Miał na imię Iwan i wszyscy znali go jako Iwana Groźnego. Pewnego dnia z komory gazowej wyszła żywa młoda dziewczyna i szlochając powiedziała: „Chcę do mamy”. Zamiast odesłać ją do wyjścia, kazał…

Miał na imię Iwan i wszyscy znali go jako Iwana Groźnego. Pewnego dnia z komory gazowej wyszła żywa młoda dziewczyna i szlochając powiedziała: „Chcę do mamy”. Zamiast odesłać ją do wyjścia, kazał...

Wieczorem, w jednej z komór gazowych Treblinki, rozległ się cienki, dziecięcy głos. „Chcę do mamy” – szlochała dziewczynka, która cudem wyszła żywa z komory. Iwan Groźny, jak nazywali go więźniowie, nie wzruszył się. Skinął na jednego z żydowskich robotników i kazał mu ją zgwałcić.

Thumbnail

Gdy ten odmówił, oboje – i mężczyzna, i dziecko – zostali zaprowadzeni do dołu i rozstrzelani. Ten człowiek nazywał się Iwan Marczenko. Urodził się 2 marca 1911 roku we wsi Sierchiejówka na Ukrainie, która wówczas należała do Imperium Rosyjskiego. Po ukończeniu zaledwie trzech klas szkoły pracował jako górnik w Krzywym Rogu, wielkim ośrodku hutniczym w dzisiejszej środkowej Ukrainie.

Niektóre źródła podają, że przez pewien czas był też brygadzistą na barkach transportujących drewno po Dnieprze. Zanim wybuchła wojna, zdążył założyć rodzinę – z żoną Kateryną Krawczenko miał syna i córkę. Wojna zmieniła wszystko. 1 września 1939 roku nazistowskie Niemcy napadły na Polskę, a 17 września od wschodu wkroczył Związek Radziecki.

Polska została rozdarta między dwóch okupantów. Niecałe dwa lata później, 22 czerwca 1941 roku, Niemcy zaatakowali swój sojusz z Sowietami, rozpoczynając Operację Barbarossa. Do końca października zajęli Mińsk, Smoleńsk, Kijów i Odessę, a miliony radzieckich żołnierzy dostało się do niewoli – odciętych od zaopatrzenia i posiłków. Iwan Marczenko wstąpił do piechoty Armii Czerwonej 27 maja 1941 roku.

Niecałe dwa miesiące później, 10 lipca, został wzięty do niewoli w pobliżu Białej Cerkwi, około 80 kilometrów na południe od Kijowa. Krótko po pojmaniu urodziło się jego trzecie dziecko. Trafił najpierw do obozu jenieckiego na Ukrainie, a potem do Stalagu 319 w Chełmie, we wschodniej Polsce okupowanej przez Niemców. Szacuje się, że przez ten obóz przeszło około 200 tysięcy jeńców, z których około 90 tysięcy zginęło.

Marczenko nie znalazł się jednak wśród nich. W październiku 1941 roku został wybrany do obozu szkoleniowego w Trawnikach. Tam naziści szkolili jeńców wojennych do pracy jako strażnicy SS w ramach Operacji Reinhard – kryptonimu niemieckiego planu wymordowania około dwóch milionów Żydów w okupowanej Polsce. Między wrześniem 1941 a wrześniem 1942 roku zwerbowano i przeszkolono tam około 2500 pomocniczych strażników policyjnych, zwanych „ludźmi z Trawnik”.

Niemal wszyscy byli wcześniej radzieckimi jeńcami. Ich kluczową rolą stało się uczestnictwo w Ostatecznym Rozwiązaniu – masowym mordowaniu europejskich Żydów. Służyli w ośrodkach zagłady w Bełżcu, Sobiborze i Treblince, a także przeprowadzali łapanki w gettach warszawskim, lubelskim i krakowskim oraz eskortowali transporty do obozów śmierci. W lutym 1942 roku Marczenko brał udział w łapankach Żydów w Lublinie.

W maju tego samego roku został wysłany do Treblinki, obozu zagłady otwartego latem 1942 roku. To tam Niemcy prześcigali się w okrucieństwie. W każdej komorze gazowej znajdowało się pięciu lub sześciu Niemców, nie licząc strażników z Trawnik, którzy obsługiwali silniki pochodzące z ciężarówek i czołgów. Gdy uruchamiano maszyny, spaliny doprowadzano rurami do komór, dusząc przebywających w nich ludzi.

Początkowo naziści twierdzili, że są w stanie „przetworzyć” pociąg z około 3000 osób w trzy godziny, ale z czasem skrócili ten czas do trzydziestu minut. Po godzinie otwierano komory, a ciała wyjmowano, rozbierano i palono na rusztowaniu z szyn kolejowych, które służyło jako krematorium na świeżym powietrzu. Ze względu na wyjątkowe okrucieństwo Marczenko szybko zyskał przydomek Iwan Groźny. Jego były towarzysz, Nikołaj Szałajew, opisał go później: wysoki, o czarnych włosach, piwnych oczach, prostokątnej szczupłej twarzy, dużym prostym nosie z niezbyt widoczną ukośną blizną, krępej budowie i szerokich ramionach.

Podczas chodzenia ręce miał lekko zgięte w łokciach. W obozie nosił czarny mundur podobny do niemieckiego munduru SS, często w skórzanej kurtce. Uzbrojony w pistolet, zawsze krążył po obozie, trzymając w rękach dwumetrową rurę hydrauliczną i bat. Zaprzyjaźnił się z zastępcą komendanta obozu, Kurtem Francem, i często przebywał w pobliżu niemieckich strażników, zwłaszcza SS-Oberscharführera Fritza Schmidta, który kierował warsztatem samochodowym i ślusarskim SS.

