„Możemy okazywać miłosierdzie zwykłym ludziom, ale trzeba zabić szlachtę, duchowieństwo katolickie i Żydów”. Te słowa padły z ust człowieka, którego Himmler zatrudnił przypadkiem, podczas zwykłej…

„Możemy okazywać miłosierdzie zwykłym ludziom, ale trzeba zabić szlachtę, duchowieństwo katolickie i Żydów”. Te słowa padły z ust człowieka, którego Himmler zatrudnił przypadkiem, podczas zwykłej...

Himmler był przeziębiony i szukał człowieka na nowe stanowisko szefa wywiadu SS. Latem 1931 roku, w swoim domku pod Monachium, przyjął byłego oficera marynarki, który niemal przypadkiem przekonał go, że wie, jak naprawić niemieckie służby wywiadowcze. Himmler miał wtedy powiedzieć: „O kogoś takiego mi chodziło”. Biograf Himmlera, Peter Padfield, napisał później, że patrząc wstecz, można uznać to za najważniejszą nominację w jego karierze.

Thumbnail

W ten sposób Himmler zatrudnił nie byle kogo, ale dwudziestosiedmioletniego Reinharda Heydricha. Od 1 sierpnia 1931 roku Heydrich zaczął budować nową agencję wywiadu SS. Tak rozpoczęła się kariera człowieka niezwykle niebezpiecznego – można zaryzykować stwierdzenie, że najbardziej niebezpiecznego w całym SS. Żona Heydricha, Lina, wspominała później: „Mój mąż podchodził do swojej kariery jak spekulant i na pewno nie kierował się celem politycznym”.

Zwrot Heydricha w kierunku SS wynikał z potrzeby chwili – szukał stabilnej pracy, dzięki której mógłby założyć rodzinę. Według niektórych interpretacji to właśnie Lina, zagorzała nazistka, zwróciła uwagę męża na struktury nazistowskie. Miała nosa, bo Heydrich faktycznie błyskawicznie się wykazał w oczach Himmlera. Do końca 1931 roku Heydrich zbudował podwaliny swojej pozycji i przekonał przełożonych, że wywiad SS trzeba zbudować od zera, bo inaczej będzie narażony na infiltrację ze strony innych środowisk, przede wszystkim komunistów.

Wywalczył sobie coraz większą niezależność i w niecały rok służby doczekał się nie tylko awansu, ale też przekształcenia swojej komórki wywiadowczej w SD – Służbę Bezpieczeństwa. Heydrich łączył pracowitość, spryt i oportunizm w niezwykłych proporcjach. SD szybko stało się jednym z podstawowych narzędzi SS w walce o władzę, także wewnątrz partii. Heydrich zbudował potężną kartotekę przeciwników nazizmu i sieć informatorów w całych Niemczech.

W marcu 1932 roku należał już do wąskiego grona trzydziestu pięciu nazwisk na liście najważniejszych kontaktów w nagłych przypadkach partyjnych. Wykazywał przy tym daleko idącą elastyczność w dążeniu do celu. Gdy Himmler przywiązywał ogromną wagę do rasowych i ideologicznych standardów, Heydrich tworzył organizację opartą na praktycznych założeniach. Żona wspominała: „Nigdy nie wymagał, aby ludzie, którzy dla niego pracowali, należeli do partii nazistowskiej.

Polegał głównie na ich inteligencji”. Analiza dwustu oficerów SD wykazała, że aż połowa z nich studiowała na uczelniach wyższych, a dwudziestu dziewięciu zdobyło doktorat. Heydrich potrafił zaangażować na swoje potrzeby nowy gatunek młodego mężczyzny – do tej pory ruch nazistowski opierał się w dużej mierze na Niemcach z peryferiów, ze wschodnich Prus czy Bawarii. W marcu 1933 roku Heydrich wykazał się podczas przejmowania struktur policyjnych w Bawarii.

Docenił doświadczenie funkcjonariuszy i zdecydował się na politykę przekabacania urzędników i policjantów na swoją stronę. Najlepszym przykładem jest Heinrich Müller, dotychczasowy szef bawarskiej policji politycznej. Müller był starym profesjonalistą, nastawionym wrogo zarówno do komunizmu, jak i do narodowego socjalizmu. Partia zakładała, że w odpowiednich okolicznościach Müller byłby chętny do zwalczania nazistów.

