Niedziela, 22 czerwca 1941 roku. O świcie niemieckie siły uderzyły na Związek Radziecki, rozpoczynając wojnę, która nie oszczędzała nikogo – ani żołnierzy, ani zwykłych ludzi. Od pierwszych dni masowe mordy stały się codziennością niemieckich rządów na wschodzie. Ludzi aresztowano, rozstrzeliwano, wieszano, palono żywcem lub mordowano w komorach gazowych, daleko za linią frontu.

Żydzi, komuniści, wszyscy podejrzani o konspirację – każdego traktowano jak wroga. Do przeprowadzenia tego terroru Niemcy potrzebowali lokalnych pomocników, ludzi, którzy znali miasta, wioski i mieszkańców, i którzy zgodzili się zabijać swoich rodaków. W 1942 roku ta machina śmierci dotarła do południowej Rosji, do miast takich jak Krasnodar. Okupacja przyniosła strach, egzekucje i masowe groby.
Niemieccy żołnierze i policja wydawali rozkazy, a sowieccy kolaboranci pomagali w aresztowaniach, pilnowali więźniów i eskortowali ofiary na śmierć. Gdy w lutym 1943 roku Armia Czerwona odzyskała miasto, odkryto groby. Świadkowie zaczęli mówić, a prawda wyszła na jaw. Nie było mowy o ukrywaniu sprawiedliwości ani o jej odwlekaniu.
Została wymierzona publicznie, a ci, którzy pomagali Niemcom mordować własny naród, zapłacili za to życiem. Ten moment przeszedł do historii jako proces krasnodarski. Latem 1942 roku niemieckie siły wkroczyły głęboko w południowe regiony Związku Radzieckiego, dążąc do zdobycia terytorium i zasobów na Kaukazie. 12 sierpnia 1942 roku Krasnodar, którego populacja z powodu wojny i ewakuacji spadła już do około 150 tysięcy mieszkańców, znalazł się w niemieckich rękach.
Miasto przeszło pod kontrolę niemieckiej 17. Armii, wspieranej przez SS i Gestapo – tajną policję odpowiedzialną za represje, aresztowania i egzekucje. Komunistyczną administrację zastąpiły niemieckie rządy okupacyjne oparte na strachu, ideologii rasowej i karach zbiorowych. Niemieckie siły bezpieczeństwa niemal natychmiast rozpoczęły masowe aresztowania.
Żydzi byli identyfikowani, rejestrowani i zatrzymywani, często dzięki pomocy lokalnych kolaborantów, którzy znali mieszkańców i potrafili ich wskazać. Komuniści, weterani Armii Czerwonej i osoby podejrzane o sympatie partyzanckie również trafiali do więzień. Innych aresztowano tylko dlatego, że zostali fałszywie zgłoszeni przez sąsiadów albo po prostu znaleźli się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Nie miało znaczenia, jaki był powód – aresztowanie zwykle oznaczało tortury albo śmierć.
Kluczową rolę w terrorze odgrywała Einsatzgruppe D, niemiecka mobilna jednostka zabójcza, której zadaniem było masowe mordowanie ludności cywilnej za linią frontu. Jej pododdział, Sonderkommando 10a, działał w Krasnodarze i okolicach. Jednostki te nie działały potajemnie ani sporadycznie. Zabijały otwarcie i wielokrotnie, często w świetle dziennym, czasem na publicznych placach lub przy ruchliwych drogach, aby celowo pokazać ludności niemiecką władzę.
Ofiary eskortowano pod strażą do miejsc egzekucji poza miastem. Cywile patrzyli na to, wiedząc, że milczenie i współpraca z Niemcami są często jedynym sposobem na przetrwanie. Jedną z najczęstszych metod zabijania były masowe rozstrzeliwania. Grupy zatrzymanych wywożono do wąwozów, rowów przeciwczołgowych lub dołów na obrzeżach miasta.
Tam kazano im się rozebrać, ustawić w szeregu na skraju i rozstrzeliwano ich od tyłu. Ludzie wpadali do dołów, często jeszcze żywi, i byli zasypywani ziemią. Ci, którzy przeżyli strzały, dusili się pod warstwą gleby. Nie było litości.
Kobiety w ciąży i dzieci zabijano razem z rodzinami. Inną metodą było wieszanie. Na publicznych placach stawiano szubienice, a ciała pozostawiano na widoku jako ostrzeżenie. Czasem na szyjach ofiar wieszano tabliczki z oskarżeniami o partyzantkę lub zdradę.
Te egzekucje miały zastraszyć ludność i zniechęcić ją do jakiegokolwiek oporu. Jednym z najbardziej znanych narzędzi mordowania były wozy gazowe, które później nazwano „niszczycielami dusz”. Były to szczelnie zamknięte ciężarówki zamaskowane na zwykłe pojazdy transportowe. Ofiary ładowano do przedziału ładunkowego, zamykano drzwi, a spaliny kierowano do wnętrza podczas jazdy na miejsce pochówku.
Zanim wozy dotarły na miejsce, wszyscy w środku byli martwi lub umierali z uduszenia. W Krasnodarze wozy gazowe były powszechnie stosowane. Zabierano nimi nawet chore dzieci ze szpitali i właśnie tam je mordowano. Podczas niemieckiej okupacji w Krasnodarze i okolicach zamordowano około siedmiu tysięcy cywilów.
Gdy 2 lutego 1943 roku klęska Niemców pod Stalingradem zmieniła bieg wojny, a Armia Czerwona ruszyła do ofensywy, władze okupacyjne w Krasnodarze nasiliły zabójstwa. Więźniów rozstrzeliwano, aby pozbyć się świadków niemieckich zbrodni. Budynek Gestapo podpalono wraz z uwięzionymi w nim sowieckimi więźniami. Niemcy, wiedząc, że zaczynają przegrywać wojnę, w pośpiechu zasypywali masowe groby i niszczyli dokumenty.
