„To koniec, Augustinie.” Usłyszałem te słowa od człowieka, który jeszcze dzień wcześniej nazywał mnie przyjacielem. Był zwykły marcowy poranek 1939 roku, nad Pragą wisiała mgła, a ulicami miasta…

„To koniec, Augustinie.” Usłyszałem te słowa od człowieka, który jeszcze dzień wcześniej nazywał mnie przyjacielem. Był zwykły marcowy poranek 1939 roku, nad Pragą wisiała mgła, a ulicami miasta...

Piątego marca 1939 roku nad Pragą zapadła cisza, którą przerywał tylko miarowy stukot butów i warkot silników. Niemieckie kolumny wojskowe wtaczały się do miasta, a czołgi i ciężarówki wypełnione żołnierzami w szarych mundurach przesuwały się przez brukowane ulice dawnej stolicy Czechosłowacji. Tłumy patrzyły w osłupieniu. Niektórzy płakali, inni stali bez ruchu, a jeszcze inni pochylali głowy i odchodzili w głąb zaułków, nie chcąc patrzeć na to, co się właśnie dokonywało.

Thumbnail

Nad miastem zawisły swastyki. Ogłoszono utworzenie protektoratu Czech i Moraw. Państwo, które narodziło się z nadziei 1918 roku, przestało istnieć. Wraz z państwem zniknęła jego armia.

Czescy i słowaccy żołnierze zostali rozwiązani, pozbawieni kraju, którego mieli bronić. Wielu z nich nie pogodziło się z losem i potajemnie przekraczało granice Polski i Węgier, by dalej walczyć we Francji i Wielkiej Brytanii. Część z nich zasiliła szeregi brytyjskiego RAF-u i zyskała sławę w bitwie o Anglię. Ale nie wszyscy wybrali drogę odwagi.

Wśród tych, którzy zostali w tyle, był jeden człowiek, młody pilot, którego lojalność miała okazać się zgubna. Nazywał się Augustin Przeucil. To on pewnego dnia miał zdradzić przyjaciół, kraj i samą ideę wolności. Przeucil urodził się 3 lipca 1914 roku w małej wiosce Trzepsin w środkowych Czechach, na ziemiach należących wtedy do Cesarstwa Austro-Węgier.

Jego ojciec, również Augustin, był rzeźnikiem, a matka Marie zajmowała się domem. Pierwsza wojna światowa zniszczyła stary porządek, a nowo powstała Czechosłowacja stała się dla młodych ludzi symbolem nowoczesności i wolności. Największym obiektem podziwu było lotnictwo. Przeucil, jak wielu jego rówieśników, marzył o karierze w powietrzu.

Ukończył trzymiesięczny kurs pilotażu cywilnego, a potem wstąpił do czechosłowackich sił powietrznych. Latał na wojskowych maszynach i szybko zdobywał doświadczenie. Uchodził za pilota zdolnego, choć nie wybitnego. Był ambitny.

Liczył na długą służbę i awanse. Wszystko jednak legło w gruzach we wrześniu 1938 roku, kiedy układ monachijski zmusił republikę do oddania Sudetów Rzeszy. Kilka miesięcy później Wehrmacht zajął resztę kraju. Czeskie ziemie stały się protektoratem, a dla oficerów takich jak Przeucil przyszłość stała się nagle niepewna.

Armia została rozwiązana. Niektórzy oficerowie przyjęli posady pod niemieckim nadzorem. Inni uciekli z kraju, by walczyć dalej za granicą. Przeucil najpierw postanowił złożyć podanie do Luftwaffe, niemieckich sił powietrznych, ale został odrzucony.

W międzyczasie tysiące jego rodaków nielegalnie przedostawało się do Polski i na Węgry, by stamtąd dotrzeć do Francji i Wielkiej Brytanii. Zaskakująco, także Przeucil znalazł się wśród tych, którzy opuszczali okupowaną ojczyznę. Jego towarzysze byli pewni, że podąża na zachód, by kontynuować walkę z nazistami. W rzeczywistości sprawy miały się inaczej.

Przeucil nie miał zamiaru walczyć. Po nieudanej próbie ucieczki z kraju skontaktowało się z nim Gestapo i latem 1939 roku oficjalnie został jego agentem. Ponownie wyjechał na emigrację, tym razem do Polski, gdzie wstąpił w szeregi tworzących się czechosłowackich oddziałów. Kontakt z Gestapo utrzymywał, wysyłając pocztą szczegółowe raporty na temat ich działalności.

Gdy oddziały przeniosły się do Francji, a po jej upadku do Wielkiej Brytanii, Przeucil podążał za nimi. W Wielkiej Brytanii przeszedł przez kilka jednostek RAF-u. Oceny miał raczej negatywne. W końcu trafił do jednostki szkoleniowej, gdzie pracował jako instruktor nowych pilotów.

Na pierwszy rzut oka wydawał się po prostu niesfornym czeskim lotnikiem na obczyźnie. Ale jego lojalność należała do Berlina. Nawet jego prywatne życie mogło być częścią gry. Podczas pobytu w Anglii poznał dziewiętnastoletnią Muriel Graham Kby, która wkrótce została jego narzeczoną, a potem żoną.

Jej rodzice musieli wyrazić zgodę na ślub ze względu na jej młody wiek. Prawdopodobnie małżeństwo miało jedynie uwiarygodnić jego pozycję i odwrócić podejrzenia. Przez cały ten czas Przeucil pozostawał agentem Gestapo i czekał na odpowiedni moment. Ten nadszedł 18 września 1941 roku.

