnie przesiadła się na drugi koniec stołu, gdy tylko usiadłam obok niej. Pan Piotr bez słowa wstał, podszedł do mnie i zajął zwolnione krzesło. Najlepsze towarzystwo i tak zawsze siedzi w tej części sali. Skwitował z uśmiechem.

Puścił do mnie oko, nakładając mi na talerz porcję sałatki jarzynowej. Do dziś pamiętam, jak potwornie mnie to wtedy zabolało, aż łzy stanęły mi w oczach. Miałam ochotę zerwać się z krzesła i po prostu stamtąd uciec, ale pan Piotr, który siedział tuż obok, mocno ścisnął mnie za ramię. Ani mi się waż.

Jeśli go kochasz, to walcz, a ja ci pomogę. Uwierz mi, wiem, jaka jesteś naprawdę. No i walczyłam przez dwa lata. Walczyłam o naszą rodzinę, o tę miłość i o prawo do zwykłego szczęścia.

Ale starcie z dwiema kobietami, apodyktyczną teściową i matką tej idealnej kandydatki Kasi, okazało się ponad moje siły. Zwłaszcza że mój mąż przy każdym konflikcie ślepo stawał po stronie mamusi. Każdy niedzielny obiad u teściów wyglądał jak przesłuchanie, a każde święta były jednym wielkim pokazem tego, jak cudowną synową byłaby Kasia. Mama już taka jest.

Zbywał mnie zawsze Daniel tą swoją wyuczoną śpiewką. Nie przejmuj się nią. Ale szczerze mówiąc, uważam, że ma prawo wyrazić swoje zdanie i coś doradzić. To mądra kobieta, wie, co mówi.

Życie jest o wiele prostsze, kiedy się jej słucha. Danielu, jesteś dorosłym facetem. Nie wytrzymałam któregoś razu. Kiedy w końcu zaczniesz sam decydować o swoim życiu?

Kiedy przestaniesz być maminym synkiem? Mamy własne małżeństwo. Co to w ogóle znaczy mamin synek? Wściekł się Daniel.

Ja po prostu szanuję zdanie własnej matki. A ty wiecznie szukasz dziury w całym i kręcisz afery o nic. Może to z tobą jest coś nie tak, a nie z nią. Tamtego wieczoru pękłam i postawiłam sprawę na ostrzu noża.

Albo natychmiast się wyprowadzamy i idziemy na swoje, albo się rozstajemy. Daniel wybrał mamę, a po miesiącu kilku nieudanych prób, żeby mnie odzyskać, z czystej przekory ożenił się z Kasią. Potrząsnęłam głową, żeby odgonić te cholerne wspomnienia. Zegarek wskazywał za pięć, czas gonił.

Wyprostowałam się, wzięłam głęboki wdech i wysiadłam z auta. Przed drzwiami kancelarii notarialnej czekali już pani Janina, Daniel i ta jego nowa żona, Kasia. Teściowa nerwowo miętosiła w dłoniach pasek od torebki, co chwilę poprawiając idealnie ułożone polakierowane włosy. W jej oczach błyskały pioruny, a usta miała ściągnięte w wąską linię.

Kasia, stojąca kawałek dalej, usilnie udawała, że bardzo interesuje ją wystawa pobliskiej drogerii, ale i tak co chwilę zerkała na mnie ukradkiem. Widać było, że potwornie się tam męczy i czuje się nieswojo. Daniel był nienaturalnie blady, a pod oczami miał wielkie podkrążone sińce. Najwyraźniej ostatnie tygodnie mocno dały mu w kość.

Przestępował z nogi na nogę, zupełnie nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić. Gdy mnie zobaczył, aż drgnął, jakby chciał do mnie podejść, ale matka natychmiast mocno chwyciła go za ramię. Na jej twarzy znowu pojawiła się ta dobrze mi znana, pogardliwa maska. Zaczyna się, pomyślałam, wchodząc po schodkach i zdecydowanym ruchem popychając ciężkie drzwi.

W środku panował chłód i wyjątkowo ponury nastrój. Masywne żaluzje w oknach wpuszczały niewiele światła, przez co w pokoju panował półmrok, od którego od razu zaczęła mnie boleć głowa. Usiadłam na krześle jak najdalej od mojej byłej rodziny, dyskretnie obserwując ich miny. Notariuszka, starsza, szpakowata kobieta w eleganckim biurowym kostiumie, bez pośpiechu wertowała papiery.