Kolaborantom kazano pomagać w usuwaniu dowodów – ekshumowano ciała i palono szczątki. Mimo tych wysiłków nie udało się ukryć skali zbrodni. Ocaleni opowiadali o wszystkim po upadku niemieckiej władzy. Kiedy 12 lutego 1943 roku sowieckie siły odzyskały Krasnodar, śledczy odkryli masowe groby zawierające setki ciał.
Badania medyczne wykazały między innymi ślady zatrucia spalinami. Ocaleni potwierdzili to w zeznaniach o wozach gazowych, egzekucjach i roli lokalnych kolaborantów, którzy pilnowali więźniów, eskortowali ofiary i bezpośrednio uczestniczyli w zabijaniu cywilów. Dowody rzeczowe potwierdzały te relacje. Obraz, który się wyłonił, wskazywał na zorganizowane masowe morderstwa przeprowadzane z rutynową skutecznością.
Sowieci postanowili powołać trybunał wojskowy, aby wymierzyć karę za zbrodnie popełnione w regionie Krasnodaru. Proces odbył się w dniach 14–17 lipca 1943 roku przed Trybunałem Wojskowym Frontu Północnokaukaskiego, a jego przygotowania nadzorowały najwyższe władze sowieckie, w tym sam Stalin. Proces miał charakter niemal demonstracyjny, mimo że jego wynik był z góry przesądzony. Nie przedstawiono żadnych nowych dowodów, a zarówno oskarżeni, jak i świadkowie powtarzali jedynie zeznania złożone podczas śledztwa.
Przed sędziami stanęli nie Niemcy, lecz ludzie rosyjskiego pochodzenia, wywodzący się ze środowisk wiejskich. Większość miała od 25 do 34 lat, a połowa przed wojną należała do partii komunistycznej lub Komsomołu. Głównym zarzutem była zdrada. Tylko czterem oskarżonym postawiono konkretne zarzuty.
Pozostałych siedmiu oskarżono o przynależność do Sonderkommando 10a, a tym samym o udział w niemieckich zbrodniach. Ich współudział polegał głównie na udziale w aresztowaniach partyzantów i bojowników podziemia, pilnowaniu ich, transporcie do miejsc egzekucji oraz udziale w operacjach z użyciem wozów gazowych. Za organizatorów zbrodni uznano niemieckich dowódców i funkcjonariuszy Gestapo, którzy jednak nie byli obecni na sali sądowej. Wśród oskarżonych zaocznie znaleźli się generał piechoty i dowódca 17.
Armii Richard Ruoff, szef lokalnego Gestapo Kurt Christmann oraz trzynastu członków SS. Proces skupiał się na kolaborantach jako widocznych symbolach zdrady, mimo że same zbrodnie zaplanował i kierował nimi nazistowski system okupacyjny. Proces krasnodarski ujawnił tylko część tego, co wydarzyło się w mieście. Mówiono o zamordowanych komunistach, partyzantach, działaczach sowieckich i cywilach, ale ofiary żydowskie zostały w dużej mierze pominięte w oficjalnej narracji, mimo wyraźnych dowodów, że były celowo atakowane przez Niemców.
Cierpienia ludności przedstawiono jako powszechne sowieckie cierpienie, dostosowane do potrzeb propagandy wojennej. Podczas postępowania oskarżeni przyznali się do winy i opisali swoją rolę w aresztowaniach, pilnowaniu oraz zabójstwach. Niektórzy mówili o strachu, inni o ambicjach lub przekonaniu, że Niemcy wygrają wojnę. Wszyscy błagali sąd o darowanie życia.
Wyrok ogłoszono 17 lipca 1943 roku. Ośmiu oskarżonych – Wasilij Tiszczenko, Iwan Rechkałow, Michaił Łastowina, Mikołaj Puszkariow, Grigorij Misan, Junus Napsok, Iwan Kotomcew i Ignati Kładow – zostało skazanych na śmierć przez powieszenie. Trzech innych – Grigorij Tuchkow, Wasilij Pawłow i Iwan Paramonow – otrzymało dwadzieścia lat przymusowych robót w systemie gułagów, sieci obozów pracy prowadzonych przez sowieckie państwo, gdzie przetrwanie było niepewne. Trzej mężczyźni wysłani do robót zniknęli w obozowym systemie.
Przetransportowani na wschód, weszli w świat wyczerpującej pracy, głodu, chorób i przemocy. Egzekucja ośmiu skazanych odbyła się rankiem 18 lipca 1943 roku. Na głównym placu Krasnodaru ustawiono szubienice. Zgromadziło się około trzydziestu tysięcy ludzi, w tym kobiety i dzieci.
Przed powieszeniem odczytano wyroki. Niektórzy skazani zginęli szybko, inni walczyli, drżąc, podczas gdy tłum patrzył. Wielu widzów klaskało. Egzekucje sfilmowano i sfotografowano, a relacje opublikowano w całym Związku Radzieckim.
Proces krasnodarski nie ukarał wszystkich odpowiedzialnych za zbrodnie popełnione podczas okupacji, ale ujawnił metody niemieckich rządów jeszcze w trakcie wojny. Pokazał, jak zorganizowano masowe mordy i jak wykorzystano lokalną kolaborację do ich przeprowadzenia. Przesłanie było jasne: współpraca z wrogiem zostanie ukarana publicznie i bez litości.


