13 marca 1943 roku getto krakowskie przestało istnieć. Żydzi byli wyprowadzani z domów pod lufami karabinów, starszych, chorych i dzieci ładowano na transporty do obozów zagłady, a tych zdolnych do pracy pędzono do nowego obozu w Płaszowie. Nad tym wszystkim stał człowiek, który już od pierwszych dni ogłosił więźniom, że jest ich bogiem. Amon Göth nie był zwykłym komendantem.

Urodzony w 1908 roku w Wiedniu, w zamożnej rodzinie wydawców książek i dzieł sztuki, dorastał w chłodnym domu pełnym wygód, ale pozbawionym jakiegokolwiek ciepła. Młody Amon nie uznawał dyscypliny, stale wchodził w konflikty z autorytetami. Po I wojnie światowej Wiedeń stał się piekłem politycznych radykałów i ulicznej przemocy, a to ukształtowało jego światopogląd na zawsze. Już jako nastolatek wciągnął się w niemieckie idee nacjonalistyczne i antysemickie, wstąpił do prawicowej straży krajowej Heimwery, a gdy ta wydała mu się zbyt miękka, całą duszą oddał się partii nazistowskiej.
We wrześniu 1930 roku został jej członkiem w austriackiej sekcji, a wkrótce potem dołączył do SS. W tej organizacji znalazł środowisko, które nagradzało agresję i fanatyczne posłuszeństwo, a jego ambicja i gotowość do przemocy szybko zaczęły popychać go w górę hierarchii. Kiedy w 1933 roku partia nazistowska została w Austrii zakazana, Göth nie przerwał działalności. Organizował przemyt broni, radioodbiorników i materiałów propagandowych z Monachium do rodzinnego kraju, służąc jako kurier SS.
Austriackie władze aresztowały go, ale brak dowodów zmusił je do zwolnienia go wolno. Po Anschluzie w 1938 roku, gdy Austria weszła w skład Rzeszy, Göth oficjalnie wrócił do Wiednia. W październiku tego samego roku poślubił Annę Geiger. Wojna zaczęła się we wrześniu 1939 roku, a Göth natychmiast zgłosił się na ochotnika do Waffen-SS.
W 1940 roku trafił do okupowanej Polski. Najpierw pracował na Górnym Śląsku, potem przeniesiono go do Generalnego Gubernatorstwa. Jego zadania sprowadzały się do konfiskaty żydowskiego mienia, organizowania przymusowych przesiedleń i zarządzania deportacjami. Szybko okazał się skutecznym administratorem, całkowicie obojętnym na cierpienie.
Latem 1942 roku Göth trafił do Lublina. Przydzielono go do sztabu Odilo Globocnika, dowódcy SS odpowiedzialnego za operację Reinhard, program, w ramach którego powstały obozy zagłady w Bełżcu, Sobiborze i Treblince. Tam właśnie zamordowano miliony Żydów. Göth angażował się w organizowanie łapanek i transportów do tych ośrodków śmierci.
Na początku 1943 roku dostał nowe zadanie: nadzorowanie budowy obozu koncentracyjnego pod Krakowem. Na terenach dwóch zniszczonych cmentarzy żydowskich, przy użyciu żydowskiej siły roboczej, powstał obóz Kraków-Płaszów. Więźniowie kopali fundamenty wśród nagrobków i ludzkich szczątków. Kiedy tempo pracy wydawało się zbyt wolne, Göth nakazywał egzekucje, by wymusić dyscyplinę.
Po likwidacji getta krakowskiego obóz wypełnił się więźniami, a jego komendantem został właśnie on. Od początku swoich rządów wprowadził absolutny terror. Codziennie osobiście strzelał do więźniów z balkonu swojej willi. Wybierał tych, którzy wyglądali na słabych, wyczerpanych lub po prostu zbyt wolnych.
Zabijał ludzi za odpoczynek, za nieprawidłowe salutowanie albo bez żadnego powodu. Zastrzelił kucharza tylko dlatego, że zupa była zbyt gorąca. Innego więźnia kazał rozstrzelać za to, że zapomniał o formalnym geście. Stosował kary zbiorowe, jeśli jeden więzień uciekł, ginęli inni.
Kazał rozstrzeliwać co drugiego lub co piątego członka grupy roboczej za winy pojedynczej osoby. Przemyt żywności, dla wielu ostatnia szansa na przeżycie, kończył się śmiercią lub brutalnym biciem. Jego dwa wyszkolone psy, Rolf i Ralf, rozszarpywały więźniów na jego rozkaz. Kobiety i dzieci mordował bez wahania.
Głównym miejscem zbrodni stała się tzw. Hujowa Górka, duże wzgórze w obozie, na którym przeprowadzano masowe egzekucje. Szacuje się, że w Płaszowie z rąk Götha zginęło od ośmiu do dwunastu tysięcy ludzi. Brutalność nie kończyła się przy granicy obozu.
Göth odegrał główną rolę w likwidacji getta w Tarnowie, podczas której deportowano i zamordowano tysiące Żydów. Świadkowie zeznali później, że osobiście strzelał do kobiet i dzieci podczas tej operacji. Nadzorował też likwidację obozu w Szebniach, gdzie więźniów rozstrzeliwano w pobliskich lasach albo wywożono do Auschwitz na natychmiastową śmierć w komorach gazowych. W tym czasie Göth żył w luksusie, jakiego nie powstydziłby się żaden arystokrata.
