Miałam dwadzieścia minut do odjazdu, a ja właśnie przytuliłam do piersi kompletnie obcego faceta na warszawskim lotnisku, krzycząc „Adam, ty spóźnialski!”. Kiedy się odwrócił, zrozumiałam swój…

Miałam dwadzieścia minut do odjazdu, a ja właśnie przytuliłam do piersi kompletnie obcego faceta na warszawskim lotnisku, krzycząc „Adam, ty spóźnialski!”. Kiedy się odwrócił, zrozumiałam swój...

Warszawa przywitała Nadię szarym listopadowym zmierzchem. Po tygodniu na targach designu w Mediolanie marzyła tylko o gorącej kąpieli we własnym mieszkaniu. Lotnisko Chopina tętniło życiem, a ona z wysiłkiem przeciągała walizkę przez zatłoczony terminal. Jej brat Adam obiecał przyjechać, ale jak zwykle się spóźniał.

Thumbnail

Telefon zawibrował. Wiadomość od Adama: jest na terminalu przylotów, w czarnej kurtce i zielonej czapce, czeka przy wyjściu C. Nadia ruszyła w tamtą stronę, lawirując między ludźmi. W pewnym momencie dostrzegła mężczyznę w czarnej kurtce i zielonej czapce, stojącego tyłem do niej.

Nie zastanawiając się długo, objęła go od tyłu. – Adam, ty spóźnialski! – zawołała radośnie. Mężczyzna odwrócił się.

To nie był jej brat. Stała twarzą w twarz z nieznajomym – wysokim, dobrze zbudowanym, o intensywnie niebieskich oczach i kilkudniowym zaroście. Na jego twarzy najpierw pojawiło się zaskoczenie, potem rozbawienie. – Przepraszam, ale chyba pomyliła mnie pani z kimś innym – powiedział głębokim, spokojnym głosem.

Nadia natychmiast się odsunęła, czując, jak gorący rumieniec wpełza jej na policzki. Chciała zapaść się pod ziemię. – Ja… przepraszam.

Myślałam, że pan jest moim bratem. Ma pan taką samą kurtkę i czapkę – wyjąkała. Mężczyzna uśmiechnął się szeroko. – Żaden problem.

Niecodziennie tak piękna kobieta mnie przytula, więc właściwie to miła odmiana. Nadia nie wiedziała, czy się śmiać, czy uciekać. – Dorian Szulc – przedstawił się, wyciągając dłoń. – I naprawdę nie ma potrzeby przepraszać.

– Nadia Urbanowicz – odpowiedziała machinalnie, ściskając jego rękę. W tym momencie telefon znów zawibrował. Adam pisał, że utknął w korku i będzie za dwadzieścia minut. Nadia westchnęła z irytacją.

– Coś nie tak? – zapytał Dorian, obserwując jej reakcję. – Mój brat się spóźnia. Typowe.

Muszę znaleźć jakąś kawiarnię i czekać. Dorian zawahał się przez moment. – W takim razie może napije się pani ze mną kawy. Też na kogoś czekam.

A kawiarnia jest tuż za rogiem. Obiecuję, że nie jestem seryjnym mordercą – dodał z uśmiechem. Nadia zawahała się. Nie miała w zwyczaju przyjmować zaproszeń od nieznajomych, ale było w nim coś ujmującego.

Poza tym siedzenie samotnie w kawiarni z pewnością nie byłoby bardziej ekscytujące. – Dobrze, czemu nie? Ale tylko pod warunkiem, że przestanie pan używać formy „pani”. Mam 29 lat, nie 70.

Dorian roześmiał się. – Zgoda, Nadio. Kawiarnia była przytulna i niezbyt zatłoczona. Znaleźli stolik w rogu.

Dorian zamówił dla siebie czarną kawę, dla niej cappuccino – jakby wiedział, co lubi. – Więc co sprowadza cię do Warszawy? – zapytał. – Właściwie to wracam z Mediolanu.