Teściowa co chwilę zerkała na nią zniecierpliwiona, całą swoją postawą dając do zrozumienia, jak bardzo to wszystko ją irytuje. W końcu kobieta zza biurka podniosła wzrok. Skoro są już wszyscy obecni, możemy zaczynać. Poczułam, jak po plecach przechodzi mi dreszcz.

Za chwilę miałam poznać ostatnią wolę człowieka, który był dla mnie jak prawdziwy ojciec. Ja, Piotr Białogrodzki, będąc w pełni władz umysłowych i świadomy swoich czynów, zaczęła monotonnym głosem urzędniczka. Słuchałam tych wszystkich standardowych suchych paragrafów i prawniczych regułek bez większego skupienia, dopóki nie padły konkretne decyzje. Mój udział w trzypokojowym mieszkaniu przy ulicy Leśnej 24 zapisuję synowi Danielowi Białogrodzkiemu.

Kątem oka zarejestrowałam, jak na twarzy Janiny wykwitł triumfalny, pełen satysfakcji uśmiech. Samochód marki Toyota Camry oraz murowany garaż na osiedlu Podlasie przepisuję żonie Janinie Białogrodzkiej. Notariuszka zawiesiła na moment głos, odwróciła kartkę i czytała dalej. Wszystkie oszczędności zgromadzone na kontach w PKO Banku Polskim oraz nieruchomość w Sopocie zapisuję mojej byłej synowej Paulinie Białogrodzkiej.

Co takiego? Janina zerwała się z miejsca tak gwałtownie, że krzesło z hukiem uderzyło o ścianę. To jest jakaś bzdura. To niemożliwe.

Poczułam, że znowu zaczynają trząść mi się ręce. Zerknęłam ukradkiem na Daniela. Zrobił się blady jak ściana, a na jego żuchwie mocno zadrgały mięśnie. Znałam ten widok aż za dobrze.

Mój eks ledwo panował nad wściekłością. Proszę usiąść i zachować spokój. Odezwała się chłodno notariuszka, poprawiając okulary. Jeszcze nie skończyłam czytać.

A co tu jest jeszcze do czytania? Teściowa wrzeszczała już na cały regulator, a jej zadbana dotąd twarz pokryła się czerwonymi plamami z nerwów. Ten testament to fałszerstwo. Omotała starego człowieka, oszukała go.

Piotr nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Daniel złapał matkę za ramiona, próbując zmusić ją do powrotu na miejsce, ale choć sam starał się zachować pozory, w jego oczach malowało się dokładnie to samo oburzenie. O nie, chwileczkę. Janina wyciągnęła drżący palec prosto w moją stronę.

Przylazła tutaj i siedzi, jak gdyby nigdy nic. Wymyśliła to sobie od a do z. Celowo kręciła się wokół Piotra przez ostatnie miesiące, a my, naiwni, daliśmy się nabrać, myśląc, że odezwało się w niej sumienie i chce naprawić relację. Chcieliśmy nawet, urwała nagle w pół zdania.

Kasia szarpała rąbek swojej bluzki, z miną człowieka, który wolałby być w tym momencie na drugim końcu świata. Jej wzrok biegał od męża do teściowej, jakby kompletnie nie potrafiła zdecydować, kogo ma teraz poprzeć. Ja nie odzywałam się ani słowem, kurczowo ściskając w palcach torebkę. Zdawałam sobie sprawę, że jakiekolwiek tłumaczenia tylko doleją oliwy do ognia.

W myślach usłyszałam słowa teścia. Paulina, czasem najmądrzejsze, co możesz zrobić, to po prostu milczeć. Ten dokument został sporządzony w pełni legalnie i zgodnie z przepisami. Ucięła stanowczo notariuszka, stukając długopisem o blat biurka.

Pan Piotr Białogrodzki podpisał go osobiście w mojej obecności. Wszystkie formalności zostały dopełnione. Co więcej, na jego wyraźne życzenie cała procedura została zarejestrowana na wideo. Zaskarżymy to.

Rzuciła z wściekłością Janina, niemal zrzucając z biurka jakieś urzędowe pisma. Idziemy z tym do sądu. Nie pozwolę, żeby jakaś oszustka, ale wtedy notariuszka po raz pierwszy podniosła głos. Apeluję o kulturalne wyrażanie się.