Jego lojalność budziła wątpliwości, ale Heydrich wypracował niezwykły kompromis – w zamian za podwyżkę i niezależność od władz cywilnych zaskarbił sobie wdzięczność człowieka, którego kariera wisiała na włosku. Müller świetnie orientował się w bawarskich kręgach komunistów i socjalistów i szybko stał się prawą ręką Heydricha. Na tym etapie Heydrich nie przejawiał większego zainteresowania przeszłością polityczną swoich podkomendnych, bo sam takiej przeszłości nie miał. Dopiero kolejne lata miały zdecydować, kto zajmie jakie miejsce w hierarchii SD, Gestapo, a później Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy.

Z czasem jednak, gdy Heydrich coraz mocniej się radykalizował, potrafił przekształcić typowego policjanta w funkcjonariusza politycznego, a także w praktycznego wojownika na brutalnym ideologicznym froncie. Nawet tworząc zręby jawnie zbrodniczych oddziałów, jak Einsatzgruppen, opierał się przede wszystkim na ludziach dobrze wykształconych. Zadania tych oddziałów miały nowy sznyt biurokratycznego, a nie oddolnego terroru. Heydricha zaprzątały też kwestie wizerunku SS.

We wrześniu 1934 roku pouczał swoich ludzi: „Niegodne esesmana jest, by ten znieważał lub odnosił się do internowanych z niepotrzebną szorstkością. Aresztowanego należy traktować z niezbędną surowością, lecz nigdy nie szykanować czy prześladować. Wykroczenia przeciwko temu rozkazowi będę ścigać z najwyższą surowością”. Nic dziwnego, że w konsternację wpędziły Heydricha wypadki z listopada 1938 roku, z czasu tak zwanej nocy kryształowej.

Nie dość, że pijany motłoch walił w kluczowym momencie europejskiej dyplomatycznej zawieruchy, to jeszcze wyszło na jaw, że pogrom nie spotkał się z szerokim poparciem nawet u zwolenników NSDAP. Heydrich po każdej takiej lekcji wyciągał wnioski. Może dlatego jego kariera nie miała sobie równych. Starzy towarzysze Hitlera latami pracowali na wysoką pozycję w strukturach Rzeszy, a Heydrich 9 czerwca 1934 roku wywalczył sobie niezwykłą samodzielność – SD zostało uznane za jedyną służbę wywiadowczą partii.

W ciągu trzech lat z przypadkowego gościa w domu Himmlera stał się dosłownie prawą ręką Reichsführera SS. W trakcie wspinaczki po kolejnych szczeblach kariery Heydrich ujawniał dwa oblicza. Jedno należało do pełnego przekonania wykonawcy rozkazów Hitlera i Himmlera. Drugie do człowieka starającego się działać zgodnie z pewnym kodeksem moralnym esesmana.

Z naszej perspektywy ważna jest chociażby jego reakcja na wytyczne Hitlera co do zadań policji na terenie Rzeszy, by zwalczać defetyzm wśród samych Niemców poprzez aresztowania i szykany. Heydrich zgadzał się, że należy zachować bezwzględność w utrzymaniu porządku, ale apelował o pobłażliwość w przypadkach, kiedy krytyka rządów i partii wynikała z osobistej straty, na przykład śmierci członka rodziny na wojnie. Kuriozalnie brzmią słowa wypowiedziane 8 września 1939 roku w rozmowie z Wilhelmem Canarisem, kiedy ludzie Heydricha mordowali dziesiątki tysięcy Polaków: „Możemy okazywać miłosierdzie zwykłym ludziom, ale trzeba zabić szlachtę, duchowieństwo katolickie i Żydów”. Heydrich mówiący o miłosierdziu brzmi to niedorzecznie, ale wedle jego biurokratycznego podejścia każda akcja represji powinna być dobrze przemyślana.