Byłam na targach designu. Jestem projektantką wnętrz – wyjaśniła, zdejmując płaszcz. – Meble, kolory ścian, takie rzeczy? – dopytał z zainteresowaniem.

Nadia uśmiechnęła się lekko. Zawsze ją bawiło, gdy ludzie tak upraszczali jej zawód. – Tak, między innymi. Obecnie pracuję głównie przy projektach komercyjnych.

Restauracje, hotele, biura. Czasem trafia się prywatne mieszkanie, ale to rzadziej. – Brzmi fascynująco – powiedział Dorian i co zaskakujące, wydawał się naprawdę zainteresowany. – Zawsze podziwiałem ludzi, którzy potrafią przekształcić pustą przestrzeń w coś pięknego i funkcjonalnego.

Nadia poczuła przyjemne ciepło. Rzadko spotykała osoby, które naprawdę doceniały jej pracę poza aspektem czysto wizualnym. – A ty czym się zajmujesz? – zapytała, gdy kelnerka postawiła przed nimi filiżanki.

Dorian zawahał się na moment. – Jestem w branży nieruchomości. Głównie inwestycje, rewitalizacje starych budynków, takie rzeczy. Coś w jego tonie sugerowało, że nie mówi całej prawdy, ale Nadia nie naciskała.

W końcu dopiero co się poznali. Rozmowa popłynęła zaskakująco naturalnie. Dyskutowali o Warszawie, o jej zmieniającym się krajobrazie architektonicznym, o kontrastach między nowoczesnością a historią. Dorian okazał się inteligentnym i błyskotliwym rozmówcą, z lekkim poczuciem humoru, które sprawiało, że Nadia łapała się na tym, że śmieje się częściej niż zwykle.

Nagle telefon zadzwonił. To był Adam. – Nadiu, przepraszam cię strasznie, ale nie dam rady po ciebie przyjechać. Mamy kryzys w pracy.

Muszę zostać do późna. Możesz wziąć taksówkę, oddam ci pieniądze – mówił naprawdę skruszony. Nadia westchnęła, czując rosnącą irytację. – Jasne, Adam.

Nie pierwszy raz – odparła, starając się nie okazać rozczarowania. Rozłączyła się i spojrzała na Doriana z przepraszającym uśmiechem. – Mój brat nie przyjedzie. Kryzys w pracy, podobno.

– To niefortunne – powiedział Dorian, po czym zawahał się. – Dokąd jedziesz? Może mógłbym cię podrzucić? I tak czekam na kierowcę.

Nadia spojrzała na niego z zaskoczeniem. Taksówka z lotniska do centrum kosztowałaby majątek. Z drugiej strony prawie go nie znała. – To miłe, ale nie chcę sprawiać kłopotu – odpowiedziała dyplomatycznie.

– Żaden kłopot. Po prostu powiedz, gdzie cię wysadzić. Nadia zastanawiała się przez moment. Instynkt podpowiadał jej, że może mu zaufać.

A poza tym było w nim coś, co sprawiało, że nie chciała jeszcze kończyć tego spotkania. – W takim razie jadę do hotelu Bristol. Mam tam zarezerwowany pokój na dwie noce. Jutro mam spotkanie z potencjalnym klientem.

– Bristol – Dorian uniósł brwi. – Jeden z najdroższych hoteli w Warszawie. Twoja firma musi dobrze płacić. Nadia zaśmiała się.

– Nie, firma klienta płaci. Chcą, żebym zaprojektowała nową restaurację w ich hotelu w Gdańsku, a właściciel mieszka w Warszawie. Uznali, że będzie wygodniej, jeśli przyjadę na spotkanie tutaj. – Rozumiem.

Cóż, w takim razie masz szczęście, bo jadę praktycznie w tym samym kierunku. Gdy płacili za kawę, do kawiarni wszedł elegancko ubrany mężczyzna i podszedł prosto do ich stolika. – Panie Szulc, samochód czeka – powiedział z szacunkiem. Dorian kiwnął głową.

