Sierpień 1943 roku. Okupowana przez Niemców Grecja dławiła się w strachu i represjach. Im śmielej partyzanci operowali na prowincji, tym brutalniej nazistowskie siły okupacyjne karały całe wioski, traktując każdego cywila jak wroga. Nad brzegiem rzeki Arachtos, w regionie Epiru, leżała mała wioska Kommeno.

Jej mieszkańcy próbowali przetrwać pod okupacją. Przez długi czas Kommeno omijały najgorsze skutki wojny. Wieś leżała w strefie kontrolowanej przez Włochów, którzy traktowali ludność ze względną tolerancją. Partyzanci od czasu do czasu pojawiali się w wiosce, by zaopatrzyć się w żywność, a miejscowi udawali, że niczego nie widzą.
Rolnicy uprawiali pola, rybacy łowili w rzece. Życie było ciężkie, ale stabilne. Ta krucha równowaga runęła 12 sierpnia 1943 roku. Niewielki oddział partyzancki wszedł do Kommeno, by zebrać prowiant.
W tym samym czasie przez wieś przejeżdżał niemiecki pojazd zwiadowczy z dwoma żołnierzami. Na widok uzbrojonych mężczyzn na wiejskim targu Niemcy gwałtownie skręcili, wpadli do przydrożnego rowu i odjechali. Nie padł ani jeden strzał, nikt nie odniósł ran, a mieszkańcy rzucili się, by pomóc wyciągnąć pojazd. Mimo to po wsi rozeszła się fala przerażenia.
W obawie przed odwetem wielu mieszkańców spędziło noc ukrytych na polach. Następnego dnia przewodniczący rady wsi, miejscowy ksiądz i nauczyciel udali się do Arty, by wyjaśnić sytuację włoskiemu dowódcy. Zapewniono ich uroczyście, że Kommeno nie jest zagrożone i że żadne represje nie nastąpią. Z ulgą wrócili do domów i zaczęli przygotowania do święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oraz do wesela, które miało odbyć się tego samego dnia.
Wieczorem 15 sierpnia Kommeno wypełniło się muzyką i radością. Rodziny świętowały zarówno święto kościelne, jak i ślub. Goście z sąsiednich miejscowości zostali do późnej nocy. Miał to być wieczór beztroski, powrót do normalności w środku wojny.
Za kulisami niemieccy dowódcy przygotowywali zupełnie inną odpowiedź. Wermacht fałszywie zgłosił incydent jako atak partyzancki i przekazał informację do dowództwa dywizji w Janinie. Wcześniejsze niemieckie operacje antypartyzanckie w regionie kończyły się niepowodzeniem, a obecność partyzantów w pobliżu Kommeno posłużyła jako pretekst do działań karnych. 14 sierpnia wydano rozkaz zniszczenia wsi.
Krótko po piątej rano 16 sierpnia 1943 roku około 120 niemieckich żołnierzy z 12. kompanii 98. Pułku Górskiego 1. Dywizji Górskiej ruszyło ciężarówkami w stronę Kommeno.
Dowódcą kompanii był oberleutnant Willibald Reiser, fanatyczny nazista, znany wśród towarzyszy jako Neron 12/98. Byli ciężko uzbrojeni w karabiny maszynowe, moździerze, granaty i broń automatyczną. Dowódca pułku, oberst Josef Salminger, wygłosił przed żołnierzami krótką i ostrą przemowę: mieli zlikwidować gniazdo partyzantów i nie oszczędzać nikogo. Tego ranka Kommeno było zatłoczone.
Oprócz mieszkańców we wsi przebywało ponad trzydziestu gości weselnych z sąsiednich miejscowości. Żołnierze otoczyli wieś z trzech stron, pozostawiając wolną jedynie drogę prowadzącą w stronę rzeki Arachtos. Bez ostrzeżenia rozpoczęli atak, mimo że we wsi nie było żadnych partyzantów. Granaty wpadły do domów, w których spały rodziny.
Karabiny maszynowe kosiły mieszkańców, którzy w panice wybiegali na ulicę. Każdy, kto próbował uciec przez kontrolowane drogi, był rozstrzeliwany. Mężczyźni ginęli na oczach rodzin. Kobiety zabijano, gdy zasłaniały sobą dzieci.
Niemowlęta i małe dzieci rozstrzeliwano w łóżkach lub wyrywano z ramion matek. Jedną z pierwszych ofiar był wiejski ksiądz. Błagał o litość, a Willibald Reiser zastrzelił go na miejscu. Naoczni świadkowie opisywali później gwałty, pobicia i profanację zwłok.