Niemcy na terenie Polski właściwie od pierwszych dni okupacji wykazali się tym nieporządkiem, który tak irytował Heydricha. On zawsze chciał uderzać precyzyjnie, a nie stosować zasady odpowiedzialności zbiorowej. Co więcej, zawsze zakładał skrytość morderczych planów. Musi szokować to, jak po doświadczeniach w Polsce Heydrich przyłożył wielką wagę do precyzji działania Einsatzgruppen na terenie Związku Radzieckiego.

Jednym z bardziej kuriozalnych przypadków pozostaje wysłanie instrukcji dowódcom tych oddziałów, aby przypadkiem nie pomylili Żydów z obrzezanymi Rosjanami, na przykład pochodzenia tureckiego. Nawet na tym etapie – a może właśnie szczególnie na tym etapie – w Heydrichu czuć nutę esesmana idealisty. Zauważał absurdy Rzeszy, przede wszystkim nieustanną wewnętrzną walkę o wpływy, która pożerała niemało zasobów. Widział też korupcję partyjnych działaczy i nadużycia na terenach okupowanych.

Według historyka Roberta Gerwartha to właśnie struktura RSHA miała oddawać charakter Heydricha. U jej podstaw leżało unikanie zazębiających się kompetencji różnych wydziałów – miała to być jednolita organizacja o klarownie podzielonych obowiązkach. Wojenne i polityczne realia nie pozwoliły Heydrichowi spełnić tego celu. Nazizm sam w sobie miał liczne sprzeczności zapisane w nim przez Hitlera, które uniemożliwiały wygładzenie nazistowskiej biurokracji.

Wypuszczenie na tereny okupowane fanatycznych nazistów z mglistymi instrukcjami powodowało, że sytuacja w dużej mierze zależała od osobistej interpretacji rozkazów. Nawet Goebbels miał wielokrotnie wątpliwości, czy bardzo agresywna polityka na wschodzie nie prowadzi do tworzenia nowych problemów zamiast rozwiązywania starych. Heydrich miał w sobie dwie pozornie sprzeczne cechy: z jednej strony chęć jak najszybszej realizacji najbardziej radykalnych celów nazizmu, z drugiej świadomość, że przy długofalowej polityce kij zawsze musi uzupełniać marchewka. Pod koniec września 1941 roku Hitlera przyprawiała o ból głowy sytuacja nie tylko na froncie wschodnim, ale także na terenach okupowanych i zależnych.

Osobiście zdecydował się zainterweniować w sprawie protektoratu Czech i Moraw. Goebbels wspominał: „Sprawy w Pradze znalazły się w kryzysie i Führer podjął decyzję o energicznej interwencji. Ponieważ nie może tego przeprowadzić von Neurath, jest zdecydowany oddelegować Heydricha do uzdrowienia tamtejszych stosunków. W takich krytycznych chwilach muszą stać przy sterze silni ludzie”.

Do tej pory stanowisko protektora Czech i Moraw zajmował Konstantin von Neurath, którego Hitler uznał za zbyt pobłażliwego. Protektorat powstał pod presją Niemiec w marcu 1939 roku. Był niewątpliwie zdobyczą, ale osiągniętą w wyniku skutecznego rozmontowania układu europejskiego, zachowywał pewne znamiona legalności. Głową państwa nadal pozostawał dotychczasowy prezydent Czechosłowacji Emil Hácha, a Czesi dysponowali własnym wojskiem liczącym zaledwie sześć tysięcy żołnierzy.

Do wybuchu faktycznej wojny światowej pozostało wtedy jeszcze ponad pięć miesięcy i międzynarodowa dyplomacja uznała tak zwaną legalność protektoratu. Po ataku na Związek Radziecki czeskie podziemie zaczęło uprzykrzać życie kolaborantom i Niemcom. SD w sierpniu 1941 roku raportował: „Ci Czesi, którzy myślą i postępują naprawdę szczerze, są w znikomej mniejszości”. Doszło do całej serii akcji sabotażowych, szczególnie na kolei i w zakładach przemysłowych.

Robotnicy strajkowali, zatrzymując pracę między innymi nad silnikami dla Luftwaffe. Dochodziło do niewyjaśnionych zatruć kolaboracyjnych działaczy. Atak bombowy na sanatorium Hitlerjugend w nocy z 20 na 21 września przelał czarę goryczy. Wyglądało na to, że względnie łagodny kurs von Neuratha nie przynosił efektu.