– Dziękuję, Piotrze. Podwieziemy panią Urbanowicz do hotelu Bristol. Gdy wyszli na zewnątrz, Nadia zobaczyła czarnego Mercedesa klasy S zaparkowanego tuż przed wejściem. Wnętrze samochodu było luksusowe – czarna skórzana tapicerka, drewniane wykończenia, subtelny zapach ekskluzywnych perfum.

Nadia zaczęła się zastanawiać, kim naprawdę jest Dorian Szulc. Zwykły pracownik branży nieruchomości raczej nie jeździłby takim samochodem z prywatnym kierowcą. – Więc jak długo zostaniesz w Warszawie? – zapytał Dorian, przerywając krótką ciszę.

– Tylko do pojutrza. Spotkanie mam jutro, a potem wracam do Krakowa. Mam tam kilka projektów w trakcie realizacji. – A co planujesz robić dziś wieczorem?

Pewnie jesteś zmęczona po podróży. Nadia zawahała się. Rzeczywiście była zmęczona, ale jednocześnie czuła dziwne pobudzenie. – Nie mam konkretnych planów.

Prawdopodobnie zjem kolację w hotelu i pójdę wcześnie spać. – A gdybym zaprosił cię na kolację? Jest pewna kameralna restauracja niedaleko twojego hotelu. Mają fantastyczne dania kuchni polskiej w nowoczesnym wydaniu.

Nadia spojrzała na niego zaskoczona. – Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł. Praktycznie się nie znamy. – Właśnie dlatego to dobry pomysł.

Jak inaczej mamy się poznać? Poza tym znamy się już całe… – spojrzał na zegarek – 45 minut. To chyba wystarczająco długo, by zjeść wspólnie kolację, nie sądzisz?

Nadia nie mogła powstrzymać uśmiechu. Było w nim coś ujmującego, co sprawiało, że chciała się zgodzić, mimo że zazwyczaj była bardziej powściągliwa. – A jeśli okaże się, że jednak jesteś seryjnym mordercą? – zapytała żartobliwie.

– Obiecuję, że nie jestem. Ale jeśli to cię uspokoi, restauracja jest w centrum, pełna ludzi, pełne bezpieczeństwo. Samochód zatrzymał się przed majestatycznym budynkiem hotelu Bristol. Nadia wiedziała, że powinna odmówić.

Była rozsądną kobietą. Nie umawiała się z przypadkowo poznanymi mężczyznami. Ale coś w spojrzeniu Doriana, w jego spokojnej pewności siebie, w tym, jak łatwo im się rozmawiało, sprawiało, że chciała zaryzykować. – W porządku – powiedziała w końcu.

– Zjedzmy tę kolację. Twarz Doriana rozjaśniła się w uśmiechu. – Świetnie. Odbiorę cię o 20:00.

Pokój hotelowy był przestronny i elegancki. Nadia odstawiła walizkę i podeszła do okna. Z dziewiątego piętra rozpościerał się widok na Krakowskie Przedmieście. Mimo deszczu i listopadowej szarości miasto tętniło życiem.

Miała niecałe dwie godziny do spotkania. Nie mogła uwierzyć, że się na to zgodziła. To zupełnie nie w jej stylu. Usiadła na brzegu łóżka i wyciągnęła telefon.

Może powinna sprawdzić w internecie, kim jest Dorian Szulc. Mercedes z kierowcą sugerował, że nie jest zwykłym pracownikiem branży nieruchomości. Po kilku minutach przeglądania wyników wiedziała już wszystko. Dorian Szulc był prezesem i właścicielem Schulz Investments, jednej z największych firm deweloperskich w Polsce.

Odpowiadał za kilka głośnych projektów rewitalizacji zabytkowych budynków w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Magazyn Business Poland umieścił go na liście 30 najbardziej wpływowych przedsiębiorców przed trzydziestką zaledwie dwa lata temu. – Milioner – szepnęła do siebie, odkładając telefon. – Przytuliłam na lotnisku milionera.