Marczenko i Schmidt wspólnie naprawiali samochody, a gdy przybywały transporty, widywano ich razem na rampie. Jako operator silnika Marczenko nie tylko uruchamiał maszynę, ale także chłostał skazanych, krzycząc: „Szybciej, szybciej, woda ostygnie, inni jeszcze muszą wziąć prysznic”. Gdy ludzie w przerażeniu cofali się przed komorami, używano biczów, pałek i żelaznych prętów. Marczenko osobiście upewniał się, że drzwi każdej komory są zamknięte i zaryglowane, zanim rozpoczęto napełnianie kolejnej.

Gdy wszystkie były pełne, wspólnie z Szałajewem udawali się do maszynowni i uruchamiali silniki. Podczas pracy zaglądał przez okno, by obserwować proces. Gdy jego towarzysz Władimirowicz Leleko zapytał, co widzi, Marczenko odpowiedział: „Widzę ludzi wijących się i skaczących na siebie”. Był mistrzem w zabijaniu rurą hydrauliczną.

Po wojnie jego były kolega zeznał, że jednym uderzeniem rury Marczenko zabił silnego mężczyznę. Był również zboczeńcem seksualnym – dźgał kobiety w uda i okolice genitaliów, gdy szły do komór gazowych, a czasem je gwałcił. Często używał miecza, by odcinać kobietom piersi, nosy i uszy, które następnie przybijał gwoździami do ścian. Wydłubywał też ofiarom oczy.

Miał psa wyszkolonego do wyrywania genitaliów – wskazywał na kogoś, a pies rozrywał ciało na kawałki, a krew zalewała ziemię. Ocalały z Treblinki Pinias Epstein zeznał: „Iwan czerpał szczególną przyjemność z rozcinania mieczem kobiet w ciąży i rozłupywania czaszek żelazną rurą. Był nienasycony”. Pewnego dnia, jak wspominał Epstein, widziano, jak Marczenko wyrwał niemowlę z rąk nagiej kobiety tuż przed tym, jak weszła do komory gazowej, i roztrzaskał mu czaszkę o ścianę.

Innym razem zabił siekierą kobietę wraz z jej dzieckiem. Marczenko był alkoholikiem, pijanym zarówno służbie, jak i poza nią. Pewnego razu poza obozem zaatakował swojego towarzysza Fiodora Riabekę. Riabeka wspominał później: „Byłem we wsi Wólka Okrąglik i spotkałem Marczenkę, który uderzył mnie pięścią.

Był w stanie silnego upojenia alkoholowego, a następnego dnia powiedział, że nie pamięta, o co w tym wszystkim chodziło”. Zanim jesienią 1943 roku zlikwidowano obóz zagłady w Treblince, personel zamordował tam około 925 tysięcy Żydów oraz nieznaną liczbę Polaków, Romów i radzieckich jeńców wojennych. Wszelkie ślady istnienia obozu zniszczono – na terenie zasiano kwiaty łubinu, a na posesji zamieszkał rolnik pochodzenia niemieckiego, by zamaskować to, co działo się w tym miejscu. 20 września 1943 roku konwój złożony z esesmanów i około 100 ukraińskich strażników z ośrodków zagłady Operacji Reinhard wyruszył z Lublina w kierunku Triestu, portowego miasta na wybrzeżu Adriatyku w północno-wschodnich Włoszech.

W skład konwoju wchodzili Iwan Marczenko i Nikołaj Szałajew. W Trieście Marczenko nosił mundur SS i uzbrojony w karabin pilnował tamtejszego więzienia oraz brał udział w łapankach włoskich obywateli, którzy mieli trafić na przymusowe roboty do Niemiec. W 1944 roku, gdy zbliżały się siły alianckie, Marczenko wraz z kierowcą o imieniu Gregory uciekli samochodem pancernym w stronę jugosłowiańskich partyzantów. Po wojnie Szałajew wspominał ich ostatnie spotkanie: „Pod koniec marca 1945 roku widziałem, jak Marczenko wychodził z burdelu.

W tym czasie nie służył już u Niemców, lecz był w partyzantce i jak twierdził, przyjechał na urlop. Zaprosił mnie do pobliskiej restauracji, gdzie zaczął opowiadać mi o swojej ucieczce. Powiedział, że nie zamierza wracać do domu po zakończeniu wojny i chce zostać w Fiume, gdzie ma jugosłowiańską dziewczynę, z którą chce się ożenić i ustatkować. Ta dziewczyna była związana z partyzantami i otrzymywała od niego informacje wywiadowcze dotyczące Niemców”.

Od tego czasu nikt już o nim nie słyszał. Iwan Marczenko nigdy nie stanął przed sądem za swoje zbrodnie. W latach 70. i 80.

John Demianiuk, emerytowany pracownik fabryki samochodów z przedmieść Cleveland pochodzenia ukraińskiego, został oskarżony o to, że jest Iwanem Groźnym. W 1988 roku stanął przed sądem w Izraelu i został skazany na śmierć. Wyrok jednak uchylono, gdy radzieckie archiwa zidentyfikowały Iwana Marczenkę jako Iwana Groźnego, co skłoniło Sąd Najwyższy Izraela do uniewinnienia Demianiuka w 1993 roku z powodu uzasadnionych wątpliwości.

Dodatkowo 31 byłych ukraińskich strażników z Treblinki zeznało, że Marczenko wyglądał inaczej niż Demianiuk.