Kiedy kelner przyjął zamówienie, Robert wypalił bez żadnych wstępów: „Wyjdziesz za mnie? ”. Alicja zaniemówiła. Czekała na ten moment od dawna, ale bezpośredniość pytania i tak ścięła ją z nóg.

Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć, on uśmiechnął się szeroko i dodał: „Czekaj, to jeszcze nie koniec. Mamy już własne cztery kąty. Właśnie domknąłem kredyt hipoteczny”. W tym momencie cały entuzjazm zgasł.
Z twarzy Ali odpłynęła krew, a usta się zacisnęły. Robert promieniał, ale po chwili zauważył jej chłód i zapytał zdziwiony, skąd ta mina. Trudno było o radość. Przed oczami stanął jej czarny scenariusz: dostaje męża z ogromnym zobowiązaniem finansowym, które de facto będą spłacać razem, ale mieszkanie kupione przed ślubem formalnie należy tylko do niego.
W razie rozstania nie miałaby do tych ścian żadnych praw. Robert zabezpieczył się ze wszystkich stron. Ona natomiast po latach dokładania się do wspólnego życia zostałaby z pustymi rękami. Co gorsza, lwia część jego pensji miałaby iść na wysoką ratę, więc codzienne rachunki i jedzenie spadłyby głównie na jej barki.
Wizja sponsorowania partnera była dla niej nie do przyjęcia. Wyłożyła więc kawę na ławę. Powiedziała wprost, że w razie rozstania zostałaby na lodzie i musiałaby z podkulonym ogonem wracać do rodziców. Robert zupełnie stracił rezon.
Tłumaczył, że w ogóle tak nie kalkulował, że przecież żeni się z nią na całe życie, a cała akcja miała być wspaniałą niespodzianką, z której ona bezpodstawnie robi aferę. Alicja nie miała jednak cienia wątpliwości. Za tym manewrem stała przyszła teściowa. To ona namówiła syna, żeby kupić mieszkanie przed ślubem i zabezpieczyć majątek przed rzekomo wyrachowaną synową.
Ta kobieta od początku patrzyła na nią jak na śmiertelnego wroga. Już podczas pierwszej wizyty u rodziców Roberta pani Elżbieta mierzyła ją lodowatym wzrokiem, jakby za moment miała rzucić się jej do gardła. Każda uwaga była kąśliwa. Gdy Alicja odmówiła kolejnej porcji sernika, tłumacząc, że fizycznie nie zmieści już ani kawałka, teściowa uznała to za obrazę swojego kunsztu kulinarnego i oskarżyła dziewczynę o zagłodzenie syna wymyślnymi dietami.
Nic nie mogło jej zadowolić. Alicja poznała prawdę o tej kobiecie bardzo szybko. Pani Elżbieta należała do matek toksycznie przywiązanych do dorosłych dzieci, chorobliwie zazdrosnych o jedynaka. Traktowała każdą partnerkę syna jak wroga.
Alicja postanowiła odpuścić i zachowywać się naturalnie. Przecież nie sposób zadowolić każdego. Miała zamiar dzielić codzienność z Robertem, a nie z jego zaborczą matką. Ich związek zaczął się pięknie.
Poznali się przypadkiem, gdy przyjaciółka wyciągnęła Alę do kawiarni po ciężkim dniu. Na miejscu okazało się, że organizatorka przyprowadziła ze sobą partnera oraz jeszcze jednego faceta. Wieczór upływał w miłej atmosferze, dopóki zakochana para nie musiała nagle uciekać do domu, bo sąsiadka poinformowała ich o zalewaniu mieszkania. Przy stoliku zostali tylko Alicja i Robert.
Po jakimś czasie oboje połapali się, że cała sytuacja była zręcznie ukrytym planem swatania. Ta mała intryga spotkała się z ciepłym przyjęciem. Alicja i Robert złapali wspólny język natychmiast i przegadali cały wieczór bez ani jednej chwili ciszy. Kolejne tygodnie upływały im na ciągłych spotkaniach.