Ta myśl wywołała u niej mieszane uczucia. Z jednej strony imponowało jej to, czego dokonał w tak młodym wieku. Z drugiej obawiała się, że dzieli ich zbyt wiele. Ona była zwykłą projektantką wnętrz prowadzącą małe studio w Krakowie.

On – odnoszącym sukcesy biznesmenem z pierwszych stron gazet. Na szczęście zawsze pakowała jedną awaryjną sukienkę – czarną, prostą, ale elegancką, która pasowała na niemal każdą okazję. Po długim prysznicu wysuszyła i wyprostowała swoje zwykle kręcone włosy, nałożyła delikatny makijaż podkreślający zielone oczy. Gdy była prawie gotowa, zadzwoniła jej przyjaciółka Magda.

– Hej, jak Mediolan? Już wróciłaś? – Tak. Właściwie to jestem w Warszawie – Nadia zawahała się, po czym dodała: – I właśnie szykuję się na kolację z mężczyzną, którego poznałam dzisiaj na lotnisku.

Po drugiej stronie zapadła cisza, a potem Magda wybuchnęła śmiechem. – Ty, Nadia Urbanowicz, idziesz na kolację z facetem, którego poznałaś tego samego dnia? Kto ty jesteś i co zrobiłaś z moją przyjaciółką? – Wiem, wiem.

To szaleństwo. Ale uwierz mi, to nie było zwykłe spotkanie. Pomyliłam go z Adamem i przytuliłam go od tyłu na lotnisku. Było tak niezręcznie, że chyba z czystej litości zaproponował mi kawę.

Magda znów wybuchnęła śmiechem. – Przytuliłaś obcego faceta na lotnisku? To brzmi jak początek kiepskiego romansu. – Dzięki za wsparcie.

Ale nie uwierzysz, kim on jest. To Dorian Szulc. – Dorian Szulc? Ten deweloper?

– Tak, ten sam. I szczerze nie wiem, czy to dobry pomysł, żeby iść z nim na kolację. Wydaje się miły, ale… – Ale co?

Jest przystojny, bogaty i najwyraźniej zainteresowany, skoro zaprosił cię na kolację? Idź i baw się dobrze. Co masz do stracenia? – Nie wiem.

Może nic. Po prostu czuję się nieswojo. Nie znamy się. Jesteśmy z różnych światów.

– Nadiu, posłuchaj. Od rozstania z Marcinem nie byłaś na żadnej randce. Cały czas tylko praca, praca, praca. Może to jest właśnie to, czego potrzebujesz.

Spontaniczny wieczór z przystojnym facetem. Bez zobowiązań, bez oczekiwań. Nadia wiedziała, że przyjaciółka ma rację. – Okej, idę na tę kolację – zdecydowała.

– Ale jeśli nie odezwę się do ciebie do jutra rana, dzwoń na policję. Seryjni mordercy często są bogaci i czarujący. Magda roześmiała się. – Obiecuję.

A teraz idź i bądź tą odważną Nadią, którą znam z czasów studiów. Punktualnie o 20:00 drzwi hotelu otworzyły się i wszedł Dorian. Wyglądał jeszcze lepiej niż na lotnisku. Miał na sobie idealnie skrojony granatowy garnitur, białą koszulę bez krawata i eleganckie brązowe buty.

Gdy ją dostrzegł, jego twarz rozjaśnił szczery uśmiech. – Wyglądasz oszałamiająco – powiedział na powitanie, całując ją lekko w policzek. – Dziękuję. Ty również dobrze wyglądasz.

– Starałem się. Niecodziennie mam okazję zaprosić na kolację kobietę, która przytula mnie na lotnisku. Nadia nie mogła powstrzymać uśmiechu. Jego bezpośredniość i poczucie humoru działały na nią rozbrajająco.