Jeśli pani nie potrafi nad sobą zapanować, będę zmuszona wyprosić panią z gabinetu. Najpierw proszę po dobroci, a jeśli zajdzie taka potrzeba, wezwę ochronę. Proszę stąd wyjść. Gdy tylko znaleźliśmy się na zewnątrz, od razu staliśmy się darmową atrakcją dla przechodniów.

Teściowa, nic sobie nie robiąc z gapiów, dalej się darła. Myślisz, że to ci ujdzie na sucho? Syknęła, wbijając swoje wypielęgnowane paznokcie w mój rękaw. Niedoczekanie.

Przejdę przez wszystkie instancje, ale udowodnię przed sądem, że zmanipulowałaś Piotra, omotałaś go i wykorzystałaś jego starość. Proszę mnie puścić. Powiedziałam cicho, ale bez wahania, wyszarpując rękę. To boli?

Boli? Zarechotała histerycznie. Ty jeszcze nie masz pojęcia, czym jest prawdziwy ból. Zrobię z twojego życia piekło.

Mamo, daj spokój. Idziemy. Daniel zaczął ciągnąć matkę za kurtkę, rozglądając się nerwowo wokół. Pod drzwiami kancelarii zdążyła już stanąć grupka zaciekawionych ludzi.

To nie miejsce na takie sceny. A ty? Janina fuknęła na syna, a głos aż jej drżał z wściekłości. Też jesteś świetny.

Słowa z siebie nie wydusisz. Ona nas po prostu okradła. Zbuntowała ojca przeciwko nam, a ty stoisz jak ten kołek. Kasia stała kawałek dalej z zamkniętymi ustami, wyglądając, jakby marzyła tylko o tym, by ziemia się pod nią rozstąpiła.

Próbowała odciągnąć Daniela od tego całego cyrku, ale on stał jak wryty. Założę sprawę w sądzie! Wrzasnęła na koniec teściowa, pakując się wreszcie do auta. Szykuj się.

Tak tego nie zostawię. Nawet nie licz na swoich obrońców. Wszystko wyciągnę na światło dzienne. Rzuciła na odchodnym.

Patrzyłam na ruszający z piskiem opon samochód i czułam w środku totalną pustkę. Wiedziałam, że Janina nie odpuści. Czekała mnie długa, wyczerpująca batalia o uszanowanie ostatniej woli człowieka, który jako jedyny nigdy mnie nie zawiódł. Wyciągnęłam z kieszeni komórkę i wybrałam numer swojego prawnika.

W słuchawce odezwał się opanowany głos. Rozumiem, że scenariusz potoczył się dokładnie tak, jak zakładaliśmy. Tak, panie mecenasie. Wygląda na to, że czeka nas ostra przeprawa.

Proszę się nie martwić. Uspokoił mnie adwokat. Pan Piotr zabezpieczył wszystko od a do z. Nie mają z nami najmniejszych szans.

Przez kolejne miesiące, zanim wyznaczono termin rozprawy, przeżywałam prawdziwy koszmar. Mój telefon bez przerwy wibrował od połączeń z zastrzeżonych i obcych numerów. Przestałam w ogóle odbierać, ale skrzynka była pełna wiadomości. Zrezygnuj z tego zapisu, dopóki prosimy po dobroci.

Sąd i tak uzna cię za naciągaczkę. Oddaj to, co ukradłaś. Janina potrafiła godzinami koczować pod moim blokiem i próbowała wślizgnąć się na klatkę, ale na szczęście sąsiedzi pilnowali, żeby nie wpuszczać nikogo obcego. Któregoś dnia dopadła mnie nawet w osiedlowym dyskoncie przy kasie.

Myślisz, że Boga za nogi złapałaś? Syknęła ostro, łapiąc mnie za przegub dłoni. I tak znajdę na ciebie haka. Zobaczysz.

Mijały tygodnie, aż w końcu nadszedł dzień rozprawy. Gdy tylko przekroczyłam próg sali sądowej, od razu poczułam na sobie nienawistny wzrok byłej teściowej. Janina siedziała sztywno jak struna, z dumnie uniesioną głową, emanując niezachwianą pewnością siebie. Obok niej przycupnął Daniel, który robił wszystko, byle tylko nie spojrzeć w moją stronę.