Alicja była zachwycona szczupłym brunetem. Robert górował nad nią o dobre pół głowy, roztaczając wizerunek niezawodnego obrońcy, przy którym można bezpiecznie odetchnąć. W jego towarzystwie czuła się pewniej. Kroczył dumnie, rzucając spojrzenia na otoczenie, ale daleko mu było do zarozumialstwa.
Urzekał ludzi naturalną serdecznością i potrafił znaleźć wspólny język z każdym. Jedyną drobną zmianą, jaką Ala zauważyła po jakimś czasie, było to, że czupryna ukochanego zaczynała powoli rzednąć na czubku głowy. Był to jednak tak błahy szczegół, że nie odejmował mu uroku, a wręcz dodawał stateczności. Oboje mocno stąpali po ziemi.
Mieli dobrą, stabilną pracę i zarabiali w zasadzie tyle samo. Dzieliła ich symboliczna różnica wieku. Obojgu brakowało jeszcze chwili do trzydziestki. Łączyło ich niemal wszystko, łącznie z faktem, że żadne z nich nie dorobiło się jeszcze własnego mieszkania.
Trudno było czynić z tego zarzut, skoro mieszkali w Warszawie, gdzie zakup własnego kąta graniczy z cudem, a skromna kawalerka kosztuje ponad pół miliona złotych. Brak własnych ścian u Roberta nie stanowił dla Alicji problemu. Po cichu liczyła nawet, że jeśli ich relacja przetrwa próbę czasu, to wezmą wspólny kredyt i kupią coś razem. Na razie wolała nie wybiegać tak daleko w przyszłość.
Robert musiał najpierw sam dojrzeć do myśli, że to właśnie z nią chce iść przez życie. Na tym etapie widywali się głównie na mieście. Popołudniami spacerowali alejkami Pola Mokotowskiego i Łazienek, bo oboje uwielbiali ruch na świeżym powietrzu. Byli na bieżąco z nowościami w kinach.
Regularnie wpadali do przytulnych knajpek. Prawdziwym poligonem domowym okazały się chwile, gdy kumpel Roberta wyjeżdżał w delegację i powierzał im opiekę nad swoim kotem. Wtedy ich relacja nabierała innego wymiaru. Alicja pichciła obiady, wieczorami wspólnie włączali seriale na kanapie i czuli się niemal jak stare dobre małżeństwo.
Robert okazał się przy tym szarmanckim facetem starej daty. Podawał jej płaszcz, przytrzymywał drzwi, a gdy Ala ubrała się zbyt lekko na chłodny wieczór, bez wahania oddawał jej własną ciepłą bluzę. Troszczył się o nią na każdym kroku. Z początku Alicja miała obawy, czy nie okaże się chorobliwym sknerą, ale rzeczywistość szybko rozwiała te wątpliwości.
W restauracjach bez dyskusji brał rachunek na siebie, a wejściówki do kina zamawiał z własnej kieszeni. Żeby nie wyjść na osobę żerującą na czyimś portfelu, Ala od czasu do czasu dorzucała się do kinowych przekąsek, a podczas weekendowych dyżurów przy kocie sama robiła zakupy spożywcze. Robert nie żałował grosza na drobne upominki. Potrafił rzucić z uśmiechem, że dziś wypada światowy dzień przytulania, i podarować jej ciepły wełniany szalik, który miał ją otulać podczas jego nieobecności.
Takie gesty rozczulały ją bez reszty. Zawsze dbał o nienaganny wygląd. Kiedy podczas pierwszej randki wspomniał, że pracuje w branży IT, Ala spodziewała się stereotypu programisty w wyciągniętym swetrze. Nic z tych rzeczy.