Restauracja Stara Kamienica mieściła się w odrestaurowanej kamienicy z XIX wieku. Wnętrze było przytulne i eleganckie jednocześnie – białe obrusy, świece na stolikach, ceglane ściany, stare belki stropowe i subtelna muzyka w tle. Kelner natychmiast rozpoznał Doriana i zaprowadził ich do stolika w ustronnym zakątku. – Przychodzisz tu często?

– zapytała Nadia, gdy usiedli. – Dość regularnie. Lubię to miejsce. Jedzenie jest wyśmienite, a atmosfera nastrojowa – wypowiedział ostatnie słowo z lekkim uśmiechem, który sprawił, że Nadia poczuła motyle w brzuchu.

– Panie Szulc, czy podać wino, które pan zwykle zamawia? – zapytał kelner. – Nie tym razem, Arturze. Pozwól, że dzisiaj wybierze pani Urbanowicz.

Nadia wybrała półwytrawne białe wino z polskiej winnicy. – Więc Dorian Szulc z Schulz Investments – powiedziała, patrząc mu prosto w oczy. – Dlaczego nie powiedziałeś mi od razu, kim jesteś? Dorian wyglądał na zaskoczonego.

– Sprawdziłaś mnie? – Oczywiście, że tak. Nie umawiam się na kolację z nieznajomymi bez małego śledztwa. Dorian roześmiał się.

– Słusznie. I co znalazłaś? – Że jesteś jednym z najbardziej obiecujących deweloperów w Polsce, specjalizującym się w rewitalizacji zabytkowych obiektów. I że prawdopodobnie stać cię na dużo lepszą restaurację niż ta.

– Ta restauracja ma duszę. I najlepszą kaczkę w mieście. A co do mojej pracy – tak, firma odnosi sukcesy, ale to nie definiuje mnie jako człowieka. Wolałem, żebyś poznała najpierw Doriana, a dopiero potem pana prezesa.

W jego głosie było coś szczerego, co sprawiło, że Nadia poczuła się swobodniej. Kolacja przebiegła w zaskakująco przyjemnej atmosferze. Rozmawiali o architekturze, sztuce, podróżach i marzeniach. Nadia stopniowo odkrywała, że pod maską pewnego siebie biznesmena kryje się wrażliwy i autentyczny mężczyzna.

Opowiedział jej o ojcu, architekcie, którego projekt rewitalizacji starej kamienicy w Krakowie został zniszczony przez inwestora żądnego szybkiego zysku. – Pamiętam, jak ojciec wracał do domu zdruzgotany, jak patrzył na swoje pierwotne szkice, a potem na to, co z nich zostało. Wtedy postanowiłem, że kiedyś będę robił takie projekty, ale na własnych warunkach. Żeby łączyć szacunek dla historii i architektury z biznesem.

– To imponujące – powiedziała szczerze Nadia. – Większość młodych ludzi w tym wieku dopiero zaczyna karierę. – Miałem szczęście, ale też determinację i chyba coś do udowodnienia. – A ty jak zostałeś projektantką wnętrz?

– zapytał. Nadia zaśmiała się cicho. – Moja historia nie jest tak dramatyczna. Po prostu zawsze kochałam przestrzenie, kolory, faktury.

Jako dziecko ciągle przestawiałam meble w pokoju, doprowadzając rodziców do szału. Na studiach architektonicznych odkryłam, że najbardziej interesują mnie wnętrza. Jak wpływają na ludzi, na ich nastrój, produktywność, relacje. – Twoja pasja jest zaraźliwa, wiesz?

– powiedział cicho. – Widać, że naprawdę kochasz to, co robisz. Nadia poczuła, jak policzki jej się rumienią. Rozmowa płynęła tak naturalnie, że oboje z zaskoczeniem przyjęli informację od kelnera, że restauracja za piętnaście minut kończy pracę.

Byli ostatnimi gośćmi. – Nie mogę uwierzyć, że jest już tak późno – powiedziała Nadia, spoglądając na zegarek. Było po 23:00. – Czas szybko płynie w dobrym towarzystwie – odparł Dorian, prosząc o rachunek.