Na polecenie Hitlera w roli protektora miał go zastąpić właśnie Reinhard Heydrich. Do Pragi przybył 27 września 1941 roku. W pierwszej kolejności zrealizował szeroko zakrojone aresztowania czeskich polityków. Działał niezwykle energicznie i metodycznie – tego jednego dnia odbył serię spotkań, w tym z Háchą i ministrami czeskiego rządu.

Bez ogródek podkreślił im swoje podejście: „Żyjecie tu po prostu pośrodku przestrzeni europejskiej, o której decydują i którą kierują Niemcy. Zrozumcie w końcu, że mieszkańcy tej przestrzeni nie mogą prowadzić żadnej polityki w interesie Londynu ani Moskwy, lecz macie, panowie, ze wszystkich sił wspierać wspólną obronę żywotnych interesów Europy”. Heydrich grubą kreską odciął się od umiarkowanej, w oczach Hitlera, polityki poprzednika. Nastraszył Czechów – w ciągu czterech kolejnych miesięcy około pięciuset osób zostało rozstrzelanych, prawie tysiąc siedemset trafiło do obozu koncentracyjnego w Mauthausen.

Skala represji mogła szokować, ale Heydrich swoje zadanie potraktował niezwykle precyzyjnie. Snajpersko wybierał ofiary. Swoim współpracownikom przedstawił motywacje: „Potrzebuję w tej przestrzeni spokoju, aby czeski robotnik w pełnowartościowy sposób wytężał swoje siły na rzecz niemieckiego wysiłku wojennego. Do tego musimy, naturalnie, jeśli mogę powiedzieć to tak otwarcie, dać czeskiemu robotnikowi coś do żarcia, aby mógł wykonywać swoją pracę”.

W czasie gdy administracja Hansa Franka w Generalnym Gubernatorstwie tworzyła patologiczną sytuację, która zamiast na produktywność stawiała nacisk na wyzysk i fizyczne wymęczenie ludności, Heydrich był po prostu znacznie bardziej sprytny i tym bardziej niebezpieczny. Nigdy nie stracił z oczu właściwego celu – przygotowania Europy pod nowy ład. Prezentował skrajne poglądy na temat Słowian, bardzo zbliżone do tych, które mieli urzędnicy w Generalnym Gubernatorstwie, inaczej jednak widział drogę do celu. Podkreślał, że Czesi, podobnie jak Polacy, mieliby z czasem podlegać selekcji rasowej – część z nich, około połowa, miała zostać zniemczona.

Zanim jednak by do tego doszło, Czechom należało zostawić pewne złudzenia. Zezwalał na kult świętego Wacława i zwracał uwagę na kluczową rolę kolaborantów: „Nie może dojść do tego, aby czeski prezydent lub rząd na skutek naszych ostrych działań chcieli ustąpić ze słowami: nie chcemy tkwić w tym dłużej”. Fikcja Czechów rządzących protektoratem miała trwać jak najdłużej. Plan Heydricha na rządy w protektoracie trzymał się hasła „mniej prowokacji wraz z mniejszą tolerancją”.

W wielkim skrócie oznaczało to brutalną reakcję na antyniemieckie wystąpienia, ale z drugiej strony administracja niemiecka miała dawać jak najmniej powodów do takich wystąpień. Niecały miesiąc po objęciu roli protektora przyjął w Zamku Praskim przedstawicieli środowisk robotniczych i powiedział im: „Nie przybyłem, aby zaprowadzić tylko porządek żelazem, ale także sprawiedliwość społeczną”. Oznaczało to przede wszystkim rozwiązania socjalne – otwarcie specjalnych zakładowych stołówek, dodatkowe przydziały miesięczne tłuszczu. W grudniu w podobnym celu spotkał się z przedstawicielami czeskich rolników.