Zginęło też około czterdziestu gości weselnych, którzy nie zdążyli się obudzić po nocnej zabawie. Jedyna droga ucieczki prowadziła przez rzekę Arachtos. Chronieni gęstą roślinnością, niektórzy mieszkańcy zdołali uciec, płynąc lub wiosłując małymi łódkami, podczas gdy za nimi rozlegały się strzały. Masakra trwała sześć godzin.
Kiedy ustał ogień, Kommeno było zrównane z ziemią. Z 657 osób obecnych tego ranka zginęło 317, w tym 172 kobiety i 97 dzieci poniżej piętnastego roku życia. Zamordowano dwóch księży, całe rodziny i nowożeńców. Spłonęło prawie trzysta domów.
Zostało tylko siedem. Po egzekucjach żołnierze przeszukali ruiny, zabierając zwierzęta i wartościowe przedmioty, po czym odjechali. Następnego dnia do Kommeno dotarli pierwsi przybysze. Włoski sierżant Ugo Turri wszedł do zniszczonej wsi, gdzie ocalali opowiedzieli mu o wszystkim.
Spalone domy wciąż się tliły, ciała leżały wśród ruin. Włoskie dowództwo wojskowe złożyło oficjalny protest u generała majora Waltera Stettnera, dowódcy 1. Dywizji Górskiej. Stettner zaprzeczył, jakoby niemieccy żołnierze dopuścili się zbrodni na cywilach.
Masakrę natychmiast zatuszowano fałszywymi raportami. 98. Pułk Górski nadał do kwatery głównej w Janinie wiadomość, w której twierdził, że doszło do walk między wojskami niemieckimi a partyzantami, w wyniku których zginęło 150 cywilów. Kurt Waldheim, oficer sztabowy, zapisał w dzienniku wojennym swojej jednostki, że siły alianckie były bardzo aktywne i że Kommeno zostało zdobyte po intensywnym oporze wroga.
Masowe mordy na cywilach przedstawiono jako uzasadnione działania wojenne. 18 sierpnia niemieccy żołnierze wrócili do Kommeno z rozkazem pochowania ciał. Nie zrobiono tego z szacunku dla zmarłych, lecz aby ukryć zbrodnię. Wykopano groby, zebrano szczątki i w miarę możliwości zatarto fizyczne ślady masakry.
W samej kompanii reakcje były podzielone. Niektórzy żołnierze przyznawali później, że egzekucje uważali za nieuzasadnione. Inni bronili zabójstw, wierząc, że wieś wspierała partyzantów. Żaden żołnierz nie zbuntował się jednak przeciwko rozkazom.
Masakra została przeprowadzona, zaakceptowana i publicznie zdementowana. Sprawiedliwość, a nawet zemsta, dla niektórych nadeszła dopiero później. 1 października 1943 roku Josef Salminger, oficer, który wygłosił mowę o zniszczeniu wsi, wpadł w zasadzkę i został zabity przez greckich partyzantów. Jego śmierć wywołała kolejną falę represji.
Dwa dni później niemieccy żołnierze wkroczyli do wsi Lingiades i zmasakrowali 92 cywilów, w tym niemowlęta. Najmłodsza ofiara miała zaledwie sześć miesięcy. Generał Walter Stettner, architekt polityki terroru, dowodził dywizją do 18 października 1944 roku. Podczas sowieckiej ofensywy na Belgrad jego jednostka została odcięta, a Stettner zaginął w pobliżu miasta.
Niepotwierdzone doniesienia mówiły, że został pojmany i stracony przez jugosłowiańskich partyzantów. Jego ciała nigdy nie odnaleziono. Willibald Reiser, oficer dowodzący oddziałem, który dokonał masakry w Kommeno, przeżył do ostatnich miesięcy wojny. Zginął w listopadzie 1944 roku podczas alianckiego nalotu na Fryburg.
Gdy Niemcy skapitulowały 8 maja 1945 roku, resztki 1. Dywizji Górskiej poddały się Brytyjczykom w Austrii. Wielu oficerów próbowało przedstawić się jako honorowi żołnierze walczący z partyzantami, nie z cywilami. Niektórych ekstradowano do Jugosławii, gdzie osądzono ich za zbrodnie wojenne i stracono.
Masakra w Kommeno uznawana jest za jedną z najgorszych zbrodni popełnionych przez siły niemieckie w okupowanej Europie. Każdego roku 16 sierpnia odbywają się uroczystości upamiętniające jej ofiary.