Początek rozprawy pamiętam jak przez mgłę. Prawie nie docierały do mnie wywody ich pełnomocnika, który przekonywał sąd, jakoby podstępna synowa żerowała na staruszku. Wysoki sądzie! Odezwał się w końcu mój adwokat, wstając z miejsca.

Dysponuję dowodem, który rzuca zupełnie nowe światło na tę sprawę. To osobisty list pana Piotra Białogrodzkiego, spisany przez niego własnoręcznie i potwierdzony notarialnie. Przez salę przeszedł cichy szum. Wyjęłam z torebki kopertę, którą teść wcisnął mi do rąk kilka miesięcy przed śmiercią.

Ja, Piotr Białogrodzki, będąc w pełni władz umysłowych, pragnę czarno na białym wyłożyć motywy mojej decyzji. Paulina stała się dla mnie córką, której los nigdy mi nie dał. Ale co najważniejsze, dzięki niej zaznałem największego szczęścia, jakim jest bycie dziadkiem. Mój wnuk, który nosi po mnie imię Piotruś, to mój największy skarb na tym świecie.

Zdecydowałem się przepisać tę część majątku Paulinie, ponieważ moim jedynym celem jest zabezpieczenie przyszłości mojego wnuka. Jaki znowu wnuk? Janina dosłownie wystrzeliła z krzesła. O czym on tam w ogóle pisze?

Podniosłam się niespiesznie i rzuciłam mojej byłej teściowej prosto w twarz lodowate spojrzenie. Ma pani wnuka, który niedługo skończy dwa lata. Urodził się siedem miesięcy po naszym rozwodzie. Co ty powiesz?

Daniel zalał się trupią bladością. Byłaś w ciąży i nic mi nie powiedziałaś? Próbowałam. Dokładnie w dniu, w którym chciałam ci o wszystkim powiedzieć, oznajmiłeś mi, że zaręczyłeś się z Kasią.

Kilka dni później całkowicie urwałeś ze mną kontakt, więc uznałam, że nie ma już o czym rozmawiać. Mój eks gapił się na mnie z otwartymi ustami, jakby widział mnie pierwszy raz w życiu. Aż cały chodził z nerwów. Ty ukryłaś przede mną mojego własnego syna.

Głos całkowicie mu się załamał, przechodząc w krzyk. Nie. Po prostu odcięłam moje dziecko od faceta, dla którego mamusia była ważniejsza niż własna żona. Jedyną osobą z waszej rodziny, która znała prawdę, był twój ojciec.

Przez cały ten czas niesamowicie mnie wspierał. Odebrał mnie ze szpitala po porodzie. Wpadał do nas w każdy weekend. Błagałam pana Piotra, żeby nikomu nie mówił.

Uszanował moją decyzję, choć nieraz próbował przekonać mnie, żebym powiedziała ci prawdę. Właśnie dlatego podjął taką, a nie inną decyzję. Z mojej strony nie było tu żadnych kalkulacji, gier ani oszustwa. Nigdy w życiu.

Janina opadła ciężko na ławę, chowając twarz w dłoniach. Kasia, która do tej pory siedziała jak posąg, cicho pociągnęła nosem. To ja mam wnuka. Teściowa uniosła zapłakane oczy, patrząc na mnie po raz pierwszy bez wrogości.

Dlaczego mi nie pisnęłaś ani słowa? Bo nie dała mi pani żadnego wyboru. Zrobiła pani absolutnie wszystko, żeby zniszczyć moje małżeństwo. A teraz próbuje pani odebrać nam to, co zostawił człowiek, który jako jedyny potrafił być dla mnie ojcem.

W tym momencie sędzia ogłosił przerwę. Wyszłam na korytarz, czując, jak puszczają mi wszystkie nerwy i jak potwornie mam spięte ciało. W torebce odezwał się telefon. Opiekunka podesłała mi zdjęcie uśmiechniętego Piotrusia.

Patrzyłam na tę kochaną buźkę mojego synka, który tak niesamowicie przypominał zmarłego teścia. I dotarło do mnie, że ta cała szarpanina miała głęboki sens. Pod zdjęciem niania dopisała: Właśnie sam wstał na nóżki. Trzyma się szczebelków łóżeczka.

Pokaż mi go. Na dźwięk głosu Daniela aż podskoczyłam. Odwróciłam się gwałtownie. Mój były mąż stał oparty plecami o ścianę i patrzył na mnie wzrokiem, jakiego u niego jeszcze nie widziałam.