Podczas lotu szkoleniowego, gdy instruował podopiecznego w drugim samolocie, zgłosił problemy techniczne, po czym oderwał się od formacji i zanurkował w stronę kanału La Manche. Lecieli nisko nad falami, poniżej niemieckiego radaru, aż dotarł do wybrzeża okupowanej Belgii. Manewr miał na celu uniknięcie przypadkowego zestrzelenia przez niemiecką obronę przeciwlotniczą, która mogła wziąć go za wrogi samolot. Mimo to niemiecka bateria na belgijskim brzegu wykryła jego maszynę.

Przeucil wykonał awaryjne lądowanie. Miejscowi mieszkańcy próbowali mu pomóc. Ostrzegali go przed Niemcami, proponowali schronienie i dalszą ucieczkę. Jednak on wcale nie zamierzał uciekać.

Nie próbował też zniszczyć samolotu. Gdy na miejsce dotarli niemieccy żołnierze, Przeucil wskazał tych, którzy zaoferowali mu pomoc. Dwóch Belgów, którzy chcieli go ratować, zostało wkrótce potem straconych przez Gestapo. W Wielkiej Brytanii początkowo uznano, że Przeucil rozbił się i zginął nad morzem.

Jego żona opłakiwała go, wierząc, że padł ofiarą wojennej służby. Dopiero gdy belgijski ruch oporu przekazał do Londynu informacje o dziwnym zachowaniu pilota i losie dwóch Belgów, brytyjskie władze poznały prawdę. Wtedy też rozważano przyznanie Przeucilowi pośmiertnie czechosłowackiego krzyża wojennego, ale dzięki tym doniesieniom do tego nigdy nie doszło. Powodem, dla którego zdezerterował, było przekonanie, że pilotuje najnowocześniejszy myśliwiec Hawker Hurricane.

Wierzył, że Niemcy nie znają tej maszyny, a jej zbadanie da im strategiczną przewagę. Mylił się. Dostarczył im starszą wersję samolotu, o której niemiecki wywiad już wiedział. Mimo to jego wiedza na temat procedur RAF-u, organizacji emigracyjnych oddziałów i szlaków ucieczkowych czyniła go cennym informatorem.

Dostarczał Gestapo w Pradze szczegółowe raporty o zagranicznych lotnikach. Za swoją pracę otrzymał sto tysięcy marek niemieckich, co dziś odpowiadałoby ponad dziewięćdziesięciu pięciu tysiącom dolarów. Nie poprzestał na szpiegowaniu. Gestapo wykorzystywało go także do prowokowania ruchu oporu w kraju.

Wysłano go do małej twierdzy w Terezinie, gdzie udawał więźnia. Miał zdobywać informacje od prawdziwych osadzonych i zdradzać ich nazwiska. Brał również udział w przesłuchaniach schwytanych czechosłowackich lotników, których przywożono do Pragi. Współpracował z innymi zdrajcami, Karolem Czurdą i Williamem Gerikiem.

To właśnie Przeucil doniósł na Gerika za słabą współpracę. Dzięki temu donosowi Gestapo odkryło, że Gerik próbował nawiązać kontakt z ruchem oporu. Były agent został aresztowany i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau, a Przeucil po raz kolejny otrzymał nagrodę. Istnieją teorie, że jego współpraca z Gestapo mogła mieć związek z morderstwem.

Przed wojną, w rodzinnej wsi Trzepsin, Przeucil zakochał się w miejscowej dziewczynie o imieniu Maruszka Jaruszkowa. Ona jednak nie odwzajemniała jego uczuć. Pewnego dnia została znaleziona martwa. Okoliczności jej śmierci nigdy nie zostały wyjaśnione.

Jedna z teorii głosi, że to Przeucil ją zabił. Jego rzekomy wspólnik, który miał mu pomóc wrzucić ciało do rzeki, by upozorować samobójstwo, przyznał się do udziału w zbrodni dopiero na łożu śmierci. Możliwe, że Gestapo dowiedziało się o morderstwie i wykorzystało tę wiedzę, by zmusić Przeucila do współpracy. W 1944 roku wojna zaczęła wyraźnie obracać się przeciwko Niemcom.

Alianci wylądowali w Normandii, Armia Czerwona posuwała się od wschodu, a ruchy oporu w całej Europie nabierały siły. Wartość Przeucila jako informatora malała, ale nadal służył Gestapo aż do ostatnich dni wojny. Gdy w maju 1945 roku nazistowskie Niemcy skapitulowały, dla wszystkich kolaborantów nadszedł czas rozliczeń. Przeucil próbował ukryć swoją przeszłość, ale jego działalność była zbyt dobrze znana.

Dziewiętnastego maja 1945 roku, jedenaście dni po upadku Rzeszy, został aresztowany w Pradze jako znany agent Gestapo. Początkowo miał stanąć przed sądem wojskowym, ale sprawę przekazano cywilnemu sądowi ludowemu w Pradze, który zajmował się byłymi kolaborantami. Powojenny stan czechosłowackiego wymiaru sprawiedliwości dobrze oddaje fakt, że człowiek, który zostawił za sobą tylko zniszczenie i ciała zamordowanych ludzi, zeznawał w procesach Williama Gerika i Karela Czurdy. Do dziś nie wiadomo, czy próbował w ten sposób wymienić zeznania na łagodniejszy wyrok.

Proces Augustina Przeucila odbył się w Pradze 14 kwietnia 1947 roku. Postawiono mu poważne zarzuty: zdrada stanu, szpiegostwo, dezercja oraz współudział w śmierci członków ruchu oporu i cywilów. Jego obrońca próbował przekonać sąd, że klient jest chory psychicznie, ale ta strategia nie zadziałała. Proces trwał zaledwie kilka godzin.

Zapadł wyrok śmierci. Tego samego dnia, 14 kwietnia 1947 roku, trzydziestodwulatek Augustin Przeucil został powieszony w więzieniu Pankrac w Pradze.