Chodziło nie tylko o budowanie pozytywnego wizerunku Niemców, ale też o kolejną fazę polityki „dziel i rządź” – odcięcie czeskich grup społecznych od szerszej koncepcji czeskiego patriotyzmu. Ta koncepcja w kręgach SS była znana jako „odpolitycznienie”. Elementem tej polityki było stopniowe osłabianie czeskiego rządu kolaboracyjnego, na przykład poprzez wymuszenie nominacji Niemca na stanowisko ministra gospodarki i pracy. Ale w tym samym czasie Heydrich zmniejszył liczbę niemieckich urzędników narzuconych Czechom z czternastu tysięcy do dwóch tysięcy.

To czeska administracja miała, pod dyktando Niemców, odpowiadać za sprawne działanie protektoratu. Heydrichowi powiodła się unikatowa sztuka – z jednej strony podniósł produktywność czeskich fabryk, z drugiej przejął właściwie całkowitą kontrolę nad czeską gospodarką, i to bez oporu robotników, rolników czy urzędników. 18 listopada 1941 roku Goebbels oceniał: „Heydrich postępuje bardzo konsekwentnie. To mądra polityczna głowa.

Jego rozporządzenia w protektoracie mają ręce i nogi, odwołują się nie tylko do siły, ale także do rozsądku, a to zawsze jest bardzo wiele warte”. 30 grudnia dodawał: „Najlepsze nastroje występują w protektoracie Czech i Moraw, tam się pilnie pracuje, a niewiele politykuje. Surowe porządki, które zaprowadził tam Heydrich, zaczynają stopniowo przynosić owoce. Jeśli się uprawia politykę, która w odpowiednim czasie sięga do ostrych środków, a w odpowiednim czasie do łagodnych, to nie należy oczekiwać rozwoju zjawisk kryzysowych na zajętych obszarach”.

Mieszanka programów socjalnych i zaplanowanego z chirurgiczną precyzją terroru przyniosła efekt. Zarówno czescy politycy, jak i czescy obywatele zostali złamani i niezdolni do oporu na wielką skalę. Heydrich triumfował. Goebbels 21 stycznia 1942 roku pozwolił sobie na sąd: „Politykę, którą Heydrich prowadzi w protektoracie, należy wręcz traktować jako wzorcową”.

Ta łagodna twarz niemieckiej okupacji może kontrastować z faktem, że w tym samym czasie Heydrich brał udział w konferencji w Wannsee. Nie ma tu jednak żadnego paradoksu. Heydrich z pewnością wierzył w sensowność wymordowania konkretnych grup etnicznych. Teraz jednak mógł do sprawy zabrać się w sposób bardziej zorganizowany, znowu oddając głos terrorowi biurokracji.

W protektoracie wydano sto trzydzieści trzy wyroki śmierci. To tragiczne, ale jakby nie patrzeć, mikroskopijne na tle warunków z Generalnego Gubernatorstwa. W tym samym czasie Niemcy rozdali czeskim robotnikom dwieście tysięcy par obuwia. Organizowano ułatwienia dla mieszkańców, którzy chcieli ujawnić wcześniej ukrywane hodowle zwierząt.

Heydrich w protektoracie upatrywał szansę na przeprowadzenie eksperymentu administracji mieszanej – łagodnej i ostrej jednocześnie, bardzo racjonalnej, opartej na zrozumieniu, że nawet podbita ludność, którą w przyszłości mogła czekać eksterminacja, tu i teraz przede wszystkim oczekiwała pełnego brzucha. Musimy jednak pamiętać o talencie Heydricha do przedstawiania siebie w korzystnym świetle. Coraz trudniejsza sytuacja na frontach podkopywała możliwości poprawiania warunków bytowych w protektoracie. Heydrich mógł starać się o iluzję spokoju.

Kiedy Heydrich trafił na celownik czeskiego rządu w Londynie, można uznać, że zlecenie jego zabójstwa wynikało z jego brutalności. W rzeczywistości Heydrich musiał zginąć w okolicznościach, które wskazywałyby na żywotność czeskiego ruchu oporu. Rząd na emigracji właśnie musiał doprowadzić do zaostrzenia stosunków w protektoracie poprzez sprowokowanie niemieckich represji. Heydrich musiał umrzeć, bo z perspektywy długofalowych celów Niemiec prowadził faktycznie wzorcową politykę okupacyjną.