Robert za każdym razem pokazywał się w idealnie wyprasowanej koszuli i markowych klasycznych dżinsach. Na co dzień pracował zdalnie ze swojego wynajmowanego pokoju, powtarzając z przekonaniem, że ma mocną pozycję na rynku. Gdy ich związek wszedł na kolejny poziom i zaczęli planować wakacyjne wyjazdy, Ala poczuła, że nie wypada zrzucać całego ciężaru na jego barki. Sama zaproponowała równy podział kosztów podróży.
Robert przystał na to bez zbędnych ceregieli. Same wyjazdy okazywały się pasmem sukcesów. Żadnych kłótni. Wszelkie drobne nieporozumienia załatwiali na bieżąco spokojną rozmową.
Wszystko zmierzało w dobrym kierunku, ale Robert wciąż zwlekał z oświadczynami. W powietrzu nie wisiała nawet najmniejsza aluzja na temat ślubu, co zaczynało uwierać Alicję. Zbliżająca się trzydziestka wzmagała w niej potrzebę stabilizacji. Przełom nastąpił niespodziewanie, gdy pewnego dnia Robert zaproponował jej wspólny wyjazd i poznanie swoich rodziców.
Ta nagła propozycja zbiła ją z tropu, ale zaraz potem poczuła falę autentycznej radości. Wreszcie wykonał konkretny krok. Dotąd wydawało jej się, że Robert jest człowiekiem bez skazy. Jednak ten wyjazd obnażył jego najsłabszy punkt, jakim okazała się rodzina.
Przyszła teściowa ani myślała entuzjastycznie witać planów syna. Ala wybrała na to spotkanie elegancką, nienachalną sukienkę, idealnie leżącą na sylwetce. Wystarczyła jednak krótka chwila pod świdrującym wzrokiem pani Elżbiety, by poczuła potrzebę zasłonięcia się czymkolwiek. Kobieta mierzyła ją tak wrogim lodowatym spojrzeniem, jakby za moment miała rzucić się jej do gardła.
Alicji ze stresu dosłownie skręcało żołądek. Zupełnym przeciwieństwem okazał się ojciec Roberta, rubaszny, pogodny facet. Za każdym razem, gdy żona zaczynała gderać, on rozładowywał atmosferę trafnym dowcipem. Pani Elżbieta próbowała stwarzać pozory gościnności, ale szło jej opornie.
Przez cały wieczór co rusz rzucała kąśliwymi uwagami. Gdy usłyszała, o której godzinie Alicja wraca z biura, ostentacyjnie załamała ręce, pytając z oburzeniem, jak to ma niby funkcjonować, skoro Robert po powrocie do domu musi mieć od razu ciepły obiad. Chwilę później zaczęła głośno powątpiewać, czy kobieta ze zrobionymi paznokciami jest w ogóle w stanie tknąć jakichkolwiek prac domowych. Prawdziwa lawina ruszyła, gdy Ala podziękowała za kolejną porcję sernika.
Elżbieta natychmiast wysnuła teorię, że dziewczyna zagłodzi jej syna wymyślnymi dietami. „Naprawdę nie jestem na żadnej diecie. Po prostu przygotowała pani tyle pyszności, że fizycznie nie zmieszczę już ani kawałka” – tłumaczyła się zmieszana Alicja, ale próba obrony tylko pogorszyła sprawę. Gospodyni uznała to za jawną obrazę swojego kunsztu kulinarnego.
Dogodzenie tej kobiecie graniczyło z cudem. Ta jedna wizyta wystarczyła, by poznać prawdziwą naturę potencjalnej teściowej. Alicja szybko doszła do wniosku, że zabieganie o względy tej kobiety to strata energii. Postanowiła odpuścić i po prostu zachowywać się naturalnie.
Po tym spotkaniu mgliste plany nabrały konkretnych kształtów. Alicja zaczęła układać w głowie zarys przyszłego budżetu domowego. Zawód analityczki finansowej sprawiał, że planowanie wydatków miała we krwi. Na horyzoncie majaczył najważniejszy cel: własne mieszkanie.