Gdy kelner go przyniósł, Nadia wyciągnęła kartę, ale Dorian delikatnie odsunął jej rękę. – Proszę, pozwól mi. To ja cię zaprosiłem. – Ale…

– Następnym razem ty możesz zapłacić. „Następnym razem” – te słowa zawisły między nimi pełne możliwości. Gdy wyszli, powietrze było chłodne. Nadia mimowolnie zadrżała, a Dorian natychmiast zdjął marynarkę i zarzucił jej na ramiona.

– Chcesz od razu wracać do hotelu, czy może przejdziemy się trochę? Stare miasto jest piękne nocą. Nadia wiedziała, że powinna wrócić. Jutro czekało ją ważne spotkanie.

Ale myśl o zakończeniu tego wieczoru wydawała się przedwczesna. – Chętnie się przejdę – odpowiedziała. Ruszyli w kierunku Starego Miasta, mijając podświetlony Zamek Królewski. Rozmawiali o jej studiu w Krakowie, o prowadzeniu własnego biznesu.

– Czasem czuję się, jakbym żonglowała piłkami i nożami jednocześnie – zaśmiała się Nadia. – Ale nie zamieniłabym tego na nic innego. Kocham tę wolność twórczą. Doszli na Rynek Starego Miasta, przestronny plac otoczony kolorowymi kamienicami.

Dorian stanął naprzeciw niej. – Z chęcią pokażę ci więcej, jeśli zechcesz – powiedział cicho. Jego niebieskie oczy odbijały światła latarni. Stali tak blisko siebie, że czuła ciepło jego ciała, zapach jego perfum – subtelny, męski, z nutą drzewa sandałowego.

– Chyba… chyba powinniśmy wracać – powiedziała, nagle czując się niepewnie. – Jutro mam ważne spotkanie. Dorian kiwnął głową, choć w jego oczach dostrzegła cień rozczarowania.

– Oczywiście. Odprowadzę cię do hotelu. Droga powrotna przebiegła w komfortowej ciszy. Pod hotelem Nadia zdjęła jego marynarkę i oddała mu ją z uśmiechem.

– Dziękuję za cudowny wieczór. Dawno się tak dobrze nie bawiłam. – Cała przyjemność po mojej stronie. I naprawdę mam nadzieję, że to nie ostatni raz.

Nadia zawahała się. Jutro wracała do Krakowa, a on był związany z Warszawą. Dzieliło ich dwieście kilometrów i dwa różne światy. – Dorian, ja…

– Nie musisz nic mówić – przerwał jej łagodnie. – Możemy po prostu wymienić się numerami i zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Bez presji, bez oczekiwań. Nadia odetchnęła z ulgą.

– W porządku – zgodziła się, wyciągając telefon. Wymienili się numerami, a ich palce otarły się o siebie, wywołując u Nadii dreszcz emocji. – Czy mogę? – zapytał Dorian, podchodząc o krok bliżej.

Nadia wiedziała, o co chce zapytać, i ku własnemu zaskoczeniu odkryła, że chce tego samego. Kiwnęła lekko głową. Dorian pochylił się, najpierw delikatnie pocałował ją w policzek, a potem bardzo powoli zbliżył usta do jej ust. Pocałunek był lekki, prawie niewinny, ale Nadia poczuła, jak przeszywa ją przyjemne ciepło.

– Dobranoc, Nadio – powiedział cicho. – Powodzenia jutro na spotkaniu. – Dobranoc, Dorianie – odpowiedziała, czując, jak serce bije jej przyspieszone. Weszła do hotelu, a gdy odwróciła się przy drzwiach, zobaczyła, że wciąż stoi na chodniku i patrzy za nią.

Pomachał jej, a ona odpowiedziała tym samym, czując uśmiech rozpływający się na twarzy. W windzie oparła się o ścianę i zamknęła oczy. Co się z nią działo? Nie była typem osoby, która daje się porwać romantycznym gestom.

