1 września 1939 roku pancernik Śleswig-Holstein otworzył ogień w kierunku Westerplatte. Wybuchy wstrząsnęły półwyspem, a nad portem uniósł się dym. W ciągu kilku minut atak rozprzestrzenił się na całą Polskę. Samoloty bombardowały miasta, jednostki pancerne posuwały się w głąb kraju, a specjalne oddziały podążały za armią z gotowymi listami aresztowań.

Na tych listach znajdowali się nauczyciele, księża, oficerowie, prawnicy i działacze społeczni. Tysiące z nich w kolejnych tygodniach rozstrzelano w lasach lub zamknięto w przepełnionych więzieniach. Aby poradzić sobie z rosnącą liczbą zatrzymanych, w maju 1940 roku Niemcy założyli nowy obóz koncentracyjny w pobliżu Oświęcimia, około sześćdziesięciu kilometrów na zachód od Krakowa. Nazwali go Auschwitz.
To, co zaczęło się jako obóz dla polskich więźniów, wkrótce stało się ogromnym ośrodkiem terroru i masowych mordów. Wśród ludzi, którzy mieli nadzorować przesłuchania i egzekucje, znalazł się szef wydziału politycznego obozu – Maksymilian Grabner. Grabner urodził się 2 października 1905 roku w Wiedniu. Pochodził z niezamożnej rodziny i otrzymał jedynie podstawowe wykształcenie.
W latach dwudziestych pracował jako drwal, wykonując ciężką fizyczną pracę w kraju rozdartym politycznie i gospodarczo po upadku imperium Habsburgów. Na ulicach często dochodziło do starć między grupami prawicowymi i lewicowymi, a wielu ludzi tęskniło za stabilizacją i silną władzą. W 1930 roku Grabner wstąpił do austriackiej policji. Po krótkim szkoleniu służył jako funkcjonariusz, a później jako śledczy w Komendzie Głównej Policji w Wiedniu.
Mimo stabilnej pracy uległ radykalizacji. 1 sierpnia 1932 roku wstąpił do partii nazistowskiej, która wkrótce została zakazana w Austrii. Gdy w styczniu 1933 roku Adolf Hitler został kanclerzem Niemiec, jednym z jego głównych celów stało się włączenie Austrii do Rzeszy. Presja na austriackie państwo rosła z miesiąca na miesiąc.
12 marca 1938 roku doszło do anschlussu – Austria została przyłączona do Niemiec. Dla austriackich nazistów był to moment triumfu. Nastąpiły aresztowania przeciwników politycznych i publiczne poniżanie obywateli pochodzenia żydowskiego. We wrześniu 1938 roku Grabner wstąpił do Gestapo oraz do SS, organizacji, która stała się jednym z głównych narzędzi represji i masowych mordów.
Po wybuchu wojny, od listopada 1939 roku, Grabner pełnił funkcję sekretarza do spraw karnych Gestapo w Katowicach. Odpowiadał za identyfikację, przesłuchania i eliminowanie rzeczywistych lub domniemanych wrogów reżimu. Pod koniec maja 1940 roku objął stanowisko szefa wydziału politycznego w nowo utworzonym obozie Auschwitz. Wydział prowadził ewidencję więźniów, przeprowadzał przesłuchania, badał próby ucieczek i zwalczał ruch oporu wewnątrz obozu.
Oficjalnie Grabner podlegał władzom Gestapo poza obozem, choć musiał współpracować z komendantem Rudolfem Hossem. Ta podwójna struktura dawała mu ogromną niezależność – w obozie nie miał bezpośrednich przełożonych. W Auschwitz Grabner budził strach. Był arogancki, nieprzewidywalny i brutalny.
Więźniowie nazywali go „Hergot von Auschwitz” – bogiem Auschwitz – bo to on decydował o ich losie podczas przesłuchań. Jego wydział zaostrzył metody, co w praktyce oznaczało systematyczne tortury. Więźniów bito batami i pałkami, wieszano do góry nogami, oblewano wodą, pozbawiano snu i zamykano w bunkrze bloku 11, wewnętrznym więzieniu obozu. Blok 11 stał się synonimem cierpienia i śmierci.
Jednym z pierwszych przykładów zbiorowej kary za kadencji Grabnera była sytuacja po ucieczce Tadeusza Wiejowskiego 11 lipca 1940 roku. Gdy odkryto ucieczkę, wszystkich około tysiąca trzystu więźniów zmuszono do stania przez dwadzieścia godzin bez przerwy i bez jedzenia. Feliks Myłek, więzień Auschwitz, wspominał, jak Grabner prosił osoby posiadające informacje o zgłoszenie się, obiecując, że nic złego im się nie stanie. Myłek powiedział: „Początkowo, co było dość oczywiste, więźniowie mu nie wierzyli.
Jednak gdy dowiedzieli się, że jest Austriakiem, zaczęli myśleć, że być może mogą mu zaufać”. Aby pomóc współwięźniom, którzy stali na mrozie, niektórzy zgłosili się, mimo że nie wiedzieli nic o ucieczce. Grabner zapewniał, że zeznającym nie stanie się żadna krzywda. Skłamał.
„Dwóch esesmanów przytrzymywało więźnia na ławce. Grabner stał z boku i zadawał pytania, podczas gdy dwóch innych biło więźnia batem, a inny więzień spisywał jego zeznania” – opowiadał Myłek. Wszyscy, którzy zeznali, kilkunastu więźniów, zginęli tej samej nocy. Nie wiedzieli nic o ucieczce Wiejowskiego, ale chcieli ulżyć swoim przyjaciołom.