Mieszkał w dużej willi, która należała do zamożnej żydowskiej rodziny. Miał osobistego lekarza, służbę, pokojówki, stajennego, masażystę, szofera, lokaja i mechanika dla swojej floty trzech aut. Organizował tam orgie i pijackie imprezy. Jego pokojówka po wojnie zeznała, że pewnego razu wszedł do salonu pijany i nagi, z biczem w ręku, kazał jej się rozebrać, a gdy odmówiła, uderzył ją i próbował zgwałcić.
Göth bez skrupułów okradał zamordowanych. Diamenty, obce waluty, obrazy, dywany i meble zabrane ofiarom traktował jak osobistą własność. Zgodnie z przepisami SS mienie to należało do państwa niemieckiego, nie do poszczególnych oficerów. Przez lata tolerowano jego brutalność, ale jawna korupcja i osobiste wzbogacanie się zaczęły budzić zazdrość w samych szeregach SS.
Inni oficerowie złożyli skargi nie z troski o ofiary, ale dlatego, że Göth łamał wewnętrzne zasady i afiszował się majątkiem. Ujawniono, że skradł mienie warte miliony marek. Pierwszy wagon z jego łupami został zabezpieczony na stacji w czeskim mieście Opawa pod koniec sierpnia 1944 roku, a kolejne miały nadejść lada dzień. We wrześniu 1944 roku Göth został aresztowany przez Gestapo.
Zarzuty nie dotyczyły masowych mordów, codziennych rozstrzeliwań ani zabijania dzieci. Oskarżono go o kradzież mienia państwowego i naruszenie zasad SS dotyczących formalnego traktowania więźniów. Stanął przed sądem SS i przez krótki moment wydawało się, że nazistowski system może go ukarać. Ale Niemcy przegrywały wojnę na wszystkich frontach, a kierownictwo SS traciło zainteresowanie prowadzeniem sprawy.
Postępowanie przeciwko niemu po cichu umorzono, zarzuty wycofano bez wyroku. Lekarze SS uznali go za niezdolnego do służby z powodu problemów psychicznych i umieścili w placówce medycznej, gdzie Göth pozostał pod opieką lekarzy do końca wojny, całkowicie chroniony przed wymiarem sprawiedliwości. W maju 1945 roku, po upadku nazistowskich Niemiec, próbował uniknąć odpowiedzialności. Amerykanie schwytali go w południowych Niemczech, gdy nosił mundur niemieckiej armii i zaprzeczał, że jest oficerem SS.
Umieszczono go w obozie jenieckim na terenie dawnego obozu koncentracyjnego Dachau. Przez pewien czas jego prawdziwa tożsamość pozostawała nieodkryta, a on liczył na szybkie zwolnienie. Ale byli więźniowie z Płaszowa dowiedzieli się o jego zatrzymaniu i aktywnie go poszukiwali. Szybko go rozpoznali i zawiadomili amerykańskie władze.
W obliczu naocznych świadków i dokumentów Göth nie mógł już dłużej zaprzeczać. W 1946 roku został ekstradowany do Polski. Proces toczył się przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Krakowie od 27 sierpnia do 5 września 1946 roku. Oskarżono go o śmierć około ośmiu tysięcy osób w Płaszowie, około dwóch tysięcy podczas likwidacji getta krakowskiego oraz o nakazanie deportacji około ośmiu tysięcy osób podczas likwidacji getta w Tarnowie, z których większość zamordowano.
Sala pękała w szwach od osób, które przeżyły jego rządy. Świadkowie opowiadali o codziennych rozstrzeliwaniach, masowych egzekucjach, mordowaniu dzieci, zbiorowych karach i osobistym udziale Götha w zabijaniu. Dowody jasno wskazywały, że to on nakazał aresztowania, tortury i eksterminację tysięcy ludzi. Göth nie okazał cienia skruchy.
Twierdził, że tylko wykonywał rozkazy, ale sąd odrzucił tę obronę. W trakcie procesu szydził ze świadków, pytając, po co w sali jest tyle Żydów, skoro powiedziano mu, że nikt z nich nie przeżył. Podczas rozpraw ostentacyjnie czyścił paznokcie, okazując pogardę sądowi. Trybunał uznał go za winnego zbrodni wojennych, zbrodni przeciwko ludzkości i zabójstw, w tym bezpośredniego zabicia znacznej liczby ofiar, i skazał na śmierć przez powieszenie.
13 września 1946 roku wyrok wykonano w więzieniu Montelupich w Krakowie. Egzekucja nie obyła się jednak bez problemów: sznur okazał się zbyt długi i trzeba go było skracać dwukrotnie, bo Göth mierzył ponad dwa metry. Dopiero trzecia próba się udała. Jego ostatnie słowa brzmiały „Heil Hitler”.
Po śmierci ciało zostało skremowane, a prochy wrzucono do Wisły. Amon Göth miał trzydzieści siedem lat.


