Straciłam pracę i narzeczonego w ciągu jednej wiosny. Powiedziano mi wprost: „Twój związek może zaszkodzić mojej przyszłości w Rzeszy”. Nie miałam nic. Żadnych perspektyw, żadnego domu. Wtedy…

Straciłam pracę i narzeczonego w ciągu jednej wiosny. Powiedziano mi wprost: „Twój związek może zaszkodzić mojej przyszłości w Rzeszy”. Nie miałam nic. Żadnych perspektyw, żadnego domu. Wtedy...

Wojska niemieckie przekraczają granicę Austrii bez żadnego oporu. Tłumy wiwatują, machają flagami, rzucają kwiaty. Biją kościelne dzwony. Dla wielu to dzień triumfu.

Thumbnail

Ale w żydowskich domach i w rodzinach uznanych za wrogów nowego reżimu strach rozprzestrzenia się cicho. Ludzie tracą pracę. Lojalność jest wystawiana na próbę. A przed tymi, którzy są gotowi bezwarunkowo służyć władzy, otwierają się nowe możliwości.

Wśród tych, których życie ten moment zmieni na zawsze, jest młoda kobieta. Później stanie się jedną z najbardziej przerażających postaci w nazistowskim systemie obozów koncentracyjnych. Nazywa się Maria Mandel. Urodziła się 10 stycznia 1912 roku we wsi Münzkirchen, należącej wówczas do Austro-Węgier.

Dorastała w szanowanej, katolickiej rodzinie. Jej ojciec Franz był mistrzem szewskim i zwolennikiem partii chrześcijańsko-społecznej, która otwarcie sprzeciwiała się nazistom w Austrii. Matka Anna była gospodynią domową i wychowywała Marię oraz trójkę jej rodzeństwa. Matka cierpiała na depresję i w dzieciństwie Marii przeżyła załamanie nerwowe.

Edukacja Marii zakończyła się wcześnie. W wieku dwunastu lat została wypisana ze szkoły, aby pomagać w gospodarstwie – co było wtedy powszechną praktyką na wsiach. Później ukończyła katolicką szkołę z internatem, ale nie mogła znaleźć stałego zatrudnienia. Kilkakrotnie się przeprowadzała.

Pracowała jako pomoc domowa w szwajcarskim mieście Brig, ale zatęskniła za domem i wróciła do Austrii. Pracowała jako pokojówka w Innsbrucku, a potem wróciła do rodziców, aby się nimi opiekować. W końcu znalazła stałą pracę na lokalnej poczcie i zaręczyła się z żołnierzem armii niemieckiej. Jej życie było skromne, ale stabilne.

Aneksja Austrii przez nazistowskie Niemcy w marcu 1938 roku zburzyła tę stabilność. Mandel straciła pracę z powodu politycznych poglądów swojej rodziny. Jej narzeczony zerwał zaręczyny, obawiając się, że związek z nią może zaszkodzić jego przyszłości w Rzeszy. Maria nagle została wykluczona z normalnego życia w społeczeństwie szybko ulegającym nazistowskiej transformacji.

Szybko zrozumiała, że nowy system nagradza posłuszeństwo i karze tych, którzy się nie dostosowują. We wrześniu 1938 roku opuściła Austrię i przeprowadziła się do Monachium, aby zamieszkać ze swoim wujem policjantem. Miała nadzieję, że on znajdzie jej pracę w policji. Nie było jednak żadnych wolnych stanowisk, więc wujek zasugerował jej złożenie podania o pracę w obozie koncentracyjnym Lichtenburg w Prettin.

Później twierdziła, że przyjęła tę pracę tylko dlatego, że wynagrodzenie było wyższe niż w zawodzie pielęgniarki i że nie wiedziała nic o obozach koncentracyjnych. 15 października 1938 roku rozpoczęła pracę jako strażniczka w Lichtenburgu, jednym z pierwszych obozów prowadzonych przez SS. W tym czasie przebywały tam wyłącznie kobiety. Mandel przeszła szkolenie ideologiczne i złożyła przysięgę lojalności wobec partii nazistowskiej i Adolfa Hitlera.