Zawsze twardo stąpała po ziemi, planowała, analizowała. A tu proszę. Jeden wieczór z przystojnym nieznajomym i już się rozpływała. W pokoju zrzuciła szpilki i padła na łóżko.

Mimo zmęczenia czuła dziwną energię. Wyciągnęła telefon – miała wiadomość od Doriana: „Dziękuję za wspaniały wieczór. Długo będę go pamiętał”. Odpisała krótko i poszła do łazienki.

Patrząc w lustro, zauważyła, że jej oczy błyszczą, a policzki mają lekki rumieniec. Dawno nie wyglądała tak żywo. Następnego dnia spotkanie z klientem przebiegło znakomicie. Nadia przedstawiła swoją wizję restauracji w gdańskim hotelu, nawiązującą do historii spichlerza i morskiej przeszłości Gdańska.

Właściciel sieci hoteli, pan Kamiński, był pod wrażeniem. – Pani podejście jest dokładnie tym, czego szukamy – powiedział na koniec. – Chcemy, by nasza restauracja była wyjątkowa, a nie tylko kolejnym sterylnym, luksusowym miejscem bez charakteru. Wyszła z biura z umową w teczce i uśmiechem na twarzy.

Przy pływie euforii zadzwoniła do Doriana. – Mam kontrakt – oznajmiła, gdy odebrał. – Gratulacje. Ani trochę mnie to nie dziwi.

Jesteś niesamowicie utalentowana. Nadia poczuła, jak serce przyspiesza jej na dźwięk jego głosu. – Mam kilka godzin przed pociągiem do Krakowa. Może spotkamy się na kawę?

– Z przyjemnością. Mam spotkanie za godzinę, ale powinno skończyć się do 14:00. Możemy spotkać się w kawiarni niedaleko twojego hotelu. O 14:30 będę czekał.

Nadia wróciła do hotelu, spakowała rzeczy i zameldowała się. Miała jeszcze dwie godziny, więc przeszła się po Łazienkach Królewskich. Park był piękny nawet w listopadzie – złote i brązowe liście pokrywały alejki, a pałac na wodzie odbijał się majestatycznie w tafli stawu. Usiadła na ławce, a jej myśli krążyły wokół Doriana.

To, co zaczęło się jako zabawne nieporozumienie, zmieniło się w coś, czego nie potrafiła jeszcze nazwać, ale co sprawiało, że czuła się jak nastolatka przed pierwszą randką. Miała trzydzieści lat, udaną karierę, była dojrzałą kobietą. A jednak ten mężczyzna, którego znała zaledwie od wczoraj, wywołał w niej emocje, o których myślała, że dawno je utraciła. Punktualnie o 14:30 drzwi kawiarni otworzyły się i wszedł Dorian – dziś mniej formalny, w granatowym płaszczu, jasnych dżinsach i szarym swetrze podkreślającym kolor oczu.

– Cześć. Jak się czujesz po sukcesie? – Podekscytowana. To duże wyzwanie, ale nie mogę się doczekać, żeby zacząć pracę nad tym projektem.

Rozmowa popłynęła naturalnie. Nadia opowiadała o pomysłach na gdańską restaurację, a Dorian słuchał z prawdziwym zainteresowaniem. Ani przez moment nie poczuła, że ją ocenia czy patrzy z góry, mimo że jego firma realizowała projekty o wiele większe niż jej skromne zlecenia. W końcu Nadia spojrzała na zegarek i westchnęła.

– Muszę już iść. Mój pociąg odjeżdża za godzinę. Dorian również spojrzał na zegarek, a jego twarz spoważniała. – Tak szybko…

Nadia, chciałbym cię o coś zapytać. Serce Nadii przyspieszyło. – Słucham. – W przyszłym tygodniu otwieramy nasz najnowszy projekt.