Proszę cię, muszę go zobaczyć. Wykrztusił. Po krótkim wahaniu podałam mu telefon, a Daniel wręcz wbił wzrok w wyświetlacz. Palce mu drżały, gdy przewijał kolejne zdjęcia.

Mój Boże, ma oczy ojca. Identyczne, takie jasnoniebieskie i ten uśmiech. Wykapany tata. Po jego policzku spłynęła łza.

Dlaczego? Daniel spojrzał na mnie z absolutną rozpaczą w oczach. Dlaczego mi wtedy nie powiedziałaś? Przez te wszystkie miesiące myślałem, że po prostu nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego.

Ja bym naprawdę? Uśmiechnęłam się z gorzką ironią. Zostawiłbyś mamusię? Odwołałbyś ślub z Kasią?

Nie wierzę w ani jedno słowo. Kogo ty chcesz teraz oszukać? Swój wybór już dawno podjąłeś, Danielu. I to nie byłam ja.

Muszę się z nim zobaczyć. Bez względu na wszystko. To mój syn. Nie.

Ucięłam stanowczo. Na razie nie ma mowy. Najpierw zrób porządek z własnym życiem. Zastanów się dobrze, co w ogóle możesz dać temu dziecku poza nagłym chwilowym impulsem, żeby je zobaczyć.

To nie jest zabawka, o której przypominasz sobie wtedy, kiedy masz na to ochotę. W tym momencie na korytarzu pojawiła się Janina. Podeszła do nas powoli, wręcz nieśmiało. Ma oczy Piotra, prawda?

Zapytała cichutko, a w jej głosie po raz pierwszy nie słyszałam ani grama jadu. Było tam tylko bezbrzeżne zmęczenie i coś na kształt poczucia winy. Tak. Skinęłam głową.

I charakter ma równie cudowny. Prawie w ogóle nie płacze. Do każdego tylko się uśmiecha. Teściowa pociągnęła nosem i po chwili wykrztusiła.

Wybacz mi. Wybacz, jeśli tylko potrafisz. Tak panicznie bałam się, że stracę syna, że przez własną głupotę omal nie straciłam wnuka. Wracajmy na salę.

Zaproponował łagodnie mój adwokat, przerywając tę ciężką ciszę. Zostało parę formalności do domknięcia. Gdy przekraczaliśmy próg sali rozpraw, Daniel szepnął mi jeszcze nad uchem. Naprawię to wszystko, przysięgam.

Tylko daj mi jakąś szansę. Nic nie odpowiedziałam. Wiedziałam doskonale, że czeka nas jeszcze mnóstwo trudnych rozmów i twardych decyzji. Najważniejsze było nie stracić tej mądrości, którą zaszczepił we mnie pan Piotr.

Paulina, serce nigdy cię nie okłamie i pokaże właściwą drogę. Po prostu wsłuchaj się w jego głos. Rozprawa trwała jeszcze z godzinę, ale były to już czyste formalności. Janina wycofała pozew, a ja, patrząc na zdjęcie mojego roześmianego synka, pomyślałam, że pan Piotr nawet z tamtego świata dokonał niemożliwego.

Znowu w jakiś sposób połączył tę rodzinę. Może nie tak, jak wyglądała kiedyś, ale bez wątpienia dokładnie tak, jak powinno być od samego początku. Minęło sześć miesięcy. Siedziałam na ławce, patrząc, jak Daniel huśta roześmianego Piotrusia, i rozmyślałam o tym, jak przewrotny bywa los.

Wiedziałam, że jako mężczyźnie nigdy nie będę w stanie mu wybaczyć. Rana po tamtym zdradzieckim ciosie była po prostu zbyt głęboka. Ale jako ojcu naszego dziecka, tak, jemu potrafiłam wybaczyć. Mój teść powtarzał, że w życiu nie ma przypadków.

Dopiero teraz widziałam, jak wielką miał rację. Dzieci nie mogą płacić za błędy i głupotę swoich rodziców. Każde dziecko ma święte prawo wiedzieć, kim jest jego tata, budować z nim więź, czuć jego troskę i miłość. Daniel przyjeżdżał do nas w każdą sobotę i niedzielę, poświęcając synowi każdą wolną chwilę.

I kiedy tak obserwowałam ich razem, dotarło do mnie, że czasem wybacza się nie dla własnego świętego spokoju, ale dla tych, których kocha się nad życie.