Nie pozwalano im korzystać z toalety, a Grabner kazał esesmanom pełnić straż, grożąc więźniom zdziesiątkowaniem i każąc im wykonywać przysiady z rękami na szyi. Grabner brał także udział w tak zwanym oczyszczaniu bunkrów. Więźniów z cel bloku 11 wyprowadzano na dziedziniec między blokami 10 i 11, gdzie rozstrzeliwano ich przy tak zwanej ścianie śmierci. W tym miejscu stracono tysiące osób.
Pewnego razu przy ścianie śmierci miała zostać rozstrzelana kobieta. Nie odniosła jednak żadnych ran – upadła, tracąc przytomność z powodu szoku i strachu. Uznano ją za zmarłą i umieszczono wśród zwłok oczekujących na kremację. Gdy odzyskała przytomność i zaczęła błagać o życie, poinformowano o tym Grabnera.
Przyszedł osobiście i zastrzelił ją z rewolweru. W 1942 roku Auschwitz stało się głównym ośrodkiem masowego mordowania europejskich Żydów. Selekcja deportowanych odbywała się w Auschwitz II-Birkenau. Osoby uznane za niezdolne do pracy wysyłano bezpośrednio do komór gazowych.
Według relacji ocalałego Filipa Mullera oraz Perego Broda, członka wydziału politycznego, Grabner wygłaszał przemówienia do Żydów przeznaczonych do zagazowania w starym krematorium w obozie głównym, aby ich uspokoić. Mówił ludziom, by rozebrali się do kąpieli, aby mogli potem zjeść posiłek i rozpocząć pracę. Za tymi spokojnymi słowami kryło się mordowanie gazem Cyklon B. Grabner brał też udział w fałszowaniu dokumentów.
Po egzekucjach zgony odnotowywano jako spowodowane chorobami naturalnymi, takimi jak tyfus. System nazistowski łączył jawną brutalność z administracyjnym maskowaniem zbrodni. We wrześniu 1942 roku Grabner otrzymał Krzyż Zasługi Wojennej drugiej klasy z mieczami – odznaczenie przyznawane za szczególne zasługi dla reżimu. Jego sytuacja zmieniła się nagle 30 listopada 1943 roku.
Został odwołany ze stanowiska i aresztowany przez samą SS. Śledztwo prowadził sędzia SS Georg Konrad Morgen, który badał przypadki korupcji i bezprawnych zabójstw w obozach koncentracyjnych. Grabnera oskarżono o arbitralne rozstrzelanie około dwóch tysięcy więźniów bez upoważnienia przełożonych oraz o wzbogacanie się poprzez kradzież mienia zabitych Żydów. Nawet w szeregach SS kradzież była uważana za poważne przestępstwo – nie z troski o ofiary, ale dlatego, że naruszała dyscyplinę wewnętrzną, a łupy pochodziły z majątku państwa nazistowskiego.
W październiku 1944 roku przed sądem SS i policji w Weimarze rozpoczęło się postępowanie. Prokurator domagał się surowej kary za kradzież na dużą skalę i morderstwo. Jednak Heinrich Müller, szef Gestapo, odmówił współpracy w wyjaśnieniu sprawy. W obliczu pogarszającej się sytuacji militarnej Niemiec proces odroczono i nigdy go nie zakończono.
Grabner wrócił do służby w Gestapo w Katowicach, a następnie został przeniesiony do Breslau – dzisiejszego Wrocławia. Gdy w maju 1945 roku upadły nazistowskie Niemcy, zniknęły też struktury, które go chroniły. Grabner próbował ukrywać się w okolicach Wiednia, pracując jako robotnik rolny pod fałszywą tożsamością. 4 sierpnia 1945 roku został aresztowany podczas pracy w polu i osadzony w wiedeńskim areszcie.
Hermann Langbein, ocalały z Auschwitz, opisał go jako marudnego i tchórzliwego człowieka. W 1946 roku Grabner zeznał w więzieniu: „W zabójstwie trzech milionów ludzi brałem udział wyłącznie ze względu na moją rodzinę. Nigdy nie byłem antysemitą”. W styczniu 1947 roku w jego celi znaleziono przedmioty wskazujące na przygotowania do ucieczki.
12 lipca 1947 roku Grabner został ekstradowany do Polski. Stanął przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Krakowie podczas pierwszego procesu oświęcimskiego, który rozpoczął się 24 listopada 1947 roku. Ocaleni zeznawali szczegółowo o torturach, rozstrzeliwaniach i egzekucjach przeprowadzonych z jego polecenia. Świadkowie opisywali, jak więźniowie wzywani do wydziału politycznego często woleli popełnić samobójstwo, niż poddać się przesłuchaniu.
22 grudnia 1947 roku trybunał uznał Maksymiliana Grabnera winnym zbrodni przeciwko ludzkości i skazał go na karę śmierci. Miesiąc później, 24 stycznia 1948 roku, strażnicy z więzienia Montelupich w Krakowie przyszli, aby doprowadzić go na egzekucję. Grabner, który niegdyś czerpał przyjemność z zabijania ludzi dla zabawy, ukląkł przed funkcjonariuszami. Płacząc i próbując całować ich buty, błagał o litość.
To niczego nie zmieniło. Powieszono go na szubienicy. Miał czterdzieści dwa lata.