Szkolenie odbywała razem ze swoją kuzynką Marią Gruber, która szybko zrezygnowała, zniesmaczona przemocą panującą w obozie. Maria Mandel natomiast szybko przystosowała się do warunków i zaczęła dręczyć więźniów. Według zeznań ocalałych poddawała więźniów chłostom, biciu i wyczerpującym ćwiczeniom fizycznym. W jednym przypadku wielokrotnie uderzała więźniarkę metalowym kluczem, aż ta straciła przytomność, po czym przeciągnęła ją przez obóz i umieściła w izolatce.

15 maja 1939 roku została przeniesiona do obozu koncentracyjnego Ravensbrück, głównego obozu dla kobiet w systemie nazistowskim. W czasie jego istnienia przeszło przez niego ponad 130 tysięcy kobiet, z których większość nie przeżyła. W Ravensbrück Maria Mandel patrolowała obóz z psem. Jeśli ktoś jej się nie spodobał, napuszczała psa na więźnia, aż ten został rozszarpany na kawałki.

Kiedy się zbliżała, więźniowie cicho ostrzegali siebie nawzajem: „Mandel nadchodzi”. Wszyscy milkli. Zawsze nosiła ze sobą bicz, którego używała do bicia i kopania więźniów po całym ciele. Pewnego razu brutalnie pobiła więźnia, który odważył się podnieść resztki wyrzuconego jedzenia.

Innym razem kopała i biła starszą więźniarkę na korytarzu w pobliżu obozowych cel, aż kobieta upadła na kamienną podłogę. Mandel kopała ją dalej, aż starsza kobieta zmarła. Często zamykała więźniów w celach w kaftanach bezpieczeństwa i biła ich do utraty przytomności. Wczesną wiosną i jesienią, kiedy ziemia była pokryta szronem, zabraniała więźniom noszenia butów.

Wolno im je było założyć tylko podczas pracy. W przeciwnym razie musieli chodzić boso. Więźniowie często stali boso od czwartej rano przez cały czas trwania apelu aż do szóstej. Jeśli więzień – zazwyczaj starsza kobieta – położył kawałek papieru pod stopy, aby nieco złagodzić ból, Mandel biła go pięściami i kopała do utraty przytomności.

Pobite ofiary często trafiały do ciemnej celi lub bloku karnego. II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku wraz z niemiecką inwazją na Polskę. W miarę rozprzestrzeniania się wojny system obozów koncentracyjnych stał się centralnym elementem niemieckiej okupacji i polityki masowych mordów. W 1942 roku kierownictwo SS podjęło decyzję o utworzeniu dużego obozu dla kobiet w Auschwitz.

Mandel otrzymała awans i została przeniesiona do Auschwitz II-Birkenau, gdzie objęła stanowisko naczelniczki obozu dla kobiet. W Birkenau sprawowała niemal całkowitą władzę. Jej jedynym przełożonym był komendant obozu Rudolf Höß, który całkowicie jej ufał. Kontrolowała wszystkie strażniczki i tysiące więźniów.

Decydowała o tym, kto będzie żył, a kto umrze. Według ocalałej Anity Lasker-Wallfisch Mandel stała przed bramą obozu, podczas gdy więźniowie ustawiali się w szeregu. Jeśli którykolwiek z więźniów nawiązał z nią kontakt wzrokowy, był usuwany z szeregu i zabijany. Co tydzień podpisywała listy śmierci.

Wykazywała szczególne okrucieństwo wobec żydowskich i polskich więźniarek. Wyrywała dzieci z rąk matek i wysyłała je na śmierć. Kiedy matki próbowały za nimi podążać, biła je, aż upadały. Mandel była jednak uosobieniem sprzeczności systemu obozowego.

Zorganizowała słynną orkiestrę kobiet w Auschwitz, która powstała w 1943 roku i składała się z więźniarek. Cynicznie wprowadzała muzykę do miejsca stworzonego do masowych mordów. Więźniarki grały, podczas gdy inni maszerowali na przymusowe roboty, wracali wyczerpani albo byli prowadzeni na śmierć. W każdą niedzielę odbywały się koncerty dla personelu SS.

