W Norymberdze amerykański psychiatra Leon Goldenson zapisał w notatkach, że większość zbrodni popełnili Austriacy, a w najgorszym wypadku Bawarczycy. Nawet Baldur von Schirach, Turyńczyk pełniący funkcję gauleitera Wiednia, twierdził, że naziści w Austrii byli bardziej radykalni, a on sam nieustannie słyszał zarzuty o zbyt małej aktywności. To pytanie o wkład Austriaków w zbrodnie III Rzeszy pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych w historii. Czy rzeczywiście Austriacy byli najgorszymi spośród nazistów?

Wszystko zaczęło się w 1866 roku, kiedy Prusy pokonały Austrię w wojnie. To oznaczało koniec marzeń o zjednoczeniu Niemiec z Wiednia. Od tej pory Austria zwróciła się ku Bałkanom i Wschodowi, a w nowej monarchii austro-węgierskiej niemieccy Austriacy musieli dzielić władzę z Węgrami i narodami słowiańskimi. Przez kolejne dekady austriackość budowano coraz mocniej na dwóch filarach – antysemityzmie i antyslawizmie.
To właśnie w Austrii, już w 1903 roku, powstała pierwsza partia o programie antysemickim, antyliberalnym i antyslawistycznym. Po przegranej I wojnie światowej Austriacy wynieśli z bałkańskich kampanii pogardę dla Słowian, a klęska monarchii stała się narodową traumą. Potężne imperium skurczyło się do małego, biednego państewka, które Czechosłowacja upokorzyła embargiem na węgiel. Nic dziwnego, że to właśnie Austria stała się podatnym gruntem dla połączenia antysemityzmu i antyslawizmu.
W tym klimacie dojrzewał pewien zbawarczykowany Austriak, który podyktował książkę z tymi hasłami – ale w Niemczech początkowo nie cieszyła się ona popularnością. W samej NSDAP panował spór o priorytety. Jeszcze w 1926 roku Hitler musiał tłumaczyć przedstawicielom północy Niemiec, jak ważna jest przestrzeń życiowa na Wschodzie, bo antyslawizm był tam odrzucany. Nazizm w Niemczech nie miał jednego klucza do zdobycia całego kraju, podczas gdy historia Austrii była znacznie bardziej liniowa.
Austria przypominała bardziej pojedyncze kraje związkowe Rzeszy, a jej katolickie korzenie nie przeszkadzały w przyjęciu pełnego pakietu nazistowskiej ideologii – poza antychrześcijaństwem. Austria stała się polem przedłużonej walki dla lokalnych nazistów. Już w 1930 roku do NSDAP dołączył Ernst Kaltenbrunner, późniejszy następca Heydricha na stanowisku szefa RSHA. Austriacki odłam partii rozwijał się szybko dzięki Theodorowi Habichtowi, którego Hitler osobiście wysłał do Austrii w 1931 roku.
Liczba członków wzrosła z 7 tysięcy do 300 tysięcy. W Wiedniu Alfred Frauenfeld tworzył pierwsze jednostki nazistowskich bojówek i umundurowanych funkcjonariuszy SS. W czasie gdy Hitler w Niemczech działał legalnymi metodami politycznymi, austriaccy naziści przyjmowali postawę jawnie terrorystyczną. W 1933 roku władzę w Austrii przejął Engelbert Dollfuss, który zwalczał nazistów, tworząc Front Ojczyźniany.
Jego reżim przypominał późniejszą frankistowską Hiszpanię – antybolszewicki, katolicki, ale dążący do niepodległości państwa. Latem 1933 roku NSDAP została w Austrii zdelegalizowana. 30 czerwca 1934 roku Hitler rozprawił się z wewnętrznymi wrogami w partii podczas nocy długich noży. Dokładnie w tym samym czasie austriackie SS przygotowywało pucz.
Ostrzem działań była jednostka SS-Standarte 89, złożona z najbardziej radykalnych młodych Austriaków, dowodzona przez Fridolina Glassa. To właśnie z tej formacji pochodził Paul Planetta, który 25 lipca 1934 roku zastrzelił Dollfussa. Kilka dni później Planetta został powieszony jako zdrajca. W walkach zginęło ponad 100 austriackich nazistów, a kilka tysięcy trafiło do więzień.
Problem polegał na tym, że kilkuset z nich służyło w policji. Następca Dollfussa, Kurt von Schuschnigg, próbował utrzymać Front Ojczyźniany, ale Austria była od wewnątrz poszarpana. Nie ufał Heimwerze i tworzył rządowe bojówki katolickie, ale granice lojalności były niejasne. Po klęsce puczu Hitler odciął się od austriackiego nazizmu, a Habicht odszedł na dalszy plan.
Przez kolejne lata austriaccy naziści działali w desperacji, udowadniając lojalność i wytrwałość. Radykalizacji ulegali też członkowie Heimwery, a niżsi rangą oficerowie armii austriackiej coraz głośniej popierali przyłączenie do Rzeszy. Austria była za słaba, by obronić niezależność. Anschluss obiecywał udział wszystkich Niemców w sukcesie wielkiej Rzeszy i zemstę na zdrajcach z 1918 roku.
Kiedy Himmler po Anschlussie tworzył struktury SD i gestapo na terenie Austrii, napotkał niewielki opór. W wiedeńskim hotelu Metropol 80 procent spośród 900 gestapowców stanowili dotychczasowi funkcjonariusze stołecznych komisariatów. Podobnie jak w Bawarii, funkcjonariusze policji otrzymali szansę na wyprostowanie swoich lojalności. Weźmy Franza Stangla, późniejszego komendanta obozów w Sobiborze i Treblince.