Z dwoma solidnymi pensjami bez problemu udźwignęliby kredyt hipoteczny. Wiedziała, że Robert ma odłożone oszczędności, a sama trzymała na lokacie sto tysięcy złotych. Liczyła, że partner z wyższymi zarobkami zgromadził przynajmniej tyle samo. Te połączone środki dałyby idealny wkład własny na bezpieczny kredyt i nowoczesne mieszkanie od dewelopera.
I choć sam pierścionek jeszcze się nie pojawił, wszystkie znaki wskazywały, że to tylko kwestia czasu. Kolejne dwa miesiące okazały się jednak prawdziwym testem cierpliwości. Robert zaczął zachowywać się nieswojo. W głowie Ali pojawił się strach, czy ukochany nie stchórzy przed dorosłą decyzją.
Przyczyna jego dziwnego dystansu leżała jednak zupełnie gdzie indziej. W końcu nadszedł ten wyczekiwany moment. Po pracy wstąpili do restauracji niby na zwykły obiad. Robert był spięty, ale Alicja przypisała to ostatniemu nastrojowi.
Gdy kelner przyjął zamówienie, Robert wypalił bez wstępów. Wyjdziesz za mnie? Alicja zaniemówiła z wrażenia. Zanim zdążyła ubrać w słowa swoje „tak”, partner postanowił zaserwować jej kolejną niespodziankę.
„Czekaj, to jeszcze nie koniec. Mamy już własne cztery kąty. Właśnie domknąłem kredyt hipoteczny”. W tym momencie entuzjazm zgasł.
Ta wiadomość spadła na nią jak grom z jasnego nieba. Robert ustawił się idealnie. Gdyby kiedyś ich drogi się rozeszły, on zostawałby z własną nieruchomością, a ona z niczym, z pustymi rękami po latach dokładania się do wspólnego życia. Wizja wchodzenia w małżeństwo na takich zasadach była dla niej nie do przyjęcia.
Wyłożyła więc kawę na ławę. Robert zupełnie stracił rezon. Zaczął się tłumaczyć, że w ogóle nie kalkulował w ten sposób, bo przecież żeni się z nią na całe życie. Alicja nie miała jednak cienia wątpliwości.
Za całym tym genialnym manewrem stała przyszła teściowa. Pośpiech przy zakupie lokum miał tylko jeden cel: zamknąć formalności przed ślubem. Przyszła teściowa widocznie bała się rzekomo wyrachowanej synowej, więc wolała zabezpieczyć jedynaka przed ewentualną stratą majątku. To zagranie było po prostu nieuczciwe.
Czy Robert naprawdę miał Alicję za taką cwaniarę? Pomyślał wyłącznie o własnym interesie, a teraz oczekiwał, że ona będzie dokładać się do jego nieruchomości, żyjąc z wieczną świadomością, że w tym domu jest tylko gościem. Gdyby kupili to mieszkanie wspólnie już po ślubie, sytuacja wyglądałaby diametralnie inaczej. Mogłaby spać spokojnie.
Zamiast radosnego świętowania zaręczyn doszło do ostrej kłótni. Robert usłyszał twarde „nie”. Z lokalu wyszli osobno, każde z poczuciem głębokiego żalu. Alicji pękało serce, że ich uczucie rozbiło się o kwestie lokalowe, ale perspektywa zostania z niczym po latach małżeństwa była zbyt trzeźwiąca.
Urażony Robert po dostaniu kosza zerwał z nią wszelki kontakt. Trudno było mu się dziwić po odrzuceniu oświadczyn, ale Ala wiedziała, że postąpiła słusznie. Gdyby tylko przed podjęciem tak ważnej decyzji przyszedł z tym do niej, a nie radził się mamusi, ich losy mogły potoczyć się zupełnie inaczej. Minęło kilka miesięcy.
Alicja wciąż była sama. Od wspólnych znajomych dochodziły ją słuchy, że Robert również z nikim się nie związał. A zapowiadała się z tego taka piękna miłość.