Okrucieństwo i pragmatyzm łączyły się u Heydricha w przerażającą, niezwykle skuteczną mieszankę. Był elastyczny w doborze środków do osiągnięcia celu. Według żony w Pradze po raz pierwszy zobaczył pozytywną stronę swojej pracy i bardzo się z tego cieszył: „Teraz miał moc urzeczywistniania swoich myśli i pomysłów. Powiedział mi: jak można oczekiwać, że ludzie będą dla nas pracować i stać przy nas, jeśli nie chcemy dać im takich samych korzyści, jakie my mamy”.

Brzmi to nieco niewiarygodnie, ale wygląda na to, że Heydrichowi tuż przed śmiercią udało się wykreować siebie na specjalistę od pacyfikowania okupowanych terenów. W pierwszych tygodniach maja 1942 roku otrzymał prośbę od niemieckich urzędników okupacyjnych we Francji o opinię, jak należy podchodzić do zadań pacyfikacyjnych w zachodniej Europie. Heydrich przekazał im radę co do nieskuteczności rozstrzeliwania zakładników. Niezwykła łagodność jak na esesmana.

Jeśli popatrzymy na całą zbrodniczą historię Heydricha, w oczy rzuca się efekt jego doświadczenia w budowaniu potężnych kartotek przeciwników politycznych. Heydrich zdecydowanie wierzył w siłę terroru i potrzebę wprowadzania arcybrutalnych rozwiązań. Ale miały to być rozwiązania precyzyjne. Każda ofiara reżimu – przedstawiciel mniejszości, inteligencji czy przeciwnik polityczny – miała być uzasadniona, a nie przypadkowa.

Nawet jeśli z naszej perspektywy to uzasadnienie brzmi niedorzecznie. 5 czerwca 1942 roku, już po zgonie protektora, Goebbels ubolewał: „Śmierć Heydricha jest niepowetowaną stratą. To był najbardziej radykalny i najskuteczniejszy pogromca wrogów państwa”. Znamienne, że podwładni Heydricha, opierając się na wypracowanych przez niego rozwiązaniach, starali się odeprzeć naciski Hitlera, by rozstrzelać wszystkich przetrzymywanych więźniów politycznych w protektoracie i aresztować kolejne dziesięć tysięcy osób.

Ostatecznie w ramach tak zwanej heydrichiady zamordowano niemal dwa tysiące Czechów, w tym setki całkowicie przypadkowych osób. Po porażce pod Stalingradem pewne koncepcje Heydricha niosły się coraz szerszym echem po nazistowskich gabinetach. Objawy złagodzenia kursu okupacyjnego dotarły nawet do Generalnego Gubernatorstwa. Ale do tego czasu Polskie Państwo Podziemne otrzymało już niebagatelne wsparcie.

Spiętrzone zbrodnie Niemców, całkowicie chaotyczne i niesprawiedliwe nawet w oczach niemieckiej administracji i wojska, przekreślały właściwie przekierowanie warunków okupacyjnych w kierunku modelu testowanego w protektoracie Czech i Moraw. To właśnie od początku 1943 roku Armia Krajowa rozpoczęła wzmocnione działania dywersyjne. Generalne Gubernatorstwo dosłownie wrzało. 23 września 1943 roku Goebbels wzdychał: „Bardzo brakuje nam Heydricha.

W kontekście obecnej polityki personalnej byłby odpowiedniejszym człowiekiem do zaprowadzenia spokoju i porządku w Generalnym Gubernatorstwie”. Na koniec warto przypomnieć, jak Hans Frank prezentował się czytelnikom niemieckich gazet: „Gdybym o każdych siedmiu rozstrzelanych Polakach chciał rozwieszać plakaty, to w Polsce nie starczyłoby lasów na wyprodukowanie papieru na takie plakaty”. Heydrich w tym czasie wolał trzymać język za zębami i organizował system mający wymordować miliony ludzi.

Jeśli przyjąć pogląd, że okrucieństwo Niemców utrudniało im wygranie wojny, nie będzie przesadą stwierdzenie, że Heydrich prezentował bodaj najbardziej niebezpieczną twarz nazizmu – chłodnego biurokraty, który nie tylko wykonuje rozkazy, ale ma sporo inicjatywy i zawsze jest otwarty na elastyczne rozwiązania w drodze do celu.