Paradoksalnie niewielka liczba kobiet przeżyła dzięki swojej roli w orkiestrze, podczas gdy miliony innych zostały zamordowane. Pod rządami Mandel kultura i zabijanie istniały obok siebie. Wraz z natarciem Armii Czerwonej pod koniec 1944 roku Mandel została przeniesiona do obozu koncentracyjnego Mühldorf, będącego podobozem Dachau. Przybyła tam w grudniu 1944 roku.

W Mühldorf więźniowie byli zmuszani do pracy aż do śmierci przy budowie podziemnych fabryk niemieckich samolotów odrzutowych, takich jak Messerschmitt Me 262. Warunki były brutalne, brakowało jedzenia, a śmiertelność była ekstremalnie wysoka. W tych brutalnych warunkach Mandel nawiązała intymną relację z Walterem Adolfem Langleistem, komendantem obozu w Mühldorf. Gdy wiosną 1945 roku zbliżały się siły alianckie, Mandel i Langleist uciekli.

Wkrótce potem pojawiła się w swoim rodzinnym Münzkirchen. Ojciec nie pozwolił jej zostać w domu rodzinnym, więc schroniła się u swojej siostry. 10 sierpnia 1945 roku została aresztowana i osadzona w dawnym obozie koncentracyjnym Dachau, gdzie była przesłuchiwana przez Amerykanów, a następnie ekstradowana do Polski. Została uwięziona w Krakowie i osądzona przed Najwyższym Trybunałem Narodowym podczas pierwszego procesu oświęcimskiego, który rozpoczął się 24 listopada 1947 roku.

Oskarżono łącznie czterdziestu czterech funkcjonariuszy SS. Mandel była jedną z zaledwie pięciu kobiet postawionych przed trybunałem. Podczas procesu świadkowie szczegółowo opisywali bicie, selekcje i morderstwa, których dopuściła się Mandel. Początkowo zaprzeczała swojej odpowiedzialności, ale później przyznała się do winy.

Na podstawie liczby list podpisanych jej nazwiskiem oszacowano, że była współodpowiedzialna za śmierć około pięciuset tysięcy osób podczas wojny. 22 grudnia 1947 roku Polski Najwyższy Trybunał Narodowy w Krakowie skazał Marię Mandel na śmierć przez powieszenie. Mandel zaczęła walczyć o swoje życie. Błagała o łaskę i prosiła o ułaskawienie, ale polski prezydent Bolesław Bierut odrzucił jej prośbę.

W dniach poprzedzających egzekucję płakała, modliła się w swojej celi i zamknęła się w sobie. 24 stycznia 1948 roku trzydziestosześcioletnia Maria Mandel była ostatnią osobą ze swojej grupy, którą powieszono. Ponieważ prawdopodobnie była świadkiem wcześniejszych egzekucji, stawiała największy opór. Podczas egzekucji byłych pracowników Auschwitz prokurator, strażnicy więzienni i dyrektor więzienia byli pod wpływem alkoholu.

Mandel okazała się najtrudniejsza do opanowania. Krzyczała i opierała się, gdy strażnicy siłą ciągnęli ją przez dziedziniec w kierunku szubienicy. Jej egzekucja zamieniła się w groteskową scenę. Wszyscy śmiali się i szydzili z Mandel, wyśmiewając ją.

Gdy strażnicy drwili, Maria Mandel po prostu zamknęła oczy i wypowiedziała swoje ostatnie słowa: „Niech żyje Polska”. Następnie, wciąż stawiając opór, została powieszona. O godzinie 7:32 rano egzekucja została zakończona. Kilka godzin po egzekucji ciało Mandel zostało przewiezione do Akademii Medycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie przez sześć tygodni służyło studentom do celów eksperymentalnych.

6 marca 1948 roku ciało przeniesiono na cmentarz Rakowicki w Krakowie i pochowano w drewnianej trumnie w nieoznakowanym miejscu. Ojciec Mandel był świadomy okrucieństw, których dopuściła się jego córka, i nie wystąpił o przesłanie jej ciała do rodzinnego kraju. Jej matka w tym czasie już nie żyła, ale jeszcze za życia modliła się za wieczny spokój duszy córki.

Modlitwy nie były jednak w stanie wymazać wyrządzonego zła ani ofiar śmiertelnych, które spowodowały działania Marii Mandel.