Ten z zawodu tkacz w 1931 roku niemal jednocześnie dostał się do policji i do NSDAP. Przez lata obserwował działania nielegalnych partii, w tym nazistów, co nie przeszkodziło mu w dołączeniu do SS w maju 1938 roku, już po Anschlussie. Zainteresował się nim sam Himmler. Fascynujące jest, jak szybko po Anschlussie radykalizm Austriaków został spuszczony ze smyczy.
Na łamach nazistowskiego „Völkischer Beobachter” pisano, że podczas gdy na północy Niemiec partia musiała edukować społeczeństwo na temat żydowskiego zagrożenia, w Austrii jej obowiązkiem było powstrzymywanie nadmiernego radykalizmu. Już 17 marca Heydrich proponował aresztowania Austriaków dopuszczających się nielegalnych napaści i rabunków żydowskiego majątku. Göring twierdził z kolei, że należy brać z Austriaków przykład. Richard J.
Evans pisał, że bez zrozumienia poczucia triumfu, jakie Anschluss wzbudził u działaczy NSDAP, nie sposób zrozumieć gwałtownej fali przemocy antyżydowskiej latem 1938 roku. Rzesza, połykając Austrię, stawała się bardziej radykalna. Noc kryształowa była szczególnie brutalna w Wiedniu. Austriacy, tacy jak Kaltenbrunner, Seyss-Inquart, Globocnik, Alois Brunner czy Eichmann, zaczęli tworzyć pierwszą linię zbrodniczego systemu, jakby chcieli nadrobić stracone pięć lat między przejęciem władzy przez Hitlera a Anschlussem.
Badacz Bruce Pauley twierdził, że nazizm miał w Austrii głęboko zapuszczone korzenie, ale brakowało mu odpowiedzialnych przywódców – pewien kandydat wyemigrował do Niemiec. Austria w ramach Rzeszy miała przestać istnieć formalnie i symbolicznie, stając się Marchią Wschodnią. Wkrótce jednak Austriacy zaczęli czuć się jak obywatele drugiej kategorii. Świetnym przykładem jest los Odila Globocnika, który jako austriacki fanatyk został gauleiterem Wiednia, ale szybko go wymieniono.
Jego polityka antykościelna zniechęcała Austriaków, a tajne służby odnotowały, że przybysze z Niemiec są traktowani z pogardą. Do tego Globocnik dał się przyłapać na machlojkach finansowych. Goebbels narzekał, że wiedeński referent pisze bardzo ostry artykuł przeciwko Berlinowi. Ksenofobia Austriaków dotyczyła już nie tylko Żydów i Słowian, ale także Niemców.
Problem dotyczył też armii austriackiej. Selekcja wyeliminowała z szeregów 55 procent generałów, 40 procent pułkowników i 14 procent niższych oficerów. Potwierdzało to, że armia nazyfikowała się oddolnie. I tu pojawia się największy paradoks.
Austriacy, stając się obywatelami niższej kategorii w swojej ojczyźnie, nagle otrzymali nową opcję kariery. Tu na scenę wkracza Adolf Eichmann, mieszkający w Austrii od 8. roku życia. Już w marcu 1938 roku zaskoczył przełożonych pomysłami, jak z Wiednia zrobić całkowicie „czyste” miasto.
Eksperymentował z rozwiązaniami, przede wszystkim testując, na ile ofiary dadzą się przekonać do kolaboracji. Dzięki takim ludziom Austria stała się poligonem, z którego rozwiązania wyeksportowano na teren Czech, Polski i całej Europy. W Berlinie Galicję i Jugosławię traktowano jako starą domenę Austrii, a austriaccy funkcjonariusze byli uważani za specjalistów od zarządzania tymi obszarami – właśnie tam wprowadzono najbardziej zbrodnicze plany. Ale jaki był naprawdę udział Austriaków w zbrodniach Rzeszy?
Dane z 1966 roku, mówiące o tym, że Austriacy stanowili 13 procent stanu osobowego SS, 75 procent komendantów obozów i 40 procent załóg, okazały się oparte na chwiejnych podstawach. Doktor Sara Berger z Uniwersytetu we Frankfurcie przeanalizowała grupę mężczyzn odpowiedzialnych za akcję Reinhardt i stwierdziła, że pochodzili głównie z okolic Berlina i Saksonii, częściowo z Austrii. Według jej ostrożnych szacunków udział Austriaków nie przekroczyłby 8 procent. Socjolog Michael Mann, po prześledzeniu 1600 biografii zbrodniarzy, wyliczył 11,6 procent, przy czym Austria stanowiła około 8 procent populacji Rzeszy.
Żadne nowoczesne badania nie potwierdzają wysokich danych z 1966 roku. Nie zmienia to faktu, że Austriacy byli mocno zauważani w pewnych obszarach. Kiedy Globocnik został dowódcą SS i policji w dystrykcie lubelskim, otoczył się austriackimi oficerami, tworząc szczególnie podłą grupę, a jego plany wymordowania ludności zaskoczyły nawet kolegów. Austriackość mogła sprawiać wrażenie szczególnie radykalnego odłamu nazizmu.
Austriacy mogli wydawać się nazistami gorszymi od Niemców nie procentowym udziałem, ale poziomem radykalizmu. Wynikał on z kilku czynników: specyficznej historii i położenia Austrii, radykalnego skrzydła partii, pozostawania na froncie formalnie zdradzieckiej walki, a także polityki Hitlera wobec Marchii Wschodniej, która zmuszała Austriaków do wykazania się w systemie najbardziej zainteresowanym wysiedlaniem ludności. Ten konflikt narracji – zbrodniczych Austriaków i Austrii jako ofiary – stał się kluczowy dla budowania nowej powojennej tożsamości Austrii, oderwanej od niemieckości.
Ale to temat na zupełnie inna opowieść.