Odrestaurowaną kamienicę przy ulicy Foksal. Będzie mała uroczystość, kilka przemówień, szampan. Chciałbym, żebyś przyszła jako moja osoba towarzysząca. Nadia poczuła, jak policzki jej się rumienią.

– To dość daleka podróż z Krakowa – powiedziała, zyskując na czasie. Dorian sięgnął przez stół i delikatnie dotknął jej dłoni. – Wiem. I rozumiem, jeśli odmówisz, ale chciałbym cię znowu zobaczyć.

Nadio, jest w tobie coś wyjątkowego. Coś, co sprawia, że czuję się inaczej. Nadia spojrzała na ich złączone dłonie, potem w jego niebieskie oczy. Zobaczyła w nich szczerość i coś jeszcze – nadzieję.

– Dobrze – odpowiedziała cicho. – Przyjadę. Uśmiech, który rozjaśnił jego twarz, był wart każdego kilometra podróży z Krakowa do Warszawy. Po kawie Dorian odprowadził ją na dworzec centralny.

Szli powoli, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Na peronie stanęli naprzeciw siebie, nagle niepewni, jak się pożegnać. – Dziękuję za te dwa dni – powiedziała Nadia. – Były niespodziewane.

Dorian roześmiał się. – Tak, przytulanie nieznajomych na lotnisku może prowadzić do niespodziewanych sytuacji. Zrobił krok w jej stronę i objął ją delikatnie. Jego zapach – świeży, z nutą drzewa sandałowego – otoczył ją, sprawiając, że poczuła się bezpieczna.

– Do zobaczenia w przyszłym tygodniu – powiedział cicho, całując ją w czoło. – Do zobaczenia – odpowiedziała, nie chcąc wypuszczać go z objęć. W końcu musiała wsiąść do pociągu. Z okna pomachała Dorianowi, który stał na peronie, dopóki pociąg nie ruszył.

Gdy Warszawa znikała za oknem, Nadia opierała głowę o szybę, uśmiechając się do swoich myśli. Jeszcze dwa dni temu była skupiona wyłącznie na pracy, zamknięta na nowe relacje po bolesnym rozstaniu. A teraz wracała do Krakowa z głową pełną myśli o mężczyźnie, którego przypadkowo przytuliła na lotnisku. Sześć miesięcy później Nadia pakowała ostatnie rzeczy do kartonów w swoim krakowskim mieszkaniu.

Restauracja w gdańskim hotelu została ukończona i zyskała uznanie w branży, przynosząc jej studio kolejne prestiżowe zlecenia. Ale największą zmianą było to, że przeprowadzała się do Warszawy, do mieszkania, które dzieliła z Dorianem. Ich relacja rozwijała się stopniowo, ale intensywnie – cotygodniowe podróże między Warszawą a Krakowem, długie rozmowy telefoniczne, wspólne weekendy. Wszystko to zbliżyło ich do siebie w sposób, którego żadne z nich się nie spodziewało.

– Gotowa? – zapytał Dorian, wchodząc do salonu z dwoma kubkami kawy. Nadia rozejrzała się po pustych ścianach i zapakowanych kartonach. To miejsce było jej domem przez lata, ale teraz czekał na nią nowy rozdział życia.

– Tak – odpowiedziała z uśmiechem, biorąc od niego kubek. – Jestem gotowa. Dorian objął ją ramieniem i pocałował w skroń. – Wiesz, chyba powinniśmy być wdzięczni twojemu bratu za spóźnienie się na lotnisko – powiedział z uśmiechem.

Nadia roześmiała się. – I za to, że nosił taką samą kurtkę i czapkę jak ty. – Dokładnie – przytaknął Dorian. – To był najszczęśliwszy przypadek w moim życiu.

Nadia oparła głowę o jego ramię, czując spokój i pewność. Czasem największe szczęście czeka tam, gdzie najmniej się go spodziewamy. W jej przypadku – na zatłoczonym lotnisku, w objęciach nieznajomego, którego pomyliła z bratem.